III Pola chwały (26-28 września 2008)

Impreza historyczno-wargamingowa odbywająca się co roku w Niepołomicach pod Krakowem w drugiej połowie września.
Awatar użytkownika
Itagaki
Général de Brigade
Posty: 2037
Rejestracja: czwartek, 22 grudnia 2005, 14:42
Lokalizacja: Dublin

Post autor: Itagaki » środa, 24 września 2008, 22:18

Moze faktycznie to byla zwykla sala klasowa - ale byly materace. Najwazniejsze jest, ze przez to ze mialem miec pokoj nie bylem przygotowany na taki ewent. I jeszcze ktos na noc okno otworzyl :/
Jak w tym roku Pani B. znow zawali to wracam na noc do Krakowa :)
Everyone sees that even a beautiful full moon starts to change its shape becoming smaller as the time passes. Even in our human lives things are as it is.
Takeda Harunobu
Awatar użytkownika
Przemos19
General der Panzertruppen
Posty: 4971
Rejestracja: sobota, 10 czerwca 2006, 22:46
Lokalizacja: Zawiercie/Katowice
Been thanked: 1 time
Kontakt:

Post autor: Przemos19 » środa, 24 września 2008, 22:33

O dokładnie było otwarte okno, mnie na szczęście nie przeszkadzało bardzo ;)
Plus ja bym miał do powrotu trochę dalej niż Kraków - jakieś +60km :)
Liczę że pojawię się koło 17 lub 18. Może trafimy razem do busa znowu.
http://www.przemos85.blogspot.com/ - blog poświęcony OWW2 i wargamingowi

http://www.battlegroup.net.pl - strona poświęcona Operation World War 2 i wargamingowi
Awatar użytkownika
Raleen
Colonel Général
Posty: 36539
Rejestracja: czwartek, 22 grudnia 2005, 14:40
Lokalizacja: Warszawa
Has thanked: 234 times
Been thanked: 152 times
Kontakt:

Post autor: Raleen » czwartek, 25 września 2008, 12:23

Przemos19 pisze:Raleen, w piatek od ktorej godziny juz bedziesz? (i do ktorej?:D). Pytam sie co by znalezc kogos kto mi pokaze jak dojsc do domkow w gosp Bartnikowskiej.
16.10 jestem w Krakowie. W Niepołomicach powinienem być zatem koło 18-tej, pewnie parę minut przed nawet, jak dobrze pójdzie.
Panie, weźcie kości w rękę i wyobraźcie sobie, że gracie z królem Kastylii, i rzucając je na stół zdajecie wszystko na los bitwy. Jeśli dopisze wam szczęście, zrobicie najlepszy rzut, jaki kiedykolwiek uczynił król na ziemi; a jeśli rzut wam się nie powiedzie, inaczej nie odejdziecie z gry, jak z honorem.

Gil de Osem do króla Portugalii Jana I Dobrego przed bitwą pod Aljubarrotą (14.VIII.1385)
Awatar użytkownika
Arteusz
Praetor
Posty: 3182
Rejestracja: niedziela, 7 października 2007, 16:17
Lokalizacja: Kielce

Post autor: Arteusz » czwartek, 25 września 2008, 13:18

"Dołączam się" do pociągu w Kielcach o 14 z minutami, więc do Krakowa i później (najpewniej busem) do Niepołomic jedziemy razem.
Moje gry
Szlachectwa nie nabiera się przez urodzenie, ale przez czyny.
"Moim obowiązkiem, jako patrioty, nie jest umrzeć za swój kraj, ale sprawić, żeby wróg oddał życie za własny".
Islam Gerej III
Sergent-Major
Posty: 194
Rejestracja: środa, 24 maja 2006, 17:02
Lokalizacja: Kraków - Stare Miasto
Kontakt:

Post autor: Islam Gerej III » piątek, 26 września 2008, 11:05

Czołem
I ja od dziś będę na zamku, liczę na nocną grę bo w dzień przyjdzie gawiedź mundurem bawić;)

Pozdrawiam
Islam
Semper Fidelis. Bitwa o Lwów 1918-1919 https://www.facebook.com/GraSemperFidelis/
Awatar użytkownika
Legun
Chef d'escadron
Posty: 1004
Rejestracja: czwartek, 22 grudnia 2005, 18:51
Lokalizacja: Kraków

Post autor: Legun » piątek, 26 września 2008, 15:18

Zapomniałem się tu ogłosić. Będę w sobotę rano - do około 15.50. Będę miał OWC 2.0 do testowania, wezmę też pewnie FWW i 1960 (jeśli Rysiek będzie zbyt zajęty by skonsumować stare wyzwanie do OWC).
Autorze! Nie zmuszaj gracza do powtarzania historycznych błędów - pozwól mu robić własne.
Awatar użytkownika
Strategos
Censor
Posty: 8344
Rejestracja: czwartek, 22 grudnia 2005, 17:53
Lokalizacja: Łódź

