Historyczny przebieg kampanii

..i inne gry Takeo Takagi
Zablokowany
Awatar użytkownika
AWu
Słońce Austerlitz
Posty: 18421
Rejestracja: poniedziałek, 16 października 2006, 13:40
Lokalizacja: Warszawa
Kontakt:

Post autor: AWu » wtorek, 17 czerwca 2008, 20:36

po prostu oprzejechali sie zbytnia pewnoscia siebie ;>
Awatar użytkownika
Gilgamesh44
Adjudant
Posty: 254
Rejestracja: środa, 10 października 2007, 17:02
Lokalizacja: s komputra

Post autor: Gilgamesh44 » wtorek, 17 czerwca 2008, 20:43

Takeo Takagi pisze: ***** tłumaczenie z "wires". Może chodzi o linie elektryczne?
Przewody elektryczne albo telefoniczne. W takim kontekście to słowo jest najczęściej używane. Dla załogi śmigłowca w locie NOE zapewne najbardziej istotne są te na słupach telefonicznych i wysokiego napięcia.
"Jeśli będę zdrów, nie cierpienia Jonów bedą przedmiotem ich [Greków] gawęd, lecz ich własne"
Awatar użytkownika
Takeo Takagi
Shosa
Posty: 1019
Rejestracja: piątek, 17 listopada 2006, 12:36
Lokalizacja: Warszawa

Post autor: Takeo Takagi » środa, 25 czerwca 2008, 09:50

Poniższy zapis wzięty z opisu walki prowadzonej przez 6-6 CAV pokazuje szczegółowo, jak skomplikowała się misja i czym ona była dla pojedynczej załogi.

Oficer [Chief Warrant Officer 2] John Tomblin i pierwszy porucznik [First Lieutenant] Jason King byli w drugiej maszynie przydzielonej do ataku na Medinę i kiedy w końcu wystartowali na północ, helikopter zatrząsł się od ciężaru amunicji. Ruchy pojazdów, starających się zatankować helikoptery pułku, doprowadziły do stworzenia grubej na 6 cali* warstwy pyłu o konsystencji talku, co utrudniało start wszystkim, którzy chcieli opuścić punkt zbiorczy. Załoga nie była zaskoczona, kiedy w radiu usłyszeli, że śmigłowiec z kompanii A (A Troop) rozbił się przy starcie. Wzdłuż długiej na 53 mile trasy, Palerider 16 był z rzadka ostrzeliwany z broni małokalibrowej, ale spostrzegł ciężki ostrzał ze smugaczy na zachód, w pobliżu swego siostrzanego batalionu 1-227 AHB. Kiedy zaczęli skręcać na zachód, w kierunku na obszar docelowy, Tomblin i King zauważyli, jak jasne były światła pobliskiego miasta, co było dziwne, zważywszy, że była już północ [wedle raportów jednostki w rzeczywistości było ok. 1.00]. Kiedy wzlecieli wyżej, by ominąć wysokie na 200 stóp** linie elektryczne, światła zostały wyłączone na około 2 sekundy. Kiedy włączono je z powrotem, rozpoczął się wycelowany w nich ostrzał przeciwlotniczy. Była to zaplanowana pułapka, mająca na celu zestrzelenie helikopterów Apache. Palerider 16 wykonał unik i odpowiedział ogniem. Tomblin widział, że strzały dobiegały ze wszystkich stron. Kiedy poczuł swąd palącej się instalacji elektrycznej, wiedział już, że maszyna została trafiona. Spojrzawszy w dół, Tomblin ujrzał człowieka strzelającego do niego z karabinu. Zaczął strzelać z działka 30 mm, zabił strzelca i trafił stojącą w pobliżu cysternę. Nastąpiła potworna eksplozja, która wystrzeliła w niebo.

Podczas gdy Tomblin manewrował helikopterem, King składał meldunek o ostrzale. W trakcie przekazywania informacji kabina została trafiona i pocisk przeszedł przez gardło lotnika. Gdy przestał mówić, Tomblin zapytał: "Sir, czy wszystko w porządku?". Nie było odpowiedzi. Gardło Kinga było pełne krwi i chociaż słyszał, co się wokół dzieje, nie mógł odpowiedzieć. Tomblin zawrócił helikopter na południe i przekazał meldunek, że jego członek załogi*** został trafiony i nie wiadomo, w jakim jest stanie. Przed nimi była długa na 53 mile trasa, którą dopiero co przylecieli wraz z innymi helikopterami, próbującymi dotrzeć do celu.

Aż do teraz czekająca w zasadzce obrona przeciwlotnicza milczała, kiedy jednak nadleciały helikoptery, trafiły pod ciężki ostrzał. Stery lotu zaczęły reagować z oporami i trudno było zachować nad nimi kontrolę. Kilka mil na południe, w maszynie dowodzenia, znajdował się Major Christensen (6-6 CAV S3).**** Postanowiono, że w wybranym miejscu nastąpi spotkanie ze śmigłowcem Black Hawk [z ww. maszyną dowodzenia] i King zostanie do niego przeniesiony, a następnie przetransportowany do najbliższego, polowego zespołu medycznego [field surgeon team]. Tomblin nadal pytał się pierwszego porucznika Kinga, co z nim jest, ale wciąż nie otrzymywał odpowiedzi, chociaż słyszał, jak oddycha. Oficer Robert Duffney [Chief Warrant Officer 4] i oficer Neal [Chief Warrant Officer 3] byli jego skrzydłowymi. Tomblin wleciał za nich i zauważył ogromną ilość dymu wydobywającego się z jednego z silników Duffney'a. Został uszkodzony przewód hydrauliczny, przez który do silnika wyciekał płyn. Ten sam system hydrauliczny odpowiadał za kontrolę nad uzbrojeniem helikoptera, tym samym więc maszyna Duffney'a nie była zdolna do walki. Kiedy helikopter Duffney'a dostał się pod ostrzał, Tomblin zawrócił i zaczął strzelać w kierunku nieprzyjaciela, by go obezwładnić.

Wcześniej, przed odlotem, King wyjął swój bandaż***** z torby****** i położył go na desce rozdzielczej helikoptera. Zazwyczaj zostaje ona z tyłu, w schowku (storage bay), skąd pilot nie może jej dosięgnąć. Kiedy udało mu się założyć sobie bandaż na ranę, mógł w końcu zacząć mówić. [...] King widział smugacze przez swoje gogle noktowizyjne, mógł więc kierować ogniem drugiego członka załogi******* oraz sąsiedniego helikoptera. Obie maszyny nadal podążały trasą na południe, wciąż znajdując się pod ciężkim ostrzałem. Zmienił się natomiast plan spotkania się z Black Hawk'iem. Postanowili wrócić na miejsce startu i przenieść Kinga na czekający już samochód, który by przewiózł go do śmigłowca MEDEVAC.******** W momencie, gdy dotarli na miejsce, ogień z broni lekkiej ustał. Teraz musieli wylądować poturbowaną maszyną w punkcie zbiorczym, gdzie miało zamiar lądować także kilkanaście innych uszkodzonych helikopterów. Oba śmigłowce przeleciały nad obszarem startowym, po czym wylądowały, gdy udało się zlokalizować samochód transportowy. Gdy czekali na niego, słuchali w radiu meldunków z innych helikopterów. Jedna z maszyn z drugiego batalionu była poważnie uszkodzona, nie działały systemy nawigacji noktowizory. Załoga była bardzo wstrząśnięta (shaken up) i na południe była prowadzona przez AWACS.*********

King, gdy już znalazł się na ziemi, został przeniesiony do samochodu, a następnie przewieziony do śmigłowca MEDEVAC. Wiedząc, że inni piloci również mogą być postrzeleni, King nie chciał się zgodzić na odlot MEDEVAC. W końcu piloci MEDEVAC powiedzieli Kingowi, że muszą już lecieć i była to ostatnia rzecz, jaką pamiętał, zanim znalazł się w punkcie medycznym. Po pierwszym opatrzeniu, został przetransportowany na tyły, gdzie chirurg powiedział mu, że miał bardzo dużo szczęścia. Kula ledwo ominęła krtań i tchawicę, przez co mógł całkowicie stracić głos albo wykrwawić się na śmierć. Żona Kinga została poinformowana o tym, że jej mąż został postrzelony i jest w stanie krytycznym. Kiedy jego stan się poprawił, został przetransportowany do Niemiec, gdzie mogli się spotkać. Zamiast jednak lecieć do domu, przekonał sierżanta majora, by przerzucić go z powrotem do jednostki. Kiedy do niej wrócił, żołnierze nie mogli uwierzyć własnym oczom. King latał później jeszcze w misjach w ramach wsparcia OIF na północ od Bagdadu.

