Sekigahara: The Unification of Japan (GMT)

Planszowe gry historyczne (wojenne, strategiczne, ekonomiczne, symulacje konfliktów) dotyczące XVI, XVII i XVIII wieku.
ODPOWIEDZ
Awatar użytkownika
ozy
Tai-sa
Posty: 1535
Rejestracja: czwartek, 30 marca 2006, 10:30
Lokalizacja: Opole

Re: Sekigahara: The Unification of Japan (GMT)

Post autor: ozy » czwartek, 31 maja 2012, 16:37

No, w końcu wygrałem Ishidą. Wprawdzie z niedoświadczonym graczem, ale udało się. Przeciwnik użył go w bitwie, w której wystawił tylko 4 bloczki, więc dałem radę wytłuc wszystkie i ten musiał zginąć, jako, że straty trzeba brać najpierw z tych wystawionych...

Kanonem staje się w mojej strategii wystawianie wszystkich bloczków Mori na raz pod koniec 2 tygodnia. No i coraz więcej kart gram na ruchy i forsowne marsze, generalnie dążąc do tego, by na koniec tygodnia zostawała mi 1 karta na ręce, chyba, że tydzień kończyły bitwy.
Farewell, leave the shore to an ocean wide and untamed
Hold your shield high, let the wind bring your enemy your nightmare
Awatar użytkownika
Raleen
Colonel Général
Posty: 35586
Rejestracja: czwartek, 22 grudnia 2005, 14:40
Lokalizacja: Warszawa
Has thanked: 78 times
Been thanked: 30 times
Kontakt:

Re: Sekigahara: The Unification of Japan (GMT)

Post autor: Raleen » niedziela, 15 lipca 2012, 23:22

Dziś grałem z Wilkiem, po raz kolejny Ishidą. Wilk grał bardzo ofensywnie, chyba nawet za bardzo, chociaż starał się nadmiernie nie wystawiać (co nie zawsze mu się udawało). Rozgrywka przebiegała w sposób odbiegający od tego co widziałem dotychczas. Na początku dużą aktywność wykazało zgrupowanie spod Fukushimy, które pomaszerowało na Kioto i rozbiło stojące tam dwie jednostki. Potem jednak cofnęli się pod Fukushimę. Z kolei żółci jak to zwykle bywa, zaczęli od koncentrowania sił nieznacznie przesuwając główną armię do przodu. Widząc, że przeciwnik czuje się bardzo silny pod Fukushimą, jak również dało się zauważyć, że ma bardzo dużo kart do tego zgrupowania, żółci spróbowali, trochę nietypowo, uaktywnić wojska na wschodzie, gdzie potem zaatakowali przeciwnika, niestety dla siebie, nieszczęśliwie, i ponieśli klęskę. Za to w centrum tak jak na początku czarnym podeszły karty do zgrupowania z Fukushimy, tak żółci wkrótce mieli na tyle wojsk i kart, że rozbili pierwszą grupę, niszcząc m.in. oddział Czerwonych Diabłów Naomasy. Z północy posuwało się jednak drugie zgrupowanie wojsk Maedy, jak również czarni uruchomili wkrótce Tokugawę. Gdy czarne armie maszerowały w stronę Ishidy, ten zdecydował się rozdzielić siły (ponieważ z kolei doszło wyjątkowo dużo kart do Morich, których miał naprzeciwko Maedy) i zaatakować Maedę. Temu ostatniemu przyszedł z pomocą Tokugawa. Jednak siły Morich i kart do ich wystawienia żółci mieli tak dużo, że w wyniku walki czarni stracili 4 jednostki i zamek klanu Maeda. Sam Tokugawa z jednostkami rejterował ku centrum. Również żółci ponieśli spore straty. Końcowe etapy gry to marsz nowo zmobilizowanych oddziałów Tokugawy ku centrum. Znajdujący się tam zamek Gifu, jak na ironię, przez długi czas pozostawał pusty, za to żółci usadowili się pod Fukushimą, kontrolując tamtejszy zamek Tokugawy. Wcześniej (jeszcze zanim Ishida ruszył na Maedę) zdobyli też dwa pozostałe zamki czarnych położone koło Kioto. Końcówka gry to potężna armia czarnych idąca dwoma dużymi drogami na zachód. Dołem posuwał się Tokugawa, który nagromadził mnóstwo oddziałów, środkiem, nieco opóźnione szło drugie zgrupowanie. Oddziały żółtych pod Fukushimą, mimo że mniej liczne, wygrały dwie bitwy, zadając przeciwnikowi makabryczne straty (w jednej z bitew poległy cztery trójkowe piechoty Tokugawy). Kluczem do sukcesu okazało się skoordynowanie ataków dwóch kawalerii i użycie niemal wszystkich jednostek z klanu Kobayashi. Straty żółtych również były znaczące. Tak, że po tych bojach zostały im 3 jednostki, które w ostatniej turze uległy przeciwnikowi i bronił się już tylko zamek pod Fukushimą, którego Tokugawa z braku sił (i odpowiednich kart) nie zdołał jednak zdobyć. W centrum nowo zmobilizowane oddziały idące z Kioto pobiły w końcówce ostatniej tury oddziały przeciwnika pod Gifu, ale także nie były w stanie go odbić. Najwięcej zrobiła jednak armia Morich, która poszła za ciosem, maszerując w ostatnich etapach na wschód (północną drogą) i odbiła Aizu, a także wyszła na drogę prowadzącą do Edo - stolicy Tokugawy. Rozgrywka zakończyła się zwycięstwem Ishidy i to przy dużej przewadze: 18 do 9 punktów zwycięstwa.

