Virgin Queen (GMT)

Planszowe gry historyczne (wojenne, strategiczne, ekonomiczne, symulacje konfliktów) dotyczące XVI, XVII i XVIII wieku.
ODPOWIEDZ
RAJ
Général de Brigade
Posty: 2653
Rejestracja: czwartek, 14 maja 2015, 14:09
Has thanked: 1 time
Been thanked: 1 time

Re: Virgin Queen (GMT)

Post autor: RAJ » wtorek, 27 lutego 2018, 13:27

Raleen pisze:Mecenat jest mocno niepewny, więc wydawanie na to punktów to duże ryzyko
No tak, bo wojna to gwarantowany sukces... :)
"Jest to gra planszowa. Każdy gracz ma planszę i lutuje nią przeciwnika." - cytat za "7 krasnoludków - historia prawdziwa."
Awatar użytkownika
Raleen
Colonel Général
Posty: 35157
Rejestracja: czwartek, 22 grudnia 2005, 14:40
Lokalizacja: Warszawa
Has thanked: 22 times
Been thanked: 5 times
Kontakt:

Re: Virgin Queen (GMT)

Post autor: Raleen » wtorek, 27 lutego 2018, 13:42

RAJ pisze:
Raleen pisze:Mecenat jest mocno niepewny, więc wydawanie na to punktów to duże ryzyko
No tak, bo wojna to gwarantowany sukces... :)
Jak się zbierze odpowiednią przewagę, albo ma odpowiednią kartę na ręku... :)

Na Mecenat nie ma prawie w ogóle możliwości wpływania, poza jedną kartą dającą modyfikację do rzutu, co niczego jeszcze nie przesądza.

Swoją drogą, chętnie kiedyś przetestuję grę pod tym kątem, ale musiałaby być bardzo doświadczona i przygotowana do rozgrywki ekipa i mieć czas o jednej porze... a to się b. rzadko zdarza.
Panie, weźcie kości w rękę i wyobraźcie sobie, że gracie z królem Kastylii, i rzucając je na stół zdajecie wszystko na los bitwy. Jeśli dopisze wam szczęście, zrobicie najlepszy rzut, jaki kiedykolwiek uczynił król na ziemi; a jeśli rzut wam się nie powiedzie, inaczej nie odejdziecie z gry, jak z honorem.

Gil de Osem do króla Portugalii Jana I Dobrego przed bitwą pod Aljubarrotą (14.VIII.1385)
RAJ
Général de Brigade
Posty: 2653
Rejestracja: czwartek, 14 maja 2015, 14:09
Has thanked: 1 time
Been thanked: 1 time

Re: Virgin Queen (GMT)

Post autor: RAJ » wtorek, 27 lutego 2018, 13:48

Raleen pisze:Jak się zbierze odpowiednią przewagę, albo ma odpowiednią kartę na ręku... :)
A ta przewaga to niby skąd? Trzeba tony CP na to wydać bez żadnej gwarancji sukcesu.
"Jest to gra planszowa. Każdy gracz ma planszę i lutuje nią przeciwnika." - cytat za "7 krasnoludków - historia prawdziwa."
yachu
Enfant de troupe
Posty: 4
Rejestracja: niedziela, 9 maja 2010, 16:11
Lokalizacja: Warszawa
Kontakt:

Re: Virgin Queen (GMT)

