Washington's War (GMT)

Planszowe gry historyczne (wojenne, strategiczne, ekonomiczne, symulacje konfliktów) dotyczące XVI, XVII i XVIII wieku.
Awatar użytkownika
Raleen
Colonel Général
Posty: 36714
Rejestracja: czwartek, 22 grudnia 2005, 14:40
Lokalizacja: Warszawa
Has thanked: 291 times
Been thanked: 192 times
Kontakt:

Post autor: Raleen » sobota, 12 czerwca 2010, 21:52

Też jestem ciekaw Jaszu jak to Wam wyszło.
Anomander Rake pisze:Też grałem raz, bez instrukcji i brytolami. Dosyć łatwo wygrałem (7-5 w stanach). Za mało o grze wiem, żeby powiedzieć coś o balansie.

Co do osądzania balansu, mi się to wydało ewidentne. Po drugiej stronie był Arteusz, którego nie podejrzewam, żeby mi specjalnie dawał wygrać, zwłaszcza za drugim razem, a do tego miałem fatalne karty i byłem słabo obeznany z grą, więc są do kupy trzy czynniki, które powinny doprowadzić do mojej klęski.

Z drugiej strony, kiedyś słuchałem opinii o "Grunwaldzie 1410" Dragona doświadczonych wydawałoby się graczy o tym jak to Krzyżakami nie da się wygrać, a ja wygrywałem i to spokojnie. Tylko pewne rzeczy trzeba, powiedzmy to, obczaić :) . Zresztą z Anomanderem jak graliśmy niedawno w klubie też akurat rozmowa zeszła na temat starego "Grunwaldu" i wrażenia mieliśmy podobne.
Panie, weźcie kości w rękę i wyobraźcie sobie, że gracie z królem Kastylii, i rzucając je na stół zdajecie wszystko na los bitwy. Jeśli dopisze wam szczęście, zrobicie najlepszy rzut, jaki kiedykolwiek uczynił król na ziemi; a jeśli rzut wam się nie powiedzie, inaczej nie odejdziecie z gry, jak z honorem.

Gil de Osem do króla Portugalii Jana I Dobrego przed bitwą pod Aljubarrotą (14.VIII.1385)
Awatar użytkownika
Arteusz
Praetor
Posty: 3181
Rejestracja: niedziela, 7 października 2007, 16:17
Lokalizacja: Kielce

Post autor: Arteusz » niedziela, 13 czerwca 2010, 20:36

Raleen pisze: Co do osądzania balansu, mi się to wydało ewidentne. Po drugiej stronie był Arteusz, którego nie podejrzewam, żeby mi specjalnie dawał wygrać, zwłaszcza za drugim razem, a do tego miałem fatalne karty i byłem słabo obeznany z grą, więc są do kupy trzy czynniki, które powinny doprowadzić do mojej klęski.
.
Jeszcze za wcześnie aby wyciągać ostateczne wnioski odnośnie balansu, ale na pewno teraz można powiedzieć że Brytyjczycy mają łatwiej gdy gracze dopiero poznają grę. Ja też nie nazwałbym siebie że poznałem grę. Ciągle się uczę grać Amerykanami. Mi to nie przeszkadza, bo lubię poznawać gry dogłębnie, a nie skakać po tytułach poznając je powierzchownie. Raczej Amerykanami da się wygrywać, choć ich prowadzenie różni się od grania Brytolami.
Moje gry
Szlachectwa nie nabiera się przez urodzenie, ale przez czyny.
"Moim obowiązkiem, jako patrioty, nie jest umrzeć za swój kraj, ale sprawić, żeby wróg oddał życie za własny".
Awatar użytkownika
Jasz
Général de Brigade
Posty: 2164
Rejestracja: poniedziałek, 11 września 2006, 21:12
Lokalizacja: Warszawa

Post autor: Jasz » wtorek, 15 czerwca 2010, 11:28

Raleen pisze:Też jestem ciekaw Jaszu jak to Wam wyszło.
No jakoś tak normalnie. Kombinacja stawiania gdzie sie chce znaczników + ruchliwość amerykańskich dowódców (warto szybko wystawić wszystkich z aktywacja za 1 i 1sp) bardzo utrudnia życie anglikom (raczej nie da sie uniknąć jakiś odcięć). Potem nim więcej wojska ma anglik tym jego sytuacja się poprawia i wiele zależy od tego jak się szybko kończy wojna. Kluczowa jest w naszej ocenie przewaga z tego co można zrobić za 1 aktywację. Anglik może położyć 1 znacznik a Amerykanin przesunąć tak dowódcę, że na koniec tury zamienia znaczniki anglika na swój i jeszcze może coś odciąć). Jednak graliśmy dopiero 2 razy więc nasz znajomość gry i mechaniki jest dość pobieżna
Awatar użytkownika
hubertok
Capitaine
Posty: 888
Rejestracja: czwartek, 22 grudnia 2005, 18:49
Lokalizacja: Kielce
Kontakt:

Post autor: hubertok » wtorek, 15 czerwca 2010, 22:02

Ja grałem Amerykanami dwa razy i dwa razy wygralem. Obie strony maja swoje slabe i mocne strony. Wydaje mi sie ze sposob podejscia do grajacych stron jest podobny jak w For the People. Północ jest silniejsza ale ma nieruchawych dwodców (tutaj Brytole). Konfederaci przypominaja mi Amerykanow. Sorry za literowki ale jestem w USA a oni nie znaja sie na polskich krzaczkach ;)
Ostatnio zmieniony czwartek, 1 stycznia 1970, 01:00 przez hubertok, łącznie zmieniany 2 razy.
"O Boże, jeśli w ogóle istniejesz, zbaw mą duszę, jeśli w ogóle mam jakąś duszę!"

Brytyjski żołnierz w bitwie pod Blenheim
Awatar użytkownika
Arteusz
Praetor
Posty: 3181
Rejestracja: niedziela, 7 października 2007, 16:17
Lokalizacja: Kielce

Post autor: Arteusz » środa, 16 czerwca 2010, 13:07

To wracaj szybko to będziemy grywali.
Moje gry
Szlachectwa nie nabiera się przez urodzenie, ale przez czyny.
"Moim obowiązkiem, jako patrioty, nie jest umrzeć za swój kraj, ale sprawić, żeby wróg oddał życie za własny".
Awatar użytkownika
hubertok
Capitaine
Posty: 888
Rejestracja: czwartek, 22 grudnia 2005, 18:49
Lokalizacja: Kielce
Kontakt:

Post autor: hubertok » środa, 16 czerwca 2010, 15:52

Oczywiście - tym bardziej, że się już przeprowadzę do nowego domu :)
Ostatnio zmieniony czwartek, 1 stycznia 1970, 01:00 przez hubertok, łącznie zmieniany 1 raz.
"O Boże, jeśli w ogóle istniejesz, zbaw mą duszę, jeśli w ogóle mam jakąś duszę!"

Brytyjski żołnierz w bitwie pod Blenheim
Awatar użytkownika
Arteusz
Praetor
Posty: 3181
Rejestracja: niedziela, 7 października 2007, 16:17
Lokalizacja: Kielce

Post autor: Arteusz » środa, 7 lipca 2010, 11:36

Arteusz pisze:Z moich statystyk w WWR wynika jak na razie stosunek 6:2 dla Brytoli.
Ostatnie dwie gry poprawiły trochę stosunek. 6 do 4 dla Brytoli.
Gra Amerykanami wymaga ciągłej uwagi na to co dzieje się na planszy. Brytyjczycy mają pod tym względem większy margines błędu.
Ostatnio zmieniony czwartek, 1 stycznia 1970, 01:00 przez Arteusz, łącznie zmieniany 1 raz.
Moje gry
Szlachectwa nie nabiera się przez urodzenie, ale przez czyny.
"Moim obowiązkiem, jako patrioty, nie jest umrzeć za swój kraj, ale sprawić, żeby wróg oddał życie za własny".
Awatar użytkownika
Arteusz
Praetor
Posty: 3181
Rejestracja: niedziela, 7 października 2007, 16:17
Lokalizacja: Kielce

Post autor: Arteusz » środa, 7 lipca 2010, 11:50

Moje gry
Szlachectwa nie nabiera się przez urodzenie, ale przez czyny.
"Moim obowiązkiem, jako patrioty, nie jest umrzeć za swój kraj, ale sprawić, żeby wróg oddał życie za własny".
Awatar użytkownika
Arteusz
Praetor
Posty: 3181
Rejestracja: niedziela, 7 października 2007, 16:17
Lokalizacja: Kielce

Post autor: Arteusz » sobota, 17 lipca 2010, 21:21

Jeszcze nie ostygł moduł 1.2 a mamy już 1.3: http://www.gmtgames.com/vassal/Washingt ... 3.vmod.zip
Moje gry
Szlachectwa nie nabiera się przez urodzenie, ale przez czyny.
"Moim obowiązkiem, jako patrioty, nie jest umrzeć za swój kraj, ale sprawić, żeby wróg oddał życie za własny".
Awatar użytkownika
ChevalierVernix
Sous-lieutenant
Posty: 487
Rejestracja: poniedziałek, 6 września 2010, 19:25
Lokalizacja: obecnie Białystok