* 1 cal = 2.54 cm, 6 cali = 15.24 cm
** 1 stopa = 0.3048 m, 200 stóp = 60.96 m
*** w oryginale "front-seater", co ciężko mi przetłumaczyć tak, by zachować znaczenie i nie używać przydługich opisów
**** S3 - oficer operacyjny szczebla batalionu (w tym przypadku 6-6 CAV)
***** w oryginale "pressure bandage", co mi bardziej pasuje do opaski uciskowej, niż bandaża, ale z drugiej strony nie ryzykowałbym zakładania opaski uciskowej na ranę na szyi :)
****** tłumaczenie z "load-bearing equipment", co znaczy dosłownie "ekwipunek do noszenia ładunków" i może odnosić się do wielu rzeczy, począwszy od kieszeni, torby, ładownicy, po ciężarówkę czy dźwig (niepotrzebne skreślić)
******* w oryginale "back-seater", w tym przypadku również pominę szersze tłumaczenie
******** MEDEVAC (Medical Evacuation) – pojazd, w tym przypadku śmigłowiec, specjalnie przystosowany do przewożenia rannych
********* AWACS (Airborne Warning and Control System) – System Ostrzegania i Kontroli Powietrznej, znajdujący się na samolotach system dalekiego rozpoznania, ostrzegania i naprowadzania
Ciasteczko po prostu mi się należy.
Awatar użytkownika
Takeo Takagi
Shosa
Posty: 1019
Rejestracja: piątek, 17 listopada 2006, 12:36
Lokalizacja: Warszawa

Post autor: Takeo Takagi » wtorek, 1 lipca 2008, 16:09

6-6 CAV dotarł do swego miejsca przeznaczenia, ale musiał przerwać misję przed zaatakowaniem jakichkolwiek celów naziemnych ze względu na bardzo ciężki ostrzał. 1-227 AHB również doleciał do punktu docelowego i zaatakował kilka celów, ale musiał przerwać akcję z powodu braku paliwa. Nigdy nie odnaleźli 30 czołgów T-72, jakich mieli nadzieję spotkać. Jeden z helikopterów 1-227 AHB musiał awaryjnie lądować po tym, jak został ciężko uszkodzony. Pułkownik porucznik Dan Ball starał się zapewnić wsparcie załodze, która próbowała uniknąć schwytania, ale został trafiony i jego zasobnik z uzbrojeniem [weapons pod] zaczął się palić. Ball musiał odrzucić zasobnik i zacząć wracać, nie będąc w stanie pomóc załodze.

Postrzelane i w niektórych przypadkach z rannymi ludźmi na pokładzie, Apache musiały lądować na tym samej, przeoranej i wyschniętej na pył ziemi, dokuczliwej dla pilotów nawet za dnia. Major John Lindsay, oficer operacyjny, stanął na środku trasy lotu, tak że znalazł się wewnątrz kręgu powracających samotnie lub w małych grupach helikopterów. Te zwracały się pod wiatr i robiły, co tylko mogły, by w chmurze oślepiającego pyłu uniknąć zderzenia w powietrzu lub rozbicia maszyny na ziemi. Piloci lądowali tocząc się [running landings], co dawało pewną nadzieję na to, że zostawią nieco za sobą wzbitą przez siebie kurzawę. Lindsay pamięta, jak strasznym przeżyciem było obserwowanie helikopterów, toczących się przez "100, 200, 300 stóp wprost na nich", przyciąganych przez źródło światła i ciepła, jakim był jego mały punkt dowodzenia.

Z 30 helikopterów, które opuściły Obiekt RAMS lecąc na misję, 29 wróciło z uszkodzeniami zadanymi przez ogień z broni małokalibrowej lub artylerii przeciwlotniczej. Jedna maszyna została zmuszona do lądowania w wyniku ostrzału z ziemi i została następnie zniszczona, by zapobiec jej przejęciu. Obaj piloci zostali schwytani przez Irakijczyków. Każdy ze śmigłowców 1-227 AHB wrócił z około 15-20 dziurami po kulach, jeden miał ich aż 29. Jednostka wykonała dziennie średnio 70 napraw uszkodzeń dokonanych przez broń małego kalibru, aż wszystko zostało naprawione, zgodnie z odpowiednimi instrukcjami technicznymi helikoptera [aircraft technical manuals]. [...] Apache pokazał, jak twardą jest maszyną. [...] Z drugiej strony, nikt nie twierdził, że tej nocy odniesiono zwycięstwo.

Określenie strat w bitwie jest zawsze trudne, ale pomijając zniszczenie kilku stanowisk obrony przeciwlotniczej, paru ciężarówek z działami oraz pewnej liczby ludzi z lekką bronią, pułk osiągnąć bardzo niewiele.

Naprawa helikopterów Apache

To, że wszystkie – oprócz jednego – helikoptery Apache powróciły do RAMS, jest świadectwem wytrzymałości i zdolności przetrwania tych maszyn. Piloci zawdzięczają życie inżynierom, którzy zaprojektowali Apache, oraz tym ludziom, którzy je zbudowali i utrzymywali.

Pomimo znacznych uszkodzeń, wszystkie maszyny zostały naprawione w warunkach frontowych i powróciły do służby. 24 marca przybyły trzy CH-47, mające na pokładzie oficera wykonawczego [executive officer], oficera technicznego [maintenance officer] i innych. Jeden śmigłowiec dostarczył także części zamienne, przeniesione jako podwieszony pod kadłubem ładunek. W czasie lotu dwa CH-47 zostały ostrzelane przez Irakijczyków i musiały odrzucić swoje ładunki, w tym wszystkie części zamienne dla 1-227 AHB. Mimo kolejnej porcji złych wiadomości, mechanicy przywrócili do służby pierwsze dwie maszyny w przeciągu 24 godzin, 12 z 17 w ciągu 96 godzin, 15 z 17 w tydzień, a ostatnie dwie po upływie 30 dni. 2-6 CAV, który nie leciał na misję z powodu braku paliwa, nadal pozostawał w pełnej gotowości bojowej. Korpus przydzielił 2-6 CAV zadanie wspierania 3 ID. 11 AHR poleciał na kolejną misję w pełnym składzie batalionu już w dziewięć dni po fatalnym ataku.

Helikoptery w Camp Udairi
Obrazek

Według irackiej propagandy, helikopter zestrzelił ze swej strzelby miejscowy chłop
ObrazekObrazekObrazekObrazek

Załoga zestrzelonego Apache w irackiej TV
Obrazek
Ciasteczko po prostu mi się należy.
Awatar użytkownika
Takeo Takagi
Shosa
Posty: 1019
Rejestracja: piątek, 17 listopada 2006, 12:36
Lokalizacja: Warszawa

Post autor: Takeo Takagi » środa, 2 lipca 2008, 11:10

101 UDERZA W GŁĄB

Kiedy zaczęła się operacja Iraqi Freedom, pierwszą misją 101 Brygady Powietrznej (Aviation Brigade) miało być zniszczenie 24 marca 14 Brygady Piechoty Zmechanizowanej z Dywizji "Medina". Misja ta miała być dopełnieniem ataku 11 AHR na resztę "Mediny". Jednakże dywizja* musiała odłożyć realizację zadania w momencie, gdy burza piaskowa uziemniła siły powietrzne Armii. Ponadto, po doświadczeniach z 11 AHR, dowództwo korpusu zastanawiało się, czy w ogóle przystępować do tego zadania.

Gdy pogoda się przejaśniła, 101 Brygada Powietrzna, świadoma doświadczeń 11 AHR, odrobiła już swoją pracę domową. Z tego wydarzenia wyciągnięto wnioski, że wróg korzysta z obserwatorów z telefonami komórkowymi, mającymi ostrzec jak najwcześniej rozproszoną obronę przeciwlotniczą. Piloci, planiści i dowódcy przeprowadzili szczerą i szczegółową wymianę zdań, by podzielić się opiniami i obserwacjami, a następnie zarekomendowali zmiany w taktyce i procedurach. Kiedy już podzielono się wnioskami, z których najważniejszym było unikanie obszarów zabudowanych, mając na uwadze to, że wróg wciąż był w stanie zagrozić ofensywie 3 ID przez Lukę Karbali, generał porucznik Wallace zatwierdził atak 101 Brygady. Tym samym, 28 marca, 101 Brygada Szturmowa** przeprowadziła drugi daleki atak – tym razem przeciw 14 Brygadzie z Dywizji "Medina".

* 101 Dywizja
** w tej książce używa się różnych określeń 101 Brygady – Aviation Brigade, Attack Brigade, Attack Aviation Brigade. Najlepiej chyba byłoby używać skrótu AVN
Ciasteczko po prostu mi się należy.
Awatar użytkownika
DT
Divisní generál
Posty: 3699
Rejestracja: czwartek, 22 grudnia 2005, 18:41
Lokalizacja: Milton Keynes
Been thanked: 12 times
Kontakt:

Post autor: DT » środa, 2 lipca 2008, 13:14

Takeo Takagi pisze:
Załoga zestrzelonego Apache w irackiej TV
Gdyby Saddam więcej takich miał bohaterów to by odparł Amerykańska agresję.... :lol2:
Czesi również bronili Polski w 1939 roku
Awatar użytkownika
Takeo Takagi
Shosa
Posty: 1019
Rejestracja: piątek, 17 listopada 2006, 12:36
Lokalizacja: Warszawa

Post autor: Takeo Takagi » poniedziałek, 21 lipca 2008, 15:32

Planowanie

Planowany atak 101 Brygady przeciw Dywizji "Medina" był jedną z nielicznych misji, które przetrwały każdą zmianę pierwotnego planu. Atak ten wymagał wczesnego wprowadzenia sił 101 Dywizji do TPFDL.* Plan operacji, przygotowany w Grafenwoehr w Niemczech, w czasie ćwiczeń korpusu pod kryptonimem Victory Scrimmage, wymagał przygotowania przez dywizję dodatkowej, wysuniętej bazy operacyjnej (FOB 5)** oraz FARP na południowy zachód od Karbali. Dzięki temu Apache mogłyby pozostawać na miejscu wystarczająco długo, by wypełnić swe zadanie.

Major Bill Gayler, oficer planistyczny 101 Brygady Powietrznej, opierając się na wymianie poglądów z 11 AHR, stworzył plan, w którym ostrzał z samolotów, artylerii i bezpośrednio z helikopterów miał wspierać atak brygady. Gayler zamierzał użyć artylerii i lotnictwa do przygotowania pola walki przed atakiem. Kiedy śmigłowce byłyby już w drodze, ATACMS miały uderzyć na 4 minuty przed ich przybyciem, podczas gdy samoloty wsparcia pozostawałyby w gotowości do ataku na każdego przeciwnika, jakiego by napotkano. Brygada polegała bardzo na oficerze łącznikowym lotnictwa, który z kolei zażądał udziału w misji czołowego napowietrznego kontrolera lotów (AFAC)***, który by zapewnił bezpośrednią koordynację ataków między samolotami a helikopterami.

