Bitwa pod Grochowem 1831

Od wybuchu rewolucji francuskiej (1789) do roku 1900.
Awatar użytkownika
Raleen
Colonel Général
Posty: 43670
Rejestracja: czwartek, 22 grudnia 2005, 14:40
Lokalizacja: Warszawa
Has thanked: 4142 times
Been thanked: 2654 times
Kontakt:

Re: Bitwa pod Grochowem 1831

Post autor: Raleen »

Bitwa oczami adiutanta Chłopickiego

Wracamy jeszcze raz do znakomitego pamiętnika kpt. Ignacego Kruszewskiego (późniejszego pułkownika i generała kawalerii w wojsku belgijskim). Tym razem nieco obszerniejszy fragment.

I. Kruszewski, Pamiętniki z roku 1830-1831 ś. p. Generała Ignacego Skarbka-Kruszewskiego (herbu Habdank) byłego dowódzcy 5-go pułku ułanów polskich, podczas emigracji dowódzcy dywizji lekkiej kawaleryi w wojsku Belgijskiem, Kraków 1930, s. 56-59:

Lasek olszowy był kluczem naszej pozycyi, zasłaniał nasze poruszenia środka i lewego skrzydła; zaraz przeto marszałek Dybicz koniecznie go zdobyć usiłował. Przystęp do niego ze strony moskiewskiej, był łatwy, od wielkiego lasu oddzielało go kilkaset kroków czystego pola, grunt piaszczysty, suchy, porosły wrzosem, w środku lasu olszyna nie bardzo gęsta, średniej grubości, grunt błotnisty w małe kępy. Przystęp z naszej strony był trudniejszy, pole niskie poprzerywane rowami i błotami.

Korpus generała Rosena odebrał rozkaz zdobyć lasek olszowy („coute qui coute”).

Lewą część lasku zajmowała brygada liniowej piechoty Rolanda z dywizyi Skrzyneckiego, prawą część brygada strzelców Czyżewskiego z dywizyi Żymirskiego.

24-ta dywizya rosyjska wspierana ogniem działowym uderza na Olszynkę, gdy po uporczywym boju opanować jej nie może, marszałek posyła nowe posiłki; do 20-tu batalionów Moskali walczy razem przeciw naszym dwóm brygadom.

Chłopicki, którego bystre oko wszystko widzi, który zdaje się przenikać myśli nieprzyjaciela i ciągle bada wzrokiem pomimo kul i dymu, spostrzega, że nasi z prawego brzegu lasku zaczynają ustępować, posyła mnie natychmiast z rozkazem do generała Żymirskiego, aby się z lasku wyparować nie dał. Skoczyłem te kilkadziesiąt kroków galopem, powtórzyłem rozkaz, ale razem nabyłem przekonania, że energia gener. Żymirskiego nie odpowie temu zadaniu. Gdym powtórzył generałowi Chłopickiemu słowa Żymirskiego: „Moje bataliony nadto ucierpiały, zbyt wielkie siły nas atakują”; posłał mnie powtórnie do niego, aby się koniecznie w Olszynce utrzymał. („Niech się zębami trzyma!”). Poniosłem ten powtórny rozkaz i powtórzyłem go z zapałem gener. Żymirskiemu; zastałem go wśród największego ognia, trzymał jeszcze swą pozycyę, lecz ledwo kilka chwil upłynęło, ugodzony kulą armatnią poległ.

Lasek olszowy opanowany został przez nieprzyjaciela Gener. Chłopicki rozkazał generałowi Skrzyneckiemu, aby brygada Bogusławskiego zastąpiła brygadę Rolanda i zdobyła napowrót lewą stronę Olszyny. W tym samym czasie posłał po brygadę Milberga, aby zluzowała brygadę Czyżewskiego. Dwie poprzednie brygady strudzone tak morderczą walką, przeszły dosyć porządnie w drugą linię. Chłopicki z swoim sztabem stanął na czele trzech batalionów grenadyerów Milberga i poprowadził je do ataku; zachęcamy ich, śpiewamy „Jeszcze Polska nie zginęła” i tak uderzamy w kolumnach na prawą część Olszynki; a waleczny 4-ty i 8-my pułk, brygada Bogusławskiego, uderzają na jego część lewą. Artylerya polska także posunęła się naprzód po lewej stronie lasku i zaczęła prażyć kartaczami dywizyą rosyjską idącą w pomoc ku Olszynce tak, że ta w nieładzie napowrót do wielkiego lasu się rzuciła. Natenczas Chłopicki posyła adjutanta Leskiego po kawaleryą, „wiele mam przyprowadzić?” „Brygadę, dwie brygady!” krzyknął groźno Chłopicki, „a śpiesznie”. Leski puścił się galopem. Wszystko przed nami uciekać poczyna, pułkownik Prądzyński zachęcał zmęczoną brygadę Czyżewskiego i prowadził ją jako wsparcie za Chłopickim; wkrótce całą Olszynę na nowo opanowaliśmy. Na tem musieliśmy poprzestać, niedaleko ścigaliśmy uchodzące kolumny, bo ogromne masy świeżej piechoty widać było pod lasem między bateryami artyleryi rosyjskiej, a z naszej strony już żadnej rezerwy oprócz kosynierów nie mieliśmy. Kawalerya, którą Chłopicki chciał zapewne po prawej stronie lasku rzucić na kolumny w nieładzie ustępujące, wcale nie przyszła. Gener. Tomasz Łubieński nie usłuchał rozkazu, który odebrał przez kapitana Leskiego; nie wiem dostatecznie powodów, niech sumienie i Pan Bóg go sądzi.

