Virgin Queen (GMT)

Planszowe gry historyczne (wojenne, strategiczne, ekonomiczne, symulacje konfliktów) dotyczące XVI, XVII i XVIII wieku.
Awatar użytkownika
clown
Général de Division Commandant de place
Posty: 4563
Rejestracja: poniedziałek, 9 stycznia 2006, 17:07
Lokalizacja: Festung Stettin
Has thanked: 1 time
Been thanked: 5 times

Re: Virgin Queen (GMT)

Post autor: clown » wtorek, 27 lutego 2018, 11:45

Oczywiście, jeżeli oleje się dodatki to gra jest dużo lepsza.
To tak można? Tylko po co wtedy grać, jak dzięki dodatkom wygrywa się grę ;]
Jak w tym przysłowiu o drugiej wojnie światowej: gdyby wszyscy grali klimatycznie, wojna trwałaby do dzisiaj, a tak wygrali powergamerzy :lol:
"Cała kraina gier jest oczywiście krainą maniactwa, a jednak rejon gier naśladowczo-wojennych jest w tej krainie bardziej maniacki niż inne rejony. Jak na mój gust, jest to już 'konik' posunięty zbyt daleko, hermetyczny, bez przyszłości."
Awatar użytkownika
Man of Lowicz (dawniej Lauenburg)
Adjudant-Major
Posty: 300
Rejestracja: środa, 10 lutego 2016, 01:06
Has thanked: 2 times
Been thanked: 6 times

Re: Virgin Queen (GMT)

Post autor: Man of Lowicz (dawniej Lauenburg) » wtorek, 27 lutego 2018, 12:06

Nie zgodzę się.

Po pierwsze: można zasponsorować najwyżej 1 artystę i 1 naukowca (o ile w ogóle mamy takowych w puli). Zysk jest mocno niepewny, zazwyczaj jest to 1 VP, już piractwo w nowym świecie częściej daje więcej (zresztą tutaj dostajemy najwyżej VP, nie mamy szans na kartę, skarb lub coś, co dałoby nam przewagę).

Cesarz, który ostatecznie wygrał, robił co turę mecenat, ale wygrał militranie. Z kolei w momencie, gdy ja prowadziłem i w ogóle przez całą grę ani razu nie sponsorowałem - bardziej opłaca się nawracać i wszczynać rebelie. Bo problem z patronatem jest taki, że w przeciwieństwie do wojny, a nawet piractwa, nie osłabia innych graczy i nie poprawia naszej sytuacji względem nich. Zresztą i tak na ten cel można wydać najwyżej 2 karty na turę.
Patriae Commodis Serviens - Być Ojczyźnie pożytecznym (Dewiza Prymasowskiego Miasta Łowicza).
RAJ
Général de Brigade
Posty: 2923
Rejestracja: czwartek, 14 maja 2015, 14:09
Has thanked: 23 times
Been thanked: 36 times

Re: Virgin Queen (GMT)

Post autor: RAJ » wtorek, 27 lutego 2018, 12:28

clown pisze:To tak można? Tylko po co wtedy grać, jak dzięki dodatkom wygrywa się grę ;]
Jak w tym przysłowiu o drugiej wojnie światowej: gdyby wszyscy grali klimatycznie, wojna trwałaby do dzisiaj, a tak wygrali powergamerzy :lol:
Bo Hitler próbował grac klimatycznie, jakieś wydarzenia z kart, rozwój technologii itp.
A Alianci powergamersko wszystko w tanie wojsko ładowali.
Ernest von Lauenburg pisze:Po pierwsze: można zasponsorować najwyżej 1 artystę i 1 naukowca (o ile w ogóle mamy takowych w puli). Zysk jest mocno niepewny, zazwyczaj jest to 1 VP, już piractwo w nowym świecie częściej daje więcej (zresztą tutaj dostajemy najwyżej VP, nie mamy szans na kartę, skarb lub coś, co dałoby nam przewagę).