Post autor: Strategos » piątek, 26 września 2008, 16:54

Z żoną jestem umówiony na dziś na partyjkę w MP 1960 .Dla Was i dla nas motywacją do gry powinna być dzisiejsza- jutrzejsza debata . ;)
"Bądź szybki jak wicher, spokojny jak las, napastliwy i żarłoczny jak ogień, niewzruszony jak góra, nieprzenikniony jak ciemność, nagły jak piorun"

Sun Tzu
Awatar użytkownika
Arteusz
Praetor
Posty: 3182
Rejestracja: niedziela, 7 października 2007, 16:17
Lokalizacja: Kielce

Post autor: Arteusz » niedziela, 28 września 2008, 20:59

No i po konwencie.
Ogólne wrażenia bardzo pozytywne. Wielki uznanie dla organizatorów na miejscu. Zapewnili suchy prowiant i grillla w sobotę. Oczywiście nie starczyło czasu na inne atrakcje czyli pokazy, rekonstrukcje itp. Pocieszam się, że nie tylko mi. ;D Bardzo fajne grono graczy się zdołało zebrać i wspólnie pograć w różne gry. Od prostych, poprzez już wielokrotnie ograne Here I Stand (itp.) do całkowitych nowości (Heeresgruppe "Nord" 1941-44 i druga pozycja, której tytułu nie znam.)
Z mojej strony growej wyglądało to następująco:
Pierwszy dzień to "aklimatyzacja" i partyjka Sukcesorów (III ed.) z Andersem i Itagaki. !960 z Itagaki.
Drugi dzień zaczął się od rozłożenia Empire of the sun i pokazania amerykanom (Itagaki) gdzie powinni pływać i nie zapuszczać się dalej niż do Australii. ;) . Znowu Sukcesorzy i Great battles of History (znowu Itagaki?!). Tym razem musiałem dwa razy uznać wyższość geniuszu Kartagińczyków pod Arkagas. Moja falanga niemrawo się obracała XD choć kilkakrotnie cudem wytrzymywała ataki wroga. Itagaki zapoznał mnie również z jej prostszą odmianą i odniosłem wrażenie, że ta prostsza wersja jest bardziej realistyczna (m.in.oddziały mogą się poruszyć mimo braku dowódcy w zasięgu).
Dzień trzeci to Manoeuvre z Samórem (nie wiem czy tak się to pisze) i Wellington z Itagaki (znowu?!!!! obłę jakiś) i Andersem.
To tyle. Pewnie czegoś zapomniałem. Fajnie było. Ba, bardzo fajnie.
;) :D
Moje gry
Szlachectwa nie nabiera się przez urodzenie, ale przez czyny.
"Moim obowiązkiem, jako patrioty, nie jest umrzeć za swój kraj, ale sprawić, żeby wróg oddał życie za własny".
Awatar użytkownika
Raleen
Colonel Général
Posty: 36539
Rejestracja: czwartek, 22 grudnia 2005, 14:40
Lokalizacja: Warszawa
Has thanked: 234 times
Been thanked: 152 times
Kontakt:

Post autor: Raleen » niedziela, 28 września 2008, 22:07

I po konwencie.

Mam wrażenie, że ogólnie ludzi było więcej, szkoda, że kilka osób, które się zapowiadały i wydawało się, że te zapowiedzi są pewne, nie pojawiło się, ale domyślam się, że mieli swoje powody albo w ostatniej chwili coś im wypadało. Ogólnie było dobrze. Konwent jako całość zyskał w tym roku coś w rodzaju zorganizowanej jednostki informacyjno-promocyjnej. Wszyscy prowadzący poszczególne części konwentu zostali przestawieni dwóm damom i dwóm dżentelmenom, którzy wyłuskawszy od nich nieco informacji i zebrawszy dane kontaktowe, w czasie trwania konwentu kierowali m.in. poszczególnych zainteresowanych do poszczególnych sal. Było też w końcu pełne wyżywienie i inne. To logistyka, i w naturalny sposób schodzę na takie sprawy, najważniejsze jednak, że udało się zagrać w szereg gier i że powoli krystalizuje się jakaś stała ekipa uczestników.