Załogi Apache planowały ciągle zmieniać sposób poruszania się, modyfikując szybkość oraz wysokość lotu, by zwiększyć swoje szanse przetrwania poprzez zmniejszenie zdolności przeciwnika do śledzenia i atakowania helikopterów. Dodatkowo użycie taktyki prowadzący-skrzydłowy**** miało umożliwić wspieranie się ogniem w pobliżu i na obszarach zabudowanych oraz tam, gdzie spodziewano się silnego oporu wroga. Załogi miały zamiar obezwładniać natychmiast wszelki ostrzał z ziemi ogniem bezpośrednim i, jeśli wymagała tego sytuacja, naprowadzić atak lotniczy. Mając na uwadze doświadczenia 11 Pułku, podjęli decyzję o użyciu tych metod od razu, począwszy od momentu startu. Inaczej mówiąc, przyjęli założenie, że będą musieli walczyć przez całą drogę do celu.

Oficer planistyczny brygady, wraz z oficerem (Chief Warrant Officer 3) Brendanem Kelly'm – oficerem operacji taktycznych brygady, czuli, że opracowanie tras lotu jest równie ważne, co obszaru ataku. Poświęcili wiele czasu na przeliczenie efektywnego zużycia paliwa, zlokalizowanie przeciwnika oraz zmylenie go. Na przykład, biorąc pod uwagę możliwe zagrożenie, wiele tras zostało zaplanowanych z ciągłymi zmianami kierunku lotu w pobliżu znanych lub przypuszczalnych pozycji wrogich obserwatorów. Taka taktyka miała za zadanie przeszkodzić obserwatorom w ustaleniu rzeczywistego kierunku poruszania się. Lotnicy byli wyszkoleni w lotach nad zaciemnionymi obszarami. Wróg wiedział o tym i skoncentrował swoją obronę przeciwlotniczą w takich miejscach. W rezultacie piloci stwierdzili, że lot ponad zamieszkałymi wioskami nie musi być wcale złym pomysłem. Piloci oraz sztab użyli narzędzi wizualizacji lotu FalconView i Topscene***** do planowania i ćwiczenia operacji. Kiedy brygada przygotowała już plan, załogi przybyły do TOC******, by "przejść" przez misję w Topscene, mając możliwość zmiany i dodawania tras. Oba narzędzia pozwoliły na ćwiczenia nad zwizualizowanym przez nie terenem. Jeden z pilotów tak się wypowiedział na temat FalconView: "jedyną rzeczą, jakiej nie widziałem w FalconView, jaką widzę na filmach z działka po misji*******, są drzewa palmowe".

* TPFDL – Time-Phased Force and Deployment List. Przetłumaczyłbym to po prostu jako Harmonogram Rozmieszczenia Sił. Jest to lista dołączana do planu operacji, opisująca jakie siły, kiedy i gdzie zostaną wprowadzone do walki
** FOB – forward operating base
*** AFAC – airborne forward air controller
**** tłumaczenie z "lead/wingman concept", przy czym zgaduję, że chodzi o loty parami, gdzie maszyny wzajemnie się wspierają
***** Topscene – Tactical Operational Scene. System trójwymiarowej wizualizacji pola bitwy, używany do ćwiczenia lotów bojowych
****** TOC – Tactical Operations Center czyli Centrum Operacji Taktycznych
******* chodzi o film z kamery sprzężonej z działkiem
Ciasteczko po prostu mi się należy.
Awatar użytkownika
Takeo Takagi
Shosa
Posty: 1019
Rejestracja: piątek, 17 listopada 2006, 12:36
Lokalizacja: Warszawa

Post autor: Takeo Takagi » środa, 13 sierpnia 2008, 15:34

Realizacja

Atak został przeprowadzony 28 marca przez dwa bataliony. Główny atak przeprowadził 1-101 AVN z kierunku północnego, podczas gdy 2-101 AVN symulował atak od południa. Dowódca brygady, pułkownik Greg Gass, kierował akcją z pokładu śmigłowca dowodzenia Black Hawk, wraz ze swym oficerem wsparcia ogniowego oraz oficerem łącznikowym lotnictwa. Gass znajdował się w pobliżu 1-101 batalionu, wykonującemu główne zadanie. Jak się okazało, 1-101 batalion napotkał bardzo małą liczbę przeciwników, podczas gdy 2-101 batalion znalazł to, czego szukał.

1-101 opuścił FARP SHELL o godzinie 21.45, poleciał na północ, potem skręcił na wschód od jeziora Karbala, a następnie przeleciał nad zalewem Karbala. Długą na 100 kilometrów trasę lotu pokonano w 40 minut. W czasie lotu problemy z komunikacją uniemożliwiły pilotom batalionu wezwanie wsparcia, mającego obezwładnić wrogą obronę przeciwlotniczą. Po przybyciu na miejsce, kompania B/1-101 próbowała zlokalizować i nawiązać kontakt z iracką 14 Brygadą, ale bez powodzenia. Kompanie Alpha i Charlie pojawiły się 30 minut po B/1-101, by dokończyć planowane zniszczenie brygady. Po wejściu na pusty obszar ataku kompanii Alpha i Charlie, kompania B/1-101 powróciła do bazy. Alpha i Charlie kontynuowały poszukiwanie celów, ale zawróciły po pół godzinie do bazy, nie nawiązując kontaktu z wrogiem. Okazało się, że 14 Brygada już opuściła obszar atak.

Lecąc ponad obszarem ataku, wszystkie trzy kompanie dostały się pod ostrzał z ziemi. Irakijczycy zachowywali się tak, jak to opisywała w swych relacjach 11 AHR – pojazdy cywilne przemieszczały się wzdłuż tras lotów starając się zaatakować śmigłowce, zaś iracka piechota strzelała z broni lekkiej i RPG. Wydzielenie helikoptera do osłony okazało się sukcesem. Kiedy jedna maszyna leciała z tyłu, zaś kolejne na obu flankach, pozostały helikopter skupił się na wykrywaniu celów i atakowaniu ich. Batalion zniszczył pięć pick up'ów, z których cztery miały zamontowane z tyłu ciężkie karabiny maszynowe. Wedle szacunku batalionu, zabitych zostało 15 uzbrojonych ludzi na ziemi.

Kompania 2-101 zamierzała zaatakować dwa najbardziej wysunięte na południe bataliony 14 Brygady. Wedle koncepcji operacji wydzielono dwie kompanie do prowadzenia ciągłego ataku, natomiast trzecia kompania była rezerwą batalionu, gotową do włączenia się do ataku lub obezwładnienia przeciwnika w ramach wspierania działań przy ratowaniu zestrzelonych pilotów. Trasy lotu doprowadziły ich dokładnie na obrzeża Karbali. Kompanie Alpha i Bravo wykonywały swoje zadanie, podczas gdy kompania Charlie pozostawała w odwodzie. Na czele znajdowała się kompania A/2-101, za nią podążał dowódca batalionu, pułkownik porucznik Stephen Smith, na końcu zaś była kompania B/2-101.

Kompania Alpha opuściła FARP SHELL o godzinie 22.04 28 marca. Po początkowym zamieszaniu, wywołanym tym, że jedna z maszyn skręciła w lewo zamiast w prawo, batalion przeformował się i zwróciły się w stronę celu. Kiedy helikoptery znalazły się na linii startu, Smith zajął pozycję obserwatora na końcu kompanii. W drodze do celu światła Karbali zostały wyłączone, a następnie włączone z powrotem, tak jak mówiły o tym raporty 11 AHR. Mniej więcej w tym czasie kompania Alpha znalazła cele wzdłuż Autostrady nr 9, na południowy wschód od Karbali. Tak, jak planowano, piloci przekazali współrzędne celów do Smitha, który z kolei próbował bez skutku skontaktować się z oficerem łącznikowym brygady w samolocie dowodzenia. Po kilku próbach Smith spróbował nawiązać łączność bezpośrednio z samolotami F/A-18 i AWACS. W końcu, wykorzystując awaryjną częstotliwość, połączył się z Gospel 01 – parą F/A-18, i przekazał informacje na temat celu. Następnie Gospel 01 skontaktował się z czołowymi Apache'ami, które przejęły namiary na cele, co z kolei doprowadziło do kilku ataków powietrznych na nie. Przekazanie namiarów odbyło się bez przeszkód, gdyż A/2-101 już zaczęła atakować siły pancerne na Autostradzie nr 9 za pomocą ognia ciągłego. Oczywiście, prosta droga z płonącymi na niej czołgami stanowiła znakomitą wskazówkę dla lotnictwa.

Pułkownik porucznik Smith wspomina, że "reszta nocy była niesamowita." Smith obserwował nadlatujące smugacze, widział myśliwce zrzucające bomby 500-funtowe oraz słyszał, jak jeden z pilotów mówił o ludziach machających do niego z dachu budynku. Wedle Smitha, drugi pilot sprostował tę pomyłkę, mówiąc "koleś, oni nie machają". Pomimo ostrzału z ziemi, Apache kontynuowały atak na czołgi i inne pojazdy bojowe na Autostradzie nr 9, oraz na artylerię p-lot na otwartym terenie, na zachód od autostrady. Nagrania z kamery sprzężonej z działkiem pokazały później, że załogi atakowały wroga, nadlatując z odległości 8 do 5 kilometrów. Kiedy jeden samolot zbliżał się do celu, jego skrzydłowy prowadził obserwację i ogień zaporowy. W momencie, gdy maszyna prowadząca wykonała swój atak, wówczas skrzydłowy mógł zacząć swój nalot na cel. Walka trwała dalej, gdy lotnictwo szturmowe zostało zmienione przez helikoptery, w celu zniszczenia wojsk wzdłuż autostrady.

