Bitwa pod Grochowem 1831

Od wybuchu rewolucji francuskiej (1789) do roku 1900.
Awatar użytkownika
Raleen
Colonel Général
Posty: 38432
Rejestracja: czwartek, 22 grudnia 2005, 14:40
Lokalizacja: Warszawa
Has thanked: 1189 times
Been thanked: 689 times
Kontakt:

Bitwa pod Grochowem 1831

Post autor: Raleen »

Bitwa pod Grochowem, zwana też bitwą pod Olszynką Grochowską, to jedna z najważniejszych batalii w naszej historii. Temat w zamierzeniu ma służyć dyskusji, a także wymianie i gromadzeniu informacji oraz materiałów o bitwie. Warto zaznaczyć, że tak naprawdę były dwie bitwy o Olszynkę - 20 i 25 lutego 1831. Bardziej znana i decydująca była ta druga, zajmować będziemy się obiema.

Bitwa pod Grochowem 20 lutego 1831 oczami Czwartaka

Na początek wspomnienia Kajetana Rzepeckiego w wersji przekazanej potomnym przez jego wnuka Karola Rzepeckiego, z perspektywy 4 Pułku Piechoty Liniowej. Rzecz dotyczy walk 20 lutego.

Karol Rzepecki, Pułk 4-ty 1830-1831. Szkic historyczny według relacji ustnej i pamiętnikarskich notatek Kajetana Władysława Rzepeckiego, Poznań 1923, s. 55-59:

Rankiem dnia 20-go lutego cała siła rosyjskiego centrum zgromadzona była pod Grochowem; na szosie siedleckiej stał korpus Pahlena, na północ od niego, również w lasach, korpus Rosena, naprzeciw Olszyny, sięgając prawem skrzydłem aż do Kawęczyna. Za temi siłami były rezerwy Ks. Konstantego i korpusy Anrepa, Witta, razem przeszło 70 000 ludzi i 220 armat. Ks. Szachowski z Mandersternem otrzymali rozkaz od Dybicza, który już stracił wiarę w siebie i możność „zarzucenia nas czapkami”, aby z pod Pułtuska spieszyli marszem ostrożnym, ale nie mniej pilnym przez Sierock, Żegrze do Radzymina w kierunku Warszawy, a na tyły armji polskiej; Dybicz zamierzał tajemnym ruchem korpusu grenadjerów Szachowskiego zadać Polakom cios stanowczy, atakując ich na tyłach w czasie walnej bitwy; ale czujność Chłopickiego zniweczyła plan Dybicza; zawinił on nawet sam o tyle, że Szachowskiego nie wtajemniczył w swe zamysły. Zamiast odczekać chwili a przyczaić się, posuwał się Szachowski aż do Żegrza (23.2) z rozmachem i już 24-go zaatakował Białołękę na tyłach Polaków, przez co zdradził plan marszałka, a sam nazajutrz rano poniósł klęskę od Krukowieckiego; zmarnowawszy we wsi Markach, w toku cofania się, trzy godziny czasu, stanął Szachowski dnia 25-go lutego na linji bojowej Dybicza na prawem skrzydle około 4 1/2 po południu, gdy odwrót armji naszej był już rozpoczęty pod osłoną brygady Giełguda, dywizji Skrzyneckiego oraz artylerji i jazdy Umińskiego.

Na razie był Szachowski pod Pułtuskiem. Nasze wojska poczyniły w nocy z 19-go na 20-go lutego rozmaite ruchy. Na prawo od szosy głównej stanął znowu Szembek, na lewo szosy, a w prawej, południowej części Olszyny i poza nią ustawiła się eszelonami trzecia dywizja nasza, Skrzyneckiego. Łączyła się z nimi dywizja Krukowieckiego, wysuwając na swój przód brygadę Giełguda, pułki 1-szy i 5-ty, przyczem pułk 5-ty mógł każdej chwili być wprowadzonym w Olszynę. Żymirski stał w odwodzie; także jazda cała, a Jankowski ze swą dywizją śledził daleko nad Narwią ruchy Szachowskiego.

Skrzynecki ustawił wojsko swe po mistrzowsku. Uzyskawszy dla osłony lewego skrzydła brygadę jazdy z baterją artylerji konnej, ustawił ją na krańcu Olszynki na wzniesieniach piaszczystych. Wszystkie 4-ry bataliony 4-go pułku wprowadził w lasek olszowy, przyczem 1-szy, 2-gi i 3-ci stanęły w pierwszej linji na krańcu lasu, frontem do Rosena, 4-ty jako nowoprzybyły w odwodzie. Pułku 8-my, Weteranów i Dzieci Warszawskich (5-ty strzelców) postawił poza Olszyną na polu, niskiem nieco, tak iż były zasłonięte od pocisków nieprzyjacielskich. Skrzynecki miał czucie z pułkiem 5-tym dywizji Krukowieckiego, stojącym tuż poza lewą połacią Olszyny.

Lasek sam, rosnący na mokradłach, miał części gęsto i rzadziej olchą, grabiną i krzakami pokryte; mróz ściął był ziemię tak, iż kopać było bardzo trudno; zresztą prawie wszędzie leżał jeszcze śnieg, podczas gdy przed i poza Olszyną, na polach wiatrami przewianych wiele już widać było szarych, gołych zagonów. Rowy i kanały przecinały lasek wzdłuż; mniejszy biegł brzegiem lasu od strony Moskali, większy, na sążeń szeroki, przecinał lasek w środku i był dla atakującego poważną zaporą, zwłaszcza, że po naszej stronie miał zrobiony nasyp, niewysoki coprawda, z poza którego jednak można było, klęknąwszy, schronić siebie, a strzelać do wroga jak do kaczek!

Gwarzymy tedy sobie na krawędzi Olszyny 20-go rano, bez ciepłego pokarmu; niejeden niczego do ust nie wziął, bo żywności brakło, gdy w tem spostrzegamy ruch na polu wśród naszych placówek i słyszymy strzały; mogła być godzina 9-ta rano, nasz dowódzca pułku, podpułkownik Majewski i majorowie Borzęcki i Zindler skoczyli konno a naradziwszy się przed laskiem, wracają galopem, wołając: baczność! do broni, za chwilę będą goście! Nie minęło ani 5 minut a nasze placówki i tyraljerzy, spędzeni przez Moskala, wracają szybkim krokiem do swych kompanji. Oni to podrażnili Rosena, który z początku nie miał zamiaru dnia tego rozpoczynać boju, tem mniej, że Dybicz kazał rano złożyć w kozły broń i odjechał do Miłosny. Z drobnej pukaniny i wzajemnych wyzwisk i odgrażań, jak na forpocztach, wywiązała się więc niespodziewanie zacięta dzisiejsza walka. Chcąc raz wreszcie stanowczo opędzić się polskim tyraljerom, a może próbować, czy mu się nie uda wziąć za jednym zamachem klucza pozycji polskiej w nieobecności Dybicza, pchnął Rosen na Olszynkę 4-ry pułki piechoty z 26 dywizji Rejbnitza, a mianowicie: wołyński i miński, popierane przez podolski i brzeski. Pułki wołyński i podolski, to nasi znajomi z pod Dobrego, a więc mocno przerzedzone naszymi bagnetami, ale brzeski i miński pierwszy raz szły na nas i przyznać należy, z odwagą i w porządku. Lecz cóż to znaczy?! Trafiły na pułk 4-ty! Przywitaliśmy wroga nasamprzód strasznym ogniem batajlonowym, a gdy ciągle bardzo hardo nawracał i wreszcie dotarł do krawędzi lasu, wzięliśmy go na bagnety i w kilku minutach oczyściliśmy pole!

