Washington's War (GMT)

Planszowe gry historyczne (wojenne, strategiczne, ekonomiczne, symulacje konfliktów) dotyczące XVI, XVII i XVIII wieku.
Awatar użytkownika
clown
Général de Division Commandant de place
Posty: 4637
Rejestracja: poniedziałek, 9 stycznia 2006, 17:07
Lokalizacja: Festung Stettin
Has thanked: 1 time
Been thanked: 5 times

Post autor: clown » wtorek, 25 maja 2010, 22:57

Ładne zestawienie Arteuszu. Rzeczywiście "chromowe". Żeby nikt nie marudził :P
"Cała kraina gier jest oczywiście krainą maniactwa, a jednak rejon gier naśladowczo-wojennych jest w tej krainie bardziej maniacki niż inne rejony. Jak na mój gust, jest to już 'konik' posunięty zbyt daleko, hermetyczny, bez przyszłości."
Awatar użytkownika
Arteusz
Praetor
Posty: 3182
Rejestracja: niedziela, 7 października 2007, 16:17
Lokalizacja: Kielce

Post autor: Arteusz » środa, 26 maja 2010, 11:36

Żeby nikt nie marudził to ja jestem nawet w stanie poprzeć zestawienie odnośnikami do historii. ;)
Moje gry
Szlachectwa nie nabiera się przez urodzenie, ale przez czyny.
"Moim obowiązkiem, jako patrioty, nie jest umrzeć za swój kraj, ale sprawić, żeby wróg oddał życie za własny".
Awatar użytkownika
Anomander Rake
Général de Brigade
Posty: 3133
Rejestracja: poniedziałek, 29 maja 2006, 13:06
Lokalizacja: Wawa i okolice
Been thanked: 2 times

Post autor: Anomander Rake » środa, 26 maja 2010, 12:05

To pomarudzę. Jak dla mnie dziwne są bonusy za wygrane/przegrane w konkretnych miejscach. Rozumiem gdyby ktoś był akurat jakimś autochtonem i doskonale znał dany teren (ale to każdy, przynajmniej z Amerykanów jakiś zna). Natomiast wymuszanie, że akurat dany gość wygrał bitwę pod Saratogą to i w grze będzie miał tam bonus jest mocno sztuczne i raczej nie doda miodności rozgrywki.
Lepsze są reguły promujące określonych dowódców w pewnych stanach, o ile opierają się na historycznych przesłankach (znajomość terenu, poparcie ludności itp.).
Ostatnio zmieniony czwartek, 1 stycznia 1970, 01:00 przez Anomander Rake, łącznie zmieniany 1 raz.
Awatar użytkownika
Arteusz
Praetor
Posty: 3182
Rejestracja: niedziela, 7 października 2007, 16:17
Lokalizacja: Kielce

Post autor: Arteusz » środa, 26 maja 2010, 16:18

Dlaczego sztuczne? Historycznie tam walczyli i zauważ że tylko decydujące bitwy wziąłem pod uwagę decydując się dodać jakiś modyfikator dla wodza. Ja traktuje to po części jako walor edukacyjny.

Dlaczego tak a nie inaczej poniżej:
Amerykanie
Lincoln - działał tylko na południu, jako pierwszy organizator obrony przez zajęciem południa przez Brytyjczyków, dostał się do niewoli w Carlstonie, a armia amerykańska podczas jego oblężenia przestała istnieć, stąd dodatkowy punkt straty.

Washington - swoimi wpływami i pieniędzmi często ratował armię kontynentalną przed rozsypką podczas bitew i po skończonych kontraktach milicji. Zazwyczaj kontrakty kończyły się na początku roku. Dałem mu pewna szansę na wykorzystanie swoich historycznych możliwości.

Greene - Zorganizował na powrót armię południową i skutecznie opierał się Cornwallisowi na południu. Stąd +1 do rankingu bitewnego w stanach Georgia, South i North Carolina. Neguje 1 punkt siły strat w przegranych bitwach na południu, ponieważ często wiedział kiedy odpuścić (często przy tym ustępując pola przy wyrównanym wyniku bitwy), wiedział żeby wygrać nie może dopuścić do rozbicia swojej armii.