Piloci Armii, Lotnictwa i Marynarki zniszczyli sześć transporterów opancerzonych, cztery czołgi, pięć ciężarówek oraz światłowód (fiber-optic facility). Zabitych zostało ponadto około 20 żołnierzy. Jakkolwiek nie jest to wysoka liczba wedle "standardów ćwiczebnych", operacja pokazała, że można efektywnie przeprowadzać dalekie ataki przy pomocy powietrznych sił szturmowych Armii przeciw dobrze przygotowanemu wrogowi.* Co więcej, pokazuje też, jak szybko piloci Armii i lotnictwa dostosowują się przeciwnika, który zadał poważne straty przy poprzednim, dalekim ataku.

* Opis optymistyczny, ale efekty właściwie słabe. Użyto 2 batalionów, czyli ok. 48 helikopterów szturmowych, ze wsparciem lotnictwa, a efektem było zniszczenie 15 pojazdów i zabicie 20 żołnierzy. Wypada mniej więcej 1/3 pojazdu i 1/2 żołnierza na helikopter, pomijając samoloty. Jeśli to miało być "zniszczenie" irackiej 14 Brygady, to chyba im nie wyszło.
Awatar użytkownika
Takeo Takagi
Shosa
Posty: 1019
Rejestracja: piątek, 17 listopada 2006, 12:36
Lokalizacja: Warszawa

Post autor: Takeo Takagi » czwartek, 13 listopada 2008, 13:39

Po długiej przerwie jeszcze dłuższy tekst - po 1,5 miesiąca tkwienia w Komornikach wracam do Wawy, stałego dostępu do netu i oczywiście - Iraku.

BITWA O NAJAF (25 – 28 marca 2003)

Obrazek
Trasy infiltracji bojowników koło An Najaf

Tak, jak w przypadku As Samawah, w położonym nad Eufratem An Najaf znajduje się kilka kluczowych mostów przez rzekę. Autostrada nr 9 biegnie równolegle do rzeki i przecina miasto. Autostrada nr 28 również biegnie wzdłuż rzeki, ale obchodzi miasto kilka kilometrów na zachód. Siły irackie w mieście, zarówno konwencjonalne, jak i nieregularne, mogły blokować ruch po obu autostradach i zakłócić planowany atak korpusu przez Karbalę.

Wśród Irakijczyków broniących An Najaf były jednostki paramilitarne i nieco wojsk regularnych. Tak, jak ich pobratymcy w As Samawah, nie skorzystali oni z osłony ani z przewagi w obronie, jaką dawały obszary zabudowane, tylko zaatakowali nadciągających żołnierzy 3 ID. Nauczona doświadczeniem dwóch poprzednich starć w An Nasiriyah i As Samawah, 3 ID postanowiła zamknąć An Najaf od południowego i północnego zachodu oraz izolować na północy i wschodzie*, zamiast po prostu blokować i omijać miasto. Miało to zapobiec ewentualnym zakłóceniom operacji zaopatrzeniowych w obiekcie RAMS ze strony bojowników oraz uniemożliwić dostarczenie posiłków do An Najaf.

Celem dywizji stało się zdobycie dwóch ważnych mostów na północ i południe od An Najaf, a następnie umieszczenie sił po stronie wschodniej i zachodniej miasta, przez co byłoby ono izolowane z każdej strony. Dywizja oznaczyła most północny w Al Kifl jako obiekt JENKINS, zaś południowy jako obiekt FLOYD. 3 ID przydzieliła obiekty JENKINS i FLOYD odpowiednio 1 BCT i 3-7 CAV. Sytuacja się skomplikowała, gdy burza piaskowa uziemiła helikoptery. 3-7 CAV, bez swych śmigłowców OH-56D Kiowa Warrior, pozbawiona była ich oczu i uzbrojenia. W trakcie lotu i podczas poszukiwania bezpiecznego miejsca do lądowania, piloci Kiowa widzieli inne helikoptery na ziemi. Były to maszyny z 11 AHR, naprawiane po swym dalekim ataku. Helikoptery miały się nie przysłużyć w nadciągającej walce.

Obrazek
Schemat manewrów wokół An Najaf

Tworzenie kordonu – 1 BCT na północy, w obiekcie JENKINS

Późna porą 24 marca 2003, w trakcie zbierania się brygady w obiekcie RAIDERS, pułkownik Will Grimsley otrzymał rozkaz od generała brygadiera Lloyda Austina, zastępcy dywizyjnego oficera manewrowego (assistant division commander for maneuver), zdobycia obiektu JENKINS, czyli mostu nad Eufratem w mieście Al Kifl. Dywizja oznaczyła każdy most klasy 70 (class-70 bridge, most o nośności 70 ton) jako cel, tak by umożliwić szybkie przekierowanie tam sił, gdyby dywizja potrzebowała mostu do przeprawy oraz ustawienie wojsk w stronę możliwego zagrożenia flanki dywizji, gdy ta będzie atakować. Jednakże wywiad zebrał informacje sugerujące, że przeciwnik używał drogi biegnącej na południe z Al Hillah do An Najaf do przesyłania posiłków do tego miasta i miejscowości na południu. Austin chciał, by Grimsley zdobył most i przeciął drogę, tak by zablokować dostarczanie posiłków na południe. Zdobycie JENKINS miało odizolować An Najaf od północy, podczas gdy 3-7 CAV miała zamknąć okrążenie miasta na południu i wschodzie, w obiekcie FLOYD, po przekroczeniu rzeki i przesunięcie się w kierunku północnym.

Grimsley nie miał jednak pod ręką żadnych sił, którym mógł przydzielić zadanie. Jego oddziały były rozciągnięte od RAIDERS aż po An Nasiriyah. Zadanie przypadło więc kapitanowi Charlesowi Bransonowi i jego baterii Alpha z 1-3 ADA, brygadowej baterii przeciwlotniczej, wyposażonej w systemy rakietowe Linebacker**. Grimsley wzmocnił baterię o zespół artyleryjskich obserwatorów pola walki (COLT – combat observation laser team)*** oraz sekcję z kompanii zwiadowczej brygady. Branson zebrał swoje oddziały i przekazał im, oprócz rozkazu, krótki opis sytuacji. Oddziały wyruszyły około północy. Grimsley wyznaczył także pułkownika porucznika Marcone'go z TF 3-69 AR do pełnienia roli sił szybkiego reagowania na wypadek, gdyby Branson wpadł w kłopoty. Około 2.00, kiedy zespół Bransona dotarł do mostu, napotkano znaczne siły wroga, głównie w postaci jednostek nieregularnych. Wzdłuż Autostrady nr 9, na zachód od mostu, Branson natrafił na okopanych żołnierzy, uzbrojonych w to, co Grimsley nazwał "całym kramem"****. Przez całą noc żołnierze Bransona przedzierali się naprzód, ale kiedy osiągnęli zachodni brzeg Eufratu, napotkali tam jeszcze więcej wrogich sił. Branson wezwał pomoc. Grimsley skontaktował się z Marcone'm i wysłał siły szybkiego reagowania tuż przed wschodem słońca.

Zespół B z 3-7 IN, dowodzony przez kapitana Bentona, składał się z dwóch plutonów piechoty zmechanizowanej i jednego plutonu czołgów. Wyruszył on o 6.00, kierując się do mostu odległego o ok. 17 km. Tak, jak Branson przed nim, Benton napotkał opór, gdy tylko dotarł do Autostrady nr 9. Major Mike Oliver, oficer operacyjny Marcone'go, podążył za Bentonem godzinę później, po czym przejął dowodzenie nad działaniami obydwu kompanii. Oliver dotarł do Bransona tuż przed 8.00. Branson znajdował się na wyboistym terenie w pobliżu drogi prowadzącej do Al Kifl. Oliver otrzymał od Bransona krótki opis bieżącej sytuacji, po czym podążył dalej, tym razem w stronę wschodnią, gdzie napotkał o 8.30 kapitana Bentona. Kompania Bentona prowadziła walkę przy oczyszczaniu drogi do Al Kifl. Oliver nakazał baterii ADA zwrócić się w kierunku południowym, wzdłuż drogi, by uniemożliwić przeciwnikowi przejście do budynków w Al Kifl.

Oliver planował przeprowadzić atak przez rzekę i kontrolować wschodni brzeg ze wzniesienia w pobliżu czegoś, co na mapie wyglądało na drugi most. Wpierw jednak żołnierze Bentona musieli przetrzeć drogę. Kompania starła się z licznymi Irakijczykami uzbrojonymi w broń lekką i RPG, wspieranymi przez moździerze. Piechota oczyściła zabudowania wzdłuż drogi. W jednym miejscu piechota nie mogła się dostać do środka, więc pluton czołgów zrobił dziurę w kłopotliwym budynku, umożliwiając piechurom na wejście. Opór stawiali zarówno regularni żołnierze, jaki i bojownicy w cywilnych ubraniach. Oliver szacował siły wroga, broniące bliższego (zachodniego) brzegu, na wzmocniony pluton wsparty moździerzami. Kompania stanęła przy moście i zniszczyła kilka celów na drugim brzegu, podczas gdy piechota przeczesała pobliskie zabudowania. Żołnierze Bentona zakończyli oczyszczanie zachodniego brzegu o 10.30.