Ile razy pułki Rosena z wielkim impetem dosięgały brzega lasku, tyle razy odparliśmy je z wielką ich stratą w rannych i zabitych. W końcu, około południa, byliśmy jednak zanadto znużeni; były chwile, gdzie musieliśmy ustąpić do środkowego rowu; ale też wtenczas wystarczyły dobyte szpady Skrzyneckiego i Bogusławskiego, wystarczyła zachęta majora Borzęckiego, a skupiwszy się w kompaniach uderzyliśmy z takim impetem, sypaliśmy tak celnie ołowiem w oczy, że Moskale zawsze musieli tył podać i lasek opuścić. Świetnie nam dopomagał od południa pułk 5-ty pod Zawadzkim, który w trzech batalionach wstąpiwszy do lasku w chwili krytycznej, takie salwy ołowiu ciskał na wroga, tak dziarsko w odstępach batalionów naszych brał Moskali na rożen, że człekowi serce rosło na widok takich chwatów!

Olszyna i pole przed nią zasłane były trupami moskiewskimi jak ziemie nasze lipcowymi snopkami. Rosen stracił koło 1500 zabitych i tyleż rannych. Jego 8 bataljonów, razem przeszło 6000 bagnetów, stopniały do połowy; wszystkie te pułki swe dwa bataliony zamieniły potem w jeden. Ale i u nas były szczerby; mimo że walczyliśmy przeważnie w lesie i kule działowe nam wiele nie szkodziły, musieliśmy utracić z pół tysiąca ludzi; w mej kompanii ubyło 26 dzielnych Czwartaków, w tem 11 zabitych! Nie dziwić się, bo walczyły nasze 3 bataljony (czwarty przeważnie ogniem prażył wroga) Czwartaków przeciwko 8 bataljonom Rosena, a więc każdy z nas nieomal 3-ch miał do zwalczenia! Zmordowani do szczętu, wyszliśmy po 1-szej z południa do Olszyny, gdzie nas zastąpiła brygada Giełguda, pułk 1 i 5-ty, ale niebawem też Rosen zaprzestał ataków.

Piechota polska złożyła dowód, że można na niej polegać, że trzykroć silniejszy wróg nie jest w stanie jej pokonać; ale nie mniej z honorem walczyła polska artylerja. Baterje Franciszka Piętki i Onufrego Rzepeckiego z prawego boku Olszyny a Dyonizego Masłowskiego z lewego, dały się Rosenowi we znaki; jego piechota robiła co mogła i zaciętość litewsko-białoruskich pułków, walczących niestety przeciw nam, zasługuje na uznanie; haniebnie natomiast brała się artylerja rosyjska. Stosując się skrupulatnie do regulaminu, że baterja, która wystrzela naboje, ma w tej chwili schodzić z pola (po nowe ładunki), bombardjerzy i kanonierzy, kacapy, strzelali tak szybko i tak marnie, że śmiech pusty brał naszych oficerów na widok tych strzałów; musiało im się nieźle spieszyć, by wyjść z obrębu naszej działobitni! A Dybicz? Ano, marszałek polny znowu schował się do lasu i tkwił w nim jeszcze 5 dni aż do bitwy grochowskiej, tak że go w „Kurjerze Polskim”, dowcipnie nazywano nie inaczej jak marszałkiem „leśnym”!

Odesławszy naszych ciężko rannych do Warszawy, pogrzebawszy kolegów poległych, do którego smutnego obowiązku i ja byłem komenderowany, jako i zbierania porzuconej broni naszej i moskiewskiej, staliśmy na pozycji do 24-tego lutego. W nocy z 24 na 25 lutego usypali nasi saperzy na północ od Olszyny a więc po lewym boku, redutę z 6 ciężkich armat, które nam nadesłano z Warszawy. Baterja ta przydała nam się w dniu następnym bardzo i żałowaliśmy potem, że nie miała zamiast 6, armat 24-ch, bo żadna noga moskiewska nie byłaby w stanie wydrzeć nam Olszyny! Przed redutą a tuż obok Olszyny usypano, w czem i mój bataljon pomagał, mniejsze okopy dla piechoty, która miała stać w asekuracji baterji. Widząc te nasze fortyfikacje ustawili Moskale nazajutrz po obu stronach Kawęczyna kilka baterji armat – może około 50 – i te armaty nam, rzec można, więcej zaszkodziły niż cała szturmująca moskiewska piechota. Niestety, nasza baterja nie mogła sprostać zadaniu, bo była za słabą.
Panie, weźcie kości w rękę i wyobraźcie sobie, że gracie z królem Kastylii, i rzucając je na stół zdajecie wszystko na los bitwy. Jeśli dopisze wam szczęście, zrobicie najlepszy rzut, jaki kiedykolwiek uczynił król na ziemi; a jeśli rzut wam się nie powiedzie, inaczej nie odejdziecie z gry, jak z honorem.

Gil de Osem do króla Portugalii Jana I Dobrego przed bitwą pod Aljubarrotą (14.VIII.1385)
Awatar użytkownika
Raleen
Colonel Général
Posty: 38432
Rejestracja: czwartek, 22 grudnia 2005, 14:40
Lokalizacja: Warszawa
Has thanked: 1189 times
Been thanked: 689 times
Kontakt:

Re: Bitwa pod Grochowem 1831

Post autor: Raleen »

Bitwa pod Grochowem 25 lutego 1831 oczami Czwartaka

Relacja Czwartaka Kajetana Rzepeckiego, tym razem poświęcona zmaganiom 25 lutego 1831.

Karol Rzepecki, Pułk 4-ty 1830-1831. Szkic historyczny według relacji ustnej i pamiętnikarskich notatek Kajetana Władysława Rzepeckiego, Poznań 1923, s. 59-67:

Komenderowany tejże nocy z placówki na północnym krańcu Olszyny przez porucznika Tytusa Przeradzkiego na pikietę, rozglądam się w lewo po nowych okopach, przez się ku Kawęczynowi, na prawo na las, w którym tkwią Moskale Rosena, gdy w tem już nad ranem około godziny siódmej, mignął mnie kozak. Stoję i czuwam. Ale widzę z lasu wychodzących oraczy z pługami; zdaleka rozpoznać nie mogę; dziwi mnie, że ziemia zmarznięta, gdzie niegdzie śnieg jeszcze leży dość wysoko a oni orać jadą? Aż tu coraz więcej z boru wysuwa się oraczy, niektórzy mają po 4, a nawet po 6 koni! Oj, źle – to nie pługi, to armaty! Krzyknę więc do placówki: do broni! przybiega podoficer Lachocki, zbiera 4 żołnierzy wskakuje im na barki, budzi oficera Przeradzkiego, który również z ramion Czwartaków obserwuje Moskali. W tej chwili posyła Przeradzki posyłkę do pułku, drugą do Grochowa do gen. Chłopickiego, który tam mieszkał w pierwszej chacie z brzega, dając znać, że Moskale rozejm zerwali. Rozbiegli się adjutanci konno po całym polu i brzegach Olszyny do wszystkich dywizji, aby pościągać pikiety, wedety i placówki. A nimeśmy z placówek zdążyli wrócić do swych kompanji, już cały pułk nasz, cała dywizja, stały pod bronią w ścieśnionych szeregach oczekując hasła do boju. Wkrótce też rozpoczął się bój tak zażarty, jakiego już w życiu mojem nigdy później nie przechodziłem. Dybicz postawił przeszło 200 dział i rozpoczął szaloną kanonadę, bojąc się, że Polacy zgniotą Szachowskiego pod Brudnem i Białołęką. Owi oracze przezemnie widziani, to były działa mające iść na pozycją koło Kawęczyna w odpowiedzi na naszą baterją w nowej reducie a przed moskiewskimi działami już ruszyła była gwardja litewska pod Murawiewem i ułani ku Szachowskiemu z pomocą.