La Fayette - +1 do rankingu bitewnego w stanie Wirginia, bo dowodził oddziałem z Wirginii i zasłynął głównie swoim samodzielnym dowodzeniem w tym stanie. To on na rozkaz Washingtona "trzymał" Cornwallisa w Wirginni, do momentu przybycia głównych sił Amerykańskich.

Lee - Charles Lee miał niebywałą zdolność do niesubordynacji wobec Washingtona. Raz odmówił mu odesłania części swoich sił, a w bitwie pod Monmouth po prostu nie wykonał rozkazu i zaczął uciekać z pola bitwy.

Gates - Zwyciężca spod Saratogi. Kompletnie nie sprawdził się na południu po objęciu dowództwa po Lincolnie. W bitwie pod Camden uciekał tak szybko, że w ciągu jednego dnia pokonał 60 mil. Po tym został odwołany przez Kongres, do końca wojny się już nie pokazuje.

Arnold - Zwycięzca spod Saratogii a wcześniej z powodzeniem walczył na pograniczu Kanady. Gdy zajdzie wydarzenie z karty bitewnej o jego usunięciu z gry, dodatkowy rzut k6 i na 5-6 pole Westchester staje się kontrolowane politycznie przez Brytyjczyka. Z powodu próby sprzedaży fortu West Point uznany za zdrajcę. Próba się nie udała, zdążył odebrać 6000 Funtów z 20000, więc jest 1/3 szans na przejęcie pola Westchester, które mniej więcej opowiada położeniu West Point.

b]Rochambea[/b] - gdy jest aktywowany można dodatkowo przesunąć flotę francuską na dowolne pole morskie na planszy, ponieważ to on zadecydował o podjęciu działań przez Francuskie wojsko pod Yorktown, a flota francuska wydatnie się do sukcesu przyczyniła.

Brytyjczycy
Howe - posiadanie brata admirała floty brytyjskiej daje pewne profity. Gdy zajmie pole Filadelfii i rozproszy na nim Kongres to pole to automatycznie staje się kontrolowane politycznie przez Brytyjczyka, bo z łatwością to zrobił.

Clinton - gdy wygra bitwę na polu Carleston to pole to automatycznie staje się kontrolowane politycznie przez Brytyjczyka, z uwagi na fakt rozbicia w ten sposób całej armii amerykańskiej na południu. +1 do rankingu bitewnego w Georgii i South Carolina, bo przywrócił na jakiś czas władzę brytyjską na tym terenie.

Burgoyne - +1 do rankingu bitewnego na polu Ticonderoga i Kanadzie. Odzyskał fort Ticonderoga, co zabezpieczało Kanadę. - 1 do rankingu bitewnego na polu Saratoga i dodatkowo gdy przegra na tym polu to Amerykanin przesuwa znacznik sojuszu z Francją o 6 pól. Chyba nie trzeba tłumaczyć donośności jego przegranej pod Saratogą.

Carleston - +1 do rankingu bitewnego w Kanadzie. Gubernator Kanady, zorganizował jej obronę zanim przybyły posiłki z Anglii.

Cornwallis - +1 do rankingu bitewnego w stanach Georgia, South i North Carolina. Dużo wygranych bitew na tych terenach. Jako jedyny z Brytyjczyków może w tych stanach przechwytywać przy wyniku 1 na k6, bo jego podkomendny Tarleton często ścigał lokalnych patriotów. W ogóle Cornwallis był bardzo aktywny. - 1 do rankingu bitewnego w Wirginii oraz gdy przegra bitwę pod Yorktown to Brytyjczycy automatycznie przegrywają grę. Tego też chyba nie trzeba tłumaczyć.
Moje gry
Szlachectwa nie nabiera się przez urodzenie, ale przez czyny.
"Moim obowiązkiem, jako patrioty, nie jest umrzeć za swój kraj, ale sprawić, żeby wróg oddał życie za własny".
Awatar użytkownika
Anomander Rake
Général de Brigade
Posty: 3133
Rejestracja: poniedziałek, 29 maja 2006, 13:06
Lokalizacja: Wawa i okolice
Been thanked: 2 times