Post autor: yachu » wtorek, 27 lutego 2018, 14:37

W grze opisanej przez Ernesta byłem Cesarzem i muszę podnieść, że sprawa z Turkiem nie była taka prosta, że dał ciała. Od początku opłacałem go dawaniem mu i zagrywaniem korzystnych kart (Turek dostał ode mnie bunt Morysków, własnoręcznie zagrałem też kartę likwidującą wojska hiszpańskie w Niderlandach a nawet nawróciłem na protestantyzm tamtejsze klucze aby przyspieszyć bunt Protestanta i otwarcie drugiego frontu). Pokój z nim był więc uczciwie kupiony. Problemem było, ze w pierwszej turze był rozstrzygany status Wenecji, którą szczęśliwym rzutem przejął Hiszpan, jednocześnie zgarniając przed końcem tury część skarbów. Spowodowało to, że nagle flota Hiszpańska na Morzu Śródziemnym stała się silniejsza od Tureckiej, co zaburzyło układ sił (Wenecja pozostała zresztą do końca gry hiszpańska i Turek po prostu nie mógł tego odwojować, choć raz był blisko - po prostu kości zawiodły). Budę wziąłem, żeby mieć Master of Central Europe, ale Turek (męczony też wojną w Persji) wiedział, że na trzy fronty nie da rady i zgodził się na oddanie tego klucza i pokój w zamian za dalszą pomoc przeciwko Hiszpanii.
Metz zbuntowałem i wziąłem w pierwszej turze, dzięki czemu nie miałem wojny z Francją, która nie miała czasu go odwojować, bo była zajęta Hugenotami, tracąc też Szkocję na rzecz Anglii. Startowa wojna angielsko-francuska trwałą całą grę i Anglia po zajęciu Szkocji zaczęła desanty na północy Francji, co pozwoliło mi spokojnie trzymać Metz. Obawiając się jednak, że Francja upadnie, co turę podsyłałem jej trochę najemników w zamian za karty i skarby. Wielkie koalicje powstały wraz z Ligą Katolicką i rozpadem sojuszu Francusko-Hiszpańskiego, trwającego od początku gry. Trzymałem Elokwentnego ambasadora od paru tur czekając aż będzie okazja do podebrania komuś trzeciego klucza i po cichu kupowałem wpływy u Papieża. Kiedy powstały koalicje uznałem, że Francja, atakowana również przez Hiszpanię będzie najłatwiejszym celem i tak zająłem trzeci klucz - Lyon. Impuls później rzuciłem ambasadora, bo wszyscy ogarnęli się, że to ja jestem największym zagrożeniem i musiałem kończyć grę.
Awatar użytkownika
Raleen
Colonel Général
Posty: 35157
Rejestracja: czwartek, 22 grudnia 2005, 14:40
Lokalizacja: Warszawa
Has thanked: 22 times
Been thanked: 5 times
Kontakt:

Re: Virgin Queen (GMT)

Post autor: Raleen » wtorek, 27 lutego 2018, 14:46

RAJ pisze:
Raleen pisze:Jak się zbierze odpowiednią przewagę, albo ma odpowiednią kartę na ręku... :)
A ta przewaga to niby skąd? Trzeba tony CP na to wydać bez żadnej gwarancji sukcesu.
To znaczy zgodzę się na pewno co do tego, że najczęściej nie ma gwarancji sukcesu i że wojna zwykle więcej kosztuje w CP, chyba że wojsko i tak mamy blisko celu a dybiemy na jakąś posiadłość (pole kluczowe), która jest blisko, przeciwnik jest słabszy i/lub mamy do tego jeszcze jakąś kartę, która pozwala nam wierzyć w sukces.

Jeśli liczymy, raczej należałby policzyć czy i które potęgi mogą wygrać samymi VP za patronaty. Cesarstwo zapewne tak. Francja jeśli będzie otrzymywać VP za małżeństwa i kontrolę Paryża, też na pewno może wygrać. Inni - mam wątpliwości. Oczywiście przy szczęśliwym zbiegu okoliczności - zawsze. To powinno determinować strategię poszczególnych potęg w grze, ale ilu graczy próbowało robić kiedykolwiek tego typu kalkulację i w oparciu o nią grać? A do tego to trzeba, by także inni grali odpowiednio optymalnie (na swoją rzecz i na rzecz tego, żeby ci, którzy mogą wygrać z samego Mecenatu itp. nie wygrali).
Panie, weźcie kości w rękę i wyobraźcie sobie, że gracie z królem Kastylii, i rzucając je na stół zdajecie wszystko na los bitwy. Jeśli dopisze wam szczęście, zrobicie najlepszy rzut, jaki kiedykolwiek uczynił król na ziemi; a jeśli rzut wam się nie powiedzie, inaczej nie odejdziecie z gry, jak z honorem.

Gil de Osem do króla Portugalii Jana I Dobrego przed bitwą pod Aljubarrotą (14.VIII.1385)
Awatar użytkownika
Ernest von Lauenburg
Adjudant
Posty: 243
Rejestracja: środa, 10 lutego 2016, 01:06

Re: Virgin Queen (GMT)