Generał Chłopicki miał już do tego czasu jednego czy dwa konie ranne, dostał także kulą w nogę, ale że tylko stłuczenia doznał, rany nie było, więc na to nie uważał. Zostawiwszy rozporządzenia swoje względem dalszej obrony Olszynki, udał się na prawe skrzydło do dywizyi generała Szembeka; ta jeszcze nie była w ogniu, ukryta po większej części w lasku sosnowym, zasłonięta z przodu przez krzaki i błota, tak że gdyby korpusy rosyjskie posuwały się naprzód, gener. Szembek ze swoją dywizyą byłby się znalazł na lewem ich skrzydle; atak wykonany w takiem położeniu, byłby podług wszelkiego prawdopodobieństwa stanowczo zwycięstwo na naszą stronę zdecydował. Granaty i huk armatni obijały się o drzewa lasku, gdzie dywizya Szembeka stała, lecz niewiele jej szkodziły; to dowodziło jednak, że Moskale widzieli o niej.

Chłopicki rozmówiwszy się z gener. Szembekiem, udał się do naczelnego wodza ks. Radziwiłła, który w towarzystwie księcia Adama Czartoryskiego, członków rządu narodowego i sejmu, otoczony sztabem adjutantów, stał podczas bitwy przy kolumnie Żelaznej, wystawionej obok wielkiej drogi do Brześcia (chaussee) na pamiątkę jej ukończenia, a która to kolumna znajdowała się właśnie po za liniami naszej piechoty.

Zabawiwszy tam generał Chłopicki może z kwadrans, ruszył naprzód ku liniom piechoty. Domyślam się, że miał zamiar przejść z boju odpornego do zaczepnego, i zapewne o tem ks. Radziwiłła uprzedził, Armia rosyjska poniosła już była wielkie straty, musiała być już znużona; ostatnie rezerwy prowadził Dybicz na zdobycie Olszynki, chwila rozstrzygnięcia bitwy zbliżała się, a to rozstrzygnięcie było świetnem zadaniem, które generał Szembek z swą dywizyą i rezerwą artyleryi, oraz nieużyta dotąd cała kawalerya miały spełnić.

Tym więcej utwierdzony jestem w mojem mniemaniu, bo generał Chłopicki podobno powiedział do osób cywilnych obok ks. Radziwiłła stojących: „Bądźcie panowie zdrowi, jadę teraz rosyjskie armaty zdobywać” – do Gustawa zaś Małachowskiego i pana Barzykowskiego członka rządu narodowego, którzy mu towarzyszyć chcieli, miał mówić: „Zostańcie, bo tam dla was za gorąco będzie”.

Posłał Tomasza Potockiego po drugi raz do Białołęki, aby gener. Krukowiecki przybywał przeciw prawemu skrzydłu Moskali; zwycięstwo wydawało się pewnem – było to już między godziną 2-gą a 3-cią po południu.

Bóg inaczej zrządził! przejechaliśmy z gener. Chłopickim spokojnie przez drugą linię piechoty, złożoną po większej części z pułków nowej formacyi, samymi kosami uzbrojonych; – ogień armatni trwał nieustający od prawego do lewego skrzydła, a walka z ręcznej broni toczyła się koło Olszynki, która zdaje mi się, że już w tym czasie przez Moskali zajęta była; już także nadeszła pora, aby im naprzód wysunąć się dozwolić.
Panie, weźcie kości w rękę i wyobraźcie sobie, że gracie z królem Kastylii, i rzucając je na stół zdajecie wszystko na los bitwy. Jeśli dopisze wam szczęście, zrobicie najlepszy rzut, jaki kiedykolwiek uczynił król na ziemi; a jeśli rzut wam się nie powiedzie, inaczej nie odejdziecie z gry, jak z honorem.

