Won by the Sword (GMT)

Planszowe gry historyczne (wojenne, strategiczne, ekonomiczne, symulacje konfliktów) dotyczące XVI, XVII i XVIII wieku.
Awatar użytkownika
Neoberger
Adjudant Commandant
Posty: 1962
Rejestracja: sobota, 7 listopada 2009, 19:19
Lokalizacja: Wwa
Has thanked: 2 times
Been thanked: 31 times

Re: Won by the Sword (GMT)

Post autor: Neoberger » środa, 1 października 2014, 14:29

Powtórzę jeszcze raz. Sukcesorzy są grą nawet nie operacyjną, a strategiczną. Bitwy tam to jeden z elementów, potraktowany ogólnie, acz ciekawie i poprzez sposób i wynik rozegranej bitwy wpływający na losy i decyzje graczy.

Podobnie wydaje się to zrobione w Won by the Sword. Ale jest to gra operacyjna, z kartą jako 5 dni. Bitwa jest w tej grze tylko bitwą. I jako taka stanowi obok oblężeń najistotniejszy element gry.
Nic poza nią i oblężeniem nie istnieje w tej grze.
Hull nastawił się na grę o oblężeniach. Wskazują na to jego zapiski, mówiące o tym jak drobiazgowo pierwotnie były opracowane oblężenia w grze (nota bene tak to nie wyglądało w Wojnie Trzydziestoletniej jak opisywał Vauban, na którego się Hull powołuje). A także system punktów zwycięstwa premiujący oblężenia bardziej niż bitwy.

Bitwa jest dla mnie potraktowana bardzo po macoszemu bo można było w prosty sposób pokazać rolę dowódców na samym polu walki, a nie tylko jako chity najbardziej błyskotliwych osobników. Stąd w tej pięknej grze żetony z nazwiskami znanych dowódców są tyle samo warte (nic) co generic commanders. Smutne.
Sam sposób rozkładania bitwy urąga logice epoki. Najpierw atakujący, potem obrońca. Było dokładnie odwrotnie. Owszem były w bitwie manewry korygujące ustawienie obrońcy, ale dokonywane przez dobrych dowódców.
Rola centrum jest niedoceniona (a wiele gier bitewnych to uwzględnia - czyli w USA bywa tego świadomość). Powinno być warte 2 punkty, a skrzydła 1. I wtedy jeżeli ktoś wygra na skrzydłach to ma 2 punkty, a ten w centrum też 2. Wiązało się to z psychiką wojska, położeniem taborów, wodza itp.
Ale najważniejsze. W grze piechota i kawaleria niczym się nie różnią, poza patrolami (tu panu Hullowi dopowiem, że bardzo często wzmacniano na patrolach kawalerię muszkieterami).
Punkty są te same, w walce znaczą to samo. W rzeczywistości kawaleria w tym czasie mogła skończyć nie załamanej piechocie na pukel. :-)
Czyli jazda powinna mieć np. 2 punkty siły, a piechota 4 lub 5.
To prowadzi do tego jak taką bitwę przedstawić.
Skoro w grze będą 1 lub 2 wielkie bitwy to nie jest to jakieś obciążenie dla graczy.

A teraz najważniejsze. Popłakałem się ze wzruszenia jak czytałem wynurzenia Hulla o tworzonych modelach matematycznych do bitew i generowaniu strat i jak musiał to na prośbę GMT zakląć w jednej tabelce, ale dalej było historycznie. I że jest zadowolony.

Z moich solowych testów gry oraz AAR z netu rozegranych gier przez innych, wynika, że straty oscylują wokół 75%.
Tabela jest dodatkowo dość sztywna i można sobie policzyć jak krwawa.
Obrońcy lepszej sprawy piszą, że tak było historycznie i przywołują bitwę... pod Breitenfeld. Wcześniejszą, z innej trochę epoki, a ponadto bardzo odstającą od kanonu bitew XVII wieku.
http://www.boardgamegeek.com/thread/123 ... sive-anyon
http://en.wikipedia.org/wiki/Battle_of_ ... %281631%29
Fajnie. Przegrany może poniósł 70-75% strat, ale zwycięzca tylko 25% sił.

A co z bitwą pod Lutzen? Wszak gra może ją wygenerować!
Przy wyrównanych siłach i wyrównanej walce obie strony straciły po 30% stanów. Woow. Uuupsss.
http://en.wikipedia.org/wiki/Battle_of_ ... %281632%29

A pierwsza bitwa pod Nordlingen?
Owszem, pokonany stracił 50% sił, ale zwycięzca tylko z 8%.