Niniejszym zarówno w imieniu Roberta jako głównego organizatora, jak i swoim dziękuję wszystkim, którzy przybyli. Mam nadzieję, że dobrze się bawiliście, bo to jest najważniejsze. Grać było w co, aczkolwiek większość moich planów co do rozgrywek wzięła na miejscu w łeb. Udało mi się więc pograć w 'Here I Stand' - dwie partie, w tym szczególnie udanie wypadła druga, niemal całodniowa, którą rozgrywaliśmy w sobotę. Dograliśmy do przedostatniego etapu, i do samego końca sytuacja była jeszcze nierozstrzygnięta. Aczkolwiek na tym etapie gry z rozkładu punktów zwycięstwa wynikało, że największe szanse mieli kierowany przeze mnie Habsburg oraz Anglicy, i tak też ostatecznie stanęło, że te dwie frakcje uznane zostały za zwycięskie, jako, że osiągnęły już próg 25 punktów, i tylko bardzo zdecydowane działania pozostałych potęg były w stanie ten stan rzeczy zmienić. Niestety z rozgrywki odpadł Profes, który postanowił wziąć udział w prowadzonym równolegle LARPie historycznym. Poza tym udało mi się jeszcze zagrać z Legunem w 'Ostatnią wojnę cesarzy' na nowych, świeżo zmodyfikowanych zasadach. Choć była to mordercza partia, bo jednocześnie jako cesarz ciągle byłem potrzebny przy HIS, gdzie miałem sporo do roboty, ale Legun cierpliwie to znosił (dzięki serdeczne za wyrozumiałość). Udało mi się także zagrać z Teuflem w 'A Victory Lost', co także mnie bardzo cieszy. Hordy bolszewickie zostały powstrzymane w okolicach rzeki Mius, skąd Niemcy około 6 etapu wyprowadzili potężne kontruderzenie, które zmiotłoby prawdopodobnie główny trzon sił sowieckich, gdybyśmy kontynuowali dalej... Poza tym kilka eurogier, przymierzałem się też do Maneouvre, ale niestety sprawy organizacyjne mnie odciągały.

Dziękuję wszystkim jeszcze raz za grę i za to, że miałem okazję ich poznać. Jeśli o czymś, o kimś zapomniałem z góry przepraszam. Obszerniejsza relacja ukaże się mam nadzieję wkrótce na stronie SiS. Osoby, które robiły zdjęcia fajnie gdyby je powrzucały na forum albo podesłały Arteuszowi, tak żeby je też można było wrzucić na SiS.
Panie, weźcie kości w rękę i wyobraźcie sobie, że gracie z królem Kastylii, i rzucając je na stół zdajecie wszystko na los bitwy. Jeśli dopisze wam szczęście, zrobicie najlepszy rzut, jaki kiedykolwiek uczynił król na ziemi; a jeśli rzut wam się nie powiedzie, inaczej nie odejdziecie z gry, jak z honorem.

Gil de Osem do króla Portugalii Jana I Dobrego przed bitwą pod Aljubarrotą (14.VIII.1385)
Awatar użytkownika
RyTo
Major
Posty: 1174
Rejestracja: poniedziałek, 24 kwietnia 2006, 22:14
Lokalizacja: Kraków
Kontakt:

Post autor: RyTo » poniedziałek, 29 września 2008, 14:30

"Mężczyzn szybciej nudzi sen, miłość, śpiew i taniec aniżeli wojna". Znają to zdanie nieliczni czytelnicy Homera i rój graczy Total War. Czasem więc mężczyźni zbierają się razem, podobnie jak w minione dni w Zamku Niepołomickim.

Ja zostałem wezwany pod Ilipę, gdzie w 206 r. p.n.e. odbyliśmy bitwę pomiędzy Rzymianami a Kartagińczykami. Przydzielone mi zostało doradztwo prawemu skrzydłu sił punickich. W centrum - Krzysiek. Na lewym skrzydle decyzje wydawał Zygfryd.

Siły rzymskie nie były dowodzone przez jednego człowieka, Publiusza Korneliusza Scypiona. Zamiast jednego błyskotliwego wodza, Rzym posiadał ich kilku. Naprzeciw Zygfryda miejsce zajął Wujaw z adiutantem Antkiem. Przeciwko Krzyśkowi - Zeka. Naprzeciw mnie - Teufel.
http://i213.photobucket.com/albums/cc15 ... 270016.jpg
http://i213.photobucket.com/albums/cc15 ... 270013.jpg

Bitwa rozpoczęła się od natarcia Rzymian piechotą na skrzydłach. Ustawiona w jednym szeregu powolnym krokiem zbliżała się do głównej linii wojsk punickich. Rzymianie postanowili również zabezpieczyć się przed groźbą oskrzydlenia rozciągając szeregi welitów.

Choć sam jestem dowódcą ciężkiej piechoty, znam się nieco na sztuce przewodzenia kawalerii. Z mojego poduszczenia kawaleria numidyjska pod wodzą Masynissy odłączyła się od głównej linii wojsk i zaczęła oskrzydlać armię Rzymu. Piesi welici nie mogli zagrozić lotnym Numidom - przeciwnik posłał więc naprzeciw ciężką jazdę ekwitów. Numidowie w trzech starciach rozgromili wroga - w pierwszym dopadli, w drugim złamali, w trzecim wycięli.

Gdy jednak to się już dokonało, ciężka piechota wgryzała się coraz mocniej w skrzydła punickie. Do obozu punickiego posłano zdrajcę, który nakłonił Rzymian do ataku legionistów na lekką piechotę iberyjską. Ku ogólnemu zdziwieniu, przygotowani Iberowie odparli przeciwnika pomimo jego przewagi liczebnej.