Z naszej strony artylerja odpowiedziała natychmiast. Przybył na chwilę do nas wódz naczelny, ks. Radziwiłł, przybył natychmiast także Chłopicki, który co noc podpatrywał wroga, bo już na skraju Olszyny rozpoczął się ogień ręcznej broni. Dybicz nakazał Rosenowi zdobyć za każdą cenę Olszynę, jako klucz pozycji naszej, bez którego Pahlen nie mógł się wysunąć ku Warszawie. Uderzył więc Rosen na dywizją Żymirskiego, broniącą Olszyny, podczas gdy nasza, cofnięta o kilka staj, była w rezerwie, ale Rosen swymi 11 bataljonami dywizji 24 i 25-tej nic nie mógł zdziałać. Miał Żymirski brygadę – Rolanda po prawej, Czyżewskiego w lewej połaci Olszyny. Te cztery pułki w sile 12 bataljonów nie pozwoliły sobie tak łatwo wydrzeć powierzonego im stanowiska. Pułku 3-ci i 7-my linjowe, brygady Rolanda, pokosztowały już były przed tygodniem moskiewskiego bigosu, a strzeleckie 2-gi i 4-ty dzielnie im teraz dopomagały. Wszystkie 11 bataljonów Rosena natknąwszy się na środkowy rów Olszyny, wzmocniony zasiekami, zostały odrzucone w tył i zupełnie wyparte z lasku. Był to bezskuteczny na lasek szturm pierwszy!

Natenczas poparł Rosen atak 5-ma świeżymi batalionami 25-ej dywizji, ale Chłopicki widząc na co się zanosi, widząc, że Dybicz wytęża wszystkie siły na zdobycie Olszynki, że przesuwa nawet wojska Pahlena z lewej na prawą stronę szosy, byle opanować lasek, wysłał gen. Prądzyńskiego, który przebiegłszy koło nas, zawezwał Żymirskiego, aby wszelkie swe rezerwy przesunął w środek Olszyny, gdyż grozi jej nowe, gwałtowne uderzenie. Żymirski, choć marudził, ale usłuchał; pchnął całą swą dywizją drugą na wroga i wyparł 16 bataljonów moskiewskich szalonym impetem z lasku. To był na lasek bezskuteczny moskiewski szturm drugi!

Ale Dybicz z Rosenem wspierają poszarpane bataliony nowymi pułkami i łączą teraz już 24 bataljony przeciwko Żymirskiego 12-stom! Moskwa rzuca się do gwałtownego ataku, przechodzi pierwszy rów, przechodzi – niestety – drugi rów poraz pierwszy i wypiera z Olszyny całą dywizją Żymirskiego. Dzielny dywizjoner, napoleończyk, ustawia swe bataljony do odwetu, gdy w tem kula armatnia urywając mu prawe ramię, zabija go na miejscu.

Było około godziny 11-ej; widziałem jak Żymirski spadł z konia, bo nasz bataljon stał w pierwszej linji rezerwy, nie dalej jak o 300 kroków od niego. Ale w tem ryknęły nasze działa, ustawione na wzgórzach w lekkich okopach poza nami i zaczęły przez głowy nasze sypać swe pociski na wychodzących z lasku Moskali.

Czy byli zanadto osłabieni, czy nasze kartacze ich tak celnie zmiatały, czy też przelękli się widoku naszej świeżej, nietkniętej dywizji, stojącej z bronią u nogi w imponującej postawie, dość, że nie szczerze wychylali się z lasku. A w tem przychodzi rozkaz do Skrzyneckiego: Brygada Bogusławskiego (pułki 4 i 8) pomoże wojskom Żymirskiego odebrać straconą Olszynę! Bogusławski wydaje w mig swe rozkazy, stawia pułk 8-my na lewo obok naszego 4-go; postępujemy naprzód w sile siedmiu bataljonów, bo Ósmaków bataljon czwarty pozostał w Modlinie, a Skrzynecki z resztą swej dywizji idzie za nami w odwodzie. Atak nasz skierowany był w lewą połać Olszyny; Roland zdążał do prawej. Cóż za wspaniały widok!! 24 bataljony polskiej piechoty wkracza odrazu do okropnej łaźni! Moskale rozerwani po swym ataku, ucierpiawszy od kartaczy i bagneta, nie mogli się oprzeć mimo swej przewagi; wyparliśmy ich z lasku w pierwszym, jedynym pochodzie!

A więc i ten trzeci szturm moskiewski na Olszynę okazał się bezskutecznym.

Teraz Dybicz zaczął okrążać lasek swymi bateriami, jazdą i rezerwami. Hrabia Toll osaczał nas z lewej strony, Nejdhardt z prawej; równocześnie pchnął Rosen jeszcze raz swe pułki, Pahlen dołączył nowych 6 bataljonów i ta ćma 30 bataljonów rzuciła się około południa ponownie na lasek. A ponieważ pułki Żymirskiego dziwnym rozkazem czy trafem cofnięto, przeto rozpaczliwem było poniekąd naszej dywizji położenie!! Lecz nasz waleczny pułk, wzmocniony nowym 4-tym bataljonem, który tak samo mężnie stawał jako starsze, już się był dobrze zaprawił na żganiu Moskali niby rzeźnik uczący się kilka lat swego rzemiosła! Która z kolumn moskiewskich miała odwagę pójścia na bagnety, ta już napewno nie wracała z powrotem, bo sprawiona na „sztychałki” w lesie, brała jeszcze w dodatku ołowiane pigułki, plunięte w twarz lub w plecy; uciekali też niebożęta a oficerskie nawoływania żołnierzy tych bataljonów już do lasu napędzić nie zdołały! – Lecz cóż to? Prawe skrzydło Moskali wolno ale stale awansuje do środkowego rowu! Czyżby nie było ratunku? Widzi to jednak Chłopicki, wstrzymuje kartaczami postępy rozjuszonej piechoty i podprowadza na nowo na całej szerokości Olszyny resztki dywizji Żymirskiego na bagnety do lasku! Sam staje na czele czterech bataljonów grenadjerów, na prawem skrzydle ogólnego ataku, przy nim prowadzą bataljony Milberg, Prądzyński i wybitni inni, a przy dźwięku pieśni legionów: „Jeszcze Polska nie zginęła” rzucają się pułki nasze na bataljony rosyjskie! Boże, cóż to za zapał – jaki rozmach! Co za szał bitewny!! Stopniowo odzyskujemy znowu całą Olszynę; w tyralierce rozsypujemy się na przeciwległych polach; część naszych zdobywa dwa działa – ale zanadtośmy się niestety rozsypali a rezerwy za nami nie było! Rażeni pociskami dział i karabinów, cofamy się na brzeg naszej Olszyny.

W każdym razie udaremniliśmy Moskwy atak czwarty!

Boju, który teraz nastąpił, nie zapomnę, dopóki żyć będę! Iluż to kolegów rannych, ilu bez życia pada; jak te szeregi nasze topnieją, jak kapitan Szporny ciągle nas trzyma w gromadzie! Jak dzielnie dowodzą nami porucznicy: Parys, Roślakowski i Łosowski, jak im pomagają Szudziak, Ręczyński, Lachocki dzielni podoficerowie! Zaprawdę ciągle jeszcze się dziwię, że wyszedłem żyw z tego piekła walki a gdy wspomnę mych przełożonych, przyznać muszę, iż każdy z nich prawdziwym był bohaterem! Pamiętam, że od południa do godziny 3-ej zmienialiśmy trzy razy ładunki; broń była tak rozpaloną, że nawet łoża drewniane były gorące. A tu granaty spadają nam na głowy, tam ścięte kulami wierzchołki drzew przygniatają naszych kamratów, owdzie gałęzie potężnymi ciosami biją nas i kaleczą, słowem istny sabat diabelski! Ale szeregi nasze topnieją poważnie, podczas gdy Moskali jakoś nie ubywa! Bo skądżeż? Dybicz znowu pchnął na nas grenadjerów Freiganga, tak iż obecnie 40 bataljonów walczy przeciw dwom naszym osłabionym dywizjom! A tu znikąd rezerwy, znikąd pomocy; zaczyna nas ogarniać śmiertelne znużenie. A sam pobyt w tym piekle jakżeż przerażający! Trup na trupie a na nim jeszcze dalsze! Polacy, Moskale, Czwartaki, Ósmaki, strzelcy, Siódmaki, pokryci posoką krwawą, że aż źle patrzeć, leżą całymi stosami. W głównym rowie środkowym tyle trupa, tyle krwi ludzkiej. Powietrze cuchnie – odrażający odurza nas fetor! Mimo to dotrzymaliśmy placu aż do blizko godziny czwartej i każdy z nas Czwartaków miał w Olszynie na pewno z trzech Moskali na swym żołnierskim sumieniu! Na żadnem polu w życiu mojem nie widziałem tyle snopów, w żadnym boru tyle szczap drzewa, ile nasze dywizje nakładły rannych i trupów moskiewskich w Olszynce.