Post autor: Anomander Rake » środa, 26 maja 2010, 16:39

Kwestionuję jedynie przyznanie danemu dowódcy większej szansy na zwycięstwo w jakimś konkretnym miejscu, jeżeli nic nie wskazuje na to, że w miejscu nieco innym wynik bitwy byłby inny. I nie chodzi mi tutaj, ze gdzieś był jakiś żywopłot, który zadecydował o wyniku bitwy, bo wtedy to żywopłot zadecydował, a nie konkretny dowódca. Dowódca powinien być promowany jeżeli faktycznie w jakimś terenie zachowywał się lepiej niż inni (las, rodzimy stan itp.), a nie dlatego, że historycznie stoczył bitwę pod Saratogą i ją wygrał (bo np. sprzyjało mu szczęście).
Co do tego, że oparłeś bonusy na przesłankach historycznych nie mam oczywiście wątpliwości.
Awatar użytkownika
Arteusz
Praetor
Posty: 3182
Rejestracja: niedziela, 7 października 2007, 16:17
Lokalizacja: Kielce

Post autor: Arteusz » środa, 26 maja 2010, 20:45

Ale akurat w innym miejscu niż Saratoga wynik bitwy miałby duże szanse na inny. Była to jedna z nielicznych dogodna droga z Kanady do północnych stanów. Umocnienia polowe pod Saratogą nie zostały wybudowane w tym miejscu przypadkowo. Kościuszko objeżdżał te rejony kilkakrotnie zanim zdecydowano na Bemis Haight's.

Dodatkowo tylko raptem 3 generałów ma taki bonus do konkretnego pola: dwóch Amerykańskich do Saratogii, jeden Brytyjski do Ticonderogi (ten sam generał ma też karę do Saratogii). I nie mają oni tego bonusu ani kary na 100 % w 100 %, bo przed walką zawsze rzucasz kostkom na ustalenie czy dany wódz ma cały ranking (ograniczony do ilość PS pod swoja komendą) czy połowę (zaokrąglając ranking w dół).
Moje gry
Szlachectwa nie nabiera się przez urodzenie, ale przez czyny.
"Moim obowiązkiem, jako patrioty, nie jest umrzeć za swój kraj, ale sprawić, żeby wróg oddał życie za własny".
Awatar użytkownika
Jasz
Général de Brigade
Posty: 2166
Rejestracja: poniedziałek, 11 września 2006, 21:12
Lokalizacja: Warszawa

Post autor: Jasz » czwartek, 27 maja 2010, 13:24

Czytam Waszą dyskusję o "klimatyczności" WW i ma wrażenie, że klimatyczność klimatyczności nierówna. Wydaje mi się, że kluczem jest podział klimatyczności na tzw. chrom i na mechanikę gry. Do chromu zaliczyłbym takie składniki gry jak numery korpusów/nazwy jednostek/itd., historyczne eventy czy ładne historyczne obrazki na kartach. Klimatyczność w mechanice to oddanie charakteru wojny/starcia/konfliktu. Chrom w WW kuleje, mechanika jest za to klimatyczna. Angole muszą dążyć do konfrontacji militarnej, Amerykanie do działań politycznych i partyzanckich. Minusem jest fakt, że bardzo ważne wydarzenia mogą się w ogóle nie wydarzyć.
Osobiście mechanika jest dla mnie ważniejsza od chromu, ale dla kogoś kto siedzi bardziej w realiach konfliktu taki „cienki” chrom w grze historycznej może drażnić i odbierać radość z fajnej mechaniki. Wszystko zależy od osobistych preferencji.
Ostatnio zmieniony czwartek, 1 stycznia 1970, 01:00 przez Jasz, łącznie zmieniany 1 raz.
Awatar użytkownika
Raleen
Colonel Général
Posty: 36114
Rejestracja: czwartek, 22 grudnia 2005, 14:40
Lokalizacja: Warszawa
Has thanked: 135 times
Been thanked: 93 times
Kontakt:

Post autor: Raleen » czwartek, 27 maja 2010, 13:49

Jasz dobrze prawi (i jaką ładną polszczyzną ;) ) i w pełni się zgadzam, że warto dokonywać takiej analizy. Wtedy nieraz okazuje się, że pisząc o tym samym różne osoby mają na myśli co innego i czasami pozwala im lepiej zrozumieć skąd się biorą różnice w ocenach i opiniach o grze.
Panie, weźcie kości w rękę i wyobraźcie sobie, że gracie z królem Kastylii, i rzucając je na stół zdajecie wszystko na los bitwy. Jeśli dopisze wam szczęście, zrobicie najlepszy rzut, jaki kiedykolwiek uczynił król na ziemi; a jeśli rzut wam się nie powiedzie, inaczej nie odejdziecie z gry, jak z honorem.

Gil de Osem do króla Portugalii Jana I Dobrego przed bitwą pod Aljubarrotą (14.VIII.1385)
Awatar użytkownika
Arteusz
Praetor
Posty: 3182
Rejestracja: niedziela, 7 października 2007, 16:17
Lokalizacja: Kielce

Post autor: Arteusz » czwartek, 3 czerwca 2010, 13:36

Moje gry
Szlachectwa nie nabiera się przez urodzenie, ale przez czyny.
"Moim obowiązkiem, jako patrioty, nie jest umrzeć za swój kraj, ale sprawić, żeby wróg oddał życie za własny".
Awatar użytkownika
Raleen
Colonel Général
Posty: 36114
Rejestracja: czwartek, 22 grudnia 2005, 14:40
Lokalizacja: Warszawa
Has thanked: 135 times
Been thanked: 93 times
Kontakt:

Post autor: Raleen » poniedziałek, 7 czerwca 2010, 12:01

Na III Operacji Łódzkiej miałem okazję zagrać dwie partie z Arteuszem. Były to moje dwie pierwsze rozgrywki w tą grę. Do tego, niestety nie udało mi się doczytać całości zasad, tak że przynajmniej podczas pierwszej rozgrywki, poruszałem się w tym wszystkim trochę po omacku. Mimo to wygrałem obie partie, grając Brytyjczykami. Dodam jeszcze, że podczas drugiej rozgrywki, gdzie byłem już nieco bardziej zorientowany, przyszły mi z początku fatalne karty. Arteusz jest z kolei doświadczonym graczem jeśli chodzi o tą grę. Podczas rozgrywki zwróciło moją uwagę duże znaczenie "politycznego" opanowywania pól - pod tym względem gra ta bardzo przypomina "Hannibal: Rome vs Carthage".

Moje wrażenia są takie jak wszystkich, że gra jest niezbalansowana, przy czym sama rozgrywka jest jeszcze w porządku - obie strony mają mocne i słabe strony i pewne możliwości, natomiast wadliwe są przede wszystkim warunki zwycięstwa. Jeśli chodzi o wady i zalety samej gry: grafika i wykonanie jest przyzwoite, chociaż nie wywołało we mnie jakiegoś zachwytu. Jeśli chodzi o smaczki historyczne, co do wielu rzeczy byłbym się w stanie zgodzić z Arteuszem i clownem. Natomiast zalet gry doszukiwałbym się raczej w szczegółowych zasadach niż w zróżnicowaniu kart i tym, co tu było wcześniej omawiane. Bo np. jeśli przyglądamy się zróżnicowaniu modyfikacji na kartach, to sam system rozgrywania walk w tej grze jest taki, że tych modyfikacji za bardzo nie da się zróżnicować. Stąd porównywanie tej gry tylko czy głównie pod tym względem do innych, nie jest najwłaściwsze.
Panie, weźcie kości w rękę i wyobraźcie sobie, że gracie z królem Kastylii, i rzucając je na stół zdajecie wszystko na los bitwy. Jeśli dopisze wam szczęście, zrobicie najlepszy rzut, jaki kiedykolwiek uczynił król na ziemi; a jeśli rzut wam się nie powiedzie, inaczej nie odejdziecie z gry, jak z honorem.