Na moim skrzydle żołnierze próbowali nadwyrężać linię ciężkich piechurów, lecz okazało się to trudne.

W każdym jednak miejscu na świecie czas upływa i mogłem znów odłożyć broń, zawiesić swój hełm i bezpiecznie powrócić do psa oczekującego swojego właściciela (w domu oczekiwała mnie już drzazga, która szybko wbiła mi się pod paznokieć; najwięcej wypadków zdarza się, jak widać w domu - taki Odyseusz zginął z rąk własnego syna przebity oszczepem, mnie wbiła się drzazga. Jakiego formatu człowiek, taka rana :) ).

Dziękuję współgraczom za cierpliwość i chęć wspólnej gry.

Kilka zdjęć:
http://i213.photobucket.com/albums/cc15 ... 270017.jpg
http://i213.photobucket.com/albums/cc15 ... 270029.jpg
http://i213.photobucket.com/albums/cc15 ... 0031-1.jpg
http://i213.photobucket.com/albums/cc15 ... 270003.jpg
http://i213.photobucket.com/albums/cc15 ... 270071.jpg
http://i213.photobucket.com/albums/cc15 ... 270072.jpg

http://i213.photobucket.com/albums/cc15 ... 270062.jpg
http://i213.photobucket.com/albums/cc15 ... 0033-1.jpg
http://i213.photobucket.com/albums/cc15 ... 270006.jpg
http://i213.photobucket.com/albums/cc15 ... 270009.jpg

http://i213.photobucket.com/albums/cc15 ... 270018.jpg
http://i213.photobucket.com/albums/cc15 ... 270020.jpg
http://i213.photobucket.com/albums/cc15 ... 270065.jpg
http://i213.photobucket.com/albums/cc15 ... 270066.jpg
http://i213.photobucket.com/albums/cc15 ... 270070.jpg
As-tu le cauchemar, Hoffmann?
Awatar użytkownika
wujaw
Général de Brigade
Posty: 2077
Rejestracja: sobota, 11 marca 2006, 11:15
Lokalizacja: Bydgoszcz

Post autor: wujaw » poniedziałek, 29 września 2008, 17:03

Z rzymskiego punktu widzenia bitwa wyglądała nieco inaczej. :roll:
Rola zdrajców jedynie wzmiankowana przez mało rzetelne źródło kartagińskie miała nie dający się przecenić wpływ na rozwój wydarzeń.
Na wstępie bowiem, gdy armie przygotowywano dopiero do walki z pobudek historycznych rzymskich legionistów ułożono na stosikach w ten sposób, aby hastati znaleźli się w pierwszym rzędzie.Tym samym na javeliny piechoty kartagińskiej wystawiono słabsze jednostki, podczas gdy konsekwencje ich słabości ponosić musieli stłoczeni za nimi (w realiach planszy pod nimi) bardziej doświadczeni koledzy.
Ten ponury incydent ujawniony w trakcie, gdy legioniści z aż dwóch legionów żwawo zmierzali już do ataku w znacznym stopniu zaważył na rozwoju wypadków na tym skrzydle.
Hastati po pierwszym starciu w dużej częsci znajdowali się o włos od paniki, co zatrzymało natarcie, z którym PC Scypion wiązał ogromne nadzieje.
W dalszym ciągu wydarzeń armia rzymska na swoim prawym, silniejszym skrzydle napotkała kolejną przeszkodę w postaci słoni, oraz nader wprawnie ustawionej do kontry kawalerii, wspieranych nielicznymi oddziałami lekkiej piechoty, za to dowodzonych przez aż 4 wodzów kartagińskich.Rzymianie dysponujący na tym odcinku o wiele większymi siłami, po raz pierwszy w swej wojennej praktyce napotkali zastosowany przez Zygfyda tak skuteczny system zawracania uciekających żołnierzy na pole walki i motywowania upadających na duchu.
Pod koniec rozgrywki jednostki tego skrzydła przestały istnieć, lecz w tym samym czasie Zygfryd skrócił już skrzydło i zawinął stawiając tym samym kolejną zaporę wymagającą czasu i środków do sforsowania.Tymczasem po drugiej stronie planszy siły kartagińskie hulały już na całego po zawinięciu i rozgromieniu lewego skrzydła rzymskiego, co nie było dobrym prognostykiem na przyszłość.Jedyna nadzieja Rzymu pozostawała w o wiele trudniejszych zadaniach nałożonych przez scenariusz na stronę kartagińską.
Po bitwie Rzymianie długo zachodzili w głowę dlaczego ich dwóch wodzów czekało w centrum przez całą bitwę na natarcie kartagińskie, które nigdy nie nadeszło... :P
Ja również serdecznie dziękuję współgraczom - śmiałkom, którzy poświęcili pół konwentu na rozegranie kolosalnego sceanariusza.
:smile:
Atmosfera na imprezie była bardzo sympatyczna, a sceneria zamkowa powoduje, że całość nabiera innego smaku.
Awatar użytkownika
zygfryd
Sergent-Major
Posty: 180
Rejestracja: środa, 10 maja 2006, 07:37
Lokalizacja: Motkowice
Kontakt:

Post autor: zygfryd » wtorek, 30 września 2008, 09:07

Kilka slow ode mnie.
W piatek wieczorem gralem z Krzyskiem w Road to Leningrad. Skala jak b35, le znaczniej szybciej i bez zbednych komplikacji, a emocje te same. Gralem Armia Czerwona. Udalo mi sie atrzymac niemieckie dywizje pancerne na srodku planszy w okolicach miasta Sołtysy. Już zbieralem tam sily do kontrataku, ale opuscilem najbardziej punktowane miejsca na tylach. Nie docenilem szybkosci niemieckiej dywizji pancernej, a Krzysiek to wykorzystal. Ogolnie gre oceniam bardzo dobrze. Obie strony maja szanse na zwyciestwo.
W sobote rano miale okazje zagrac w Flames of War. Figurki i teren przygotowane przez wargamera byly naprawde efektowne. Sama gra nie wymaga wielkich umiejetnosci i dzieki pomocy doswiadczonego gracza mozna szybko zalapac o co chodzi. Ja wole cos bardziej wymagajacego. I od razu mialem okazje poznac i zmierzyc sie z kolegami z polnocy Polski w SPQR. Na swoim odcinku nie mialem szans na sukces, ale udalo mi sie opuznic natarcie Rzymian. W tym czasie Rysiek zdazyl rozbic druga flanke smialymi atakami numidyjskiej kawalerii. Zakonczylismy, gdy wynik oscylowal wokol remisu. Musze przyznac, ze wszyscy gracze prezentowli wysoki poziom i nikt nie zrobil jakiegos oczywistego bledu. Naprawde bylo super.
W niedziele z Krzyśkiem zagralismy w Barbarosse. Gra prosta w mechanice, a wymagajaca wiele przewidywania. W pierwszym starciu gralem Rosjanami. Udalo mi sie utworzyc w miare ciagla linie frontu, a Krzysiek wszystkie nadzieje wiazal ze zdobyciem Leningradu. Jednak atak nie powiodl sie - tylko 6 mnie ratowalo i wlasnie tyle bylo na kostce. Zanosilo sie na przewlekla kampanie, ale morale niemieckie bylo tak niskie, ze zmienilismy strony i zaczelismy jeszcze raz. Dowodac Niemcami gralem ostro, koncentrujac sily na wybranych kierunkach. Kilka atakow zakonczylo sie "krwawa laznia" i moja armia szybko stopniala. Na szczescie korpusy pancerne przedarly sie na glebokie tyly. Nazbieralem dosc punktow, aby wygrac po trzech turach - sierpien 1941. Krzysiek na szczescie nie zrazil sie i zapowiedzial rewanz.
Ogolnie impreaz byla nardzo udana. Miejsce i ludzie (nie tylko nad planszami) byli bardzo zyczliwi i wszyscy dobrze sie bawili. Rekonstrukcje byly bardzo efektowne.
Awatar użytkownika
Raleen
Colonel Général
Posty: 36539
Rejestracja: czwartek, 22 grudnia 2005, 14:40
Lokalizacja: Warszawa
Has thanked: 234 times
Been thanked: 152 times
Kontakt:

Post autor: Raleen » wtorek, 30 września 2008, 10:41

Relacja ogólna z konwentu Pola chwały (Niepołomice, 26-28 września 2008 r.)

W dniach 26-28 września 2008 roku, po raz trzeci już, odbył się na zamku w Niepołomicach pod Krakowem konwent „Pola chwały”. Tegoroczna odsłona imprezy wypadła pod wieloma względami lepiej niż poprzednia. Jeśli chodzi o samą organizację tej edycji „Pól chwały”, warto wspomnieć, że po raz pierwszy pojawiło się coś na kształt biura informacyjno-prasowego. Jako prowadzący część konwentu poświęconą grom planszowym zostałem skrzętnie wypytany przez członków tejże zacnej komórki co do tego, czym się zajmujemy, by mogli oni następnie udzielać stosownych informacji odwiedzającym konwent gościom i kierować ich do poszczególnych komnat, gdzie znajdowały się stanowiska poszczególnych grup wargamingowych. Przyglądałem się jak to później funkcjonowało i muszę przyznać, że jestem pod wrażeniem. Frekwencja wśród odwiedzających była w tym roku wyraźnie wyższa. Wykazywali też na ogół więcej zainteresowania tym, co oglądali.