Post autor: Ernest von Lauenburg » sobota, 27 października 2018, 19:34

Kolejna gra i znowu...
Wygrana Francji na punkty. Myślę, że złożyło się na to kilka kwestii. Po pierwsze jako Hiszpania grałem chyba zbyt pasywnie, zaniedbując armię i flotę. Graliśmy w scenariusz turniejowy i w 2. (4.) Turze dostałem dużo kart przeciwko Anglii, próbowałem więc wywołać rebelię, co niestety mimo rzutu 11 do 5 nie przyniosło żadnych efektów. Jako że miałem chyba 21 punktów to zawiązała się przeciwko mnie koalicja Protestantów, Anglii i Cesarstwa (z Turcją miałem wojnę od początku), przez co straciłem Madryt, Brukselę i Maltę, a pewnie straciłbym może i więcej. Niestety Francuz musiał wyjść, rzuciliśmy więc na patronat i małżeństwa...
I dostał 3 punkty za sztukę, 1 za ślub Walezjuszy i 1 za Paryż, zyskując 25 punktów. W tym momencie skończyliśmy grę. Protestant zapomniał, że jako sojusznik nie może wywoływać rebelii i nic się nie dało już zrobić.

Przy okazji chciałem spytać, co sądzicie o zasadzie, że nie można szturmować, gdy wróg ma flotę na akwenie obok. Zdaniem moich współgraczy jest ona absurdalna. Istotnie klimatycznie trudno rzec co ona symbolizuje. Czy ktoś próbował grać bez niej lub jakoś ją zmieniać?
"Chcesz wiedzieć, jak wyglądała dawna chwała twojego Rzymu?
Spójrz na nasze państwo!
Na nas przeszła wraz z władzą cesarską. Tytuł cesarski nie przypadł nam nagi. Przybył odziany w swą siłę, klejnoty swoje przynosząc ze sobą. Twoi konsulowie są u nas. U nas twój senat. U nas wojsko twoje!"
Fryderyk I "Barbarossa" von Staufen do papieża Hadriana IV przed koronacją na cesarza.
Awatar użytkownika
Raleen
Colonel Général
Posty: 35157
Rejestracja: czwartek, 22 grudnia 2005, 14:40
Lokalizacja: Warszawa
Has thanked: 22 times
Been thanked: 5 times
Kontakt:

Re: Virgin Queen (GMT)

Post autor: Raleen » sobota, 27 października 2018, 20:25

Myślę, że jakąś pokutę powinieneś odprawić za takie klęski domu habsburskiego, jakie tu opisujesz ;).

Zasada z flotą może się wydawać trochę abstrakcyjna, ale z drugiej strony utrudnia zdobywanie Wenecji czy Genui (tej drugiej zwłaszcza przez Francuzów). Powstają ciekawe zależności na północy przy opanowywaniu Szkocji przez Anglię. Szczerze powiedziawszy jakoś nie jestem ani wielkim jej fanem ani przeciwnikiem. Natomiast jej porzucenie może trochę zmieniać grę w niektórych rejonach planszy. Grywalnościowo daje więcej możliwości przerwania oblężenia, co jest korzystne dla gry.
Panie, weźcie kości w rękę i wyobraźcie sobie, że gracie z królem Kastylii, i rzucając je na stół zdajecie wszystko na los bitwy. Jeśli dopisze wam szczęście, zrobicie najlepszy rzut, jaki kiedykolwiek uczynił król na ziemi; a jeśli rzut wam się nie powiedzie, inaczej nie odejdziecie z gry, jak z honorem.

Gil de Osem do króla Portugalii Jana I Dobrego przed bitwą pod Aljubarrotą (14.VIII.1385)
Awatar użytkownika
Raleen
Colonel Général
Posty: 35157
Rejestracja: czwartek, 22 grudnia 2005, 14:40
Lokalizacja: Warszawa
Has thanked: 22 times
Been thanked: 5 times
Kontakt:

Re: Virgin Queen (GMT)