W tym momencie Oliver rozkazał sekcji z kompanii rozpoznawczej brygady sprawdzić, czy możliwa będzie obrona mostu ze wzniesienia po wschodniej stronie. Oliver zakazał zwiadowcom przechodzić przez most już teraz. W tym czasie dołączył kapitan Branson i zaczął ustawiać swoją baterię na pozycji uniemożliwiającej wrogowi przesyłanie posiłków do An Najaf. Krótko potem zwiadowcy donieśli, że na miejscu jest tylko jeden most, a nie dwa, jak wskazywała mapa, co potwierdzało podobne wnioski Bransona. Zwiadowcy ponadto przekazali informację, że zabili kilku piechurów na moście i na wschodnim brzegu. Około 11.00 bateria p-lot zameldowała, że droga z północy na południe na zachodnim brzegu jest czysta, więc Oliver rozkazał Bentonowi rozpocząć atak przez most.

* tłumaczenie "contain An Najaf from the southwest and northwest and isolate from the north and east". Nie wiem, czym się różni w tym przypadku "zamknięcie" (contain) od "izolowania" (isolate), skoro chodzi i tak o otoczenie miasta
** M6 Linebacker – wersja przeciwlotnicza bojowego wozu piechoty M2 Bradley. Zamiast wyrzutni rakiet ppanc TOW ma wyrzutnie rakiet plot Stinger
*** w oryginale było "combat observation lasing team", co może być błędnym zapisem. Chodzi o obserwatorów artyleryjskich, naprowadzających pociski kierowane laserowo
**** tłumaczenie "whole works", co można by też tłumaczyć jako "pełny kram", "pełny warsztat", "wszelkie oporządzenie", najbardziej mnie jednak kusił "full wypas"
Ciasteczko po prostu mi się należy.
Awatar użytkownika
Takeo Takagi
Shosa
Posty: 1019
Rejestracja: piątek, 17 listopada 2006, 12:36
Lokalizacja: Warszawa

Post autor: Takeo Takagi » wtorek, 25 listopada 2008, 15:23

Około godziny 11.00 Benton rozpoczal atak. Na czele znajdowal się pluton czolgow, podczas gdy Bradley'e zapewnialy oslone. Cztery czolgi z plutonu drugiego porucznika (Second Lieutnant) Johna Rowolda (1/A/3-69 AR, przydzielony do B/3-7 IN) dotarly do mostu w rozproszonej kolumnie. Szeregowy pierwszej klasy (Private First Class) Alfeiri, prowadzacy A13, uzyl plugu przeciwminowego (mine plow) do oczyszczenia mostu z kilku zniszczonych ciezarowek. Za nim podazal czolg A14. Trzeci czolg, A11 porucznika Rowolda, prowadzony przez specjaliste (Specialist) Price’a, znajdowal się na moscie, gdy iraccy obroncy wysadzili ladunki umieszczone wzdluz przesla. Price zwiekszyl predkosc, przebijajac się przez uszkodzona czesc wykorzystujac impet czolgu. Kiedy opadl kurz wzniecony przez eksplozje, zolnierze spostrzegli, ze czesc mostu opadla prosto w dol, a trzy czolgi zostaly odciete po wschodniej stronie rzeki. Oliver wspomina: "Byliśmy przez chwile wstrzasnieci przez wybuch. Dopiero po kilku sekundach dotarlo do nas, co się stalo. Pierwsza mysla, jaka przyszla mi do glowy, było to, jak wysoko nad woda znajdowal się most, potem, jak gleboka jest rzeka, a na koncu, czy ktos mogl przezyc upadek z mostu do wody." Porucznik Rowold zameldowal, ze z nimi wszystko jest w porzadku, trzy czolgi sa na wschodnim brzegu i nikt nie jest ranny. Oliver przekazal do Marconego informacje o tym, co się stalo i ze ma zamiar sprawdzic stan mostu.

Grimsley i Marcone, powiadomieni o wydarzeniach i nie wiedzacy o tym, ze nie cale przeslo zostalo zniszczone, zaczeli dzialac, każdy z nich oddzielnie. Grimsley miał pod reka dowodce batalionu saperow ze sprzetem inzynieryjnym, który miał znalezc dobre miejsce do przerzucenia mostu szturmowego (assault bridge) przez rzeke (...). Major Oliver rozkazal saperom wspierajacym Bentona sprawdzic, czy czesciowo zniszczone przeslo nadawalo się do jazdy. Sekcja zwiadowcza przejechala HMMWV bez zadnych problemow, tak wiec przynajmniej pojazdy kolowe mogly się przeprawic. Zwiadowcy zauwazyli kable na moscie, które prawdopodobnie prowadzily do ladunkow wybuchowych, majacych wysadzic reszte przesla. Kiedy nakazano im przeciac kable, zwiadowcy staneli, ale po krotkiej dyskusji wykonali rozkaz. Potem podeszli nad brzeg rzeki, by uniemozliwic wrogowi ponowne wykorzystanie ladunkow wciąż znajdujacych się na moscie.

Natychmiast po przybyciu, porucznik pulkownik Marcone wszedl na most. Nie mogl dostrzec zadnych uszkodzen, wiec zapytal jednego ze zwiadowcow, gdzie wrog wysadzil most. Zwiadowca wskazal "dokladnie tu". Marcone odpowiedzial: "Zartujecie sobie ze mnie, to male wgniecenie", po czym zszedl po schodach po jednej ze stron mostu i obejrzal wszystko z dolu, stwierdzajac w koncu, ze most jest w stanie utrzymac czolg. Marcone poszedl na srodek mostu i wezwal swój wlasny czolg, by przejechal i zabral go po drodze. Jednak zaloga przejechala nie zatrzymujac się. Przejazd to jedna sprawa, ale krecenie się po moscie, by zabrac szefa to już cos innego. Mimo ze przeslo mostu nieco zaglebilo się, to jednak utrzymalo ciezar. Podazajac za przykladem Marconego, czwarty czolg Rowolda i Bradley'e Bentona przejechaly przez most, by wzmocnic trzy czolgi pozostajace na wschodnim brzegu.

Podczas gdy glowne sily zajete były stanem mostu, Irakijczycy atakowali czolgi na wschodnim brzegu rzeki. Bedac już po drugiej stronie, porucznik pulkownik Marcone wzial udzial w zabezpieczaniu przyczolka – postrzelil i wzial do niewoli wrogiego zolnierza oraz rozbroil drugiego w walce wrecz. Kiedy Marcone odrzucil bron rannego bojownika, który lezal w poblizu niskiego murka, po jego drugiej stronie pojawil się mezczyzna w cywilnym ubraniu, wymachujacego bronia. Marcone wyszarpnal jego AK-47 i uzyl karabinu niczym kija baseballowego na swym wciąż stawiajacym opor przeciwniku. Mezczyzna upadl, potem zajeli się nim i jego rannym rodakiem sanitariusze Marconego, po czym zabrano ich stamtad.

Irakijczycy nie chcieli oddac mostu, atakowali wiec pojazdy opancerzone po drugiej stronie rzeki jadac na ciezarowkach i vanach. Grimsley przeszedl pieszo przez most i dolaczyl do Marconego. "Wszedzie wokół nas padaly strzaly i kiedy nadjechaly samochody, zaczely zjezdzac z autostrady starajac się staranowac Bradley’e. Samochody (ciezarowki) były pelne materialow wybuchowych i glupkow (knuckleheads). Rock, czyli Tom Smith (dowodca 11 Batalionu Saperow) stal razem ze mna na skrzyzowaniu (na wschod od Al Kifl) i obserwowalismy to raz za razem." Piechota Marconego poszerzyla przyczolek i zaczela ostrzeliwac z artylerii Irakijczykow znajdujacych się na autostradzie, na wschod od Al Kifl. Kiedy pogorszyla się pogoda, piasek zaczal sypac tak mocno, ze było bardzo trudno obserwowacruch na autostradzie. Jednak oficer wsparcia artyleryjskiego Marconego przydzielil dzialom dwie linie celow na autostradzie, co dalo mu mozliwosc skoncentrowania ostrzalu na autostradzie, jak od niego oczekiwano.

Kiedy zolnierze Marconego przygotowywali swe pozycje, Irakijczycy również zaczeli ostrzeliwac ich z mozdzierzy. O zachodzie slonca, gdy Marcone robil obchod swych pozycji, pocisk mozdzierzowy upadl w poblizu i pozbawil go przytomnosci na około 45 minut. Jak już doszedl do siebie i przejal dowodzenie walka, nakazal czolgom wycofac się przez most ze względu na ograniczone pole ostrzalu po tej stronie rzeki. Czolgi przezjechaly na zachodni brzeg i zapewnily oslone dwom plutonom Bradley'ow, które przeprawily się i stacjonowaly po drugiej stronie. Oddzial B/3-7 IN ustanowil punkt umocniony (strongpoint), dalej odpierajac samobojcze ataki Irakijczykow, majac przy tym wsparcie ze strony artylerii i lotnictwa w osobie sierzanta technicznego (technical sergeant) Croby’ego, który wzywal CAS w trakcie obrony. Taktyka wroga była zarówno prosta, jak i samobojcza. Mike Oliver pamieta, ze Irakijczycy atakowali od poludnia, z Al Hillah, przyjezdzajac ciezarowkami przewozacymi 8 – 10 ludzi. Bradley'e Bentona niszczyly ciezarowki, ale ci, co przezyli, kontynuowali atak, chowajac się za budynkami. Ogolnie kiepska widocznosc umozliwila kilku z nim podejscie na 10 – 15 metrow, skad oddawali strzaly z RPG i karabinow szturmowych, dopóki zolnierze Bentona ich nie zabijali. Oddzial Bentona walczyl niemalze bez przerwy, poki nie zostal zluzowany 26 marca o 19.00 przez TF 2-69. Dzieki zdobyciu mostu w JENKINS, 1 BCT zapobiegla przedostaniu się posilkow zlozonych z irackich bojowkarzy do An Najaf od polnocy, z powodzeniem zamykajac polnocna czesc kordonu.
Ciasteczko po prostu mi się należy.
Awatar użytkownika
Takeo Takagi
Shosa
Posty: 1019
Rejestracja: piątek, 17 listopada 2006, 12:36
Lokalizacja: Warszawa

Post autor: Takeo Takagi » wtorek, 25 listopada 2008, 17:37

Tworzenie kordonu – 3-7 CAV na wschodzie

Dywizja przydzieliła 3-7 CAV zadanie izolowania An Najaf od południa i wschodu. 3-7 CAV przeszedł do ataku prostu z "marszu" z As Samawah. W As Samawah dywizja wybrała opcję blokowania wyjść z miasta, natomiast w przypadku An Najaf Blount musiał przerwać ruch posiłków na południe z Bagdadu do An Najaf i prawdopodobnie jeszcze dalej. Powietrzny JSTARS wykrył znaczny ruch na południe, wzdłuż autostrady nr 8. Przeprawa przez Eufrat na południe od An Najaf w Obiekcie FLOYD i atak w kierunku północnym miał doprowadzić do izolacji An Najaf od południa i wschodu. Dzięki drugiej przeprawie TF 3-69 AR w JENKINS, dywizja mogła blokować ruch przeciwnika wzdłuż Eufratu.

