[GBAR] Guilford (GMT)

Planszowe gry historyczne (wojenne, strategiczne, ekonomiczne, symulacje konfliktów) dotyczące XVI, XVII i XVIII wieku.
Awatar użytkownika
Arteusz
Praetor
Posty: 3182
Rejestracja: niedziela, 7 października 2007, 16:17
Lokalizacja: Kielce

[GBAR] Guilford (GMT)

Post autor: Arteusz » wtorek, 1 grudnia 2009, 13:00

Trzecia odsłona serii. Przenosimy się na południe Stanów i mamy do rozegrania dwie bitwy gen. Greene. Pod Guilford Courthouse i Eutaw Springs. Rozgrywka jest bardzo szybka jakieś 2-3 godziny, zasady takie same jak w reszcie serii. Gra świetnie oddaje zachowanie się milicji stanowych w bitwach tego okresu.
http://www.gmtgames.com/p-16-guilford.aspx
http://www.boardgamegeek.com/boardgame/7086

Dwa minusy.
1. Gra jest niedostępna w sprzedaży i GMT na razie nie planuje dodruku, tylko rynek wtórny.
2. Starcie pod Guilford jest do jednej bramki z uwagi na znaczny udział słabej milicji u Amerykanów. Historyczny wyczyn Mariona pod Cowpens tutaj nie został skopiowany przez Greene mimo iż ten zastosował taką sama taktykę. Aby otrzymać balans trzeba rozgrywać dwie partie naprzemiennymi stronami i sumować PZ. Dobrze że rozgrywka jest dość krótka i da się wyrobić dwie gry w 4 godz.

Swoją droga przeglądając neta znalazłem stronkę opisującą najważniejsze bitwy brytyjskie w historii. Te do Rewolucji Amerykańskiej są dobrze opisane, z fajnymi ilustracjami, ale szkice planów bitew są znacznie uproszczone. http://www.britishbattles.com/battle-guilford.htm

Recenzja gry na Portalu Strategie:
http://portal.strategie.net.pl/index.ph ... Itemid=119

Tłumaczenie zasad systemu do ściągnięcia na Portalu Strategie:
http://portal.strategie.net.pl/index.ph ... Itemid=217
Ostatnio zmieniony piątek, 25 lutego 2011, 21:39 przez Arteusz, łącznie zmieniany 2 razy.
Moje gry
Szlachectwa nie nabiera się przez urodzenie, ale przez czyny.
"Moim obowiązkiem, jako patrioty, nie jest umrzeć za swój kraj, ale sprawić, żeby wróg oddał życie za własny".
Awatar użytkownika
Raleen
Colonel Général
Posty: 36273
Rejestracja: czwartek, 22 grudnia 2005, 14:40
Lokalizacja: Warszawa
Has thanked: 176 times
Been thanked: 116 times
Kontakt:

Post autor: Raleen » wtorek, 1 grudnia 2009, 15:38

Arteusz pisze:Gra świetnie oddaje zachowanie się milicji stanowych w bitwach tego okresu.
Ucieka, gdzie pieprz rośnie? Czy coś jeszcze? :)
Arteusz pisze:Swoją droga przeglądając neta znalazłem stronkę opisującą najważniejsze bitwy brytyjskie w historii. Te do Rewolucji Amerykańskiej są dobrze opisane, z fajnymi ilustracjami, ale szkice planów bitew są znacznie uproszczone. http://www.britishbattles.com/battle-guilford.htm
Niestety, widać tu dobrze, jak na zachodzie są z pewnymi rzeczami do przodu. My może też za jakiś czas doczekamy się takich stronek dot. naszej historii.
Panie, weźcie kości w rękę i wyobraźcie sobie, że gracie z królem Kastylii, i rzucając je na stół zdajecie wszystko na los bitwy. Jeśli dopisze wam szczęście, zrobicie najlepszy rzut, jaki kiedykolwiek uczynił król na ziemi; a jeśli rzut wam się nie powiedzie, inaczej nie odejdziecie z gry, jak z honorem.