Wyraźne piętno na imprezie odcisnęły w tym roku grupy rekonstrukcyjne. Było ich jakby więcej niż poprzednio. Pojawiła się m.in. grupa odtwarzająca przedwojenny oddział kawalerii, która dała pokaz musztry konnej. Reprezentowana była większość okresów historycznych. Wczesne średniowiecze, pełne średniowiecze, w tym grupy odtwarzające Słowian, tradycyjnie też pojawiły się ekipy odtwarzające okres XVII wieku i generalnie Polskę szlachecką. Nie zabrakło też oczywiście epoki napoleońskiej oraz grup drugowojennych. W tym roku zajęcia organizacyjne sprawiły, że nie miałem zbyt dużo czasu, by przyjrzeć się poszczególnym pokazom, tym niemniej wśród organizatorów oraz stałych bywalców dało się wręcz słyszeć opinie, że w tym roku grupy rekonstrukcyjne zdominowały konwent i że ewolucja idzie wręcz właśnie ku przekształceniu imprezy w festyn grup rekonstrukcyjnych. Ze swojej perspektywy trudno mi powiedzieć, czy tak rzeczywiście jest, nie miałbym jednak nic przeciwko temu, jeśli rekonstruktorów będzie przybywać. Ze względu na widowiskowość ich hobby w naturalny sposób przyciągają oni rzesze gości, którzy często, nawet przy okazji, zaglądają i zainteresowują się innymi częściami konwentu.

W ramach części poświęconej historii i rekonstrukcjom, tradycyjnie już pojawiły się pokazy tańców dawnych – głównie średniowiecznych. Można też było posłuchać kilku wykładów, w tym np. wykładu Roberta Kisiela o kawalerii europejskiej w czasach Fryderyka II czy wykładu Jacka Komudy na tematy związane z XVII wiekiem. Część rekonstrukcyjno-historyczna zmieniła się w tym roku w prawdziwy festiwal historyczny, z czego najwięcej działo się w zasadzie w niedzielę. Odwiedzający imprezę mogli spotkać się i porozmawiać z członkami bractw rycerskich, poprzymierzać dawne stroje i popróbować swych sił we władaniu bronią, strzelaniu z łuku etc. Warto w tym miejscu także wspomnieć o prezentacji muzeum napoleońskiego w Witaszkach oraz pokazie multimedialnym poświęconym rekonstrukcji bitwy pod Somosierrą w dalekiej Hiszpanii, w którym licznie wzięły udział także polskie grupy rekonstrukcyjne. Przy wieczornym grillu uczestnicy konwentu mieli okazję oglądać zdjęcia z tej właśnie imprezy.

Inną tegoroczną ciekawostką był LARP (Live Action RPG) historyczny, rozgrywany w sobotę wieczór. Dla nieposiadających strojów historycznych istniała możliwość ich darmowego wypożyczenia od zaprzyjaźnionych grup rekonstruktorów. Z okazji tej skorzystał nasz kolega Profes, który w LARPie tym wziął udział. Podobno wypadł naprawdę nieźle. Kursując między salą gier planszowych a komnatą organizatorów, w przelocie obserwowałem przebieg tego LARPa. Cały czas dochodziły mnie też gromkie okrzyki uczestników, z czego wnioskuję, że raczej się nie nudzili.

Ze spraw logistycznych udało się w tym roku organizatorowi załatwić pełne wyżywienie dla uczestników konwentu (śniadanie, obiad i wspólny grill w ramach kolacji). Łóżek polowych jeszcze nie było, ale tradycyjnie funkcjonował darmowy nocleg w szkole. Tym samym staje się to powoli najtańsza tego typu impreza w Polsce. Co więcej, dla osób z Warszawy, ponieważ niektóre grupy wargamingowo-modelarskie zamawiają autokary, istniała możliwość, że koszt udziału w imprezie wyniósł słownie zero złotych. Przyznam, że nie spotkałem się z inną imprezą, któraby coś takiego umożliwiała. Często jest tak, że organizatorzy starają się na uczestnikach zarobić. Na tym tle konwent „Pola chwały” odznacza się wyjątkowo pozytywnie.

Przechodząc do właściwego wargamingu, czyli gier bitewnych i planszowych, trzeba wspomnieć, że niestety kilka osób, zarówno z naszego grona, jak i z innych ekip w tym roku nie dotarło. Tym niemniej spośród znajomych mi przedstawicieli figurkowców pojawił się we wzmocnionym składzie Oddział Ósmy, po sąsiedzku w dużej sali po prawej stronie dziedzińca tradycyjnie rozstawiła swoje stoisko firma Wargamer. Widziałem, że grano w Warmastera, dużo uwagi poświęcono też sztandarowemu ostatnio projektowi systemu XVII-wiecznego „Ogniem i mieczem”. Ponadto znajomy mi dobrze Krzysiek Dytczak prowadził pokazy i turniej „Manoeuvre”. Nie dotarł niestety na konwent Robert Żak i wydawnictwo Leonardo, które miało prezentować swój nowy projekt gry „Biały orzeł, czerwona gwiazda”, poświęconej wojnie 1920 roku. Na dole w piwnicach tradycyjnie już rozstawiły się poszczególne grupy i pracownie modelarsko-wargamingowe. Obok nich ulokowała swoje stanowisko firma Sfan z Wrocławia, prezentująca system „Flames of War” i w nim się specjalizująca. Swoje stanowisko miała tam także jedna z księgarni, oferująca na miejscu książki historyczne (podobno w atrakcyjnych cenach).