W sumie wyszła nam dość nietypowa rozgrywka. Zwłaszcza wykorzystanie przez Ishidę drogi północnej w końcówce odbiegało od tego co dotychczas widziałem i praktykowałem. Sporo potrafiła zmienić znaczna liczba bitew. Rotacja kart była miejscami naprawdę duża. Trochę ustawiły rozgrywkę jedno czy dwa rozdania gdzie (nie wiem jak to wyglądało u Wilka, ale zdaje się, że też miał podobnie) trafiało się dużo kart do jednego klanu. Trzeba było tylko mieć go tam gdzie chcemy atakować i czasem przestawienie niektórych oddziałów było bardzo kłopotliwe, przynajmniej dla mnie (to dodatkowy efekt szybkiej gry).
Panie, weźcie kości w rękę i wyobraźcie sobie, że gracie z królem Kastylii, i rzucając je na stół zdajecie wszystko na los bitwy. Jeśli dopisze wam szczęście, zrobicie najlepszy rzut, jaki kiedykolwiek uczynił król na ziemi; a jeśli rzut wam się nie powiedzie, inaczej nie odejdziecie z gry, jak z honorem.

Gil de Osem do króla Portugalii Jana I Dobrego przed bitwą pod Aljubarrotą (14.VIII.1385)
Awatar użytkownika
Wilk
Alférez de Navío
Posty: 574
Rejestracja: niedziela, 7 października 2007, 23:28
Lokalizacja: Warszawa

Re: Sekigahara: The Unification of Japan (GMT)