Gil de Osem do króla Portugalii Jana I Dobrego przed bitwą pod Aljubarrotą (14.VIII.1385)
Awatar użytkownika
Raleen
Colonel Général
Posty: 43670
Rejestracja: czwartek, 22 grudnia 2005, 14:40
Lokalizacja: Warszawa
Has thanked: 4142 times
Been thanked: 2654 times
Kontakt:

Re: Bitwa pod Grochowem 1831

Post autor: Raleen »

Bitwa pod Grochowem według Mierosławskiego

A. Idzik (red.), Czwarty Pułk Piechoty 1806-1966, Londyn 1965, s. 130-132:

Dnia 25-go lutego o godzinie 8-ej rano Dybicz rozpoczął bój. Prawdziwa bitwa toczyła się znowu przez kilka godzin o homerycki lasek Olszyny. Nie mogąc doczekać się skutków pięćdziesięciodziałowej artylerii, rzuca Dybicz przeszło 20 batalionów piechoty, których ataki dochodzą aż po rów narożny Olszyny. Siódmy i trzeci liniowe bronią się rozpaczliwie, lecz po godzinie mordów cofają się za drugi rów… Chłopicki daje natychmiast rozkaz Żymirskiemu, aby „jeśli trzeba zagrzebał się w Olszynie ze swoją dywizją”. Żymirski wypełnia rozkaz. Tymczasem Rozen wzmacnia swe linie świeżymi trzema pułkami. Przez dłuższy czas opiera się dywizja Żymirskiego Moskalom. W tym granat urywa ramię Żymirskiemu. Dywizja jego cofa się.

Chłopicki widząc uchodzące resztki 3-go i 7-go daje Skrzyneckiemu rozkaz zastąpienia ich siłami 4-go i 8-go liniowego, za którymi cisną się w drugiej linii 20-ty liniowy i weterani. Sam stanąwszy na czele dwóch batalionów dąży ku Olszynie wśród huku bębnów i armat.

Moskale zdobywszy Olszynkę i pewni zwycięstwa wypadają trzema zastępami z zarośli przy grzmocie stukilkudziesięciu armat. Ale zaledwie uszli sto sążni spotykają dwie przeciwne kolumny, jedna Skrzyneckiego, druga Chłopickiego. Na lewo bataliony 4-go i 8-go, za nimi bataliony 20-go liniowego, a wreszcie weterani uderzają jeden po drugich, pędzą moskiewskie kupy w las, nie zostawiając im czasu do nabicia wystrzelonej broni, bagnetem je strącają z drugiego rowu na pierwszy, aż na przeciwległe pola. Tam się dopiero rozwijają, aby ogniem zagasić ogień nieprzyjaciela. Brygady Lindego i Brajko daremnie usiłują zastawić odwrót porażonych. Same porwane prądem powszechnej klęski, dwa razy odwracają się na Skrzyneckiego, ale dwa razy przewalone uciekających z nimi razem cofają się za baterie Dąbrowej Góry. Dybicz odrywa nareszcie brygadę karabinierską Frejganga od eskortującej go dywizji grenadierów, ale i tę rozbija impet naszego odwetu.

Ale Dybicz widząc co się dzieje sam wołaniem, gestem i groźbami wstrzymuje cofające się moskiewskie dywizje i brygady i zebrawszy kilkanaście batalionów rozpoczyna nimi bitwę. Przez pół godziny 4-ty pułk piechoty liniowej i grenadierzy oraz kolumny Chłopickiego i Skrzyneckiego stawiają czoło i wytrzymują ulewy padających granatów i kartaczów – oczekując na pomoc. Chłopicki obiega pobojowisko na wszystkie strony wyglądając jazdy Łubieńskiego, której już dawno dał rozkaz, aby przybyła na plac boju, ale napróżno.

O godzinie 2-ej Dybicz szykuje do walki kawalerię. Obrońcy parci przez liczne szeregi moskiewskie cofnęli się za rów naczelny i zaledwie trzymają się za rowem wewnętrznym. Trzymał się tutaj do godziny trzeciej 4-ty pułk liniowy, ale wyparowany z lasku oparł się na małych wzgórzach za zaplecznikiem lewego skrzydła. Tak tedy Olszyna wydarta poraz czwarty, pozostała w tym dniu w ręku Moskali.

Nastaje kryzys bitwy. Moskale szykują do uderzenia kawalerię. Skrzynecki rozumie to i organizuje szybko oddziały. Swoją i Żymirskiego dywizją wytyka linię cofniętą prawem w tył od kolonii Maziasa aż do żelaznego słupa. Szykując na prawo wkos pułki 4-ty, 8-y i 20-ty i weteranów. Toteż gdy jazda moskiewska ruszyła do ataku około godziny 4-ej natrafiła na czworoboki pułków i na nich jej szarża załamuje się.

Wojska moskiewskie były tak wyczerpane, że Dybicz nie kwapił się wykorzystać zwycięstwa lecz pozostawił je w lasach Miłosnej przez 15 dni na wypoczynku.

[Powyższy fragment nawiązuje do: L. Mierosławski, Powstanie narodu polskiego w r. 1830 i 1831, t. I, Paryż 1845, aczkolwiek nie pokrywa się dokładnie z tekstem tego wydania]
Panie, weźcie kości w rękę i wyobraźcie sobie, że gracie z królem Kastylii, i rzucając je na stół zdajecie wszystko na los bitwy. Jeśli dopisze wam szczęście, zrobicie najlepszy rzut, jaki kiedykolwiek uczynił król na ziemi; a jeśli rzut wam się nie powiedzie, inaczej nie odejdziecie z gry, jak z honorem.