Nareszcie siły nam ustały zupełnie. Nowy atak grenadjerów moskiewskich odrzucił nas poza środkowy rów; tam nie wsparci, nie dotrzymaliśmy nowego strasznego natarcia i z bólem serca, z rozpaczą prawdziwą opuścić musieliśmy to drogie miejsce sławy, te groby naszych braci. Ale mimo wszystko staraliśmy się zachować porządek w odwrocie. Kiedy około godziny 4-tej nasz bataljon jako jeden z ostatnich opuszcza Olszynę, cofając się na wzgórza, wpada na nas cały pułk ułanów gwardji rosyjskiej i nuże na nas lancami! Ale im się atak nie udał, bo mieliśmy jeszcze ładunki i tak im na 20 kroków plunęliśmy w twarz i konie, że z szwadronu czelnego połowa spadła z koni, a inne, wstrzymane rowem i ogniem naszym, dały szybko drapaka. Lecz należało się spieszyć do swoich, bo chmury jazdy rosyjskiej ciągle nas okrążały, szukając stosownej chwili i miejsca do ataku.

Gdy tak zbliżamy się do czworoboku 8-go pułku, aby odpocząć i uporządkować się, wpada naraz, z przeciwnej ułanom a naszej lewej strony, na kompanją moją w galopie kilkunastu kirasjerów z wzniesionymi pałaszami. Ledwo miałem czas się bagnetem zastawić; w tem jeden z drabów tnie mnie silnie pałaszem; ten zemknął się mu po lufie i ranił mnie w palec wskazujący prawej ręki; wpakowałem mu za to bagnet w pachwinę a równocześnie ktoś z szeregu celnym strzałem w głowę powalił go z konia. Była to garść owych kirasjerów Albrechta, która gdziebądź zmykała z pola po nieudanej swej szarży.

Po niecałej godzinie bitwa była skończona – walkę zakończył generał Umiński, na naszem lewem skrzydle, swemi armatami. Szembek się cofnął, Żymirski poległ, Krukowiecki przybył za późno, Łubieński skrewił, jak cała jazda z wyjątkiem Kickiego, który mostem położył kirasjerów Albrechta! Wojska nasze cofnęły się na Pragę, pułk 4-ty jako ostatni wchodził do Warszawy. Przy moście na Wiśle doszedł rozkaz, aby udać się do obozu na Powązkach.

Tak się przedstawia czynność szeregowca-czwartaka w pamiętnym dniu Grochowa! Nie było nam danem zwyciężyć, ale to już nie zależało od nas szeregowców. Żołnierz spełniał swój obowiązek, choć o chłodzie i głodzie; żołnierz-czwartak był zupełnie uświadomionym Polakiem, który szedł bić się za wolność Ojczyzny! To też jakikolwiek sąd wyda historja o naszych wodzach, naszych błędach, omyłkach, intrygach i zdradach, tego jednego nikt nam nie zaprzeczy: Piechur polski linjowy z 1831 roku był uosobieniem dzielności i odwagi, siły i zaciętego hartu a wzorem jego chlubnym był dzielny pułk 4-ty!
Panie, weźcie kości w rękę i wyobraźcie sobie, że gracie z królem Kastylii, i rzucając je na stół zdajecie wszystko na los bitwy. Jeśli dopisze wam szczęście, zrobicie najlepszy rzut, jaki kiedykolwiek uczynił król na ziemi; a jeśli rzut wam się nie powiedzie, inaczej nie odejdziecie z gry, jak z honorem.

Gil de Osem do króla Portugalii Jana I Dobrego przed bitwą pod Aljubarrotą (14.VIII.1385)
Awatar użytkownika
Raleen
Colonel Général
Posty: 38432
Rejestracja: czwartek, 22 grudnia 2005, 14:40
Lokalizacja: Warszawa
Has thanked: 1189 times
Been thanked: 689 times
Kontakt:

Re: Bitwa pod Grochowem 1831

Post autor: Raleen »

O kozakach pod Grochowem i ich wątpliwej zdobyczy

Rzecz dotyczy dni poprzedzających zmagania o Olszynkę Grochowską.

Wojsko nasze w obozach pod Grochowem sposobiło się do nowego boju; obfitość opału i pożywienia przy pięknej pogodzie utrzymywała wesołość; miasto Warszawa dostarczała wszelkich potrzeb, nawet zbytkowne pokarmy i trunki nam przysyłano. Mieszkańcy wszelkiego stanu i płci odwiedzali nas licznie i serdeczny brali udział w sprawie narodowej. Wtenczas to naczelnik gwardyi narodowej warszawskiej, wojewoda Antoni Ostrowski przysłał do obozu kilka chorągiewek białych z czerwonym napisem po polsku i po rosyjsku – „za naszą i waszą wolność walczymy”.

Chorągiewki te pozatykano w ziemię na forpocztach; z początku kozacy pokusili się o nie i porwali z tryumfem; lecz zaniósłszy je do swego obozu gdy zamiast nagrody odebrali za to plagi od swych dowódzców, przestali szukać takiej zdobyczy i owszem omijali je z bojaźnią. Podobno nawet marszałek Dybicz reklamował przez parlamentarza przeciw tak rewolucyjnym środkom.


I. Kruszewski, Pamiętniki z roku 1830-1831 ś. p. Generała Ignacego Skarbka-Kruszewskiego (herbu Habdank) byłego dowódzcy 5-go pułku ułanów polskich, podczas emigracji dowódzcy dywizji lekkiej kawaleryi w wojsku Belgijskiem, Kraków 1930, s. 48-51
Panie, weźcie kości w rękę i wyobraźcie sobie, że gracie z królem Kastylii, i rzucając je na stół zdajecie wszystko na los bitwy. Jeśli dopisze wam szczęście, zrobicie najlepszy rzut, jaki kiedykolwiek uczynił król na ziemi; a jeśli rzut wam się nie powiedzie, inaczej nie odejdziecie z gry, jak z honorem.

Gil de Osem do króla Portugalii Jana I Dobrego przed bitwą pod Aljubarrotą (14.VIII.1385)
Awatar użytkownika
Raleen
Colonel Général
Posty: 38432
Rejestracja: czwartek, 22 grudnia 2005, 14:40
Lokalizacja: Warszawa
Has thanked: 1189 times
Been thanked: 689 times
Kontakt:

Re: Bitwa pod Grochowem 1831

Post autor: Raleen »

Rakietnicy pod Grochowem

Ogień polskich rakietników (artylerii rakietowej) był jednym z czynników, które doprowadziły do załamania szarży kawalerii rosyjskiej podczas bitwy pod Grochowem 25 lutego 1831. W literaturze na ogół podkreśla się dużą celność i skuteczność tego ostrzału. Jak to z tym było rzuca światło fragment pamiętników Ignacego Kruszewskiego opisujący walki o Olszynkę 20 lutego 1831, czyli zaledwie 5 dni wcześniej.

Na odgłos pierwszych strzałów gener. Chłopicki wsiadł na koń i udał się na prawe skrzydło do bateryi Piętki. Moskale z za domów od Wawru strzelali do nas, kazał przeto sprowadzić z rezerwy bateryę rakietników pieszych, aby te domy zapalić i nieprzyjaciela stamtąd usunąć. Lecz próżne były usiłowania rakietników; pociski nie donosiły, wcześnie pękały, a często nawet wracały, kiedy ogon rakiety się złamał, tak, że więcej nam samym jak Moskalom niebezpiecznymi się okazały. Chłopicki rozgniewał się, odesłał ich w tył, a sam udał się pod Olszynkę, w środek linii.