Cesarz, który ostatecznie wygrał, robił co turę mecenat, ale wygrał militranie. Z kolei w momencie, gdy ja prowadziłem i w ogóle przez całą grę ani razu nie sponsorowałem - bardziej opłaca się nawracać i wszczynać rebelie. Bo problem z patronatem jest taki, że w przeciwieństwie do wojny, a nawet piractwa, nie osłabia innych graczy i nie poprawia naszej sytuacji względem nich. Zresztą i tak na ten cel można wydać najwyżej 2 karty na turę.
Dwie karty, najlepiej dobre, oznaczają, że zostają ci na ręku blotki, których używa się do wzmacniania swojej obrony.
Przeliczając punktowo, mecenat ma najlepszy stosunek CP/VP. Do tego jest skończona ilość sponsorowanych więc warto zagarnąć ich jak najszybciej. Podstawowa zaleta zaś jest taka, że tych VP nikt już nie ma możliwości odebrać.
Z opisu wprost wynika, że Cesarz sobie poszalał bo Turek dał ciała. Gdyby nie to, to rozgrywka wyglądałaby inaczej.
"Jest to gra planszowa. Każdy gracz ma planszę i lutuje nią przeciwnika." - cytat za "7 krasnoludków - historia prawdziwa."
Awatar użytkownika
clown
Général de Division Commandant de place
Posty: 4563
Rejestracja: poniedziałek, 9 stycznia 2006, 17:07
Lokalizacja: Festung Stettin
Has thanked: 1 time
Been thanked: 5 times

Re: Virgin Queen (GMT)

Post autor: clown » wtorek, 27 lutego 2018, 12:37

Bo Hitler próbował grac klimatycznie, jakieś wydarzenia z kart, rozwój technologii itp.
A Alianci powergamersko wszystko w tanie wojsko ładowali.
Dlatego w Triumph&Tragedy Oś robi to samo - wszystko w wojsko i huzia na Józia (albo Winstona) :P
Przeliczając punktowo, mecenat ma najlepszy stosunek CP/VP. Do tego jest skończona ilość sponsorowanych więc warto zagarnąć ich jak najszybciej. Podstawowa zaleta zaś jest taka, że tych VP nikt już nie ma możliwości odebrać.
Nic dodać, nic ująć.
"Cała kraina gier jest oczywiście krainą maniactwa, a jednak rejon gier naśladowczo-wojennych jest w tej krainie bardziej maniacki niż inne rejony. Jak na mój gust, jest to już 'konik' posunięty zbyt daleko, hermetyczny, bez przyszłości."
Awatar użytkownika
Raleen
Colonel Général
Posty: 37036
Rejestracja: czwartek, 22 grudnia 2005, 14:40
Lokalizacja: Warszawa
Has thanked: 346 times
Been thanked: 251 times
Kontakt:

Re: Virgin Queen (GMT)

Post autor: Raleen » wtorek, 27 lutego 2018, 12:46

Mecenat jest mocno niepewny, więc wydawanie na to punktów to duże ryzyko i mam wątpliwości czy ów stosunek CP/VP rzeczywiście zachodzi, ale nie liczyłem... więc zarzekał się nie będę.

Druga sprawa, to na co zwrócił uwagę Ernest, że tych naukowców i artystów nie ma aż tak wielu, nie w każdej turze dochodzi nowy.

Trzecia sprawa, to większości naukowców i artystów nie da się podbierać innym, bo są narodowi. Tylko Włochów można innym podbierać, ale do tego trzeba mieć specjalną kartę, dodatkowe możliwości ma tu Cesarstwo, ale ono jest wyjątkowe i w przypadku tej nacji rzeczywiście można powiedzieć, że ona jest nastawiona na naukę i sztukę (zwłaszcza jeśli nikt jej nie atakuje).