Post autor: Wilk » niedziela, 15 lipca 2012, 23:59

No właśnie, specjalnie starałem się przetestować coś nowego (przynajmniej dla mnie) - mianowicie cisnąć ile fabryka dała i maksymalnie wyzyskać słabości w początkowym ustawieniu Ishidy nawet kosztem ewentualnych strat własnych, a zatem coś w rodzaju gambitu. Z rozmysłem więc (i licząc się z możliwością srogiej wtopy :mrgreen: ) napierałem, a wtopa nie dała na siebie długo czekać. Chyba jednak ta strategia jest mocno suboptymalna, choć ciężko powiedzieć na sto procent, czy faktycznie jest taka zła, bo w Sekigaharze jest bardzo dużo zmiennych, zwłaszcza rozkłady kart. Jedno jest pewne - Ishida ma na wejściu, mocniejszą pozycję niż to się z początku wydaje. Mój pomysł wziął się z myślenia typu: "OK, Ishida może grać manewrem, ale co się stanie, gdy od początku bezpardonowo naciskać, atakując nie uciekając się jakoś obsesyjnie do manewru, budowania natarć, słowem, nie dając mu czasu? Banzai! Ani kroku w tył!" Dzisiaj rezultat nie był budujący dla Tokugawy, i choć cały czas się zastanawiam, co by było, gdyby nie ta Twoja ręka złożona z samych Morich, na którą nie wystarczyła moja silna armia i dwa challenge (gdybym wygrał tę bitwę, różnie mogłoby być), to myślę, że na takie coś mógłby się ewentualnie nabrać początkujący (np. bojący się korzystać z Morich w Osace, niepotrafiący się przegrupować, by zmontować sensowny kontratak itd.), albo Ishida musiałby konsekwentnie mieć kiepskie układy kart.
Tak czy owak, stawiłem bardziej zacięty opór niż wcześniej w "Unhappy King Charles!", gdzie mój król Karol naprawdę był nieszczęśliwy, a ogólnie w pełni potwierdza się moja opinia, że Sekigahara jest przednia (bez wątpienia dla mnie 1 miejsce wśród tytułów wydanych w 2011) - bardzo dużo możliwych wariantów strategicznych i taktycznych (zupełnie nie potwierdzają się obawy, że gra będzie schematyczna), dynamiczna, dużo krwawych bitew, prześlicznie wygląda, same zalety. ;)
adalbert
Colonel en second
Posty: 1271
Rejestracja: czwartek, 17 kwietnia 2008, 09:54
Lokalizacja: Szczecin
Been thanked: 1 time

Re: Sekigahara: The Unification of Japan (GMT)

Post autor: adalbert » poniedziałek, 16 lipca 2012, 11:17

Jeżeli Ishida wygrał taką przewagą, to nie wiem, co o tym sądzić. Moim zdaniem taki wynik graniczy z cudem.
Awatar użytkownika
Wilk
Alférez de Navío
Posty: 574
Rejestracja: niedziela, 7 października 2007, 23:28
Lokalizacja: Warszawa

Re: Sekigahara: The Unification of Japan (GMT)

Post autor: Wilk » poniedziałek, 16 lipca 2012, 11:35

Na pewno przyczynił się też nie tyle obrany wariant, co moje błędy, ale wynik gorszy niż gra, wydaje mi się, bo z tego co pamiętam, liczba posiadanych zamków i "kostek" bardzo się zmieniała (zdarzało mi się prowadzić w zamkach, a w lokacjach punktowych prowadziłem przez większość partii). Na końcu po prostu definitywnie skończyło mi się paliwo, nie dałem już rady poodbijać (a już 2 zamki miałem na talerzu), pozajmować itd., zwłaszcza że w pewnym momencie musiałem wydać sporo środków, żeby się przegrupować i na nowo stwarzać zagrożenie na wschodzie. Teraz jak się nad tym zastanawiam (już mi to w sumie wczoraj w głowie postało), myślę, że jednym z głównych skutków chęci prowadzenia przez Tokugawę wojny na wszystkich frontach z jednakowym zaangażowaniem jest to, że kończą mu się karty (co chwila trzeba uskuteczniać marsze forsowne itd.) i takie coś jest, jak pokazuje ten wynik, nie do utrzymania na dłuższą metę, bo Ishida może spokojnie manewrować i wystarczy, że się będzie pod koniec umiejętnie bronił.
Awatar użytkownika
Raleen
Colonel Général
Posty: 35586
Rejestracja: czwartek, 22 grudnia 2005, 14:40
Lokalizacja: Warszawa
Has thanked: 78 times
Been thanked: 30 times
Kontakt:

Re: Sekigahara: The Unification of Japan (GMT)