Gil de Osem do króla Portugalii Jana I Dobrego przed bitwą pod Aljubarrotą (14.VIII.1385)
Awatar użytkownika
Arteusz
Praetor
Posty: 3182
Rejestracja: niedziela, 7 października 2007, 16:17
Lokalizacja: Kielce

Post autor: Arteusz » wtorek, 1 grudnia 2009, 20:46

Raleen pisze:
Arteusz pisze:Gra świetnie oddaje zachowanie się milicji stanowych w bitwach tego okresu.
Ucieka, gdzie pieprz rośnie? Czy coś jeszcze? :)
W Guilford to co z historycznego punktu widzenia można nazwać milicją (czyli oddziałami nie opłacanymi przez kongres) po stronie amerykańskiej dzieli się na:
oddziały stanowe (te są całkiem niezłe, bez rewelacji ale da się nimi coś zdziałać)
zwykłą milicję (przeważa liczebnie, ale słabe morale czyni z niej wojsko tylko gdy stacjonuje z lepszym oddziałem, sama milicja idzie w rozsypkę po pierwszym starciu. Ciężko to zebrać później na powrót)
i partyzantów (oddział Francisa Mariona, słynnego w USA patrioty ochrzczonego przez Brytyjczyków "Bagiennym lisem" - taki protoplasta głównego bohatera w filmie "Patriot", bo film dość luźno trzyma się historii. Ale wracając do jego umiejętności w grze to stoi wyżej niż oddziały stanowe)
Jest jeszcze trochę oddziałów armii kontynentalnej.
I teraz najlepsze. W bitwie pod Guilford pierwsze dwie linie to milicja. Brytyjczycy przechodzą po nich jak podczas spacerku w parku. Historycznie do bólu. Całość wojska amerykańskich to 3/4 milicji.
Bitwa nad jeziorkiem Eutaw Springs jest inna, bo milicji tam jest stosunkowo niedużo i to Amerykanie atakują. Jest wyrównanie.
Moje gry
Szlachectwa nie nabiera się przez urodzenie, ale przez czyny.
"Moim obowiązkiem, jako patrioty, nie jest umrzeć za swój kraj, ale sprawić, żeby wróg oddał życie za własny".
Awatar użytkownika
Arteusz
Praetor
Posty: 3182
Rejestracja: niedziela, 7 października 2007, 16:17
Lokalizacja: Kielce

Post autor: Arteusz » sobota, 26 grudnia 2009, 14:54

Trochę więcej o Francisie Marionie:
http://pl.wikipedia.org/wiki/Francis_Marion
http://www.state.sc.us/scdah/exhibits/r ... arion1.htm

Filmik o bohaterze (opowiada jakiś doktor z uniwersytetu im. Francisa Mariona):
http://www.youtube.com/watch?v=lSw7ms2qUKw

Animacja bitwy pod Guliford
http://www.youtube.com/watch?v=XpiretI7BHM
Moje gry
Szlachectwa nie nabiera się przez urodzenie, ale przez czyny.
"Moim obowiązkiem, jako patrioty, nie jest umrzeć za swój kraj, ale sprawić, żeby wróg oddał życie za własny".
Awatar użytkownika
clown
Général de Division Commandant de place
Posty: 4627
Rejestracja: poniedziałek, 9 stycznia 2006, 17:07
Lokalizacja: Festung Stettin
Has thanked: 1 time
Been thanked: 5 times

Post autor: clown » sobota, 26 grudnia 2009, 22:05

Ładne - widzę Arteuszu, że się mocno wciągnąłeś :) i pewnie czekasz już na wydanie Washington's War :)
"Cała kraina gier jest oczywiście krainą maniactwa, a jednak rejon gier naśladowczo-wojennych jest w tej krainie bardziej maniacki niż inne rejony. Jak na mój gust, jest to już 'konik' posunięty zbyt daleko, hermetyczny, bez przyszłości."
Awatar użytkownika
Arteusz
Praetor
Posty: 3182
Rejestracja: niedziela, 7 października 2007, 16:17
Lokalizacja: Kielce

Post autor: Arteusz » niedziela, 27 grudnia 2009, 10:36

Oj tak, ale również na Pensacolę, Germantown i następne gry z serii (bo na 100% będą). Zostało jeszcze kilka fajnych bitew: Yorktown, Camden, BunkerHill, Trenton...
Moje gry
Szlachectwa nie nabiera się przez urodzenie, ale przez czyny.
"Moim obowiązkiem, jako patrioty, nie jest umrzeć za swój kraj, ale sprawić, żeby wróg oddał życie za własny".
Awatar użytkownika
clown
Général de Division Commandant de place
Posty: 4627
Rejestracja: poniedziałek, 9 stycznia 2006, 17:07
Lokalizacja: Festung Stettin
Has thanked: 1 time
Been thanked: 5 times

Post autor: clown » niedziela, 27 grudnia 2009, 11:37

Tak - uniwersalność tej serii to jej największa zaleta. Zobacz, że po zagraniu w jedną, przesiadanie się na następne jest łatwe i przyjemne - nie ma ponownego wgryzania się w przepisy itd.
Marzę o podobnej serii napoleońskiej już od paru lat :(
"Cała kraina gier jest oczywiście krainą maniactwa, a jednak rejon gier naśladowczo-wojennych jest w tej krainie bardziej maniacki niż inne rejony. Jak na mój gust, jest to już 'konik' posunięty zbyt daleko, hermetyczny, bez przyszłości."
Awatar użytkownika
Arteusz
Praetor
Posty: 3182
Rejestracja: niedziela, 7 października 2007, 16:17
Lokalizacja: Kielce