Ja postrzegam raczej te opcje jako dodatkowe możliwości wydawania punktów i zdobywania VP, gdy dana nacja nie ma nic innego do roboty. Takie sytuacje zachodzą w grach i wtedy prowadzą nieraz do różnych, zupełnie nienaturalnych z punktu widzenia historii działań, bo ktoś nie ma żadnej innej możliwości zdobycia VP, więc atakuje potęgę, której historycznie dane państwo nigdy by nie zaatakowało.
Panie, weźcie kości w rękę i wyobraźcie sobie, że gracie z królem Kastylii, i rzucając je na stół zdajecie wszystko na los bitwy. Jeśli dopisze wam szczęście, zrobicie najlepszy rzut, jaki kiedykolwiek uczynił król na ziemi; a jeśli rzut wam się nie powiedzie, inaczej nie odejdziecie z gry, jak z honorem.

Gil de Osem do króla Portugalii Jana I Dobrego przed bitwą pod Aljubarrotą (14.VIII.1385)
Awatar użytkownika
Man of Lowicz (dawniej Lauenburg)
Adjudant-Major
Posty: 300
Rejestracja: środa, 10 lutego 2016, 01:06
Has thanked: 2 times
Been thanked: 6 times

Re: Virgin Queen (GMT)

Post autor: Man of Lowicz (dawniej Lauenburg) » wtorek, 27 lutego 2018, 13:04

RAJ pisze: Dwie karty, najlepiej dobre, oznaczają, że zostają ci na ręku blotki, których używa się do wzmacniania swojej obrony.
Rzucanie co turę 3/4 Cp w tym celu może sobie najwyżej Cesarz pozwolić, jeśli nie ma wojny z Turcją (ew. Anglia, ale ta do 6 tury ma mało i słabych artystów). W sytuacji gdy ma się wojnę (lub jaki Francja czy Hiszpania można zaraz dostać ją w prezencie od protestanta) co po 1, najwyżej 3 VP gdy możesz stracić klucz i wraz z nim nie tylko VP, ale i kartę, a może jeszcze pozwolić innemu graczowi wygrać militarnie. Wątpię by dało się wygrać samym mecenatem, raczej to miły dodatek jak nie wiesz co zrobić z leżącą na ręce trójkową kartą.
Patriae Commodis Serviens - Być Ojczyźnie pożytecznym (Dewiza Prymasowskiego Miasta Łowicza).
Awatar użytkownika
Raleen
Colonel Général
Posty: 37036
Rejestracja: czwartek, 22 grudnia 2005, 14:40
Lokalizacja: Warszawa
Has thanked: 346 times
Been thanked: 251 times
Kontakt:

Re: Virgin Queen (GMT)

Post autor: Raleen » wtorek, 27 lutego 2018, 13:17

Prawda o tych grach, czyli zarówno VQ, jak i HIS, ale także Napoleonic Wars, jest też taka, że na pierwszy plan tam wysuwają się jednak aspekty towarzyskie, czyli to, że możemy sobie razem siąść w 5 czy 6 osób nad planszą i wspólnie w takim większym gronie zagrać. Po drugie, ważny jest aspekt fabularny, historyczność, emocje, gra sama w sobie. Dlatego ja do zwycięstw w HIS i VQ nie przywiązuję aż tak dużej wagi. Zdaję sobie bowiem sprawę z dużego wpływu elementu losowego. Jeśli ktoś chce się sprawdzić jako gracz albo jeśli dla kogoś bardzo ważne jest to czy wygra czy przegra, to warto jednak polecić mu inne gry.