A druga bitwa pod Nordlingen?
Zwycięzca 20 % strat, przegrany 30% strat.

Widać, że model "matematyczny" Pana Hulla sprawdza się, ale na pewno nie w bitwach z epoki.
Dla wyjaśnienia akolitom gry, dodam, że bajki o karcie Reinforcement, która pozwala odzyskać siły - nie sprawdzają się, ponieważ podane straty, zawierają... rannych, a więc żołnierzy odzyskiwanych potem przez dowódców.

Na zakończenie tego być może niepotrzebnego wykładu (Igor pewnie znowu przeczyta tylko pierwsze zdanie :-P ), uważam, że gra poza bitwą jest bardzo dobra. I chętnie bym w nią grał, ale jak ją kończyć w takim śmiesznym starciu wręcz? :-)
Berger
Awatar użytkownika
clown
Général de Division Commandant de place
Posty: 4618
Rejestracja: poniedziałek, 9 stycznia 2006, 17:07
Lokalizacja: Festung Stettin
Has thanked: 1 time
Been thanked: 5 times

Re: Won by the Sword (GMT)

Post autor: clown » środa, 1 października 2014, 14:56

A tu nie będzie tak, że nie da się zrobić jednego "modelu matematycznego" dla bitew z tej epoki?
Nad podobnym systemem pracował dla bitew napoleońskich Zucker - wziął Digby Smitha encyklopedię bitew i uśrednił w ramach rzutów k6 wyniki historyczne (w sensie strat) oraz warunki brzegowe. Wyszło to w serii Xów całkiem nieźle.
"Cała kraina gier jest oczywiście krainą maniactwa, a jednak rejon gier naśladowczo-wojennych jest w tej krainie bardziej maniacki niż inne rejony. Jak na mój gust, jest to już 'konik' posunięty zbyt daleko, hermetyczny, bez przyszłości."
Awatar użytkownika
Neoberger
Adjudant Commandant
Posty: 1962
Rejestracja: sobota, 7 listopada 2009, 19:19
Lokalizacja: Wwa
Has thanked: 2 times
Been thanked: 31 times

Re: Won by the Sword (GMT)

Post autor: Neoberger » środa, 1 października 2014, 15:10

clown - pewnie, że się da.
Bitwa zwycięska - 50% strat przegranego, 10% strat zwycięzcy.
Bitwa nierozegrana (remis) - po 25% o obu stronach.
Bitwa o wielkim zwycięstwie - 75% strat pokonanego, 10% strat zwycięscy.

Oczywiście byłoby to generowane przez czity, TA i podział na trzy części i relacje wzajemne. I byłoby ciekawie w grze.
I tak straty są wiadome i przed rozpoczęciem bitwy jeżeli znasz siłę przeciwnika (patrole) to możesz sobie wyliczyć jak się to skończy.
I kończy się tak, że ktoś ci proponuje bitwę, ty odmawiasz, on ma kartę Surprise, ale ty używasz Inicjatywy (jak masz) i uciekasz. I tak do następnego razu (ale wtedy możesz zwiększyć swoje siły dobierając jakiś garnizon, albo łącząc się z jakąś kolumną).
:-)
Berger
Awatar użytkownika
Neoberger
Adjudant Commandant
Posty: 1962
Rejestracja: sobota, 7 listopada 2009, 19:19
Lokalizacja: Wwa
Has thanked: 2 times
Been thanked: 31 times

Re: Won by the Sword (GMT)

Post autor: Neoberger » środa, 1 października 2014, 15:12

Karty z podwójnym CA to oczywiście karty z większym CA dla kawalerii. Wystarczyło zagrać solo. :-)

A jeszcze gwoli wyjaśnienia. Wszystkim zainteresowanym epoką grę polecam. Poza schrzanioną bitwą gra jest bardzo ciekawa.
Berger
Awatar użytkownika
duc de Fort
Capitaine
Posty: 844
Rejestracja: sobota, 21 stycznia 2012, 18:34
Lokalizacja: Warszawa

Re: Won by the Sword (GMT)

Post autor: duc de Fort » czwartek, 2 października 2014, 09:55

Zaznaczę że to, iż w bitwie straty są tak duże też budzi mój niepokój. Natomiast być może wiem, czym to jest spowodowane.
Do dużych bitew dochodziło rzadko, zwykle rozstrzygały one kampanię. Jeśli straty w grze byłyby małe w bitwie, gracze bez obaw by do niej dążyli. Bo przecież najwyżej zaraz się odbudują i nic się nie stanie. Straci się tylko punty zwycięstwa, które zaraz może uda się odrobić.
A tak trzeba bardzo ostrożnie podchodzić do starć, bo mogą kosztować utratę armii. Może mało eleganckie rozwiązanie, ale może taki był zamiar autora.