Post autor: ChevalierVernix » sobota, 20 listopada 2010, 19:19

Ostatnio natknąłem się na videorecenzję WWar

http://www.youtube.com/watch?v=oz7R_QqP1tQ

Nie wiem, czy też tak macie, ale nie podoba mi się, gdy ten Amerykanin bezlitośnie rozkłada piękną planszę, miętosi karty i rzuca woreczkami z żetonami, jakby to były ziemniaki :shock:
Awatar użytkownika
Arteusz
Praetor
Posty: 3181
Rejestracja: niedziela, 7 października 2007, 16:17
Lokalizacja: Kielce

Post autor: Arteusz » sobota, 4 grudnia 2010, 20:07

ChevalierVernix pisze:
Nie wiem, czy też tak macie, ale nie podoba mi się, gdy ten Amerykanin bezlitośnie rozkłada piękną planszę, miętosi karty i rzuca woreczkami z żetonami, jakby to były ziemniaki :shock:
On tak w większości przypadków swoich recenzji. Ogólnie są to raczej wprowadzenia do recenzji i gry niż faktyczne recenzje.
Moje gry
Szlachectwa nie nabiera się przez urodzenie, ale przez czyny.
"Moim obowiązkiem, jako patrioty, nie jest umrzeć za swój kraj, ale sprawić, żeby wróg oddał życie za własny".
Awatar użytkownika
wujaw
Général de Brigade
Posty: 2077
Rejestracja: sobota, 11 marca 2006, 11:15
Lokalizacja: Bydgoszcz

Post autor: wujaw » niedziela, 5 grudnia 2010, 02:06

Głównie można ocenić jakość wykonania komponentów.
Awatar użytkownika
ChevalierVernix
Sous-lieutenant
Posty: 487
Rejestracja: poniedziałek, 6 września 2010, 19:25
Lokalizacja: obecnie Białystok

Post autor: ChevalierVernix » niedziela, 5 grudnia 2010, 11:35

wujaw pisze:Głównie można ocenić jakość wykonania komponentów.
Generalnie w przypadku GMT jakość wykonania jest na wysokim poziomie. Super, że standardem zaczynają być lepsze plansze.

Washington's War dopiero do mnie idzie, ale cieszy informacja, że gra zdobyła nagrody za mijający rok w kategoriach najlepsza gra wojenna oraz najlepsza gra dwuosobowa:

http://www.gmtgames.com/news.aspx?showarticle=185
http://www.boardgamegeek.com/thread/587 ... me-winners
Awatar użytkownika
wujaw
Général de Brigade
Posty: 2077
Rejestracja: sobota, 11 marca 2006, 11:15
Lokalizacja: Bydgoszcz

Post autor: wujaw » poniedziałek, 6 grudnia 2010, 08:44

Z planszami zgoda, podklejone są bardzo fajne, chociaż żadna wcześniejsza papierowa mi się dotąd nie przetarła, za to w kupionym przeze mnie ostatnio Wilderness War jest wyraźny regres jak chodzi o karty.Dużo gorzej wykonane niż te z wcześniejszych gier - nie chodzi o stronę graficzną tylko materiał, są bardziej wiotkie i jakieś od razu wypaczone, bez porównania gorsze niż z Twilight Struggle, czy Commands&Colors (w obydwu przypadkach 2 wydanie).Jak prezentują się te z Washington's War - zapytuję z ciekawości, czy to wypadek przy pracy, czy może nowy standard?
Co do nagrody, to gra z tematyki patriotycznej dla Amerykanów miała pewnie ułatwione zadanie.
Awatar użytkownika
ChevalierVernix
Sous-lieutenant
Posty: 487
Rejestracja: poniedziałek, 6 września 2010, 19:25
Lokalizacja: obecnie Białystok

Post autor: ChevalierVernix » poniedziałek, 6 grudnia 2010, 13:35

wujaw pisze:Z planszami zgoda, podklejone są bardzo fajne, chociaż żadna wcześniejsza papierowa mi się dotąd nie przetarła, za to w kupionym przeze mnie ostatnio Wilderness War jest wyraźny regres jak chodzi o karty.Dużo gorzej wykonane niż te z wcześniejszych gier - nie chodzi o stronę graficzną tylko materiał, są bardziej wiotkie i jakieś od razu wypaczone, bez porównania gorsze niż z Twilight Struggle, czy Commands&Colors (w obydwu przypadkach 2 wydanie).Jak prezentują się te z Washington's War - zapytuję z ciekawości, czy to wypadek przy pracy, czy może nowy standard?
Co do nagrody, to gra z tematyki patriotycznej dla Amerykanów miała pewnie ułatwione zadanie.
WWar przyszła do mnie przed południem, pierwsze wrażenia ogólne są bardzo dobre, jakościowo karty są takie same jak z reprintu Here I Stand, jeżeli się nie mylę :P
Wieczorem będę po pierwszej rozgrywce.
ODPOWIEDZ

Wróć do „XVI-XVIII wiek”