Rozgrywki w te gry (zwłaszcza HIS i VQ) najczęściej przebiegają tak, że tylko część graczy jest dobrze obeznana z grą. W związku z tym nie wszyscy grają optymalnie. Bardzo często są gracze nowi, albo tacy, którzy słabo pamiętają zasady i rozgrywka zaczyna się od ich tłumaczenia. Kiedyś obserwowałem taką rozgrywkę w Muszynie, na podstawie której potem wyciągano daleko idące wnioski. To sprawia, że po pierwsze trudno empirycznie na podstawie rozgrywek wyciągnąć w pełni miarodajne wnioski. Po drugie, jako że zazwyczaj w rozgrywce uczestniczą gracze nowi/słabiej obeznani z zasadami/tacy, których interesuje głównie aspekt fabularny, to pełna czy daleko idąca optymalizacja zagrań w praktyce nie występuje.
Panie, weźcie kości w rękę i wyobraźcie sobie, że gracie z królem Kastylii, i rzucając je na stół zdajecie wszystko na los bitwy. Jeśli dopisze wam szczęście, zrobicie najlepszy rzut, jaki kiedykolwiek uczynił król na ziemi; a jeśli rzut wam się nie powiedzie, inaczej nie odejdziecie z gry, jak z honorem.

Gil de Osem do króla Portugalii Jana I Dobrego przed bitwą pod Aljubarrotą (14.VIII.1385)
RAJ
Général de Brigade
Posty: 2923
Rejestracja: czwartek, 14 maja 2015, 14:09
Has thanked: 23 times
Been thanked: 36 times

Re: Virgin Queen (GMT)

Post autor: RAJ » wtorek, 27 lutego 2018, 13:27

Raleen pisze:Mecenat jest mocno niepewny, więc wydawanie na to punktów to duże ryzyko
No tak, bo wojna to gwarantowany sukces... :)
"Jest to gra planszowa. Każdy gracz ma planszę i lutuje nią przeciwnika." - cytat za "7 krasnoludków - historia prawdziwa."
Awatar użytkownika
Raleen
Colonel Général
Posty: 37036
Rejestracja: czwartek, 22 grudnia 2005, 14:40
Lokalizacja: Warszawa
Has thanked: 346 times
Been thanked: 251 times
Kontakt:

Re: Virgin Queen (GMT)

Post autor: Raleen » wtorek, 27 lutego 2018, 13:42

RAJ pisze:
Raleen pisze:Mecenat jest mocno niepewny, więc wydawanie na to punktów to duże ryzyko
No tak, bo wojna to gwarantowany sukces... :)
Jak się zbierze odpowiednią przewagę, albo ma odpowiednią kartę na ręku... :)

Na Mecenat nie ma prawie w ogóle możliwości wpływania, poza jedną kartą dającą modyfikację do rzutu, co niczego jeszcze nie przesądza.

Swoją drogą, chętnie kiedyś przetestuję grę pod tym kątem, ale musiałaby być bardzo doświadczona i przygotowana do rozgrywki ekipa i mieć czas o jednej porze... a to się b. rzadko zdarza.
Panie, weźcie kości w rękę i wyobraźcie sobie, że gracie z królem Kastylii, i rzucając je na stół zdajecie wszystko na los bitwy. Jeśli dopisze wam szczęście, zrobicie najlepszy rzut, jaki kiedykolwiek uczynił król na ziemi; a jeśli rzut wam się nie powiedzie, inaczej nie odejdziecie z gry, jak z honorem.

Gil de Osem do króla Portugalii Jana I Dobrego przed bitwą pod Aljubarrotą (14.VIII.1385)
RAJ
Général de Brigade
Posty: 2923
Rejestracja: czwartek, 14 maja 2015, 14:09
Has thanked: 23 times
Been thanked: 36 times

Re: Virgin Queen (GMT)

Post autor: RAJ » wtorek, 27 lutego 2018, 13:48

Raleen pisze:Jak się zbierze odpowiednią przewagę, albo ma odpowiednią kartę na ręku... :)
A ta przewaga to niby skąd? Trzeba tony CP na to wydać bez żadnej gwarancji sukcesu.
"Jest to gra planszowa. Każdy gracz ma planszę i lutuje nią przeciwnika." - cytat za "7 krasnoludków - historia prawdziwa."
yachu
Enfant de troupe
Posty: 4
Rejestracja: niedziela, 9 maja 2010, 16:11
Lokalizacja: Warszawa
Kontakt:

Re: Virgin Queen (GMT)

Post autor: yachu » wtorek, 27 lutego 2018, 14:37

W grze opisanej przez Ernesta byłem Cesarzem i muszę podnieść, że sprawa z Turkiem nie była taka prosta, że dał ciała. Od początku opłacałem go dawaniem mu i zagrywaniem korzystnych kart (Turek dostał ode mnie bunt Morysków, własnoręcznie zagrałem też kartę likwidującą wojska hiszpańskie w Niderlandach a nawet nawróciłem na protestantyzm tamtejsze klucze aby przyspieszyć bunt Protestanta i otwarcie drugiego frontu). Pokój z nim był więc uczciwie kupiony. Problemem było, ze w pierwszej turze był rozstrzygany status Wenecji, którą szczęśliwym rzutem przejął Hiszpan, jednocześnie zgarniając przed końcem tury część skarbów. Spowodowało to, że nagle flota Hiszpańska na Morzu Śródziemnym stała się silniejsza od Tureckiej, co zaburzyło układ sił (Wenecja pozostała zresztą do końca gry hiszpańska i Turek po prostu nie mógł tego odwojować, choć raz był blisko - po prostu kości zawiodły). Budę wziąłem, żeby mieć Master of Central Europe, ale Turek (męczony też wojną w Persji) wiedział, że na trzy fronty nie da rady i zgodził się na oddanie tego klucza i pokój w zamian za dalszą pomoc przeciwko Hiszpanii.
Metz zbuntowałem i wziąłem w pierwszej turze, dzięki czemu nie miałem wojny z Francją, która nie miała czasu go odwojować, bo była zajęta Hugenotami, tracąc też Szkocję na rzecz Anglii. Startowa wojna angielsko-francuska trwałą całą grę i Anglia po zajęciu Szkocji zaczęła desanty na północy Francji, co pozwoliło mi spokojnie trzymać Metz. Obawiając się jednak, że Francja upadnie, co turę podsyłałem jej trochę najemników w zamian za karty i skarby. Wielkie koalicje powstały wraz z Ligą Katolicką i rozpadem sojuszu Francusko-Hiszpańskiego, trwającego od początku gry. Trzymałem Elokwentnego ambasadora od paru tur czekając aż będzie okazja do podebrania komuś trzeciego klucza i po cichu kupowałem wpływy u Papieża. Kiedy powstały koalicje uznałem, że Francja, atakowana również przez Hiszpanię będzie najłatwiejszym celem i tak zająłem trzeci klucz - Lyon. Impuls później rzuciłem ambasadora, bo wszyscy ogarnęli się, że to ja jestem największym zagrożeniem i musiałem kończyć grę.
Awatar użytkownika
Raleen
Colonel Général
Posty: 37036
Rejestracja: czwartek, 22 grudnia 2005, 14:40
Lokalizacja: Warszawa
Has thanked: 346 times
Been thanked: 251 times
Kontakt:

Re: Virgin Queen (GMT)

Post autor: Raleen » wtorek, 27 lutego 2018, 14:46

RAJ pisze:
Raleen pisze:Jak się zbierze odpowiednią przewagę, albo ma odpowiednią kartę na ręku... :)
A ta przewaga to niby skąd? Trzeba tony CP na to wydać bez żadnej gwarancji sukcesu.
To znaczy zgodzę się na pewno co do tego, że najczęściej nie ma gwarancji sukcesu i że wojna zwykle więcej kosztuje w CP, chyba że wojsko i tak mamy blisko celu a dybiemy na jakąś posiadłość (pole kluczowe), która jest blisko, przeciwnik jest słabszy i/lub mamy do tego jeszcze jakąś kartę, która pozwala nam wierzyć w sukces.

