Wilderness War (GMT)

Planszowe gry historyczne (wojenne, strategiczne, ekonomiczne, symulacje konfliktów) dotyczące XVI, XVII i XVIII wieku.
ODPOWIEDZ
Awatar użytkownika
janekbossko
Adjudant
Posty: 201
Rejestracja: wtorek, 13 lutego 2007, 14:56
Lokalizacja: Szczecin

Re: Wilderness War (GMT)

Post autor: janekbossko » piątek, 13 stycznia 2012, 14:28

Ktory ze scenariuszy WW jest najbardziej zbalansowany własnie?
JB
Sous-lieutenant
Posty: 361
Rejestracja: niedziela, 25 marca 2007, 18:46
Lokalizacja: Rzeszów
Kontakt:

Re: Wilderness War (GMT)

Post autor: JB » piątek, 13 stycznia 2012, 14:35

Najlepiej grac full campaign skrocona o dwa lata (do konca 1760 roku). Ze wszystkimi zasadami opcjonalnymi.
Tylko o sprawach, które nas zupełnie nie interesują, możemy wydać rzeczywiście bezstronną opinię, co niewątpliwie jest powodem, że opinia bezstronna jest zawsze absolutnie bezwartościowa.
Awatar użytkownika
nahar
Chef de bataillon
Posty: 1000
Rejestracja: wtorek, 31 lipca 2007, 12:32
Lokalizacja: Warszawa

Re: Wilderness War (GMT)

Post autor: nahar » piątek, 13 stycznia 2012, 21:48

Wilderness War może nie jest idealnie zbalansowany, ale da się wygrać Francuzami. Na pewno turniejowy pozwala im na to.
Awatar użytkownika
maciunia
Porucznik
Posty: 758
Rejestracja: piątek, 1 lutego 2008, 16:00
Lokalizacja: WWY
Kontakt:

Re: Wilderness War (GMT)

Post autor: maciunia » piątek, 13 stycznia 2012, 23:35

JB pisze:Najlepiej grac full campaign skrocona o dwa lata (do konca 1760 roku). Ze wszystkimi zasadami opcjonalnymi.
Zupełnie się nie zgadzam, Francuz jako takie szanse ma tylko Annus Mirabelis.
JB
Sous-lieutenant
Posty: 361
Rejestracja: niedziela, 25 marca 2007, 18:46
Lokalizacja: Rzeszów
Kontakt:

Re: Wilderness War (GMT)

Post autor: JB » sobota, 14 stycznia 2012, 01:15

To widac slaby ten Francuz u was ;) W Annus Mirabilis nawet nie gralem, wydalo mi sie przegiete na strone Francuza. Natomiast granie pelnej kampanii, ale tylko do 1760, daje szanse i jednej i drugiej stronie. Czesto wtedy decyduje sie w ostatnim etapie, czy Francuz wygra na punkty, czy Anglik z automatu.
Tylko o sprawach, które nas zupełnie nie interesują, możemy wydać rzeczywiście bezstronną opinię, co niewątpliwie jest powodem, że opinia bezstronna jest zawsze absolutnie bezwartościowa.
Awatar użytkownika
maciunia
Porucznik
Posty: 758
Rejestracja: piątek, 1 lutego 2008, 16:00
Lokalizacja: WWY
Kontakt:

Re: Wilderness War (GMT)

Post autor: maciunia » sobota, 14 stycznia 2012, 02:15

U nas to Anglik jest naprawdę dobry! Wydaje mi się, że bardziej przegięta niż Annus Mirabelis na stronę Francuza, jest zasada opcjonalna, z którą rozumiem grasz - karne PZ dla Anglika w dwóch pierwszych latach wojny za regularsów. W AM przez całą grę znaczenie ma tempo, przez co gra jest ciekawsza. Głównym sojusznikiem Francuza jest upływający czas. Natomiast grając 12 rozdań Anglik może z Francuzem zrobić wszystko. Swoją drogą chętnie zagram z Tobą na vassalu, żeby dowieść swojej tezy :ugeek:
JB
Sous-lieutenant
Posty: 361
Rejestracja: niedziela, 25 marca 2007, 18:46
Lokalizacja: Rzeszów
Kontakt:

Re: Wilderness War (GMT)

Post autor: JB » sobota, 14 stycznia 2012, 10:53

Oczywiscie, ze gralem z ta zasada. Nie jest przegieta ani troche. Dziala na obie strony konfliktu w pierwszych dwoch latach. Chociaz to Anglik ma wiecej kart uzupelnien i musi zdecydowac, czy idzie w automatyczne zwyciestwo i gra Regularsow, czy gra na punkty i nie zagrywa uzupelnien. Tak czy inaczej Francuz dostaje, albo czas, albo PZ.
W kampanii do 1760 roku czas ma rowniez wielkie znaczenie, czy Anglik zdazy zajac wszystko, czy nie (12 rozdan to wbrew pozorom nie jest duzo, zeby byc pewnym wygranej), a do tego mozliwe jest jeszcze wygranie z automatu Francuza na PZ.

Jedna gra niczego nie udowodni. Potrzeba by rozegrac ich kilka, a kazda bedzie trwac 5-6 godzin. Troche nie mam czasu i ochoty na to. Poza tym moje spostrzezenie odnosnie scenariusza i jego balansu nie jest teza, tylko opiera sie na rozegranych kilku grach w takim ukladzie, zarowno jedna jak i druga strona. Ja juz to sobie "poudowadnialem".

Najlepiej jak janekbossko zagra sobie w jeden i drugi scenariusz i wtedy zdecyduje, ktory lepiej chodzi w ich przypadku.
Ostatnio zmieniony sobota, 14 stycznia 2012, 13:02 przez JB, łącznie zmieniany 1 raz.
Tylko o sprawach, które nas zupełnie nie interesują, możemy wydać rzeczywiście bezstronną opinię, co niewątpliwie jest powodem, że opinia bezstronna jest zawsze absolutnie bezwartościowa.
Awatar użytkownika
janekbossko
Adjudant
Posty: 201
Rejestracja: wtorek, 13 lutego 2007, 14:56
Lokalizacja: Szczecin

Re: Wilderness War (GMT)

Post autor: janekbossko » sobota, 14 stycznia 2012, 12:18

Tak zrobie.
Przy jedyn i drugim grac z opcjonalnymi zasadami?
JB
Sous-lieutenant
Posty: 361
Rejestracja: niedziela, 25 marca 2007, 18:46
Lokalizacja: Rzeszów
Kontakt:

Re: Wilderness War (GMT)

Post autor: JB » sobota, 14 stycznia 2012, 12:22

W kampanii na pewno wszystkie opcjonalne. No i gre ciagnac tylko do konca 1760. W AM nie gralem, wiec maciunia pewnie napisze, czy i ktore uzywac.
Tylko o sprawach, które nas zupełnie nie interesują, możemy wydać rzeczywiście bezstronną opinię, co niewątpliwie jest powodem, że opinia bezstronna jest zawsze absolutnie bezwartościowa.
Awatar użytkownika
maciunia
Porucznik
Posty: 758
Rejestracja: piątek, 1 lutego 2008, 16:00
Lokalizacja: WWY
Kontakt:

Re: Wilderness War (GMT)

Post autor: maciunia » sobota, 14 stycznia 2012, 13:33

Polecam tą o stratach milicji.
Awatar użytkownika
Indar
Błędny rycerz
Posty: 1162
Rejestracja: piątek, 5 maja 2006, 20:08
Lokalizacja: Łomża
Kontakt:

Re: Wilderness War (GMT)

Post autor: Indar » wtorek, 8 października 2013, 19:00

Wszedłem w posiadanie w/w gry - pochwalę się że mam tą z "twardą" planszą.
Czy ma ktoś tłumaczenie instrukcji?
Mam doświadczenie z podobnymi grami, ale mi mimo wszystko lepiej skonfrontować wszystko ze "spolszczoną" instrukcją.
http://www.freha.pl - Forum Rekreacji Historycznych
Awatar użytkownika
Silver
Général de Division
Posty: 3047
Rejestracja: czwartek, 22 grudnia 2005, 18:33
Lokalizacja: Warszawa
Kontakt:

Re: Wilderness War (GMT)