B/3-7 CAV, Kompania "Bone", doprowadziła 3-7 CAV do mostu w Obiekcie FLOYD 25 marca o godzinie 6.00, czyli w momencie, gdy kapitanowie Branson i Benton spotkali się w JENKINS. Burza ograniczyła widoczność do 25 metrów lub nawet mniej, tak że kawalerzyści musieli polegać na swych goglach noktowizyjnych i termowizyjnych, które dawały pewną zdolność widzenia i obrony przed ciągłymi, samobójczymi atakami - uzbrojonych w broń lekką i RPG - Irakijczykami. O 10.43 "Bone" zabezpieczył zachodnią stronę mostu, zaś saperzy stwierdzili, że nie był on przygotowany do wysadzenia, chociaż znaleźli oni ok. 10 000 funtów plastiku (plastic explosives), przechowywanego po drugiej stronie.

O 11.00 "Bone" przeprawił się przez Eufrat i ruszył do ataku na północ. Gdy "Bone" zatrzymał się na wschód od An Najaf, Kompania "Apache" (A/3-7 CAV) posuwała się dalej na północ, by zdobyć betonową tamę i duży most nad rzeką. Jadąc natknęła się na kilkuset piechurów i na drogi zapchane pojazdami technicznymi oraz wszelkiego rodzaju sprzętem wojskowym. Walka po wschodniej stronie miasta była intensywna. Burza piaskowa ograniczyła widoczność, umożliwiając Irakijczykom podejście na odległość kilku stóp zanim mogli być zidentyfikowani. Siłą rzeczy walka była bardzo bliska. Setki bojówkarzy atakowało falami w pojazdach technicznych lub pieszo, używając broni lekkiej, RPG i moździerzy.

Kompania "Crazy Horse" (C/3-7 CAV) zapewniała osłonę reszcie szwadronu. Ustawiona z tyłu, by mogła odpocząć po ciężkich walkach pod As Samawah, "Crazy Horse" zostawiła jeden pluton przy moście w FLOYD, a pozostałe dwa plutony przy ważnym skrzyżowaniu 3 km dalej na północ,przy autostradzie nr 9. Ironią losu, kompania "Crazy Horse" wpadła w kolejne ciężkie walki, nie mogąc zaznać planowanego odpoczynku. W tym momencie szwadron był rozproszony na przestrzeni około 30 kilometrów. Tym samym "Crazy Horse" znalazła się poza zasięgiem łączności radiowej. By wypełnić tę lukę, lotnictwo udostępniło sieć radiową CAS, zaś łącznicy lotnictwa przydzieleni do każdej kompanii wykorzystali swe własne, taktyczne radia satelitarne do zapewnienia komunikacji wewnątrz szwadronu.

Atak kawalerii, pomimo narastającego oporu wroga, trwał przez całą noc. Przez znaczną intensywność burzy piaskowej niemożliwe było udzielenie wsparcia przez powietrzne jednostki kawalerii, tak że oddziały lądowe walczyły same, mogąc liczyć jedynie na pomoc lotnictwa, które wciąż było zdolne atakować przy pomocy broni kierowanej znad piasku. Po zdobyciu mostu, Kompania B ruszyła na wschód, następnie na północ, na pozycję zaraz na wschód od An Najaf, od czasu do czasu odrzucając ataki Irakijczyków, którzy próbowali ich staranować lub ostrzelać z cywilnych pojazdów, bądź też z pobocza, głównie z bezpośredniej odległości (point-blank range), co było możliwe dzięki widoczności ograniczonej do kilku stóp przez wiejący piach.

Potem, po dalszej jeździe na północ, Kompania B wpadła w zasadzkę. Dwa czołgi 2 Plutonu zostały trafione w wieże, co wywołało pożary obejmujące amunicję. W obu przypadkach panele przeciweksplozyjne* zadziałały tak, jak je zaprojektowano, ukierunkowując płomienie z amunicji do góry i na zewnątrz przedziału załogowego. Wstrząśnięci czołgiści opuścili swe maszyny. 3 Pluton zatrzymał się, by podjąć załogi i zabezpieczyć miejsce. Sierżant pierwszej klasy Anderson, dowódca czołgu B24 i sierżant plutonowy 2 Plutonu, wspomina: "Myślałem, że załoga 23 (drugiego czołgu, który został trafiony) została zabita i że to była najgorsza rzecz, jaka mogła się zdarzyć. Po pierwszym trafieniu mego czołgu, straciliśmy całą moc. Nakazałem opuścić czołg, gdy wciąż otrzymywaliśmy kolejne trafienia. Nie wiem, czym do nas strzelano. Nie mogłem z nikim się połączyć, nie mieliśmy prądu, by coś nadać. Z włazu dowódcy wydobywał się ogień. Wydostałem się na zewnątrz i wyciągnąłem moją dziewiątkę (pistolet 9mm)". Ale sprawy potoczyły się jeszcze gorzej, o czym Anderson jeszcze nie wiedział. Kierowca Bravo 23 nie mógł otworzyć wystarczająco swego włazu, by opuścić czołg. Sierżant pierwszej klasy Javier Camacho, sierżant plutonowy 4 Plutonu Kompanii B, tak to wspomina: "Zrobiło się piekło. Byliśmy czołowym plutonem, tak że wszystko, co mogliśmy zobaczyć, to pociski smugowe trafiające w środek kompanii. To było miejsce, gdzie dwa czołgi zostały trafione". Camacho napotkał trzech członków załogi B23: "widzieliśmy pociski smugowe nad ich głowami. Przycisnęliśmy ich do ziemii, zaś sierżant Median (dowódca czołgu B23) zapytał, czy moglibyśmy wyciągnąć jego kierowcę na zewnątrz, jeśli wciąż żyje." Camacho i jego strzelec poszli ratować kierowcę trafionego i ostrzeliwanego czołgu. Camacho pamięta odgłosy pcisków trafiających w czołg i ziemię oraz świst kul nad swą głową. Po zużyciu sześciu gaśnic z trzech pojazdów, będących cały czas pod ostrzałem, Camacho i strzelec zmniejszyli pożar do tego stopnia, że byli w stanie usunąć przeszkodę, blokującą kierowcę w czołgu. Zabrali oszołomionego i niemalże oszalałego kierowcę do pobliskiego pojazdu, a następnie we własnym czołgu zaczęli szukać tych Irakijczyków, którzy skradali się wokół dwóch płonących maszyn. Wedle Camacho, "wszyscy zostali wystrzelani". W końcu Kompania B dotarła na swą pozycję, tak jak Kompania A, ale wszyscy musieli twardo wywalczyć sobie drogę, a jeszcze ciężej utrzymać się na miejscu.

* moje tłumaczenie terminu "blow-off panels". Nie znam się na konstrukcji czołgów Abrams (ani jakichkolwiek innych), więc może ktoś mądrzejszy się wypowie, jak to należy tłumaczyć
Ciasteczko po prostu mi się należy.
Awatar użytkownika
AWu
Słońce Austerlitz
Posty: 18421
Rejestracja: poniedziałek, 16 października 2006, 13:40
Lokalizacja: Warszawa
Kontakt:

Post autor: AWu » wtorek, 25 listopada 2008, 20:57

o wreszcie sie ruszylo znow - dali komputer ? :>
Awatar użytkownika
Takeo Takagi
Shosa
Posty: 1019
Rejestracja: piątek, 17 listopada 2006, 12:36
Lokalizacja: Warszawa

Post autor: Takeo Takagi » czwartek, 27 listopada 2008, 08:42

Zluzowanie 3-7 CAV

Niemalże od samego początku, gdy Kompania C zajęła pozycje we FLOYD i na północ od Obiektu, na autostradzie nr 9, stała się celem intensywnych ataków ze wszystkich stron. 25 marca o 18.24, 3-7 CAV zameldował, że Kompania C, stawiająca czoło ciężkiemu kontratakowi, potrzebuje wsparcia. Zaraz po tym Dywizja nakazała 2 BCT wysłać pomoc Kompanii C. Pułkownik Perkins wysłał jako wsparcie dla Kompanii C TF 1-64 AR porucznika pułkownika Ricka Schwartz'a. Zespół bojowy wyruszył o zachodzie słońca, przejął pozycje Kompanii C po zmroku, przekroczył Eufrat i maszerował dalej przez całą noc, aż dotarł do Kompanii B następnego dnia. Ciężkie walki miały swój dalszy ciąg 26 marca, ale kiedy zapadła noc, zespół miał poczucie, że ma sytuację pod kontrolą, jakkolwiek w historii jednostki zapisano, że "tej nocy nie spał nikt".