Jeśli liczymy, raczej należałby policzyć czy i które potęgi mogą wygrać samymi VP za patronaty. Cesarstwo zapewne tak. Francja jeśli będzie otrzymywać VP za małżeństwa i kontrolę Paryża, też na pewno może wygrać. Inni - mam wątpliwości. Oczywiście przy szczęśliwym zbiegu okoliczności - zawsze. To powinno determinować strategię poszczególnych potęg w grze, ale ilu graczy próbowało robić kiedykolwiek tego typu kalkulację i w oparciu o nią grać? A do tego to trzeba, by także inni grali odpowiednio optymalnie (na swoją rzecz i na rzecz tego, żeby ci, którzy mogą wygrać z samego Mecenatu itp. nie wygrali).
Panie, weźcie kości w rękę i wyobraźcie sobie, że gracie z królem Kastylii, i rzucając je na stół zdajecie wszystko na los bitwy. Jeśli dopisze wam szczęście, zrobicie najlepszy rzut, jaki kiedykolwiek uczynił król na ziemi; a jeśli rzut wam się nie powiedzie, inaczej nie odejdziecie z gry, jak z honorem.

Gil de Osem do króla Portugalii Jana I Dobrego przed bitwą pod Aljubarrotą (14.VIII.1385)
Awatar użytkownika
Man of Lowicz (dawniej Lauenburg)
Adjudant-Major
Posty: 300
Rejestracja: środa, 10 lutego 2016, 01:06
Has thanked: 2 times
Been thanked: 6 times

Re: Virgin Queen (GMT)

Post autor: Man of Lowicz (dawniej Lauenburg) » sobota, 27 października 2018, 19:34

Kolejna gra i znowu...
Wygrana Francji na punkty. Myślę, że złożyło się na to kilka kwestii. Po pierwsze jako Hiszpania grałem chyba zbyt pasywnie, zaniedbując armię i flotę. Graliśmy w scenariusz turniejowy i w 2. (4.) Turze dostałem dużo kart przeciwko Anglii, próbowałem więc wywołać rebelię, co niestety mimo rzutu 11 do 5 nie przyniosło żadnych efektów. Jako że miałem chyba 21 punktów to zawiązała się przeciwko mnie koalicja Protestantów, Anglii i Cesarstwa (z Turcją miałem wojnę od początku), przez co straciłem Madryt, Brukselę i Maltę, a pewnie straciłbym może i więcej. Niestety Francuz musiał wyjść, rzuciliśmy więc na patronat i małżeństwa...
I dostał 3 punkty za sztukę, 1 za ślub Walezjuszy i 1 za Paryż, zyskując 25 punktów. W tym momencie skończyliśmy grę. Protestant zapomniał, że jako sojusznik nie może wywoływać rebelii i nic się nie dało już zrobić.

Przy okazji chciałem spytać, co sądzicie o zasadzie, że nie można szturmować, gdy wróg ma flotę na akwenie obok. Zdaniem moich współgraczy jest ona absurdalna. Istotnie klimatycznie trudno rzec co ona symbolizuje. Czy ktoś próbował grać bez niej lub jakoś ją zmieniać?
Patriae Commodis Serviens - Być Ojczyźnie pożytecznym (Dewiza Prymasowskiego Miasta Łowicza).
Awatar użytkownika
Raleen
Colonel Général
Posty: 37036
Rejestracja: czwartek, 22 grudnia 2005, 14:40
Lokalizacja: Warszawa
Has thanked: 346 times
Been thanked: 251 times
Kontakt:

Re: Virgin Queen (GMT)

Post autor: Raleen » sobota, 27 października 2018, 20:25

Myślę, że jakąś pokutę powinieneś odprawić za takie klęski domu habsburskiego, jakie tu opisujesz ;).