Gil de Osem do króla Portugalii Jana I Dobrego przed bitwą pod Aljubarrotą (14.VIII.1385)
Awatar użytkownika
Raleen
Colonel Général
Posty: 43670
Rejestracja: czwartek, 22 grudnia 2005, 14:40
Lokalizacja: Warszawa
Has thanked: 4142 times
Been thanked: 2654 times
Kontakt:

Re: Bitwa pod Grochowem 1831

Post autor: Raleen »

Rezerwa artylerii w bitwie grochowskiej

O uzbrojeniu nowych baterii, sformowanych tuż przed bitwą, które weszły w skład rezerwy. Później prawdopodobnie przydział sprzętu do poszczególnych baterii trochę się zmienił.

Rezerwa ta składała się oprócz 6 dział Łabanowskiego z 40 granatników (haubiców) w r. 1806 na Prusakach zabranych, które stanowiły 5 kompanii pieszych nowo uorganizowanych pod dowództwem pułkownika Łukasza Dobrzańskiego, a usztyftowanych ze samych dimisyonowanych dawniej kanonierów, którzy dekretem dyktatora Chłopickiego na początku wojny wydanym napowrót do szeregów przywołani zostali; i z pół kompanii rakietników pieszych pod dowództwem kapitana 2 klasy Karola Skalskiego.

S. Jabłonowski, Wspomnienia o bateryi pozycyjnej artyleryi konnej gwardyi królewsko-polskiej, Poznań 1860, s. 17
Panie, weźcie kości w rękę i wyobraźcie sobie, że gracie z królem Kastylii, i rzucając je na stół zdajecie wszystko na los bitwy. Jeśli dopisze wam szczęście, zrobicie najlepszy rzut, jaki kiedykolwiek uczynił król na ziemi; a jeśli rzut wam się nie powiedzie, inaczej nie odejdziecie z gry, jak z honorem.

Gil de Osem do króla Portugalii Jana I Dobrego przed bitwą pod Aljubarrotą (14.VIII.1385)
Awatar użytkownika
Raleen
Colonel Général
Posty: 43670
Rejestracja: czwartek, 22 grudnia 2005, 14:40
Lokalizacja: Warszawa
Has thanked: 4142 times
Been thanked: 2654 times
Kontakt:

Re: Bitwa pod Grochowem 1831

Post autor: Raleen »

Relacja kpt. Nieszkocia o udziale artylerii w bitwie grochowskiej

Autorem relacji jest kpt. Wincenty Nieszkoć, dowódca 6 kompanii artylerii pozycyjnej, uczestnik bitwy grochowskiej. Powstała ona jako list do nieznanego historyka. Jego adresatem, jak udało się ustalić na podstawie treści, był Ludwik Mierosławski. Relacja powstała w związku z zarzutem pod adresem kpt. Nieszkocia, że jego bateria opuściła pole bitwy pod wpływem przeważającego ognia artylerii rosyjskiej.

Przytaczam relację za publikacją: Ludwik Gocel, Nieznana relacja kapitana Nieszkocia o udziale artylerii w bitwie Grochowskiej w roku 1831, Warszawa 1938, s. 12-19.

Pierwotnie relacja ukazała się w miesięczniku „Przegląd Artyleryjski” nr 5, 1938 r. Wspomniana wyżej publikacja to odbitka z tego czasopisma, wykonana w 101 numerowanych egzemplarzach. Całość, włącznie z komentarzem autora, przybliżającym sylwetkę kpt. Nieszkocia, liczy sobie 19 stron (nie licząc odbitki oryginału listu). Do listu dołączone zostały dwie mapy. Jedna według książki Brzozowskiego, którą autor krytykuje, i druga ukazująca jego zdaniem prawidłowe rozmieszczenie oddziałów w bitwie pod Grochowem.

List napisany został w Tuluzie 3 maja 1838 r.

***

Szanowny Ziomku!

Stosownie do Twego obwieszczenia zamieszczonego w naszych pismach publicznych o nadsyłanie uwag nad wypadkami naszej Rewolucyi, pospieszam udzielić Ci niektóre postrzeżenia nad Bitwą Grochowską lubo one małey są wagi, lecz gdzie idzie o rozwikłanie tak zawiłych rzeczy, iakiemi są opisania bitew, może się Ci na co przydadzą.