I. Kruszewski, Pamiętniki z roku 1830-1831 ś. p. Generała Ignacego Skarbka-Kruszewskiego (herbu Habdank) byłego dowódzcy 5-go pułku ułanów polskich, podczas emigracji dowódzcy dywizji lekkiej kawaleryi w wojsku Belgijskiem, Kraków 1930, s. 47
Panie, weźcie kości w rękę i wyobraźcie sobie, że gracie z królem Kastylii, i rzucając je na stół zdajecie wszystko na los bitwy. Jeśli dopisze wam szczęście, zrobicie najlepszy rzut, jaki kiedykolwiek uczynił król na ziemi; a jeśli rzut wam się nie powiedzie, inaczej nie odejdziecie z gry, jak z honorem.

Gil de Osem do króla Portugalii Jana I Dobrego przed bitwą pod Aljubarrotą (14.VIII.1385)
Awatar użytkownika
Raleen
Colonel Général
Posty: 38432
Rejestracja: czwartek, 22 grudnia 2005, 14:40
Lokalizacja: Warszawa
Has thanked: 1189 times
Been thanked: 689 times
Kontakt:

Re: Bitwa pod Grochowem 1831

Post autor: Raleen »

Wolałbym był zginąć, jak przeżyć, co się tu teraz dziać będzie

O ranieniu generała Chłopickiego w bitwie pod Grochowem 25 lutego 1831.

Chłopicki pilnie uważał, co się dzieje na przodzie, liczył, zdawało się, siły nieprzyjaciela; zbliżamy się do pierwszej linii, generał woła mnie, chcąc mi dać jakiś rozkaz, dojeżdżam obok niego – w tym z szumem przychodzi granat, pada z góry na zad jego konia, przebija go i gniecie, – to jeszcze widziałem, – pęka gdzieś pod spodem, – ja znajduję się rzucony z moim koniem na ziemię na prawo, – a generał już leży na miejscu, gdzie zaczął do mnie mówić. Zerwałem się z pod konia, już cały krwią zbroczony, – macam się, zkąd ta krew pochodzi, – lecz poczuwszy się zdrowy, przyskakuję do Chłopickiego; był rannym w lewą stopę i w prawą nogę niżej kolana odłamkami granatu. Przybiegło kilku adiutantów, z których pamiętam tylko ks. Władysława Sanguszkę, odciągnęliśmy konia, posadzili generała na ziemi, – przybył doktór, podobno pan Wołowski, – przyprowadzono kilku kosynierów, rozłożono płaszcze na kosy i po krótkiem opatrzeniu ran unieśli poczciwi nasi żołnierze tę nadzieję ojczyzny. – „Wolałbym był zginąć, jak przeżyć, co się tu teraz dziać będzie”, podobno rzekł Chłopicki.

Ja wróciłem do mego białego tureckiego konika – duży czerep granatu ugodził go był w szyję i przerwał żyłę. Powstał jeszcze dobry mój konik, gdym go za cugle pociągnął, – uprowadziłem go kilka kroków, – lecz padł na nowo i już bez życia; zdjąłem tą razą siodło i poniosłem je na plecach pod kolumnę żelazną, gdzie służący na ostatnim moim koniu czekał między służbą ks. Radziwiłła.


I. Kruszewski, Pamiętniki z roku 1830-1831 ś. p. Generała Ignacego Skarbka-Kruszewskiego (herbu Habdank) byłego dowódzcy 5-go pułku ułanów polskich, podczas emigracji dowódzcy dywizji lekkiej kawaleryi w wojsku Belgijskiem, Kraków 1930, s. 59-60
Panie, weźcie kości w rękę i wyobraźcie sobie, że gracie z królem Kastylii, i rzucając je na stół zdajecie wszystko na los bitwy. Jeśli dopisze wam szczęście, zrobicie najlepszy rzut, jaki kiedykolwiek uczynił król na ziemi; a jeśli rzut wam się nie powiedzie, inaczej nie odejdziecie z gry, jak z honorem.

Gil de Osem do króla Portugalii Jana I Dobrego przed bitwą pod Aljubarrotą (14.VIII.1385)
Awatar użytkownika
Raleen
Colonel Général
Posty: 38432
Rejestracja: czwartek, 22 grudnia 2005, 14:40
Lokalizacja: Warszawa
Has thanked: 1189 times
Been thanked: 689 times
Kontakt:

Re: Bitwa pod Grochowem 1831

Post autor: Raleen »

Odwrót 4 Dywizji Piechoty w bitwie pod Grochowem i panika pod nieobecność gen. Szembeka

W końcowej fazie bitwy pod Grochowem, podczas szarży kawalerii rosyjskiej w 4 DP gen. Szembeka dały o sobie znać objawy paniki, chociaż udzieliły się one tylko niewielkiej części dywizji. Pisze o tym Ignacy Kruszewski. Jednym z powodów mogła być nieobecność dowódcy w tej trudnej chwili, wezwanego przez ks. Radziwiłła.

Na prawem skrzydle nie okazali nasi tyle męstwa i spokojności umysłu. Generał Szembek wracał dopiero do swej dywizyi od ks. Radziwiłła; nie miał jej kto przygotować do wytrzymania szarży; – niebytność znanego dowódzcy odjęła zaufanie w sobie dlatego 1-szy i 3-ci pułki strzelców, lubo nie rozbite przez kawaleryę, zaczęły się cofać ku Pradze. Niektóre kompanie tegoż 3-go pułku i część żołnierzy z 20-go pułku piechoty nowej formacyj, uzbrojeni tylko kosami, przerażeni napadem kirasyerów i huzarów, rzucili się w krzaki ku Wiśle na Saską kępę, a po słabym lodzie przeszli i przez rzekę aż do Warszawy, a tam popłoch sprawili.

I. Kruszewski, Pamiętniki z roku 1830-1831 ś. p. Generała Ignacego Skarbka-Kruszewskiego (herbu Habdank) byłego dowódzcy 5-go pułku ułanów polskich, podczas emigracji dowódzcy dywizji lekkiej kawaleryi w wojsku Belgijskiem, Kraków 1930, s. 62
Panie, weźcie kości w rękę i wyobraźcie sobie, że gracie z królem Kastylii, i rzucając je na stół zdajecie wszystko na los bitwy. Jeśli dopisze wam szczęście, zrobicie najlepszy rzut, jaki kiedykolwiek uczynił król na ziemi; a jeśli rzut wam się nie powiedzie, inaczej nie odejdziecie z gry, jak z honorem.

Gil de Osem do króla Portugalii Jana I Dobrego przed bitwą pod Aljubarrotą (14.VIII.1385)
Awatar użytkownika
Raleen
Colonel Général
Posty: 38432
Rejestracja: czwartek, 22 grudnia 2005, 14:40
Lokalizacja: Warszawa
Has thanked: 1189 times
Been thanked: 689 times
Kontakt:

Re: Bitwa pod Grochowem 1831

Post autor: Raleen »

Zmagania pod Olszyną 19 i 20 lutego

Tym razem relacja Romana Wybranowskiego, oficera 1 Dywizji Piechoty, późniejszego pułkownika (i generała w armii austriackiej). Fragment jego pamiętnika.

R. Wybranowski, Pamiętniki Jenerała Romana Wybranowskiego, Lwów 1882, s. 176-179:

Tymczasem generał Skrzynecki starł się z awangardą Dybicza i przymusił śmiałym oporem do uszanowania oręża polskiego. Jednak gdy z planu wypadało ażeby całe wojsko skoncentrowało się w okolicach Grochowa i na tym mocnym terenie przyjęło bitwę, brygada nasza opuściła Kruszewo i dnia 19go Lutego z rana zajęła razem z 1szą brygada pierwszej dywizji plac koło Grochowa, opierając swe lewe skrzydło o wieś Kawęczyn, mając za sobą zaraz lasek olszynę, która tyle sławy naszemu orężowi przyniosła. Przed nami zaś na poziomych wzgórzach rozciągał się las w półkole od Saskiej kępy aż do Kawęczyna. Zaledwie nasze wojsko się uszykowało, gdy wielkie masy nieprzyjacielskie zaczęły debuszować z lasów, tak od traktu stanisławowskiego od Okuniewa, jako też od Miłosny, i biorąc dyrekcję ku nam, zaczęły ognia dawać z armat i z ręcznej broni, a ich tyraljery od lasu pod nasze kolumny się podsunęli. Była wtenczas 11ta godzina z rana. Major Markuszewski z 5go pułku linjowego, stojący obok mnie z swym bataljonem, najpierw dostał rozkaz ruszyć do ataku w las i odeprzeć nieprzyjaciela. Reszta zaś dywizji stała ciągle pod olszyną, wystawiona na silny ogień armatni. Skoro major Markuszewski wszedł do lasu, natychmiast silny rozpoczął ogień i od razu odparł nieprzyjaciela, lecz gdy temuż znaczny przybył sukurs, pomimo silnego ze strony naszych oporu i męstwa, bataljon ustępować musiał, zostawiwszy na placu boju swego dowódzcę majora Markuszewskiego rannego.