Część konwentu poświęcona grom planszowym ulokowała się tradycyjnie w salach Freskowej i Jagiellońskiej Zamku. Przyznam, że osobiście, jako prowadzący tą część imprezy, miałem w tym roku bogate i miejscami dość szczegółowe plany itd. Jak to często bywa w takich sytuacjach, życie brutalnie je podeptało. Cała zabawa rozwijała się spontanicznie, a gracze najczęściej dopiero na miejscu decydowali w co będą grać. I chyba tak już być musi. Grano w wiele rzeczy, szereg gier było też na miejscu do dyspozycji. Jeśli chodzi o planszówki, warto wspomnieć, że zyskaliśmy w tym roku wsparcie ze strony sklepu Dragonus, którego właściciel, Robert Jaskuła, dostarczył nam szereg gier, głównie jak na zainteresowania tradycyjnych wargamerów „lightowych”, ale świetnie sprawdzały się na miejscu, choćby w przerwach między „poważniejszymi” rozgrywkami, jak też podobały się odwiedzającym gościom, dla których o tyle dobrze się nadają, że łatwo można wytłumaczyć ich zasady, po czym szybko zasiąść do gry.

Rozgrywki upłynęły przede wszystkim pod znakiem gier wieloosobowych. Impreza taka jak „Pola chwały” to dla graczy jedna z nielicznych okazji, żeby w takie gry w pełnym składzie zagrać. Dla wielu osób z mniejszych miast i miasteczek jest to często okazja jedyna, bo trudno im na co dzień skompletować odpowiednie grono graczy do takich gier. Triumfy święciło więc zwłaszcza „Here I Stand” – gra poświęcona wojnom reformacyjnym w XVI wieku. Rozegraliśmy ją dwa razy, przy czym za pierwszym razem scenariusz kontrreformacyjny, a za drugim razem reformacyjny. Szczególnie zacięta była druga rozgrywka. Trwała ona niemal całą sobotę. Dobrnęliśmy aż do przedostatniego etapu, co rzadko się zdarza – najczęściej gra kończy się znacznie wcześniej. Poza tym najwięcej grano w „Manoeuvre”. Ta ostatnia gra bezapelacyjnie zdominowała tegoroczny konwent. Udało się też nauczyć w nią grać kilka nowych osób. Począwszy od soboty w akcji były też gry starożytne, z systemu „Great Battles of History”. Połączone starcie na dwóch planszach, do Zamy (202 p.n.e.) i jeszcze jednej, której niestety nie pomnę, skupiało zacne grono kilku graczy-specjalistów od starożytności. Z tego co widziałem, Grenadyer próbował też systemu uproszczonego do GBoH, którego test, jak słyszałem z opinii jego i jego współgracza, wypadł bardzo pozytywnie. Drugą grą o starożytności, która cieszyła się tego roku dużą popularnością była III edycja „Sukcesorów Aleksanrda Wielkiego” – „Succesors III”, grana w sumie dwa razy. Ponadto z zainteresowaniem obserwowałem także rozgrywkę w „Empire of the Sun” oraz dwie rozgrywki w „1960: Making of the President”.

W sobotę pojawił się nasz dobry znajomy „pan z telewizji” Jarosław Flis, który przyniósł ze sobą „Ostatnią wojnę cesarzy” w wersji ze świeżo naniesionymi modyfikacjami. Miałem okazję ją z nim testować, chociaż rozgrywka była ciągle przerywana, jako że jednocześnie uczestniczyłem w rozgrywce w „Here I Stand”, gdzie jako kierujący Habsburgami miałem stale pełne ręce roboty (walka na niemal wszystkich frontach). Jarek w przerwach postanowił także spróbować czegoś jeszcze i rozłożył wraz kolegą jedną ze świeżo wydanych gier o I wojnie św. Szczególnym zawodem było dla niego jednak, że nie załapał się w tym roku na partyjkę „1960: Making of the President” – akurat dwaj pozostali gracze, którzy jednocześnie w nią grali, byli w tym samym czasie zajęci rozgrywką między sobą. Rano w niedzielę Grenadyer, Arteusz i Anders rozegrali jedną z gier, która miała być gwoździem programu – „Wellingtona”, grę opartą na zasadach bardzo zbliżonych do „Napoleonic Wars”. Ostatecznie nie zdążył się za to pojawić „Kutuzov”, choż również był w planach. Z innych gier, w które grano na konwencie, wspomnieć muszę jeszcze o grach drugowojennych o bitwie pod Stalingradem z serii GMT, rozgrywanych m. in. przez Zygfryda – same „świeżynki”, więc nawet tytułu w tej chwili nie pomnę. Na miejscu można było także pograć w projekty autorskie kolegi Zulu von Auffenberga i osób z nim związanych oraz „Kaniów 1943” i „Kraśnik 1914”, który pokazywali przedstawiciele Taktyki i Strategii. Spośród gier „lżejszych” najwięcej grano w „Drakona”, „Condotierre” i „Race for the Galaxy”. Widziałem też w akcji gry wydawnictwa Imperium: „Lisa pustyni” oraz „Stalingrad”. W te ostatnie zagrywał się w piątek głównie nasz stary dobry kolega Przemek Sobusik.