Post autor: Arteusz » niedziela, 27 grudnia 2009, 13:10

Zadziwiające, że dość proste przepisy potrafią odwzorować różne bitwy (o różnym przebiegu) i to z przyzwoitym realizmem. Przykładem jest tutaj Guilford (a dokładnie druga bitwa w tym pudełku - Eutaw Springs) gdzie świetnie oddano plądrowanie obozu brytyjskiego przez oddziały milicji i wynikłe z tego problemy. Kilka linijek tekstu ze współczynnikami zamieszania, w które mogą wpaść dane oddziały i po sprawie. Prosto i genialnie. A takich przykładów w reszcie gier też jest kilka: problemy z hierarchią dowodzenia, obleganie itp.
Moje gry
Szlachectwa nie nabiera się przez urodzenie, ale przez czyny.
"Moim obowiązkiem, jako patrioty, nie jest umrzeć za swój kraj, ale sprawić, żeby wróg oddał życie za własny".
Awatar użytkownika
Arteusz
Praetor
Posty: 3182
Rejestracja: niedziela, 7 października 2007, 16:17
Lokalizacja: Kielce

Post autor: Arteusz » środa, 27 stycznia 2010, 21:37

Recenzja gry na Portalu Strategie:

http://portal.strategie.net.pl/index.ph ... Itemid=119

Autorem recenzji jest Tomasz „Arteusz” Samek.
Ostatnio zmieniony piątek, 25 lutego 2011, 21:40 przez Arteusz, łącznie zmieniany 2 razy.
Moje gry
Szlachectwa nie nabiera się przez urodzenie, ale przez czyny.
"Moim obowiązkiem, jako patrioty, nie jest umrzeć za swój kraj, ale sprawić, żeby wróg oddał życie za własny".
Awatar użytkownika
Raleen
Colonel Général
Posty: 36273
Rejestracja: czwartek, 22 grudnia 2005, 14:40
Lokalizacja: Warszawa
Has thanked: 176 times
Been thanked: 116 times
Kontakt:

Post autor: Raleen » piątek, 5 lutego 2010, 11:50

Chyba wiele osób odpoczywa jeszcze po konwencie w Lublinie, bo mało komentarzy tutaj, a recenzja ciekawa.

Mnie najbardziej interesuje ten system rozstrzygania walk i choćby dla niego warto spróbować zagrać w tę grę, mimo że jak pisze Arteusz jest mało zrównoważona.

Żeby się bardziej wciągnąć trzeba oczywiście wejść w klimat tej wojny.
Panie, weźcie kości w rękę i wyobraźcie sobie, że gracie z królem Kastylii, i rzucając je na stół zdajecie wszystko na los bitwy. Jeśli dopisze wam szczęście, zrobicie najlepszy rzut, jaki kiedykolwiek uczynił król na ziemi; a jeśli rzut wam się nie powiedzie, inaczej nie odejdziecie z gry, jak z honorem.

Gil de Osem do króla Portugalii Jana I Dobrego przed bitwą pod Aljubarrotą (14.VIII.1385)
Awatar użytkownika
clown
Général de Division Commandant de place
Posty: 4627
Rejestracja: poniedziałek, 9 stycznia 2006, 17:07
Lokalizacja: Festung Stettin
Has thanked: 1 time
Been thanked: 5 times