Post autor: Silver » wtorek, 8 października 2013, 20:41

Ja mam tak po swojemu ułożone wszystko.
Awatar użytkownika
Indar
Błędny rycerz
Posty: 1162
Rejestracja: piątek, 5 maja 2006, 20:08
Lokalizacja: Łomża
Kontakt:

Re: Wilderness War (GMT)

Post autor: Indar » wtorek, 8 października 2013, 21:40

A możesz mi podesłać, czy będzie to z mojej strony zbyt wymagająca prośba?
indar@grod.org
http://www.freha.pl - Forum Rekreacji Historycznych
Awatar użytkownika
Petru Rares
Adjoint
Posty: 791
Rejestracja: poniedziałek, 1 czerwca 2009, 22:37
Lokalizacja: Bełchatów/Warszawa

Re: Wilderness War (GMT)

Post autor: Petru Rares » czwartek, 3 lipca 2014, 15:48

Po dość długiej przerwie odświeżyliśmy jakiś czas temu z Bambroughem temat WWr. Na tapetę poszedł scenariusz wczesnej kampanii (1755-1759). Francuzami dowodził Bambrough, ja pozostałem wiernym synem Albionu. Scenariusz wydaje się ciekawy, ponieważ podobnie jak w Annus Mirabilit Anglik działa pod presją czasu (może nie tak wyraźną, ale zawsze). Zaczyna wszak z mniejszymi siłami, co jednak najprawdopodobniej szybko się zmieni. W naszej rozgrywce ostatecznie zwycięstwo przypadło Francji, mimo iż dopiero pod koniec rozgrywki Francuzi dostali do ręki kartę Dyplomatycznej Rewolucji. Anglicy mieli Williama Pitta znacznie wcześniej i co ważne, najszybciej jak to możliwe otrzymali doborowe posiłki dowodzone przez Wollfe’a. Mimo to nie pohasali. Zdobyli co prawda całkiem gładko Louisbourg (zrobił to oczywiście ww. wódz), zdecydowanie mniej gładko Ohio Forks i podeszli pod Montreal, jednak stracili zbyt dużo PZ ze względu na bitwy (raczej niewielkie) w których brytyjscy dowódcy mieli zwykle niebywałego pecha. Sytuacja Anglików była w pewnym momencie dramatyczna: w centralnej części zabrakło sił mogących zagrodzić Montcalmowi drogę na Albany. Wollf musiał porzucić plany zdobycia przyczółka w Kanadzie i ruszyć morzem do Nowego Jorku. Objęcie przez niego dowództwa uchroniło północne departamenty od wizji inwazji. Następnie Anglicy parli wytrwale na północ, w ślad za Francuzami wycofującymi się na z góry zaplanowane pozycje. W międzyczasie, w zwycięskiej dla sibie bitwie zginął Montcalm, co stało się dla nas już swego rodzaju stałym elementem naszych rozgrywek (ginie zawsze). Francuzi odpowiadali podrzucaniem zatrutej żywności i pledów z czarną ospą – bodaj ze trzy razy, ale stosunkowo nieskutecznie. Przetrzebione nieco siły angielskie, w ostatnim roku kampanii podeszły pod Montreal, ale zostały spod niego odpechnięte przez następcę Montcalma-Levisa. W tzw. międzyczasie Francuzi chwilowo oblegali Oswego-na szczęście nieskutecznie. Rajdów było niewiele, spłonęła jakaś palisada podpalona przez Pottawatomi, ale próby wdarcia się w rolnicze tereny zostały udaremnione przez milicję południowych departamentów. Poparcie dla wojny wśród kolonistów było niewielkie, z drugiej jednak strony masowo zaciągali się do milicji departamentowych (widocznie uznali, że królewski rząd nie będzie potrafił ich obronić). Francuzi dostawali liczne uzupełnienia, choć nie w postaci nowych regimentów, a w postaci rekrutów wcielanych do obecnie walczących jednostek.