Gil de Osem do króla Portugalii Jana I Dobrego przed bitwą pod Aljubarrotą (14.VIII.1385)
Awatar użytkownika
Comandante
General de División
Posty: 3025
Rejestracja: piątek, 12 maja 2006, 21:51
Lokalizacja: Verulamium

Post autor: Comandante » poniedziałek, 7 czerwca 2010, 12:15

Andy pisze:
Raubritter pisze:Thirty Tears Wolrd
Zbójcerzyku, czy to było zamierzone? Nawet jeśli nie, to jakież to piękne: "Świat Trzydziestu Łez" (z małą literówką) ;D

Jakby tytuł powieści fantasy, czy coś! :D

Thirsty Tears World tez by sie obronilo ;-)
Powyższe opinie są mojego autorstwa.
Wszystkie prawa zastrzeżone.

www.diablospolacos.com
Awatar użytkownika
Anomander Rake
Général de Brigade
Posty: 3133
Rejestracja: poniedziałek, 29 maja 2006, 13:06
Lokalizacja: Wawa i okolice
Been thanked: 2 times

Post autor: Anomander Rake » poniedziałek, 7 czerwca 2010, 12:23

Też grałem raz, bez instrukcji i brytolami. Dosyć łatwo wygrałem (7-5 w stanach). Za mało o grze wiem, żeby powiedzieć coś o balansie.
Ogólna ocena? Coś pośredniego między eurogrą, a grą wojenną. Niemniej grało się przyjemnie.
p.s.
Jedną bitwę mieliśmy doprawdy fajną. Stał sobie kongres z Arnoldem, więc mając na ręku kartę "Arnold porzuca zdradzieckie knowania przeciw prawowitej władzy" (czy jakoś tak), postanowiłem rozpędzić Kongres najlepszym wymiataczem (ten z szóstką). Moje siły 5, przeciwnika też 5, przeciwnik na starcie traci wodza, ja dodaję dwa do walki (karta bitewna), czyli 7 do 6 (za wrażą milicję). Ponieważ zwycięstwo było w zasadzie pewne to maszerowałem przez wrogie pole. Teraz rzut na dowodzenie - nieudany (czyli tylko 10-6). Przeciwnik rzuca "6" i już płakałem, że pewnie przegram. No i fakt - mój rzut oczywiście "1"...
Awatar użytkownika
Arteusz
Praetor
Posty: 3182
Rejestracja: niedziela, 7 października 2007, 16:17
Lokalizacja: Kielce

Post autor: Arteusz » poniedziałek, 7 czerwca 2010, 21:51

Z moich statystyk w WWR wynika jak na razie stosunek 6:2 dla Brytoli. Ciągle się uczę grać Amerykanami. Po naszych partiach z Raleenem tez mam klika spostrzeżeń.
Moje gry
Szlachectwa nie nabiera się przez urodzenie, ale przez czyny.
"Moim obowiązkiem, jako patrioty, nie jest umrzeć za swój kraj, ale sprawić, żeby wróg oddał życie za własny".
Awatar użytkownika
Jasz
Général de Brigade
Posty: 2166
Rejestracja: poniedziałek, 11 września 2006, 21:12
Lokalizacja: Warszawa

Post autor: Jasz » piątek, 11 czerwca 2010, 11:07

Ja z Aldarusem mamy odwrotne spostrzeżnia.
Awatar użytkownika
Raubritter
Padpałkownik
Posty: 1480
Rejestracja: czwartek, 22 grudnia 2005, 19:14
Lokalizacja: Miasto Stołeczne Warszawa
Been thanked: 1 time

Post autor: Raubritter » piątek, 11 czerwca 2010, 13:01

A to ciekawe. Ale jak to się dzieje? Przecież Brytyjczyk musi tylko zdobyć i utrzymać sześć kolonii, a to, jak się nie ma jakiegoś straszliwego pecha, nie jest takie trudne, szczególnie jeśli jedną z nich może być Kanada.
A gdybym był strategiem,
Nad planszą w klubie szalał,
To co byś powiedziała,
Czy coś byś przeciw miała?
ODPOWIEDZ

Wróć do „XVI-XVIII wiek”