Zasada z flotą może się wydawać trochę abstrakcyjna, ale z drugiej strony utrudnia zdobywanie Wenecji czy Genui (tej drugiej zwłaszcza przez Francuzów). Powstają ciekawe zależności na północy przy opanowywaniu Szkocji przez Anglię. Szczerze powiedziawszy jakoś nie jestem ani wielkim jej fanem ani przeciwnikiem. Natomiast jej porzucenie może trochę zmieniać grę w niektórych rejonach planszy. Grywalnościowo daje więcej możliwości przerwania oblężenia, co jest korzystne dla gry.
Panie, weźcie kości w rękę i wyobraźcie sobie, że gracie z królem Kastylii, i rzucając je na stół zdajecie wszystko na los bitwy. Jeśli dopisze wam szczęście, zrobicie najlepszy rzut, jaki kiedykolwiek uczynił król na ziemi; a jeśli rzut wam się nie powiedzie, inaczej nie odejdziecie z gry, jak z honorem.

Gil de Osem do króla Portugalii Jana I Dobrego przed bitwą pod Aljubarrotą (14.VIII.1385)
Awatar użytkownika
Raleen
Colonel Général
Posty: 37036
Rejestracja: czwartek, 22 grudnia 2005, 14:40
Lokalizacja: Warszawa
Has thanked: 346 times
Been thanked: 251 times
Kontakt:

Re: Virgin Queen (GMT)

Post autor: Raleen » sobota, 8 grudnia 2018, 23:28

Dziś w klubie AGRESOR odbyła się bardzo dobra rozgrywka w "Virgin Queen" po raz kolejny zadając kłam twierdzeniom niektórych graczy, że to nudna gra i że chodzi w niej głównie o to by zdobywać punkty na patronatach i małżeństwach królewskich. Osobiście, mam powody do zadowolenia, bo udało mi się zwyciężyć Protestantem, którym też ponoć na ogół trudno wygrać (z mojej praktyki wynika, że różnie bywa). W 5 turze walka o zwycięstwo toczyła się do ostatniej chwili i trzy potęgi były o włos. Najbliżej byli Anglicy, którzy już w trakcie tury, po przeprowadzeniu 2 razy piractwa Drake'iem, nabili sobie 2 punkty zwycięstwa (Drake ma specjalną zdolność pozwalającą wybierać nagrodę za udane piractwo, więc pod koniec gracz angielski wybierał oczywiście punkty zwycięstwa) i tak mieli już 24 punkty, a na koniec tury dostawali jeszcze 1 punkt za Elżbietę pozostającą w stanie niezamężnym i dodatkowo zasponsorowali artystę. Osiągnięcie pułapu 25 punktów zwycięstwa na koniec tury daje zwycięstwo (jest to jeden ze sposobów wygrania gry). Drugim kandydatem do zwycięstwa była Hiszpania, której brakowało już bardzo niewiele kluczy by odsłonić ostatnie pole i uzyskać automatyczne zwycięstwo. Hiszpanie nie mogli się jednak do końca zdecydować. Zbudowali ogromną flotę. W tym celu wypożyczyli całą (!) flotę francuską, kontrolowali także Wenecję i Papiestwo, ale nawet tego było im mało... Wypożyczyli jeszcze eskadrę od Cesarza Rzymskiego Narodu Niemieckiego, stacjonująca w Trieście. Wyszła im naprzeciw flota turecka, która zdołała zadać ciężkie straty eskadrze francuskiej, zanim Hiszpanie połączyli siły (ku utrapieniu gracza francuskiego, który umówił się wcześniej z Hiszpanami, że w razie bitwy jego jednostki nie będą wykorzystywane do absorbowania strat). Potem jednak Turcy zostali rozgromieni na morzu. Następnie Hiszpanie uderzyli na turecki Algier, który zdobyli. Turcy jednak nie odpuszczali, zagrażając Wenecji i nieśmiało planując nawet desant w Italii, z wykorzystaniem resztek swojej floty. Tymczasem miasta tureckie nad Bosforem miały zaledwie szkieletowe załogi. Wtedy okazało się jednak, że Hiszpanom zostało już bardzo niewiele kart, bodaj 2. Postanowili więc spełnić swoje marzenie i zaatakować Anglię, która w dodatku była o włos od zwycięstwa (z tego punktu widzenia było to posunięcie jak najbardziej uzasadnione). Celem hiszpańskiej armady był słabo obsadzony przez angielskie oddziały Dublin. Na Kanale doszło do wielkiej bitwy, w której flota niemal wszystkich państw europejskich (z wyjątkiem Turcji i Protestantów), włącznie z Wielką Armadą, została pobita przez znacznie mniej liczną flotę angielską (mimo że Hiszpanie rzucali w bitwie 26 kostkami, a Anglicy 13). Było to spowodowane głównie tym, że Anglicy zbudowali swoje nowoczesne galeony (race built galeons, które są dużo mniej podatne na straty). Tym sposobem Anglii udało się odeprzeć inwazję na morzu. Równocześnie musiała jednak toczyć walkę wywiadowczą z Cesarstwem, które podjęło próbę zamordowania Elżbiety, niestety dla Cesarstwa nieudaną.