Post autor: Raleen » sobota, 8 grudnia 2018, 23:28

Dziś w klubie AGRESOR odbyła się bardzo dobra rozgrywka w "Virgin Queen" po raz kolejny zadając kłam twierdzeniom niektórych graczy, że to nudna gra i że chodzi w niej głównie o to by zdobywać punkty na patronatach i małżeństwach królewskich. Osobiście, mam powody do zadowolenia, bo udało mi się zwyciężyć Protestantem, którym też ponoć na ogół trudno wygrać (z mojej praktyki wynika, że różnie bywa). W 5 turze walka o zwycięstwo toczyła się do ostatniej chwili i trzy potęgi były o włos. Najbliżej byli Anglicy, którzy już w trakcie tury, po przeprowadzeniu 2 razy piractwa Drake'iem, nabili sobie 2 punkty zwycięstwa (Drake ma specjalną zdolność pozwalającą wybierać nagrodę za udane piractwo, więc pod koniec gracz angielski wybierał oczywiście punkty zwycięstwa) i tak mieli już 24 punkty, a na koniec tury dostawali jeszcze 1 punkt za Elżbietę pozostającą w stanie niezamężnym i dodatkowo zasponsorowali artystę. Osiągnięcie pułapu 25 punktów zwycięstwa na koniec tury daje zwycięstwo (jest to jeden ze sposobów wygrania gry). Drugim kandydatem do zwycięstwa była Hiszpania, której brakowało już bardzo niewiele kluczy by odsłonić ostatnie pole i uzyskać automatyczne zwycięstwo. Hiszpanie nie mogli się jednak do końca zdecydować. Zbudowali ogromną flotę. W tym celu wypożyczyli całą (!) flotę francuską, kontrolowali także Wenecję i Papiestwo, ale nawet tego było im mało... Wypożyczyli jeszcze eskadrę od Cesarza Rzymskiego Narodu Niemieckiego, stacjonująca w Trieście. Wyszła im naprzeciw flota turecka, która zdołała zadać ciężkie straty eskadrze francuskiej, zanim Hiszpanie połączyli siły (ku utrapieniu gracza francuskiego, który umówił się wcześniej z Hiszpanami, że w razie bitwy jego jednostki nie będą wykorzystywane do absorbowania strat). Potem jednak Turcy zostali rozgromieni na morzu. Następnie Hiszpanie uderzyli na turecki Algier, który zdobyli. Turcy jednak nie odpuszczali, zagrażając Wenecji i nieśmiało planując nawet desant w Italii, z wykorzystaniem resztek swojej floty. Tymczasem miasta tureckie nad Bosforem miały zaledwie szkieletowe załogi. Wtedy okazało się jednak, że Hiszpanom zostało już bardzo niewiele kart, bodaj 2. Postanowili więc spełnić swoje marzenie i zaatakować Anglię, która w dodatku była o włos od zwycięstwa (z tego punktu widzenia było to posunięcie jak najbardziej uzasadnione). Celem hiszpańskiej armady był słabo obsadzony przez angielskie oddziały Dublin. Na Kanale doszło do wielkiej bitwy, w której flota niemal wszystkich państw europejskich (z wyjątkiem Turcji i Protestantów), włącznie z Wielką Armadą, została pobita przez znacznie mniej liczną flotę angielską (mimo że Hiszpanie rzucali w bitwie 26 kostkami, a Anglicy 13). Było to spowodowane głównie tym, że Anglicy zbudowali swoje nowoczesne galeony (race built galeons, które są dużo mniej podatne na straty). Tym sposobem Anglii udało się odeprzeć inwazję na morzu. Równocześnie musiała jednak toczyć walkę wywiadowczą z Cesarstwem, które podjęło próbę zamordowania Elżbiety, niestety dla Cesarstwa nieudaną.

Tymczasem sytuacja Francji, która na początku piątej tury sprzymierzyła się z Hiszpanią, była trudna. Wypowiedziała ona bowiem wojnę Protestantom, posiadającym we Francji niemal równe siły co król Henryk III, ale znacznie więcej zasobów (w kartach). Jednak gdy przyszło do ataków na hugenockie twierdze, okazało się, że przeciwnik dysponuje flotą. Tymczasem całą swoją flotę Francuzi wypożyczyli Hiszpanom, by dopomóc w sławetnej inwazji na Anglię (!). I tak z prób odbijania twierdz nic nie wyszło. Co więcej, atakując przy wyrównanych siłach na armię Henryka z Nawarry, stojącą opodal La Rochelle, Francuzi ponieśli klęskę w polu. Wreszcie przyszedł czas na Protestantów. Posiadali oni w kartach pewne atuty zarówno przeciwko Hiszpanom, jak i Anglii. Na zablokowanie marszu ku zwycięstwu obu potęg nie mieli jednak dość sił. Szczęśliwie Hiszpanie, ruszając swoją flotą na Anglię, właściwie pozbawili się szans na zwycięstwo, związali natomiast Anglików i napędzili im niezłego stracha. O wyniku rozgrywki przesądziło powstanie szkockich lordów. Co prawda Anglicy wytrwale budowali poparcie dla swoich rządów w Szkocji i było ono dość duże, ale Protestantom, poświęcając aż 2 karty, udało się uzyskać maksymalne poparcie i tym sposobem Anglia straciła kontrolę nad Szkocją, a tym samym 2 punkty zwycięstwa. Protestanci zyskali zaś czwarty klucz poza Niderlandami. Wszyscy poza Protestantami i Cesarstwem nie mieli już kart i wtedy przyszedł czas na ostatnią akcję Protestantów z karty rebelii szkockich lordów (jest to karta obowiązkowa, więc obok wydarzenia, które zachodzi, zagrywający otrzymuje jeszcze punkty operacyjne). Karta miała zaledwie wartość 2, ale okazało się, że wystarczyło to do przeprowadzenia skutecznej rebelii jednym z pól kluczowych w południowo wschodniej Francji, okupowanym przez zaledwie jedną regularną jednostkę Francuzów. W ten sposób Protestanci opanowali piąte pole kluczowe poza Niderlandami i uzyskali automatyczne zwycięstwo.
Panie, weźcie kości w rękę i wyobraźcie sobie, że gracie z królem Kastylii, i rzucając je na stół zdajecie wszystko na los bitwy. Jeśli dopisze wam szczęście, zrobicie najlepszy rzut, jaki kiedykolwiek uczynił król na ziemi; a jeśli rzut wam się nie powiedzie, inaczej nie odejdziecie z gry, jak z honorem.