Post autor: Raleen » poniedziałek, 16 lipca 2012, 13:43

Pod koniec idąc dużą armią wzdłuż głównej drogi od siedziby Tokugawy pewnie miałeś spore nadzieje, że przejdziesz po mnie jak walec, ale armia Ishidy się zebrała i ta koordynacja dwóch kawalerii dała piorunujące efekty. A co do samego wyniku, chyba w końcówce nie do końca optymalne posunięcia. W każdym razie, żadnych cudów sobie podczas tej rozgrywki nie przypominam ;) . Co do końcowej części analizy Wilku, w pełni się zgadzam - nie da się za szybko zrobić pewnych rzeczy.
Panie, weźcie kości w rękę i wyobraźcie sobie, że gracie z królem Kastylii, i rzucając je na stół zdajecie wszystko na los bitwy. Jeśli dopisze wam szczęście, zrobicie najlepszy rzut, jaki kiedykolwiek uczynił król na ziemi; a jeśli rzut wam się nie powiedzie, inaczej nie odejdziecie z gry, jak z honorem.

Gil de Osem do króla Portugalii Jana I Dobrego przed bitwą pod Aljubarrotą (14.VIII.1385)
Awatar użytkownika
Wilk
Alférez de Navío
Posty: 574
Rejestracja: niedziela, 7 października 2007, 23:28
Lokalizacja: Warszawa

Re: Sekigahara: The Unification of Japan (GMT)

Post autor: Wilk » poniedziałek, 16 lipca 2012, 14:07

Gdyby nie te dwie kawalerie, to by Ci pewnie padł cały tamten front, ja naprawdę się tam czułem mocny wtedy. Ale faktycznie, za dużo tych "gdyby nie to, czy tamto", bo jeszcze ten heroizm Morich pamiętam i tę "rękę śmierci", która położyła cały klan Maeda, a Tokugawę zmusiła do szybkiego odwrotu (ta łączona armia była naprawdę potężna), żeby uznać aż taką agresję za dobry pomysł. :D Co do końcówki, pewnie faktycznie nie rozegrałem jej optymalnie, ale też zwyczajnie nie miałem czym, bo kart brak, o czym pisałem wyżej. Mogłem się już tylko przyglądać utracie lokacji punktowanych, a jedynym sposobem na powstrzymanie Cię przed odebraniem mi zamków na zachodzie była ostatnia ofensywa na wschodzie, wiążąca armie Ishidy, udana zresztą w jakimś stopniu, ale na oblężenia (nietrudne zresztą) już nie miałem, jak pamiętasz, środków. Ogólnie ja zawsze uważałem, że w Sekigaharze raczej się nie ma problemów z kartami i wystarcza na wszystko. Otóż okazuje się, że jak się za bardzo szaleje, to nie wystarcza jednak. :mrgreen:
Awatar użytkownika
Raleen
Colonel Général
Posty: 35586
Rejestracja: czwartek, 22 grudnia 2005, 14:40
Lokalizacja: Warszawa
Has thanked: 78 times
Been thanked: 30 times
Kontakt:

Re: Sekigahara: The Unification of Japan (GMT)

Post autor: Raleen » poniedziałek, 16 lipca 2012, 15:42

Wilk pisze:Ogólnie ja zawsze uważałem, że w Sekigaharze raczej się nie ma problemów z kartami i wystarcza na wszystko. Otóż okazuje się, że jak się za bardzo szaleje, to nie wystarcza jednak. :mrgreen:
A to ja od początku mam dokładnie przeciwne zdanie: kart zawsze mi się wydawało, że jest na styk :) . Oczywiście, do samego ruchu zawsze jakoś starcza, ale trzeba myśleć o najbliższej walce. Natomiast ta ostatnia rozgrywka była, za sprawą licznych ataków i dużych strat (dających obu stronom karty) inna, o tyle, że kart było jakby ciut więcej.
Panie, weźcie kości w rękę i wyobraźcie sobie, że gracie z królem Kastylii, i rzucając je na stół zdajecie wszystko na los bitwy. Jeśli dopisze wam szczęście, zrobicie najlepszy rzut, jaki kiedykolwiek uczynił król na ziemi; a jeśli rzut wam się nie powiedzie, inaczej nie odejdziecie z gry, jak z honorem.