Ośmielony tem nieprzyjaciel, wyszedłszy z lasu, prosto na nas uderzył, usiłując nas spędzić z naszej pozycji, lecz tę śmiałość drogo przypłacił wielką stratą zabitych i rannych. Bój trwał do samej ciemnej nocy i pomimo nadzwyczajnego ognia armatniego i karabinowego, i przewyższających sił nieprzyjacielskich, my ciągle byliśmy panami placu i olszyny, którą nieprzyjaciel trupem swym obłożył. Wieczorem nasza dywizja zluzowaną została przez dywizję 2gą generała Skrzyneckiego, my zaś przeszliśmy do drugiej linji za olszynę. Ogień drugiej dywizji trwał aż do północy – przeszkadzano bowiem sypać nieprzyjacielowi baterję w lesie naprzeciw olszyny. Cała ta noc z 19go na 20go Lutego była okropną, ponieważ wśród przejmującego zimna i ciemności, nie wolno było ognia palić, i tak z bronią w ręku przez całą noc staliśmy. Na drugi dzień oczekiwaliśmy dalszej walki, która też i nastąpiła – bowiem o odebranie olszyny najbardziej nieprzyjacielowi chodziło, jako o klucz naszej pozycji. Uwagę jedną wypada tu uczynić, z której się okaże jak złe za sobą pociągnęło skutki błędne postępowanie Rządu. Książę Radziwiłł, wódz naczelny, oraz prezes Rządu narodowego książę Adam Czartoryski, widząc jakie zaufanie wojsko pokłada w talentach wojskowych generała Chłopickiego, gdy tenże po złożeniu dyktatury oświadczył że jako prosty żołnierz w szeregach wojska polskiego będzie odtąd walczył, wymogli na nim że przy boku Naczelnego wodza będzie go wspierał swą radą – a gdy się całe wojsko zeszło pod Grochów, Radziwiłł zdał na Chłopickiego moc dysponowania i dyrygowania wszelkiemi ruchami wojska i wydawania w imieniu Naczelnego wodza wszelkich potrzebnych rozkazów. Lecz w tem obaj naczelnicy Rządu pobłądzili że nie uwiadomili o tem wszystkich generałów. Piękna to rzecz była ze strony Radziwiłła że dla dobra kraju i jego sprawy, nie ufając swoim talentom, bez ubliżenia swej godności, innego w zastępstwie swojem postawił, jednak gdy generałowie o tem uwiadomieni nie byli, stało się to powodem wielkiego zamięszania, nieporozumień, a stąd i nie takiego wyniku bitwy pod Grochowem, jakiego spodziewać się można było.

Dnia 20-go Lutego ledwo dzień zaświtał zaraz na całej linji nieprzyjacielskiej rozpoczął się gęsty ogień armatni z baterji w nocy po wzgórzach usypanych, i Moskale silnym atakiem zaczęli się kusić o olszynę oraz o Saską kępę i o linję, idącą od traktu stanisławowskiego i Miłosny; lecz nasi wśród morderczego ognia nieporuszenie stali, a koło olszyny trwał bój zacięty. W tak mocnym ogniu staliśmy aż do godziny czwartej po południu, o którym to czasie ogień nieprzyjacielski trochę sfolgował, a nasze kolumny o 200 kroków naprzód postąpiły. O godzinie 5tej dostałem rozkaz z moim batalionem, oraz z batalionem 2go pułku, zmienić dwa bataljony 1go i 5go pułku, które od rana w olszynie się biły. Co tylko te bataljony zastąpiłem, rozpocząłem zaraz ogień z ręcznej broni i kontynuowałem ten ogień aż do zmroku. Przez noc zaś staliśmy spokojnie pod bronią, wysyłając częste patrole. Pole przed nami tak było zawalone trupami, że ciężko było naprzód postąpić, chyba po ciałach ludzkich. Tej nocy wielu podoficerów i żołnierzy Litwinów przeszło od Moskali na naszą stronę. Podług tego, co mówili, więcej miało przejść, gdyby się Moskale nie byli zaraz spostrzegli i łańcuchem Kozactwa całej swojej piechoty nie otoczyli.

Wiele bardzo heroicznych czynów w tym dniu nasi dokonali. Między innymi porucznik Zalewski z 1go pułku linjowego wziął z sobą 20 ochotników i uderzył na baterję rossyjską i byłby ją zabrał, gdyby go kula armatnia trupem nie położyła. Żaden z tych ochotników nie powrócił; wszyscy zginęli śmiercią walecznych. Wiele było czynów podobnych.
Panie, weźcie kości w rękę i wyobraźcie sobie, że gracie z królem Kastylii, i rzucając je na stół zdajecie wszystko na los bitwy. Jeśli dopisze wam szczęście, zrobicie najlepszy rzut, jaki kiedykolwiek uczynił król na ziemi; a jeśli rzut wam się nie powiedzie, inaczej nie odejdziecie z gry, jak z honorem.

Gil de Osem do króla Portugalii Jana I Dobrego przed bitwą pod Aljubarrotą (14.VIII.1385)
Awatar użytkownika
Raleen
Colonel Général
Posty: 38432
Rejestracja: czwartek, 22 grudnia 2005, 14:40
Lokalizacja: Warszawa
Has thanked: 1189 times
Been thanked: 689 times
Kontakt:

Re: Bitwa pod Grochowem 1831

Post autor: Raleen »

Ostrzał artyleryjski Olszyny 25 lutego

Tym razem krótko o początku walk o Olszynkę i ostrzale artyleryjskim z perspektywy oficera kawalerii, stojącego opodal i obserwującego walki.

Skoro rozwidniało, 200 dział rozpoczęło ogień na nasze linie. Pościągałem, rzecz oczywista, posterunki przed piechotą stojące, bo już nie było dla nich tam roboty, ale z regimentem pozostałem w linii za dywizyą Żymirskiego. Kule działowe i nad nami przechodziły. Dziwnie, jak wysoko strzelali. Widziałem, jak rzadko kule trafiały piechotę, przede mną stojącą. Wydawało mi się, że więcej cierpieli grenadyerzy, którzy obok szosy stali w kolumnach w rezerwie.

D. Chłapowski, Szlakiem Legionów. Z pamiętników generała Dezyderego Chłapowskiego, t. II. Wojna 1830-1831, Warszawa-Kraków 1903, s. 21
Panie, weźcie kości w rękę i wyobraźcie sobie, że gracie z królem Kastylii, i rzucając je na stół zdajecie wszystko na los bitwy. Jeśli dopisze wam szczęście, zrobicie najlepszy rzut, jaki kiedykolwiek uczynił król na ziemi; a jeśli rzut wam się nie powiedzie, inaczej nie odejdziecie z gry, jak z honorem.

Gil de Osem do króla Portugalii Jana I Dobrego przed bitwą pod Aljubarrotą (14.VIII.1385)
Awatar użytkownika
Raleen
Colonel Général
Posty: 38432
Rejestracja: czwartek, 22 grudnia 2005, 14:40
Lokalizacja: Warszawa
Has thanked: 1189 times
Been thanked: 689 times
Kontakt:

Re: Bitwa pod Grochowem 1831

Post autor: Raleen »

Bitwa pod Grochowem oczami dowódcy kawalerii (1)

Pierwsza część zmagań pod Grochowem 25 lutego 1831 we wspomnieniach gen. Dezyderego Chłapowskiego. Mają one ten walor, że autor całkowicie koncentruje się na tym co widział na własne oczy i w czym uczestniczył.