To tyle w wielkim skrócie o rozgrywkach, a to jeszcze nie wszystko, bo niestety obowiązki organizacyjne nieraz wzywały, wyrywając mnie z naszej przytulnej sali, tak że zdaję sobie sprawę, iż co najmniej kilka gier i osób w nie grających mogłem przeoczyć i w niniejszej relacji pominąć, za co z góry zainteresowanych przepraszam. Ale o tym mam nadzieję napiszą sami uczestnicy w ramach relacji (mądrze zwanych AARami) z poszczególnych rozgrywek.

Jak co roku dziękuję wszystkim, którzy przybyli, za dobrą zabawę i współudział w imprezie, w tym zwłaszcza osobom, z którymi dane mi było zasiąść nad planszą. Mam nadzieję, że wszyscy dobrze się bawili i zawitają na „Pola chwały” za rok. Mam wrażenie, że powoli wyklarowuje się stała grupa bywalców tego konwentu, do której w tym roku dołączyli kolejni gracze. Bardzo cieszy mnie też, że pojawiło się kilka nowych osób, które już jakiś czas temu zamierzały się wybrać. Najważniejsze, że impreza się rozrasta, co jest korzystne, bo im więcej uczestników, tym większa szansa, że każdy znajdzie coś dla siebie i każdy będzie miał większy wybór rozgrywek, w których może wziąć udział.

Raleen
Panie, weźcie kości w rękę i wyobraźcie sobie, że gracie z królem Kastylii, i rzucając je na stół zdajecie wszystko na los bitwy. Jeśli dopisze wam szczęście, zrobicie najlepszy rzut, jaki kiedykolwiek uczynił król na ziemi; a jeśli rzut wam się nie powiedzie, inaczej nie odejdziecie z gry, jak z honorem.

Gil de Osem do króla Portugalii Jana I Dobrego przed bitwą pod Aljubarrotą (14.VIII.1385)
Awatar użytkownika
Raleen
Colonel Général
Posty: 36539
Rejestracja: czwartek, 22 grudnia 2005, 14:40
Lokalizacja: Warszawa
Has thanked: 234 times
Been thanked: 152 times
Kontakt:

Post autor: Raleen » wtorek, 30 września 2008, 11:16

Relacja Thomasa z konwentu:

http://thomaswargames.blogspot.com/2008 ... -2008.html

Bardziej o figurkach i trochę krytyczna, ale też ciekawa :) . Rozpisał się...
Panie, weźcie kości w rękę i wyobraźcie sobie, że gracie z królem Kastylii, i rzucając je na stół zdajecie wszystko na los bitwy. Jeśli dopisze wam szczęście, zrobicie najlepszy rzut, jaki kiedykolwiek uczynił król na ziemi; a jeśli rzut wam się nie powiedzie, inaczej nie odejdziecie z gry, jak z honorem.

Gil de Osem do króla Portugalii Jana I Dobrego przed bitwą pod Aljubarrotą (14.VIII.1385)
Awatar użytkownika
Itagaki
Général de Brigade
Posty: 2037
Rejestracja: czwartek, 22 grudnia 2005, 14:42
Lokalizacja: Dublin

Post autor: Itagaki » wtorek, 30 września 2008, 14:15

Na wstępie chciałbym podziękować Arteuszowi za pokazanie mi 1960, EoS i Wllington - nie było to łatwe przy ciągłych okrzykach znad HiS - shame on you :P
Atreuszowi zrewanżowałem się GBoH przy wydatnym wsparciu żetonów RyTo, za co arigato gozaimasu :)
Udało mi się zagrać także dwa razy w Sukcesorów (Arteusz, Anders i Arteusz, Pędrak [MBP ;)] oraz Krzysztof (?)) - kolejna lekcja życia: nie daj doprowadzić zwłok alexa do Pelli :)
Pod koniec dnia mały szybki pokaz Simple GBoH dla wujawa (?)

Z porażek innych niż nad planszą, to praktycznie całkowity brak zwiedzania innych pokojów i nieobejrzenie rekonstrukcji historycznych :(

I jeszcze raz podziękowania dla Krzysztofa za zapewnienie transportu do i z Niepołomic.
Everyone sees that even a beautiful full moon starts to change its shape becoming smaller as the time passes. Even in our human lives things are as it is.
Takeda Harunobu
ODPOWIEDZ

Wróć do „Konwent POLA CHWAŁY”