Gil de Osem do króla Portugalii Jana I Dobrego przed bitwą pod Aljubarrotą (14.VIII.1385)
Awatar użytkownika
Wilk
Alférez de Navío
Posty: 574
Rejestracja: niedziela, 7 października 2007, 23:28
Lokalizacja: Warszawa

Re: Sekigahara: The Unification of Japan (GMT)

Post autor: Wilk » poniedziałek, 16 lipca 2012, 16:09

Źle się wyraziłem, chodziło mi właśnie o ruch. Raczej nie miałem nigdy problemów, by chodzić tam gdzie chcę, albo nie były one wielkie. No a wczoraj przeholowałem i w konsekwencji w ostatnim tygodniu wojny nawet za bardzo nie miałem jak gonić za traconymi lokacjami. ;)
Awatar użytkownika
Raleen
Colonel Général
Posty: 35586
Rejestracja: czwartek, 22 grudnia 2005, 14:40
Lokalizacja: Warszawa
Has thanked: 78 times
Been thanked: 30 times
Kontakt:

Re: Sekigahara: The Unification of Japan (GMT)

Post autor: Raleen » poniedziałek, 16 lipca 2012, 20:59

Przy okazji odnośnie zasad zwrócę uwagę na jedną rzecz, która mi do tej pory jakoś umykała (i chyba nie tylko mi): otóż do bitwy bez używania kart można wystawić dowolną liczbę dowódców. Dopóki nie wystawiamy jednostek za pomocą karty, dowódców możemy wystawiać bez zużywania kart. Czasami może to być istotne, głównie dla Ishidy, który miewa ich więcej niż jednego w pojedynczej armii. Do tej pory grałem, że w ten sposób można wystawić tylko jednego dowódcę. Jak to mówią: całe życie człowiek się uczy.
Panie, weźcie kości w rękę i wyobraźcie sobie, że gracie z królem Kastylii, i rzucając je na stół zdajecie wszystko na los bitwy. Jeśli dopisze wam szczęście, zrobicie najlepszy rzut, jaki kiedykolwiek uczynił król na ziemi; a jeśli rzut wam się nie powiedzie, inaczej nie odejdziecie z gry, jak z honorem.

Gil de Osem do króla Portugalii Jana I Dobrego przed bitwą pod Aljubarrotą (14.VIII.1385)
Awatar użytkownika
Raleen
Colonel Général
Posty: 35586
Rejestracja: czwartek, 22 grudnia 2005, 14:40
Lokalizacja: Warszawa
Has thanked: 78 times
Been thanked: 30 times
Kontakt:

Re: Sekigahara: The Unification of Japan (GMT)

Post autor: Raleen » czwartek, 23 sierpnia 2012, 21:30

Panie, weźcie kości w rękę i wyobraźcie sobie, że gracie z królem Kastylii, i rzucając je na stół zdajecie wszystko na los bitwy. Jeśli dopisze wam szczęście, zrobicie najlepszy rzut, jaki kiedykolwiek uczynił król na ziemi; a jeśli rzut wam się nie powiedzie, inaczej nie odejdziecie z gry, jak z honorem.

Gil de Osem do króla Portugalii Jana I Dobrego przed bitwą pod Aljubarrotą (14.VIII.1385)
renald
Adjudant-Major
Posty: 311
Rejestracja: czwartek, 4 stycznia 2007, 23:52

Re: Sekigahara: The Unification of Japan (GMT)

Post autor: renald » piątek, 24 sierpnia 2012, 02:32

Dorzucę jeszcze parę słów o historyczności gry ze swojego punktu widzenia.
Moje dotychczasowe gry w Sekigaharę wyglądały tak, że w ciągu siedmiu tygodni działań zbrojnych, miało miejsce kilka oblężeń i kilka (może kilkanaście) dużych bitew. Podczas gdy rzeczywista kampania, to kilka oblężeń i jedna (tak jedna), tytułowa duża bitwa i jedna, może dwie mniejsze. Moim zdaniem, możliwość zaistnienia określonych wydarzeń na planszy mija się szeroko z realiami przedstawianego okresu i w efekcie historyczność gry się wykłada. To nie Hannibal w Italii.
To tak jakby w hipotetycznej grze o Wielkiej wojnie z zakonem krzyżackim gracze mogli doprowadzić do pięciu Grunwaldów i siedmiu Koronowów.
W innym temacie była aluzja o bodaj Space Invaders na silniku SPQR.
Po grach w Sekigaharę przyszła mi do głowy Sekigahara z inną TYLKO grafiką i fabułą, a opisująca starcie grup hakerów USA i Chin.
Co nie zmienia faktu, że gra jest fajna.
Awatar użytkownika
Raleen
Colonel Général
Posty: 35586
Rejestracja: czwartek, 22 grudnia 2005, 14:40
Lokalizacja: Warszawa
Has thanked: 78 times
Been thanked: 30 times
Kontakt:

Re: Sekigahara: The Unification of Japan (GMT)

Post autor: Raleen » piątek, 24 sierpnia 2012, 08:34

Z tego co ja czytałem, bitew mniejszych było jednak więcej, a w grze bywa tak naprawdę różnie. Natomiast nie da się ukryć, że gra jest zrobiona raczej pod abstrakcyjny silnik.

Z drugiej strony, jak by gra miała być skonstruowana w ten sposób, że będzie jedna bitwa, to wszyscy narzekaliby na losowość, która by musiała wystąpić. Pewnie można by skomplikować grę i oddać więcej niuansów, ale wtedy przestałaby ona być stosunkowo prostą grą bloczkową typu gry Columbii, tylko stała się skomplikowaną grą z przeszło 30-stronicową instrukcją i znacznie dłuższym czasem trwania. Taką grą jest właśnie SPQR, stąd i inne wymagania i inne podejście.

Najważniejsze, że w tym wszystkim gra ma do zaoferowania bardzo wiele jeśli chodzi o mechanikę, która jest nowatorska, ciekawa, bardzo grywalna i prosta do przyswojenia, a zarazem głęboka. Jest dobrze wyważony balans, nie jest nadmiernie losowa i jest regrywalna.
Panie, weźcie kości w rękę i wyobraźcie sobie, że gracie z królem Kastylii, i rzucając je na stół zdajecie wszystko na los bitwy. Jeśli dopisze wam szczęście, zrobicie najlepszy rzut, jaki kiedykolwiek uczynił król na ziemi; a jeśli rzut wam się nie powiedzie, inaczej nie odejdziecie z gry, jak z honorem.

Gil de Osem do króla Portugalii Jana I Dobrego przed bitwą pod Aljubarrotą (14.VIII.1385)
Awatar użytkownika
clown
Général de Division Commandant de place
Posty: 4748
Rejestracja: poniedziałek, 9 stycznia 2006, 17:07
Lokalizacja: Festung Stettin
Has thanked: 1 time
Been thanked: 1 time

Re: Sekigahara: The Unification of Japan (GMT)

Post autor: clown » piątek, 24 sierpnia 2012, 11:18

Najważniejsze, że w tym wszystkim gra ma do zaoferowania bardzo wiele jeśli chodzi o mechanikę, która jest nowatorska, ciekawa, bardzo grywalna i prosta do przyswojenia, a zarazem głęboka.
Nic dodać, nic ująć :)
"Cała kraina gier jest oczywiście krainą maniactwa, a jednak rejon gier naśladowczo-wojennych jest w tej krainie bardziej maniacki niż inne rejony. Jak na mój gust, jest to już 'konik' posunięty zbyt daleko, hermetyczny, bez przyszłości."
renald
Adjudant-Major
Posty: 311
Rejestracja: czwartek, 4 stycznia 2007, 23:52

Re: Sekigahara: The Unification of Japan (GMT)

Post autor: renald » piątek, 24 sierpnia 2012, 12:21

Raleen pisze:Z tego co ja czytałem, bitew mniejszych było jednak więcej
Swoją wiedzę na temat tej kampani czerpię jedynie z Osprey Campaign vol. 40 (pierwsze wydanie 1995r.) Jest tam kalendarium wydarzeń dzień po dniu kampanii i mapka bitew i oblężeń pomiędzy sierpniem i październikiem 1600 roku.

Jeśli było inaczej, mój zarzut niehistoryczności jest rzeczywiście bezpodstawny.
ODPOWIEDZ

Wróć do „XVI-XVIII wiek”