Po dwugodzinnej kanonadzie piechota rosyjska kolumnami na nasze stanowiska do ataku ruszyła i wszędzie jak wiadomo, odpartą została. Powtarzano atak po kilka razy i dopiero po południu przewyższającemi siłami udało im się opanować lasek olszowy, gdy dywizya Żymirskiego i Skrzyneckiego znaczną liczbę ludzi straciły. Jenerał Chłopicki, który z Żymirskim kilka ataków odparł, był już raz rannym, gdy prowadząc rezerwy, tak mocno ugodzony został w nogę, że spadł z konia i musiano go na Pragę odnieść. Jenerałowi Żymirskiemu kula urwała rękę, poczem wkrótce umarł. Jenerał Skrzynecki cofał się z lasku, a mocno ścigany przez chmarę flankierów, ujrzawszy moich ułanów o dwa tysiące kroków na prawo od siebie, żadnej zaś jazdy za sobą nie widząc, przysłał oficera z żądaniem, aby te ułany przyszły mu w pomoc. Oficer naturalnie udał się do mnie. Natychmiast ruszyłem, pułkownikowi Trzebuchowskiemu kazałem kłusem iść za mną, a sam galopem pospieszyłem do Skrzyneckiego po rozkaz. Po drodze, granat pękł pod koniem mego adjutanta, Stanisława Chłapowskiego, przewrócił mu konia i jego samego rzucił o kilka kroków. Chłapowski zdrowo się podniósł i po innego konia pobiegł. Jenerał Skrzynecki, poznając mnie z daleka, ruszył naprzeciw mnie i zapytał, ile mam szwadronów? Dwa tylko, odrzekłem, (dwa drugie musiałem zostawić, bo były w asekuracyi bateryi pozycyjnej za szosą, przy piechocie Szembeka). Mnie (rzekł) sześć szwadronów potrzeba, ale co masz to tem odpędź tę chmarę tyralierów za mną, ażebym bataliony mógł sformować. Mnie się zdawało, że rejterowały w porządku, ale Skrzynecki chciał i miał racyę się zatrzymać i front do nieprzyjaciela znów obrócić. Nadszedł też w kilka minut Trzebuchowski. Przez prawo do frontu szwadrony stanęły i poprowadziłem je na tyralierów rosyjskich, którzy, skoro chorągiewki nasze spostrzegli, jakby przepadli w lesie. Jednak z brzegu poza drzewami nas razili. Posunąłem się znów o 500 kroków przed Skrzyneckim, który tymczasem się sformował i front zrobił. Baterye, które stały na pozycjach na prawo i lewo lasku i strzelały dotychczas na naszą rejterująca się piechotę, teraz obróciły swój ogień na moje dwa szwadrony. Nie wyszło 10 minut, padł mi śmiertelnie w bok ranny pułkownik Trzebuchowski, kapitanowie Godurowski i Lewicki, kilku oficerów i jak później porachowano, przeszło 100 ułanów. Musiałem co chwila komenderować naprzód i posuwać się kilka kroków, ażeby się z koni zabitych wydobyć i ścisnąć szeregi. Spostrzegł to położenie moje Skrzynecki i przysłał adjutanta z rozkazem, ażebym się za piechotę rejterował. Prawie wszyscy ułani jeszcze zdrowi, zajęci byli odprowadzaniem rannych. Ledwie około 100 ludzi tylko zostało w szeregu. Kilka jeszcze minut zatrzymałem się przed laskiem, aby ułani mieli czas odprowadzić rannych ludzi i konie, bo i tych było rannych wiele w jedną nogę, a ułani niechętnie konia porzucają. Ziemia, na której stałem, była po większej części pokryta śniegiem, ale ponieważ to miejsce jest nizkie, były i lody, które jednak załamywały się pod końmi i zdradzały bagna i trzęsawiska. Stojąc tam jeszcze na dole spostrzegłem, że kirasyerzy przechodzą przez mostek na rowie przecinającym dróżkę z Ząbków do Pragi. Ciągnęli ku nam, ale przechodząc rotami przez szczupły mostek, dali nam dosyć czasu do cofnięcia się za piechotę, co też uskuteczniliśmy powoli. Zaraz wszystkich rannych wyprawiłem z ludźmi potrzebnymi do niesienia ich, lub przynajmniej do podpierania, tak, że mi tylko dwa plutony pozostały, z którymi powracałem wolno na moje stanowisko przy szosie. Pospieszyłem tedy do Filiborna, do drugich moich szwadronów, dla dowiedzenia się, czy tam co nowego nie zaszło. Pomówiłem z nim chwilę, widząc kolumny jazdy nieprzyjacielskiej postępujące i wyprzedzające swą piechotę, chciałem powrócić do szwadronów, które tyle dopiero co ucierpiały, a dla których nieszczęścia się obawiałem. Nie dojechawszy jeszcze do szosy, usłyszałem wrzawę za sobą. Ułani 2-go pułku pomieszani z kirasyerami rosyjskimi, wpadli za mną na szosę. Chcąc tę jazdę przepuścić, wstrzymałem konia, lecz porwał się za nią, zerwał łańcuszek u munsztuka, uniósł mnie między kirasyerów tak, że z nimi się do kolumny żelaznej dostałem i z pomiędzy nich się wydobyłem, kiedy ułani dwóch drugich szwadronów 2-go naszego pułku pod Mycielskim na nich wpadli i zabierali ich do niewoli.

D. Chłapowski, Szlakiem Legionów. Z pamiętników generała Dezyderego Chłapowskiego, t. II. Wojna 1830-1831, Warszawa-Kraków 1903, s. 22-24
Panie, weźcie kości w rękę i wyobraźcie sobie, że gracie z królem Kastylii, i rzucając je na stół zdajecie wszystko na los bitwy. Jeśli dopisze wam szczęście, zrobicie najlepszy rzut, jaki kiedykolwiek uczynił król na ziemi; a jeśli rzut wam się nie powiedzie, inaczej nie odejdziecie z gry, jak z honorem.

Gil de Osem do króla Portugalii Jana I Dobrego przed bitwą pod Aljubarrotą (14.VIII.1385)
Awatar użytkownika
Raleen
Colonel Général
Posty: 38432
Rejestracja: czwartek, 22 grudnia 2005, 14:40
Lokalizacja: Warszawa
Has thanked: 1189 times
Been thanked: 689 times
Kontakt:

Re: Bitwa pod Grochowem 1831

Post autor: Raleen »

Bitwa pod Grochowem oczami dowódcy kawalerii (2)

Druga część zmagań pod Grochowem 25 lutego 1831 we wspomnieniach gen. Dezyderego Chłapowskiego.

Filiborn rejterował z dywizyą Szembeka z pozostającymi tam dwoma szwadronami 4-go pułku.

Pułk ten kirasyerów, nazwany księcia Alberta, z zielonymi kołnierzami, miał sześć szwadronów. Pułkownik jego chciał pewnie otoczyć czworobok, który uformował Skrzynecki z 8-go pułku piechoty na swojem prawem skrzydle. Z trzech bowiem stron, z każdej po dwa szwadrony, zajechały i tak z trzech stron szarżę przypuściły. Gdy więc ze wszystkich stron zostały odparte, szwadrony te, które były zaszły z tyłu, drapały ku Pradze, te zaś, co z boku, uciekały ku szosie, dokądżeśmy maszerowali, to jest wszystkie prawo w tył zrobiły. Ci tylko, co szarżowali od lasku, zwrócili na pozycyę rosyjską i musieli tam nieporządku narobić, bo widać było masy kawaleryi, która jednak się nie wysunęła.

Przeleciały te kirasyery przez naszą bateryę, która już się szosą cofała. Wprawiły także w nieporządek jakiś nowy batalion piechoty. Ale że nikogo oni ani razu nie cięli, mogę zaręczyć, bo i pomiędzy nimi jechałem, nawet nas wyminęli, a na tak wysokich siedzieli koniach, że zdawało mi się, iż który z przelatujących obok mnie, butem mnie o głowę potrąci.