Irakijczycy atakowali w JENKINS i wszędzie tam, gdzie znajdowali się Amerykanie na wschód od Eufratu, przez cały dzień 26 marca. Wieczorem tego dnia, TF 2-69 AR porucznika pułkownika J. R. Sandersona zluzował Kompanię B 3-7 IN Dave'a Bentona w JENKINS. Zespół bojowy Sandersona został przydzielony do 1 Brygady Grimsley'a, podczas gdy reszta jego własnej brygady wykonywała zadania pod As Samawah. Sanderson dopiero co przybył do JENKINS, kiedy Grimsley nakazał mu przeprowadzić ograniczony atak (limited objective attack) z JENKINS na południe, by zmniejszyć nacisk na Kompanię "Apache" z 3-7 CAV. Kapitan Stu James i towarzyszący mu major Ken Duxbury, oficer operacyjny zespołu, prowadzący zespół czołgów z jego A/2-69 AR, zaatakował po zmroku, na południe, w kierunku Kompanii "Apache". Na krótko odniosło to skutek. Mając już ustabilizowaną, choć wciąż niebezpieczną sytuację, 3 ID postanowiła zatrzymać 3-7 CAV na pozycjach aż do 27 marca. Rankiem tego dnia Grimsley przydzielił Sandersonowi obszar działania na wschód od rzeki, nazwany Obszarem Operacyjnym (Area of Operations) PANTHER. Grimsley rozkazał Andersonowi działać w kwadracie 10 na 10 kilometrów, rozpościerającym się na południe od JENKINS, wzdłuż wschodniego brzegu rzeki, nie dopuścić do niego wroga, co miało zablokować ruch między Al Hillah i An Najaf, jak również uniemożliwiało ruch przez JENKINS w kierunku na Lukę Karbali na zachodzie. Sanderson i jego batalion przyjęli na siebie teraz odpowiedzialność za blokowanie posiłków przesyłanych do An Najaf, przez co czekało ich 60 godzin ciężkich walk.

2 BCT pułkownika Dave'a Perkinsa zakończyła zadanie oczyszczania tras na południe i wschód od An Najaf, dla odciążenia 3-7 CAV. W tym celu, popołudniem 27 marca, użyto TF 1-64 AR i 2-70 AR do zwalczania nieustających ataków samobójczych. 27 marca wieczorem 3-7 CAV wycofał się po niemalże 120 godzinach ciągłych walk. Dywizja dokonała sporego wysiłku, używając większej części swych czterech batalionów, by móc faktycznie odizolować An Najaf, a nie tylko go blokować, jak to miało miejsce w As Samawah. Artyleria zapewniała wsparcie, wykonując m.in. 12 niebezpiecznie bliskich ostrzałów rakietowych, jednak największy swój udział miały CAS ze swymi 182 atakami. W trakcie walk wrogowi udało się zniszczyć 2 czołgi i 1 Bradley'a. Według szacunków dywizji zginęło 2000 Fedainów, zaś około 100 pojazdów "technicznych" zostało zniszczonych. Co więcej, do niewoli dostał się iracki brygadier, dowodzący najbardziej wysuniętym na południe z trzech okręgów wojskowych w An Najaf. Twierdził on, że stracił większość ze swych 1500 bojowników, ale kolejnych 800 nadal znajduje się w pozostałych okręgach. W każdym bądź razie dywizja zmniejszyła ruch Fedainów na południe, zaś po 27 marca walki zamarły.
Ciasteczko po prostu mi się należy.
Awatar użytkownika
Takeo Takagi
Shosa
Posty: 1019
Rejestracja: piątek, 17 listopada 2006, 12:36
Lokalizacja: Warszawa

Post autor: Takeo Takagi » czwartek, 27 listopada 2008, 08:46

AWu pisze:o wreszcie sie ruszylo znow - dali komputer ? :>
Tak jakby. Na razie mam jakiegos zastepczego Fudzitsu-Zimensa, na ktorym polskie literki udalo mi sie uruchomic jedynie w Wordzie, Fajerfoks glupieje, wiec musze korzystac z Internet Eksplolela. Czekam, az ludki z Della w koncu zloza maszynke dla mnie - maja na to 10 dni, a dzis jest dzien 9 od zlozenia zamowienia :>
Ciasteczko po prostu mi się należy.
Awatar użytkownika
Takeo Takagi
Shosa
Posty: 1019
Rejestracja: piątek, 17 listopada 2006, 12:36
Lokalizacja: Warszawa

Post autor: Takeo Takagi » czwartek, 27 listopada 2008, 14:58

WSPARCIE 101 I 82* DYWIZJI DLA 3 DYWIZJI PIECHOTY (29 – 30 marca 2003)

Generał porucznik Wallace miał nadzieję na uniknięcie walk w miastach wzdłuż Eufratu, takich, jak An Najaf, ale zdawał sobie sprawę, że może do nich dojść. Wiedział o wrogich formacjach Al Qud, Fedainach czy milicji partii Baas, przygotowanych do obrony miast. To, o czym nie wiedział wcześniej, to o ich nieustępliwości i fanatyzmie. Wallace chciał w szczególności uniknąć walki w An Najaf, ze względu na jego kulturowe, religijne i historyczne znaczenie. W An Najaf znajdował się między innymi Grób Alego, co czyniło miasto świętym miejscem dla szyitów.

Z drugiej strony, ciągłe ataki zagrażające bazie zaopatrzeniowej w RAMS zmuszały korpus do kontynuowania działań mających na celu zablokowanie An Najaf. Podobnie ataki wzdłuż całej LOC oraz z As Samawah w szczególności, powodowało konieczność blokowania i izolowania tych miast. Jak dotąd dwie trzecie sił 3 ID zajęte było obroną przed atakami z obu miast. Wciągnięta w walkę, dywizja nie mogła oderwać się od przeciwnika, by przygotować się do wyprowadzenia ataku korpusu na Bagdad. Raporty sytuacyjne korpusu bardzo dobrze pokazują zmianę postrzegania Fedainów. Do 23 marca, raporty nt. wroga zaczynały się od przedstawienia tego, co było wiadome o jednostkach konwencjonalnych. 23 marca ton uległ zmianie, a w raporcie stwierdzono, że Fedaini oraz "lojalne służby bezpieczeństwa... stawiają największy opór". V Korpus musiał zająć się tym problemem. W końcu Wallace poprosił CFLCC o 82 Dywizję Powietrznodesantową i jego prośba została spełniona. Wykorzystał także 101 Dywizję Powietrznodesantową do wsparcia 3 ID. 82 Dywizja zluzowała 3 BCT w As Samawah, natomiast 101 Dywizja 1 i 2 BCT w An Najaf.

Decyzja generała porucznika McKiernan'a o wprowadzeniu 82 Dywizji była wynikiem szerszego, strategicznego zamiaru użycia dostępnych sił do ostatecznego i pełnego zabezpieczenia linii komunikacyjnych, tak by korpus mógł uderzyć na Bagdad. Wszystkie takie czynniki, jak działania 3 BCT na południu, intensywność walk w i wokół An Najaf oraz potrzeba zapewnienia stałego i bezpiecznego przejazdu dla konwojów z zaopatrzeniem, wskazywały na konieczność zabezpieczenia obszaru działania korpusu w stronę południową, aż do Kuwejtu. Bezpieczeństwo linii komunikacyjnych było podstawowym warunkiem do tego, by korpus mógł rozpocząć atak na Bagdad. Decyzja o skupieniu się na trasach zaopatrzeniowych była niezwykle istotna - przynajmniej, jeśli chodzi o walki na lądzie – i zasługuje na szerszy opis.

Zabezpieczenie linii komunikacyjnych

Nie było żadnych zaplanowanych ataków o ustalonych datach, wedle czego można by opisać walkę o zapewnienie bezpieczeństwa liniom komunikacyjnym. Co więcej, na żadnym z poziomów dowodzenia nie postrzegano tej walki jako oddzielnego zadania. Raczej widziano to jako część działań zmierzających do skupienia sił przed nadciągającymi walkami, mającymi na celu odizolowanie Bagdadu, utrzymaniu linii komunikacyjnych oraz, na końcu, zdobyciu kilku miast, które 3 ID ominęła w swym marszu na północ.

W momencie, gdy V Korpus i I MEF walczyły kolejno w An Nasiriyah, As Samawah i An Najaf, generał porucznik McKiernan doszedł do tego samego wniosku, co generał porucznik Wallace – że nadszedł czas na to, by zwolnić i przestawić się z szybkiego marszu na północ na zabezpieczenie obszaru już zdobytego. McKiernan już uczynił to, co mógł, by dostarczyć zaopatrzenie i zapewnić swym dwóm głównym formacjom taktycznym – V Korpusowi i I MEF – wystarczającą przestrzeń działania. McKiernan i jego oficer operacyjny (C3), generał major J. D. Thurman, skupili się teraz na tym, by zapewnić I MEF i V Korpusowi wystarczające środki do tego, by mogły one kontrolować to, co zdobyły, w szczególności zaś linie komunikacyjne. I MEF, chociaż sam miał wiele problemów, z którymi musiał sobie poradzić, miał w tym momencie więcej dostępnych sił, niż V Korpus. McKiernan miał do dyspozycji tylko 82 Dywizję i jej jedną z trzech brygad spadochroniarzy, którą mógł wprowadzić do walki. Dotąd priorytetem przy ustalaniu planu działań dla 82 Dywizji było wykorzystanie pierwszego powodzenia wpoczątkowych dniach wojny, poprzez przeprowadzenie desantu w Bagdadzie, co miało doprowadzić do upadku reżimu Saddama. Teraz było jednak już jasne, że nie będzie to miało miejsca. W związku z tym 26 marca rano McKiernan przydzielił 82 Dywizję V Korpusowi. Poprosił także CENTCOM o przyspieszenie planowanego rozmieszczenia jednego ze szwadronów 2 ACR**. Wspominając to, McKiernan jest przekonanym że przydzielając V Korpusowi 82 Dywizję, podjął najważniejszą decyzję w ciągu całej tej wojny. Niezależnie od siebie, Wallace, McKiernan i Thurman doszli do tego samego wniosku. Thurman twierdzi, że było to szczególnie ważne, gdyż zyskali na czasie, by móc poradzić sobie z zagrożeniem dla zaplecza.