1-o. Na karcie 295 i 296 Twey Historyi powiedziano, że szyk Armii Polskiey w dniu 25 Lutego był prawie taki sam iak w dniu 20 i że lewe skrzydło Dywizyi Skrzyneckiego opierało się o okopy moie usypane na prędce. Uważam, że podzielasz błąd przez wszystkich naszych pisarzy upowszechniony, którzy poszli za planem bitwy zamieszczonym w szacownem dziełku Brzozowskiego, a ten plan swoy wziął z Tygodnika Berlińskiego, który pod ówczas wyszedł niedokładny. Szyk boiu naszey Armii w dniu tym był wcale odmienny od szyku bojowego w dniu 20, bo w dniu 20 linia nasza w boiu wyciągnięta była wprost od kępy Saskiej aż do Olszynki, lecz, że się pokazało iż nieprzyjaciel mógł nas oskrzydlić z lewego boku, zaraz tey samey nocy Chłopicki zmienił swą linią boiową i szyk boiowy w 25 lutego był następujący. Dywizya Szembeka zaymowała linię od Kępy Saskiej, aż do rowu pod Olszynką i miała front obronny do Milosney i lasów Wawerskich. Dywizya Skrzyneckiego rozwinięta w linii maiąc front obronny ku Olszynie i Kawęczynowie prawym skrzydłem stykała się z Dywizyą Szembeka i tworzyła z nią linię złamaną w haczyk w końcu którego stała Baterya Rzepeckiego; Baterya moia stała w pośrzód Dywizyi Skrzyneckiego wśrzód 4-o Pułku: na lewo 4-o Pułku rozwinięty był Pułk 8-my w pośrzód którego 2 Baterya Lekka pod dowództwem wówczas Porucznika Rylskiego stała w Batteryi usypaney na wzgóreczku w pośrzód Błot wystającym. Baterya Rylskiego oddalona była od moiey więcey jak na strzał armatni. Pułk 8-my rozciągał się aż ku Kolonii Elsnera. Haczyk linii załamanej osłonięty był Olszynką, którą zaymowała Dywizya Żymirskiego. Taki był szyk boiowy w dniu 25 lutego, który iako naoczny świadek sam widziałem i który znalazłem wiernie skreślony w Planach Sztabu Generalnego Pruskiego iakie pokazywał mi Pułkownik Brandt w Marienburgu i mówił o mylności planu w Wochenblacie zamieszczonym. Wszelkie inne plany, którem tu widział we Francji są błędne i istoty rzeczy nie oddają.

2-o. Na karcie 317 powiedziano „Les batteries de Nieszkoć arrêtèrent un instant la fouge de Szachowskoi, mais le Prince ordonna à peine à son artillerie volante d’avancer et de vomir, que Nieszkoć ètourdi et accablè se tut. Alors Skrzynecki senant sa gauche privèe de protection, ordonna retaire”. Chciey mi zawierzyć szanowny Ziomku, iż nie mam żadney pretensyi do wielkości i czuię bardzo dobrze, że człowiek taki iak ia, który w wypadkach naszey rewolucyi nie był niczem więcey iak po prostu parobkiem, nic świetnego nic wielkiego zdziałać nie może, ale kiedy święcie i gorliwie swoie pańskie odrabiało się, kiedy w całym znaczeniu tego wyrazu usiłowało się obowiązku dopełnić, nie można na siebie przyjmować winy, którey się nie popełniło. Gdym przestał odpowiadać ogniowi nieprzyjacielskiemu, nie byłem stłumiony wyższością iego ognia, bo ta przyczyna nie służy Artylerzyście za wymówkę, gdyż ostatnim kanonierem sam nawet swoią osobą Dowódzca winien dawać ognia aż do ostatka nim polegnie, ale gdym zaprzestał strzelać kiedym zamilkł, zużyłem i wypotrzebowałem aż do ostatniego ładunku, a przyczyna odwrotu Skrzyneckiego gdzieindziey leży iak w zagłuszeniu moiey Bateryi.