Naszą stronę obwiniono, że kawalerya cała została nieczynną pod Pragą i że nie usłuchała rozkazów jej danych. Nie wiem, czy odebrała jaki rozkaz, ale tego pewien jestem, że cała kawalerya nicby nie była dokazała, bo naprzód stan ziemi, śnieg, lody, błoto, bardzo niekorzystne przedstawiały pole, a powtóre, daleko jeszcze ważniejsza przeszkoda dla jazdy znajdowała się w tem, że gdyby piechota rosyjska przymuszoną została się cofać, to zaraz za sobą miała las, gdzie i najwięcej kawaleryi nicby jej zrobić nie zdołało. Tam, tylko piechota piechotą mogła być zwyciężoną.

Po południu obie dywizye grenadyerskie Szachowskiego, obszedłszy wkoło, pomaszerowały na prawe skrzydło rosyjskie. Krukowiecki ani poszedł w trop za niemi, ani, co mu jeszcze łatwiejszem było, nie przybył po odejściu grenadyerów z Białołęki wzmocnić nasze skrzydło lewe. Tym sposobem było piechoty rosyjskiej 60.000 na nasze 20.000, bośmy z południa bez Krukowieckiego więcej pewno nie mieli. Dział także było już wiele zdemontowanych, Rosyanie zaś, skoro które z ich 200 na linii było zdemontowane, zastępowali je z 100 innych, które stały w rezerwie, dla których już na ich pozycyi miejsca nie było, co sprawdzało słowa Chłopickiego, że w ściśniętej pozycyi mniejszą liczbą przeciw daleko większym siłom bić się będziem mogli.

Po szarży kirasyerów nastąpiła przerwa. Nasza piechota rejterowała się już spokojnie za dawne okopy pragskie. Może z godzinę potem, gdy już ściemniać się poczynało, wysunęły się trzy kolumny jazdy rosyjskiej, w środku głęboka kolumna kirasyerów, na ich prawem takaż ułanów, a na lewem przy szosie huzarów, które się posuwały za naszą cofającą się piechotą.

Cała nasza jazda stała jeszcze w tem samem miejscu, które zajmowała podczas całej bitwy. Rozumiałem, że jej dadzą rozkaz pomknięcia naprzód, ale zamiast tego wysunęła się przed naszą jazdę baterya rakietników, która na kolumny rosyjskie puszczać race zaczęła i zdaje się, że się pomiędzy niemi musiał zrobić nieporządek, gdyż słychać było wielką wrzawę, wiele komend i krzyków, poczem znikli. Tu była stosowna chwila puścić za nimi kilka tysięcy naszej jazdy, pole było po temu, dzieliło nas od pozycyi pierwotnej naszej kilka tysięcy kroków, – tam ich przegnawszy, bylibyśmy ich wpędzili na błota pod borem i olszynką. Rozkazu jednak takiego nikt nie dał. Jedyna to pewnie w dziejach wojennych bitwa, w które nikt z jednej strony nie dowodził. Pocóż jednak, mając za cel wzięcie Warszawy, rozdzielać się było Rosyanom od Pragi do Białołęki? Dlaczego nie maszerować jedną najlepszą drogą? Dlaczego nazajutrz po bitwie grochowskiej nie przejść przez Wisłę? z Saskiej Kępy na Szulec, gdzie jeszcze lody trzymały?

Nie opisałem tu wcale wszystkich szczegółów bitwy pod Grochowem, bo tych opisów już dosyć. Opowiedziałem tylko to, na co sam patrzałem. Z relacyi, które znam przekonałem się, ile musi być pomyłek w opisach kreślonych przez historyków, nienaocznych świadków.

Około 5-tej godziny już cicho wszędzie było, już nigdzie nieprzyjaciela nie ujrzałeś. Piechota nasza stała za starymi okopami Pragi, prócz jednej brygady z dywizyi Szembeka, która przez Saską Kępę przeszła z działami na Szulec, a zatem i Diebitsch mógłby był tam Wisłę przejść, ale zapewne z swoją piechotą porachować się nie był w stanie.

Przy pruskim komisarzu panu Kanitz był major Seydlitz, ten potem powiadał, że w armii rosyjskiej kilka dni strawiono na porządkowaniu się, potem lody puściły i cofano się w błocie, do armat musiano woły zaprzęgać. Kanitz, jak zobaczył był polskie bataliony pod Białołęką idące do ataku, odezwał się do Osten-Sackena, że nie łatwo im pójdzie przeciw takiemu wojsku.


D. Chłapowski, Szlakiem Legionów. Z pamiętników generała Dezyderego Chłapowskiego, t. II. Wojna 1830-1831, Warszawa-Kraków 1903, s. 24-26
Panie, weźcie kości w rękę i wyobraźcie sobie, że gracie z królem Kastylii, i rzucając je na stół zdajecie wszystko na los bitwy. Jeśli dopisze wam szczęście, zrobicie najlepszy rzut, jaki kiedykolwiek uczynił król na ziemi; a jeśli rzut wam się nie powiedzie, inaczej nie odejdziecie z gry, jak z honorem.

Gil de Osem do króla Portugalii Jana I Dobrego przed bitwą pod Aljubarrotą (14.VIII.1385)
Awatar użytkownika
Raleen
Colonel Général
Posty: 38432
Rejestracja: czwartek, 22 grudnia 2005, 14:40
Lokalizacja: Warszawa
Has thanked: 1189 times
Been thanked: 689 times
Kontakt:

Re: Bitwa pod Grochowem 1831

Post autor: Raleen »

Nie miałem dość zaufania do wojska naszego

O wizycie Dezyderego Chłapowskiego u gen. Chłopickiego w nocy z 25 na 26 lutego 1831.

Gdy się moje regimenta roztasowały i po furaż do magazynu wykomenderowano ludzi, pojechałem o 1-szej w nocy z ordonansem do Chłopickiego na Krakowskie Przedmieście. Zastałem go w łóżku bardzo cierpiącego na rany, które w obie otrzymał nogi, na których już starych było dosyć. Jeszcze trwał w wyobrażeniu o wielkich siłach rosyjskich i miał przekonanie, że nazajutrz przejdą Wisłę na Szulec i wezmą Warszawę. A powtarzał mi kilka razy: Nie miałem dość zaufania do wojska naszego – tak szło na bagnety, że można było wszystko pobić, gdyby był Krukowiecki przybył z starym moim Małachowskim. Nie miałem wyobrażenia, że żołnierze, którzy jeszcze na wojnie nie byli, tak pójdą. – Tu się podniósł trochę na łóżku, ale zaraz opadł. – Darmo (mówił dalej) trzeba mi umykać. – Czy masz pieniądze? – Mogę mieć, jenerale, ale jenerał poszlij którego oficera z asygnacją, ile chcesz, pewnie będziesz mógł podpisać, a jeśli rano tych pieniędzy mieć nie będziesz, to przyszlij do mnie do Łazienek, gdzie 4-ty ułanów stoi. – Zaraz mu przysłano 10 razy tyle, ile chciał, bo tysiąc dukatów i wyjechał drugiego dnia do Krakowa.

D. Chłapowski, Szlakiem Legionów. Z pamiętników generała Dezyderego Chłapowskiego, t. II. Wojna 1830-1831, Warszawa-Kraków 1903, s. 27
Panie, weźcie kości w rękę i wyobraźcie sobie, że gracie z królem Kastylii, i rzucając je na stół zdajecie wszystko na los bitwy. Jeśli dopisze wam szczęście, zrobicie najlepszy rzut, jaki kiedykolwiek uczynił król na ziemi; a jeśli rzut wam się nie powiedzie, inaczej nie odejdziecie z gry, jak z honorem.

Gil de Osem do króla Portugalii Jana I Dobrego przed bitwą pod Aljubarrotą (14.VIII.1385)
ODPOWIEDZ

Wróć do „Historia XIX wieku”