Gil de Osem do króla Portugalii Jana I Dobrego przed bitwą pod Aljubarrotą (14.VIII.1385)
Awatar użytkownika
Ernest von Lauenburg
Adjudant
Posty: 243
Rejestracja: środa, 10 lutego 2016, 01:06

Re: Virgin Queen (GMT)

Post autor: Ernest von Lauenburg » poniedziałek, 10 grudnia 2018, 09:52

Ja również dziękuję za grę!
Cóż, niestety znowu mi się przytrafiło "przyblokowanie" - mimo iż miałem w zasadzie wszystkie żetony pod bronią, nie bardzo miałem kogo zaatakować, bowiem groziła mi wojna na 2 fronty. Wprawdzie udało mi się umocnić granicę z Turcją "linią Hunyadego" - fortami w Pressburgu, Szigetvarze oraz dobudowanym w Agram z załogami 3-4 jednostek (potem poszerzoną o Budę) i mając w Wiedniu obu wodzów z 14 jednostkami nie musiałem obawiać się Turcji. Z drugiej strony być może mogłem śmielej pójść na Belgrad, ale był tam czwórkowy garnizon i bałem się, że w razie klęski stracę Budę od kontrataku. Z kolei walki o Metz skończyły się nierozstrzygnięciem (mimo wygranej bitwy i 1 albo 2 prób szturmu nie udało się go zdobyć) i zawarłem potem pokój z Francją, być może również zbyt pochopnie, ale raczej nie dałbym rady bronić się przed i Francją i Turcją, nawet gdyby Hugenoci bardziej zaatakowali tę pierwszą, zwłaszcza że miałem już wszystkie żetony pod bronią a na zachodzie i tak jedynkowe garnizony.

W każdym razie jednak chciałem powiedzieć więcej o czymś innym. W sumie dochodzę do wniosku, że najbardziej w tej grze, podobnie jak i HISie (oprócz oczywiście chorych tam zasad religijnych) denerwują mnie 2 ahistoryczne kwestie:
1. kwestie morskie,
2. brak utrzymania wojsk.