Lecz abym tę rzecz całą dokładniey rozjaśnił, zdaie mi się potrzebnie wyłożyć wszystko, co zaszło w tym punkcie, gdziem się znaydował od początku bitwy. Na całym froncie Dywizyi Skrzyneckiego, osłonioney z prawego skrzydła Olszynką zaiętą przez Dywizyę Żymirskiego, znaydowały się trzy tylko Baterye Artylleryi – 2 Lekka pod Dowództwem Porucznika Rylskiego ustawiona wpośrzód 8-o Pułku na wzniosłości wystające z pośrzód Błot Grochowskich złożona z 12 dział lekkich, nie wielkiego była użytku podczas boiu, bo iey położenie odległe od mieysca, w którym przeważna Artylerya Rossyjska uszykowała się, nie dozwalało iey wiele czynności w tym punkcie. Baterya 6-ta pozycyina pod moim dowództwem osadzona frontem do Gór pomiędzy Olszynką a Kawęczynem, złożona z 8 Granatników Pruskich 10 funtów na kamień osadzonych na łożach oblężniczych, była iedną tylko, która cały ogień Artylleryi Rossyiskiey z Frontu znosić musiała. Nakoniec 3. Batterya Lekka z 12 dział złożona pod Dowództwem Kapitana Soleckiego, rozwinęła się na przodzie frontu Dywizyi Skrzyneckiego, tworząc z moią bateryą klamrę pod kątem rozwartym, była przeznaczona do wzięcia w krzyżowy Ogień Artylleryę Rossyiską z gór spuszczającą się. Zaraz na początku bitwy przeszło 30 Dział Rossyiskich zeszło z gór, i rozwinęło się na Płaszczyźnie, ogień się rozpoczął razem z moiey i Soleckiego Bateryi. Po niedługim oporze Baterya Soleckiego, rażona silnym ogniem nieprzyjacielskim, nie mogąc wytrzymać, zeszła ze stanowiska, a tak cały ogień Artylleryi nieprzyiacielskiey ściągnąłem na moie 8 dział, który wytrzymywaliśmy aż do końca. Póki się ucierano w Olszynie, póty całe usiłowania nasze obrócone zostały przeciw ogniowi Artylleryi Rossyiskiey, któremu dość skutecznie odpowiadaliśmy. Po wyparciu Dywizyi Żymirskiego z Olszynki, wypadło część dział obrócić na kolumny ukazujące się w lewym brzegu Olszynki, część przeciw Jeździe wychylaiącey się ze strony Kawęczyna, którą iuż i baterya Rylskiego swym ogniem witać mogła. Reszta dział obrócona była do odpowiadania Bateryom nieprzyjacielskim. Po zdobyciu ostatecznym Olszynki przez nieprzyjaciela liczne iego kolumny postępowały dość żywo za ustępującymi batalionami Skrzyneckiego [przypis: Nie cała Dywizja Skrzyneckiego była w Olszynce: Batalion 3-ci 4-go Pułku zostawał ciągle na lewym skrzydle mey Bateryi a kompania Słubickiego z 2-go Batalionu stała na prawym moim skrzydle. Pułk 8-my dalej na lewo nas pozostawiony przez cały czas został nie poruszony.] i zbliżały się ku naszey linii boiowey z prawego skrzydła mey bateryi. Przypuściliśmy, że na 120 sążni (gdyż wówczas iuż wypotrzebowaliśmy wszystkie granaty, i niepozostawały nam iak same ładunki kartaczowe, a temi zwiększa) odległości, skutecznie strzelać dla krótkości granatników Pruskich nie można. 1-szy Pluton Chaięckiego przywitał ie rzęsistym kartaczowym ogniem i zatrzymał. Granatniki bowiem Pruskie miały naboy 80 kartaczy półfuntowych. Chociaż ten ogień był morderczy, ale sądzę, że nie byłby w stanie wstrzymać żywego i śmiałego natarcia Piechoty nieprzyiacielskiey, widać, że moralność iey była zachwianą: po pierwszym wystrzale wahać się poczęła i zatrzymała się, po kilku strzałach cofnęła się pod Olszynkę i uzyskawszy odstęp zabezpieczający ią od doniosłości mych strzałów uszykowała się. Przez ten czas Artyllerya nieprzyiacielska podsunęła się żywo o 250 sążni od mey Bateryi i rzęsisty sypała ogień, który naprzód obrócony był na mą Bateryę, późniey na kolumny po prawey i lewey stronie mey Bateryi znayduiące się, które w ten czas zbyt wiele ucierpiały. Bataliony nasze wyparte z Olszynki cofnęły się pod Grochów, prócz Batalionów 4-o Pułku, które z mym Pułkiem połączyły się. A tak linia nasza łamana w Punkcie złamanego haczyka prysła i pomiędzy mą Bateryą a Dywizyą Szembeka nowy rodzay połączenia przez rozpierzchnione rozmaite oddziały postąpił, które rażone morderczym ogniem skupioney Artylleryi nieprzyiacielskiey musiały ustąpić z pola bitwy. Już pomiędzy Dywizyą Szembeka a Skrzyneckiego nie było ciągłego związku linii, iuż luka wielka w naszym haczyku zdziałana została, iuż waleczny Dywizyon 4-o Pułku Ułanów pod Dowództwem Trzebuchowskiego, w assekuracyi mych dział postawiony, straciwszy połowę Officerów i Żołnierzy ustąpił z pola bitwy, iuż