Post autor: clown » piątek, 5 lutego 2010, 12:58

System rozstrzygania walki to genialna sprawa. Pamiętam naszą rozgrywkę w Saratogę w Lublinie, kiedy raz po raz zaskakiwaliśmy się nawzajem. A nawet jak jedna ze stron zaskoczyła przeciwnika, to dodatkowym zaskoczeniem były kostki :)
Bardzo fajnie pomyślano z rodzajem czitów taktycznych jakie ma gracz do dyspozycji. Brak dowódcy to poważne ograniczenie (choć niekoniecznie stawia strone w przegranej sytuacji), podobnie przy wolnej flance należy mieć się na baczności, chociaż atak flankowy jest dość ryzykowny. Ogólnie samemu systemowi czitów można poświęcić osobną recenzję, gdyż odzwierciedla on moim zdaniem przyjęty w starciu styl walki nasz i przeciwnika. Często np. opłaca się przejście do ataku w sytuacji przewagi liczebnej przeciwnika po to tylko, żeby go np. zaskoczyć i uzyskać korzystny bonus do rzutu kostką. Historycznych przykładów mamy na takie sytuacje dużo.
Oczywiście system rozwija skrzydła przy graniu wieloosobowym. Granie solo ma sens, gdy wprowadzimy system modyfikacji wylosowanych czitów. Ja w swoich rozgrywkach solo robiłem podobnie jak Arteusz - wybierałem po dwa czity dla obu stron i losowałem spośród nich. Wtedy mamy do czynienia z niepewnością co do prawdziwej taktyki realizowanej przez naszych podkomendnych. Można pomyśleć ewentualnie o bonusach za wodzów, np. strona z wodzem może wybrać więcej czitów, albo ponowić niekorzystne dla niej losowanie.
Co do balansu zgodzę się z Tomkiem. spośrób gier w serii, w które grałem najbardziej zbalansowana wydaje mi się Saratoga i Savannah. Monmouth również, ale tutaj jest to kwestia doświadczenia graczy i wyboru scenariusza.
"Cała kraina gier jest oczywiście krainą maniactwa, a jednak rejon gier naśladowczo-wojennych jest w tej krainie bardziej maniacki niż inne rejony. Jak na mój gust, jest to już 'konik' posunięty zbyt daleko, hermetyczny, bez przyszłości."
Awatar użytkownika
Raleen
Colonel Général
Posty: 36273
Rejestracja: czwartek, 22 grudnia 2005, 14:40
Lokalizacja: Warszawa
Has thanked: 176 times
Been thanked: 116 times
Kontakt:

Post autor: Raleen » piątek, 5 lutego 2010, 13:04

Mnie to zaciekawiło pod tym kątem, że w Sea of Glory też jest ten system wyboru taktyk i tam też jest (chyba) pod wieloma względami podobnie. Z kolei kiedyś coś podobnego widziałem w jednej ze starszych gierek lotniczych, od których specjalistą w naszym warszawskim gronie jest kolega Niedziak :) . Mam wrażenie, że patenty mogą być podobne, nie wiem na ile zapoznaliście się (np. teraz w Lublinie z Sea of Glory)?
Panie, weźcie kości w rękę i wyobraźcie sobie, że gracie z królem Kastylii, i rzucając je na stół zdajecie wszystko na los bitwy. Jeśli dopisze wam szczęście, zrobicie najlepszy rzut, jaki kiedykolwiek uczynił król na ziemi; a jeśli rzut wam się nie powiedzie, inaczej nie odejdziecie z gry, jak z honorem.

Gil de Osem do króla Portugalii Jana I Dobrego przed bitwą pod Aljubarrotą (14.VIII.1385)
Awatar użytkownika
clown
Général de Division Commandant de place
Posty: 4627
Rejestracja: poniedziałek, 9 stycznia 2006, 17:07
Lokalizacja: Festung Stettin
Has thanked: 1 time
Been thanked: 5 times

Post autor: clown » piątek, 5 lutego 2010, 13:27

Z Sea of Glory się nie zapoznaliśmy, bo byliśmy zajęci wyrzucaniem Francuzów z Hiszpanii :) a poza tym to Silver zdaje mi się gry nie zabierał ze sobą. Tym niemniej wszelkie patenty z podobnymi rozwiązaniami są bardzo ciekawe.
"Cała kraina gier jest oczywiście krainą maniactwa, a jednak rejon gier naśladowczo-wojennych jest w tej krainie bardziej maniacki niż inne rejony. Jak na mój gust, jest to już 'konik' posunięty zbyt daleko, hermetyczny, bez przyszłości."
Awatar użytkownika
Arteusz
Praetor
Posty: 3182
Rejestracja: niedziela, 7 października 2007, 16:17
Lokalizacja: Kielce

Post autor: Arteusz » czwartek, 22 kwietnia 2010, 11:10

Moje gry
Szlachectwa nie nabiera się przez urodzenie, ale przez czyny.
"Moim obowiązkiem, jako patrioty, nie jest umrzeć za swój kraj, ale sprawić, żeby wróg oddał życie za własny".
Awatar użytkownika
Arteusz
Praetor
Posty: 3182
Rejestracja: niedziela, 7 października 2007, 16:17
Lokalizacja: Kielce

Post autor: Arteusz » środa, 14 lipca 2010, 20:14

Moje gry
Szlachectwa nie nabiera się przez urodzenie, ale przez czyny.
"Moim obowiązkiem, jako patrioty, nie jest umrzeć za swój kraj, ale sprawić, żeby wróg oddał życie za własny".
ODPOWIEDZ

Wróć do „XVI-XVIII wiek”