Zwłaszcza ta druga drażni, bowiem w którymś momencie gry gracze po prostu mają wielkie doomstacki i jeśli nikt ich nie zaatakuje mogą one rosnąć aż do limitu żetonów. Nie mam pomysłu co z tym zrobić.
Natomiast na 1. mam kilka pomysłów. Oto one:
1. koniec z absurdalnymi "mostami" rodem z "Gry o tron". Proponuję, by wszystkie floty mogły transportować armie tak jak Armada - każda eskadra może przenosić 2 jednostki (korsarz 1). Będąc w porcie statki mogą za darmo zabierać armie, zaś za 1 CP formacje mogą wchodzić z pola z portem na flotę na sąsiednim akwenie i schodzić z floty na port, w tym również port przeciwnika. Flota robiąc ruch morski zabiera z sobą armię. Niszcząc flotę obrońcy w porcie można za darmo wysadzić armię z floty. Armie mogą się wycofywać na sąsiednie floty. LOC na potrzeby szturmu jest wtedy, gdy na sąsiednim akwenie stoi flota która NIE MUSI mieć połączenia ze stolicą (ew. może zaopatrywać tylko tyle wojsk ile może transportować). Gdy flota jest zatapiana tak że załoga przekracza jej pojemność, należy usunąć tych nadmiarowych żołnierzy.
2. Na wiosnę armia może wejść na flotę w porcie i jeśli na żadnym sąsiednim akwenie nie ma floty PRZECIWNIKA można wypłynąć na sąsiedni akwen (tylko jeden) oraz zejść z floty na przyjazne pole.
3. Na zimę armie po drugiej stronie morza muszą wycofywać się na statki, te zaś mogą wycofać do portu z połączeniem lądowym do stolicy, nawet przez akweny z flotami wroga. Jeśli jakieś jednostki nie mieszczą się lub flota ich została zatopiona, zostają gdzie stały i tracą połowę sił, chyba że to pole przez nie oblegane, wówczas muszą posunąć się o pole, a jeśli nie mogą, są niszczone.
4. Kwestia blokad - statki obrońcy na akwenie obok obleganej twierdzy nie blokują szturmu, ale każda eskadra zabiera atakującemu 1 kostkę. Przy 0 kostek oczywiście nie można szturmować. Zdrada i ta druga karta negują tę właściwość. Zastanawiam się, czy powinno to dotyczyć również flot w porcie, o ile przeciwnik nie ma większej na akwenie, ale raczej nie - w końcu jaki pożytek z floty zacumowanej w obleganym porcie?

Generalnie motto tych zmian to mniej "Gry o tron", więcej Europy Universalis. Chciałby ktoś kiedyś zagrać na takie zasady? W sumie w HISa też by pasowały.
"Chcesz wiedzieć, jak wyglądała dawna chwała twojego Rzymu?
Spójrz na nasze państwo!
Na nas przeszła wraz z władzą cesarską. Tytuł cesarski nie przypadł nam nagi. Przybył odziany w swą siłę, klejnoty swoje przynosząc ze sobą. Twoi konsulowie są u nas. U nas twój senat. U nas wojsko twoje!"
Fryderyk I "Barbarossa" von Staufen do papieża Hadriana IV przed koronacją na cesarza.
Awatar użytkownika
Raleen
Colonel Général
Posty: 35157
Rejestracja: czwartek, 22 grudnia 2005, 14:40
Lokalizacja: Warszawa
Has thanked: 22 times
Been thanked: 5 times
Kontakt:

Re: Virgin Queen (GMT)

Post autor: Raleen » poniedziałek, 10 grudnia 2018, 16:02

Dyskusja co do Twoich pomysłów przeniosła się do wątku o HIS...

Natomiast nawiązując do naszej ostatniej rozgrywki ja mam takie pytanie czy w zasadach (albo na żetonach) są jakieś limity punktów zwycięstwa, które można uzyskać za piractwo? Bo przyznam, że z przerażeniem patrzyłem ostatnio jak gracza angielski nabijał je Drake'iem. Inna sprawa, że Hiszpania mu na to pozwoliła, bo nie obstawiła w ogóle Nowego Świata fortecami i patrolami, co spowodowało, że piraci mogli operować dość swobodnie.
Panie, weźcie kości w rękę i wyobraźcie sobie, że gracie z królem Kastylii, i rzucając je na stół zdajecie wszystko na los bitwy. Jeśli dopisze wam szczęście, zrobicie najlepszy rzut, jaki kiedykolwiek uczynił król na ziemi; a jeśli rzut wam się nie powiedzie, inaczej nie odejdziecie z gry, jak z honorem.

Gil de Osem do króla Portugalii Jana I Dobrego przed bitwą pod Aljubarrotą (14.VIII.1385)
Awatar użytkownika
Ernest von Lauenburg
Adjudant
Posty: 243
Rejestracja: środa, 10 lutego 2016, 01:06

Re: Virgin Queen (GMT)

Post autor: Ernest von Lauenburg » poniedziałek, 10 grudnia 2018, 16:04

Wydaje mi się, że jedyny limit, to 3 próby pirackie na turę.
"Chcesz wiedzieć, jak wyglądała dawna chwała twojego Rzymu?
Spójrz na nasze państwo!
Na nas przeszła wraz z władzą cesarską. Tytuł cesarski nie przypadł nam nagi. Przybył odziany w swą siłę, klejnoty swoje przynosząc ze sobą. Twoi konsulowie są u nas. U nas twój senat. U nas wojsko twoje!"
Fryderyk I "Barbarossa" von Staufen do papieża Hadriana IV przed koronacją na cesarza.
ODPOWIEDZ

Wróć do „XVI-XVIII wiek”