Dowodzona przez generała majora Chucka Swannacka, znajdująca się w rezerwie 82 Dywizja mogła udostępnić generałowi porucznikowi Wallace'owi gotową do walki brygadę wraz ze sztabem dywizji, który mógł kierować dodatkowymi oddziałami, jeśli było to konieczne. Swannack i jego sztab byli ważni dla Wallace'a ze względu na to, że mieli do dyspozycji żołnierzy, którzy przybyli razem z nimi***. Wallace mógł ich teraz przydzielić do już bardzo długiej linii komunikacyjnej. Mając Swannacka zajmującego się sprawami tras zaopatrzeniowych, korpus mógł skupić się na działaniach ofensywnych na całym złożonym i wciąż poszerzającym się obszarze operacyjnym. Generał Swannack rozumiał to doskonale. Już 23 marca, kiedy stało się oczywiste, że reżim nieprędko upadnie, Swannack kontaktował się z Wallace’m, by dowiedzieć się, czy 82 Dywizja może wziąć udział w walce korpusu. Dyskusja ta zapoczątkowała pracę planistów korpusu i dywizji, tak by mogli oni – gdy CFLCC zdecyduje się użyć jednostki – wiedzieć dokładnie, gdzie wejdą do walki. Tym samym 82 Dywizja pozwoliła korpusowi skupić się na ofensywie. Kiedy przybył 2 ACR i dołączył do 82 Dywizji, "All American Division"**** przejęła odpowiedzialność za jeszcze większy obszar i rozpoczęła jego oczyszczanie oraz udostępnianie kolejnych dróg komunikacyjnych.

Oprócz 82 Dywizji i przydzielonego do niego 2 ACR, Wallace miał także własną, dodatkową rezerwę, której mógł użyć do rozwiązania problemu – w Kuwejcie znajdowały się brygady 101 Dywizji Powietrznodesantowej i pozostawały bez przydziału. Wedle pierwotnego planu, jedyne w swoim rodzaju zdolności ataku z powietrza 101 Dywizji miały być jednym z kluczowych czynnikówdo wykorzystania w operacji izolowania Bagdadu, podczas gdy 1 Dywizja Pancerna miała zabezpieczać linie komunikacyjne i rozpocząć działania okresu przejściowego (transition operations). Jednak w obecnej sytuacji, kiedy 1 AD***** była niedostępna, a większość 3 ID była zajęta bardziej ochroną tras zaopatrzeniowych niż ofensywą na północ, nie było wiadomo, czy korpus ma wystarczająco dużo sił, by atakować Karbalę i Bagdad. 101 Dywizja przedstawiała niewielką wartość, jeśli korpus nie był w stanie wprowadzić do walki swych ciężkich jednostek. Kiedy więc dowódca CFLCC rozważał wprowadzenie do walki 82 Dywizji, Wallace był już zmieniał plany dla 101 Dywizji.

Przerzut

Rozkaz generała porucznika Wallace'a dla generała majora Swannacka
Obrazek
"26 MAR 03
MSG from Gen Wallace for MG Swannack as follows:
Get your ass up here. – EOM"
MSG (message) – wiadomość, MG (major general) – generał major, EOM (end of message) – koniec wiadomości

Tłumaczenie:
"26 MAR 03
MSG od gen Wallace'a do MG Swannacka jak niżej:
Rusz tu swą dupę. – EOM"

Major Degen i planiści V Korpusu rozpoczęli pracę nad kierunkiem działań bazując na dyrektywie generała porucznika Wallace'a z 24 marca. Wykorzystywali przy tym swą znajomość z planistami 82 i 101 Dywizji, których większość była ich kolegami czy absolwentami z SAMS******, by mieć dostęp do informacji nt. planowanych działań. Zanim nadszedł rozkaz CFLCC o użyciu 82 Dywizji, korpus i dywizje razem przeanalizowały sytuację, zmieniającą się w trakcie działań oraz przećwiczyły zwalczanie ewentualnych zagrożeń. O północy 26 marca CFLCC przydzieliło korpusowi 82 Dywizję, a wczesnym rankiem tego samego dnia Wallace zatwierdził plan jej wykorzystania.

Korpus wydał FRAGO******* tego dnia, który dywizje zaczęły wykonywać. 101 Dywizja zajęła już dobrą pozycję w FARP SHELL, tak że mogła wykonać misję wokół An Najaf. Na miejscu była już jedna brygada, nadciągała już druga, zaś trzecia kończyła proces rozmieszczenia na teatrze działań. Tak szybko, jak przybywały brygady, 101 Dywizja mogła wesprzeć 3 ID. Z drugiej strony 82 Dywizja nie była dobrze zlokalizowana, jednak spadochroniarze byli bardzo zdeterminowani, by wejść do walki jak najwcześniej. Okazało się jednak, że aby zmieścić się w harmonogramie operacji, 82 Dywizja już rozpoczęła przygotowania do przemieszczenia się na północ, zanim jeszcze CFLCC wydało taki rozkaz. Dywizja pozbyła się ekwipunku, który miała przygotowany do desantu i wyruszyła do miejsca przeznaczenia lądowym konwojem szturmowym (GAC – ground assault convoy) oraz samolotami C-130. Spadochroniarze wysłali wszystkich ludzi z prawem jazdy do Camp ARIFIJAN, gdzie ci zebrali menażerię wszelkiego rodzaju ciężarówek, począwszy od samochodów transportowych po wywrotki, która miała przewieźć żołnierzy. Międzyczasie rozpoczęto też transport przy użyciu dwóch dostępnych C-130, które szybko przemieszczały się pomiędzy Kuwejtem a bazą lotniczą Tallil. W wyniku tych działań ostatni żołnierze brygady dotarli do As Samawah 29 marca.

Obrazek
Schemat manewrów V Korpusu mającego na celu skupienie jednostek 3 ID

Wszystko to działo się podczas tzw. pauzy, ale był to ten rodzaj aktywności, który realizował założenie pauzy, mającej na celu wzmocnienie sił bojowych i przygotowanie ich do następnych operacji. W każdym bądź razie pauza operacyjna nie oznaczała wstrzymania działań, ale raczej skupienie się na tych operacjach, które wymagały przejścia dużych formacji z jednej fazy operacyjnej do drugiej. W tym przypadku V Korpus i I MEF zakończyły podejście, a zaczęły przygotowywać podstawy do izolowania Bagdadu.

Dla amerykańskich zaopatrzeniowców, podobnie jak i dla jednostek bojowych, nie było czegoś takiego, jak czas wolny. Z ich punktu widzenia, tempo spadło ze poziomu niewyobrażalnego do jedynie brutalnego. Jedynym aspektem pauzy, który budził niepokój w korpusie było to, czy Irakijczycy wykorzystają okazję przy zmianie tempa i spowolnieniu operacji. Na koniec okazało się, że iracka armia nie skorzystała ze znacznej przewagi związanej z wolnym postępem – możliwe, że w ogóle tego nie zauważyli. Chociaż wykorzystali burze piaskowe do tego, by przerzucić kilka jednostek, w tym dwie brygady Dywizji Pancernej "Adnan" z Gwardii Republikańskiej, do Luki Karbali, w poprzek autostrady nr 6, na południowy wschód od Bagdadu.

* w tekście często będzie mowa o "82 Dywizji", ale żeby nie mieć błędnego obrazu sytuacji od razu nadmienię, że w Iraku walczyła tylko 1 z 3 brygad tej dywizji
** 2 ACR, a właściwie 2 ACR (L) – 2 Armored Cavalry Regiment (Light), czyli 2 Pułk Kawalerii Pancernej (Lekki). Lekki, bo uzbrojony w opancerzone HMMWV, a nie w Abramsy, jak np. 3 ACR
*** chodzi o to, że inwazję na Irak rozpoczęto przed skompletowaniem sił. Tym samym, kiedy trwały walki, do Kuwejtu wciąż jeszcze przybywały najróżniejsze oddziały z przeróżnych dywizji, które nie miały na miejscu jeszcze swoich sztabów. Tak było np. z oddziałami z 1 Dywizji Pancernej czy 10 Dywizji Górskiej, które przydzielano do innych jednostek
**** "All Americans" ("Wszyscy Amerykanie") – potoczna nazwa dywizji, wynikająca z tego, że mieli w niej służyć Amerykanie ze wszystkich stanów
***** 1 AD – 1 Armored Division, czyli 1 Dywizja Pancerna
****** SAMS (School of Advanced Military Studies) – Szkoła Zaawansowanych Studiów Wojskowych
******* FRAGO (fragmentary order) – rozkaz "częściowy", co znaczy tyle, że jest to normalny rozkaz uszczegółowiający ogólniejszą dyrektywę
Ciasteczko po prostu mi się należy.
Zablokowany

Wróć do „Irak 2003”