w nieładzie wielkim ustępowała nasza Artyllerya i niektóre oddziały walczące na prawym mym skrzydle, gdy nie widząc żadney rezerwy, któraby nas wesprzeć mogła, i przez cały czas boiu nie odbierając od nikogo żadnego rozkazu, udałem się do Pułkownika Bogusławskiego przy Bateryi moiey będącego, któremu przełożyłem: iż zdawało mi się, że odwrót dla nas jest koniecznym i że wkrótce do niego zostaniem zmuszeni, że iemu z piechotą snadnie cofnąć się przez Błota, lecz moie działa nie mogąc ich przebyć zostaną łupem nieprzyjaciół, że póki mam po kilka strzałów kartaczowych, dobrze by było abym odwrót za błota uskutecznił, za któremi uszykowany mógłbym wesprzeć i iego działania i w nowych rozporządzeniach iakieby nastąpiły bydź użytecznym. Bogusławski podzielił moje uwagi i dał mi Rozkaz do uskutecznienia odwrotu. Miałem wówczas 18 ludzi i 45 koni w Bateryi zabitych po zaprzężeniu koni z wozów do Dział. Baterya w naywiększym porządku wyruszyła na nowe stanowisko, ale zaledwo zrobiliśmy kilkadziesiąt kroków spotkałem Skrzyneckiego, który kazał wrócić na dawne Stanowisko; rozkaz wydany uskuteczniony został z tym samym porządkiem iak pod czas musztry. Wystrzelaliśmy resztę naszych ładunków i pozostaliśmy w Bateryi. Przez ten czas lubo Artyllerya nieprzyiacielska nayżywszy sypała ogień, lecz mi nic nieszkodziła. Położenie bowiem było takie, iż nieprzyjaciel zbliżywszy się pod stok wzgórza, na którym baterya moia była usypana, nie mógł mi szkodzić strzałami, bo te albo węzły w przedpiersiu, albo odbite przez ziemię przenosiły nas lub obsypywały kartaczami, które stłuczenia lekkie ludziom zrządzały, lecz o śmierć lub kalectwo nikogo nie przyprawiły. Pułkownik Bogusławski przez ten czas był ciągle w mey bateryi; widząc, że wszystkie ładunki są wyczerpane radził mi abym się cofnął, lecz mu tłomaczyłem się, iż mam wydany przez Skrzyneckiego rozkaz pozostania w Bateryi aż do nowych Jego Rozkazów. Po niejakim czasie Bogusławski obiechawszy swóy Pułk i uszykowawszy go w kolumny wrócił do mnie i dał stanowczy Rozkaz do cofnięcia się: gdy zbieram się do uskutecznienia takowego, wysłany przezemnie z 2-go Plutonu podporucznik Skolimowski przyprowadza dwa wozy Amunicyi, które sprowadził z Pracowni z Warszawy. Chciałem zmodyfikować Rozkaz Bogusławskiego, poleciłem Porucznikowi Horain z drugą półbateryą póyść na wskazane stanowisko, sam zaś z pierwszą półbateryą pozostałem w mieyscu i kazałem odprzodkować i nabiiać. Zaledwie to się wykonało, przyiechał Bogusławski pędem i ująwszy mię za ramie mało nie ściągnął z konia, wskazując drugą ręką na lewo, czy nie widzisz co się dzieie. Była to Kawalerya nieprzyiacielska, która pędem biegła do Szarży. Kazałem natychmiast zaprzodkować działa i wyruszyć z Bateryi. Gdym przybył pod Karczmę Grochowską, znalazłem Porucznika Horaina, który nie mogąc się przerznąć przez szosę, która zawalona była ustępuiącemi oddziałami, chciał przebyć Rów w tyle karczmy Grochowskiey i tam pierwsze działo, które przechodziło, załamało się i zagrzęzło. Zostawiłem Porucznika Płodowskiego do wydobycia Go, a resztę dział przeprowadziłem na Szope, które wtenczas odsłonięte i wolne od przeszkód zostało. Zaledwom pominął karczmę Grochowską, wpada na nas oddział Kiryssierów, który rzucił się na moią Bateryę i zrąbał mi 54 ludzi, pokłuł naręczne konie u dział: w takim stanie ataku zbliżyłem się cwałem z Batteryą pod Batalion piechoty, którego w owym zamieszaniu rozpoznać nie mogłem, Batalion ten przywitał oddział Kiryssierów rzęsistym ogniem, lecz iazda nieprzyiacielska tym nierażona okrążyła Batalion i zamierzała z tyłu nań uderzyć, lecz w tym momencie Pułk 2-gi Ułanów uderzył na nią i rozgromił: starcie się to zaszło tuż przy moiey Bateryi: 3-y działa tylko przeszły, reszta zaś dział i wozów w tey szarży rozwiane i rozniecone zostały, które późniey ułani pozbawieni koni i żołnierze piechoty sprowadzili za Rogatki Pragskie. W starciu tym ranny Dowódzca Kiryssierów, wzięty w niewolę przez Podporucznika Skolimowskiego, odprowadzony został do Warszawy i poruczony staraniom Malcza, z którym w zażyłości pozostawał. W całey tey szarży zraniono 54 podoficerów i żołnierzy, 6-ciu zaś lub zabito lub zabrano w niewolę. Działo iedne, które się załamało na rowie, dostało się w ręce nieprzyiaciela.