Jako się rzekło zwyciężyli Francuzi, i to mimo śmierci Montcalma i mniejszej liczbie kart. Uważam, że gra tą stroną jest co prawda bardziej wymagająca, lecz zdecydowanie nie beznadziejna, a wręcz przynosząca dużo satysfakcji.
Awatar użytkownika
leliwa
Général de Division Commandant de place
Posty: 4264
Rejestracja: czwartek, 22 grudnia 2005, 18:00
Lokalizacja: środkowe Nadwieprze

Re: Wilderness War (GMT)

Post autor: leliwa » czwartek, 3 lipca 2014, 21:11

Petru Rares pisze:Po dość długiej przerwie odświeżyliśmy jakiś czas temu z Bambroughem temat WWr. Na tapetę poszedł scenariusz wczesnej kampanii (1755-1759). Francuzami dowodził Bambrough, ja pozostałem wiernym synem Albionu. Scenariusz wydaje się ciekawy, ponieważ podobnie jak w Annus Mirabilit Anglik działa pod presją czasu (może nie tak wyraźną, ale zawsze). Zaczyna wszak z mniejszymi siłami, co jednak najprawdopodobniej szybko się zmieni. W naszej rozgrywce ostatecznie zwycięstwo przypadło Francji, mimo iż dopiero pod koniec rozgrywki Francuzi dostali do ręki kartę Dyplomatycznej Rewolucji. Anglicy mieli Williama Pitta znacznie wcześniej i co ważne, najszybciej jak to możliwe otrzymali doborowe posiłki dowodzone przez Wollfe’a. Mimo to nie pohasali. Zdobyli co prawda całkiem gładko Louisbourg (zrobił to oczywiście ww. wódz), zdecydowanie mniej gładko Ohio Forks i podeszli pod Montreal, jednak stracili zbyt dużo PZ ze względu na bitwy (raczej niewielkie) w których brytyjscy dowódcy mieli zwykle niebywałego pecha. Sytuacja Anglików była w pewnym momencie dramatyczna: w centralnej części zabrakło sił mogących zagrodzić Montcalmowi drogę na Albany. Wollf musiał porzucić plany zdobycia przyczółka w Kanadzie i ruszyć morzem do Nowego Jorku. Objęcie przez niego dowództwa uchroniło północne departamenty od wizji inwazji. Następnie Anglicy parli wytrwale na północ, w ślad za Francuzami wycofującymi się na z góry zaplanowane pozycje. W międzyczasie, w zwycięskiej dla sibie bitwie zginął Montcalm, co stało się dla nas już swego rodzaju stałym elementem naszych rozgrywek (ginie zawsze). Francuzi odpowiadali podrzucaniem zatrutej żywności i pledów z czarną ospą – bodaj ze trzy razy, ale stosunkowo nieskutecznie. Przetrzebione nieco siły angielskie, w ostatnim roku kampanii podeszły pod Montreal, ale zostały spod niego odpechnięte przez następcę Montcalma-Levisa. W tzw. międzyczasie Francuzi chwilowo oblegali Oswego-na szczęście nieskutecznie. Rajdów było niewiele, spłonęła jakaś palisada podpalona przez Pottawatomi, ale próby wdarcia się w rolnicze tereny zostały udaremnione przez milicję południowych departamentów. Poparcie dla wojny wśród kolonistów było niewielkie, z drugiej jednak strony masowo zaciągali się do milicji departamentowych (widocznie uznali, że królewski rząd nie będzie potrafił ich obronić). Francuzi dostawali liczne uzupełnienia, choć nie w postaci nowych regimentów, a w postaci rekrutów wcielanych do obecnie walczących jednostek.

Jako się rzekło zwyciężyli Francuzi, i to mimo śmierci Montcalma i mniejszej liczbie kart. Uważam, że gra tą stroną jest co prawda bardziej wymagająca, lecz zdecydowanie nie beznadziejna, a wręcz przynosząca dużo satysfakcji.
Zgadzam się. Pamiętam jeszcze starcie u Petru na Grochowie, gdy graliśmy ten scenariusz. Indianie francuscy szaleli, ale sama armia francuska też potrafiła wpaść w zasadzkę anglo-irokezką. Montcalm oczywiście zginął, ale wcześniej poległa też cała gromada Brytów. Wolfe przybył trochę za późno i skończyło się remisem na punkty, co oznaczało jak się zdaje wskazanie na Francuzów.
"Z kości moich powstanie mściciel"
Napis na grobie Stanisława Żółkiewskiego w Żółkwi.
ODPOWIEDZ

Wróć do „XVI-XVIII wiek”