Tymczasem sytuacja Francji, która na początku piątej tury sprzymierzyła się z Hiszpanią, była trudna. Wypowiedziała ona bowiem wojnę Protestantom, posiadającym we Francji niemal równe siły co król Henryk III, ale znacznie więcej zasobów (w kartach). Jednak gdy przyszło do ataków na hugenockie twierdze, okazało się, że przeciwnik dysponuje flotą. Tymczasem całą swoją flotę Francuzi wypożyczyli Hiszpanom, by dopomóc w sławetnej inwazji na Anglię (!). I tak z prób odbijania twierdz nic nie wyszło. Co więcej, atakując przy wyrównanych siłach na armię Henryka z Nawarry, stojącą opodal La Rochelle, Francuzi ponieśli klęskę w polu. Wreszcie przyszedł czas na Protestantów. Posiadali oni w kartach pewne atuty zarówno przeciwko Hiszpanom, jak i Anglii. Na zablokowanie marszu ku zwycięstwu obu potęg nie mieli jednak dość sił. Szczęśliwie Hiszpanie, ruszając swoją flotą na Anglię, właściwie pozbawili się szans na zwycięstwo, związali natomiast Anglików i napędzili im niezłego stracha. O wyniku rozgrywki przesądziło powstanie szkockich lordów. Co prawda Anglicy wytrwale budowali poparcie dla swoich rządów w Szkocji i było ono dość duże, ale Protestantom, poświęcając aż 2 karty, udało się uzyskać maksymalne poparcie i tym sposobem Anglia straciła kontrolę nad Szkocją, a tym samym 2 punkty zwycięstwa. Protestanci zyskali zaś czwarty klucz poza Niderlandami. Wszyscy poza Protestantami i Cesarstwem nie mieli już kart i wtedy przyszedł czas na ostatnią akcję Protestantów z karty rebelii szkockich lordów (jest to karta obowiązkowa, więc obok wydarzenia, które zachodzi, zagrywający otrzymuje jeszcze punkty operacyjne). Karta miała zaledwie wartość 2, ale okazało się, że wystarczyło to do przeprowadzenia skutecznej rebelii jednym z pól kluczowych w południowo wschodniej Francji, okupowanym przez zaledwie jedną regularną jednostkę Francuzów. W ten sposób Protestanci opanowali piąte pole kluczowe poza Niderlandami i uzyskali automatyczne zwycięstwo.
Panie, weźcie kości w rękę i wyobraźcie sobie, że gracie z królem Kastylii, i rzucając je na stół zdajecie wszystko na los bitwy. Jeśli dopisze wam szczęście, zrobicie najlepszy rzut, jaki kiedykolwiek uczynił król na ziemi; a jeśli rzut wam się nie powiedzie, inaczej nie odejdziecie z gry, jak z honorem.

Gil de Osem do króla Portugalii Jana I Dobrego przed bitwą pod Aljubarrotą (14.VIII.1385)
ODPOWIEDZ

Wróć do „XVI-XVIII wiek”