A tak z całey Artylleryi naszey w 25 Lutego naypierwsza baterya moia bóy rozpoczęła i ostatnia zeszła z Placu boiu, z Officerów dawney mey Bateryi znayduią się tu we Francyi Horain Ignacy i Chaięcki Antoni. Z pomiędzy rannych przez Kiryssierów są Damiński we Francyi, Czachowski w Anglii. Ci ieśli potrzeba wymagać będzie stwierdzą rzetelność mey relacyi o udziale, iaki moia baterya miała w tey pamiętney bitwie.

Z tego wszystkiego com powiedział bardzo rozwlekle (bo nie miałem czasu krócey) spodziewam się, że mnie uwolnisz od zarzutu umilknięcia przed ogniem Nieprzyiacielskim. A co do powodów odwrotu Skrzyneckiego (lubo on w skutek poprzednich błędów stał się nieodzowny) możesz także przekonać się z całego opowiadania, iakem nie mógł na nie wpłynąć, ale to nie mieysce do mówienia o tem. Jeżeli czas i sposobność pozwoli, może rozpiszemy się obszerniey.

Chciey przyiąć zapewnienia mego
szacunku i poważania

Nieszkoć.
Panie, weźcie kości w rękę i wyobraźcie sobie, że gracie z królem Kastylii, i rzucając je na stół zdajecie wszystko na los bitwy. Jeśli dopisze wam szczęście, zrobicie najlepszy rzut, jaki kiedykolwiek uczynił król na ziemi; a jeśli rzut wam się nie powiedzie, inaczej nie odejdziecie z gry, jak z honorem.

Gil de Osem do króla Portugalii Jana I Dobrego przed bitwą pod Aljubarrotą (14.VIII.1385)
Awatar użytkownika
Raleen
Colonel Général
Posty: 43670
Rejestracja: czwartek, 22 grudnia 2005, 14:40
Lokalizacja: Warszawa
Has thanked: 4142 times
Been thanked: 2654 times
Kontakt:

Re: Bitwa pod Grochowem 1831

Post autor: Raleen »

O zachowaniu gen. Łubieńskiego pod Grochowem – na podstawie pamiętnika Władysława Zamoyskiego

Michał Prykaszczyk, Generał Tomasz hrabia Łubieński (1784-1870), żołnierz i przedsiębiorca, Gdańsk 2020, s. 227-228:

„Na radzie nie wspomniano nic o błędach, w tym niewykonaniu rozkazu przez Łubieńskiego. Zachowanie generała podczas bitwy jest bodaj największą rysą na jego biografii. Pamiętnikarze wojskowi, wspominający bitwę, pisali o tym z żalem, ale większość z nich, poza paroma wyjątkami, otwartych zarzutów w stronę Łubieńskiego nie kierowała. Ciekawym źródłem są wspomnienia Władysława Zamoyskiego, szefa sztabu w korpusie Łubieńskiego. Był on obecny przy nim w czasie, gdy nadjeżdżali adiutanci od Chłopickiego. Pisał on: „Gdy adiutant Chłopickiego przyniósł rozkaz wyprawienia jednej brygady ku prawemu skrzydłu w pierwszą linię, zapytałem go natychmiast: A Kickiego brygada czy już była użyta? Gdy zaś odpowiedział, że żadna dotąd jazda w pierwszej linii użyta nie była, rzekłem: A więc ten rozkaz nie do nas się stosuje, ale do Kickiego. On tam jest pod ręką jen. Chłopickiego, nam tutaj kazano bronić przystępu nieprzyjacielowi […] naprzeciw nas stoi dywizya ułanów nieprzyjacielskich, gotowa przejść między błotami, skoro spostrzeże, że część naszej siły odchodzi i wpaść w tył naszej linii. Jeżeli na prawem skrzydle potrzeba więcej jazdy, to jej żądaj od rezerwy, która za nami stoi. Ale tu właśnie był sęk, że Chłopicki nie znał i znać nie chciał nikogo w jeździe, prócz Łubieńskiego i mnie. Gdzie był jen. Weyssenhoff [dowódca całej jazdy – M.P.], gdzie pułkownik Lewiński [szef sztabu jazdy – M.P.], nie wiem, ale to pewne, że gdyby rozkaz dostawienia brygady jazdy był doszedł do dowódcy lub szefa sztabu jazdy, wykonanie byłoby nastąpiło niezwłocznie. Przekonany jestem, że Chłopicki, przysyłając po brygadę do Łubieńskiego, mniemał, że ona z któregokolwiek korpusu będzie mu dostarczona. Nie odgadł tego Łubieński, ani ja nie odgadłem”. Kilka dni po bitwie nowy wódz naczelny Jan Skrzynecki spytał Zamoyskiego: „Powiedz mi jak to było z Łubieńskim pod Grochowem, bo Chłopicki ciężką mu zadaje winę; twierdzi, że on i Krukowiecki, nie dopełniając kilkakrotnie ponawianych rozkazów, przeszkodzili mu stanowczo pobić nieprzyjaciela”, na co Zamoyski odpowiedział, że wraz z Łubieńskim trzymali się ściśle instrukcji danej im przez główny sztab jazdy, a więc zabezpieczenia tyłów armii, rozkazy od Chłopickiego były więc z nią niezgodne.”
[przypis nr 161: W. Zamoyski, Jenerał Zamoyski 1803-1868, t. 2, Poznań 1913, s. 132-133, 148]
Panie, weźcie kości w rękę i wyobraźcie sobie, że gracie z królem Kastylii, i rzucając je na stół zdajecie wszystko na los bitwy. Jeśli dopisze wam szczęście, zrobicie najlepszy rzut, jaki kiedykolwiek uczynił król na ziemi; a jeśli rzut wam się nie powiedzie, inaczej nie odejdziecie z gry, jak z honorem.

Gil de Osem do króla Portugalii Jana I Dobrego przed bitwą pod Aljubarrotą (14.VIII.1385)
ODPOWIEDZ

Wróć do „Historia XIX wieku”