Co do kwestii dlaczego atakujący ustawia się pierwszy. W rzeczywistości obrońca wybierał zwykle teren bitwy. Starał się dobrać go "pod siebie" i maksymalnie wykorzystać. Czyli na wstępie bonus dla obrońcy. A w grze jakby to wyglądało? Obrońca rozstawia się pierwszy, atakujący dostosowuje swoje ustawienie do tego i to on ma fory w tym momencie. Oczywiście obrońca mógłby jeszcze zmodyfikować swoje ustawienie, ale to może być za mało. Czyli w grze ustawianie najpierw atakującego ma faworyzować obrońcę (tak jak w historii), a poza tym spowodować, aby atakujący dwa razy się zastanowił, zanim ruszy do bitwy. Czyli znowu, aby bitew nie było zbyt dużo w kampanii.

Koniec końców trzeba zagrać i samemu sprawdzić, jak to działa w praktyce.

Pozdrawiam dyskutantów ;)
FortGier.pl - najlepszy sklep z wojennymi grami planszowymi
Awatar użytkownika
Neoberger
Adjudant Commandant
Posty: 1962
Rejestracja: sobota, 7 listopada 2009, 19:19
Lokalizacja: Wwa
Has thanked: 2 times
Been thanked: 31 times

Re: Won by the Sword (GMT)

Post autor: Neoberger » czwartek, 2 października 2014, 15:35

Konrad jak zwykle masz rację. To samo odnosi się do Fatygi po bitwie. Ma ją tylko wygrywający. Chodzi o to by nie gonił od razu za resztką pokonanego.
Nawet na BGG ludzie się dziwili, że tylko jedna strona się męczy grą.

Straty są tak rozwiązane jak mówisz by uprościć grę. Brakuje bowiem stanu dowódcy po bitwie. Zresztą wielkie zwycięstwo zgodne z rzeczywistością miałoby ten sam skutek, o którym piszesz. Przegrany 75% strat i już nic nie może.
Generalnie w grze wielka bitwa może zakończyć scenariusz, natomiast w realu mogłaby być nierozegrana bitwa (straty od 20-30% dla każdej ze stron), gdzie jeszcze każdy mógłby coś próbować zrobić. Ale obadamy. Może nie jest tak źle jak piszą na BGG.

Natomiast na BGG śmiech wywołali dowódcy, którzy nie mają znaczenia, a jednak mają nazwiska. :-) Komentowano, że pewnie GMT każe zakupić ich pismo, w którym będą przepisy rozszerzające.

Tak czy siak, w sobotę spróbujemy to przetestować.

Tym bardziej, że reszta gry wygląda smakowicie.
Berger
Awatar użytkownika
Neoberger
Adjudant Commandant
Posty: 1962
Rejestracja: sobota, 7 listopada 2009, 19:19
Lokalizacja: Wwa
Has thanked: 2 times
Been thanked: 31 times

Re: Won by the Sword (GMT)

Post autor: Neoberger » czwartek, 2 października 2014, 15:55

Kawaleria walczyła na polu bitwy w skwadronach 300-500 osobowych. Autor przyjął 400 ludzi.
Piechota walczyła w tym drugim okresie Wojny Trzydziestoletniej w batalionach niemieckich - 1000 osobowych. Autor przyjął oddział piechoty 800 ludzi.
Idealny podział by symulować pole bitwy.
Berger
Awatar użytkownika
Pejotl
Major en second
Posty: 1136
Rejestracja: czwartek, 24 lipca 2008, 22:26
Lokalizacja: Warszawa

Re: Won by the Sword (GMT)

Post autor: Pejotl » czwartek, 2 października 2014, 16:15

A zauważyliście ze skala oddziału jest prawie ta sama co w Musket&Pike? Nic tylko dorobić home rules i rozgrywać bitwy na hexowych mapach z zasadami M&P :)
Człowiek potyka się o kretowiska, nie o góry.
Awatar użytkownika
Neoberger
Adjudant Commandant
Posty: 1962
Rejestracja: sobota, 7 listopada 2009, 19:19
Lokalizacja: Wwa
Has thanked: 2 times
Been thanked: 31 times

Re: Won by the Sword (GMT)

Post autor: Neoberger » czwartek, 2 października 2014, 16:28

Może też być tak, że GMT kazało tak zrobić dla uproszczenia, co chyba trochę Hull sugeruje w playbooku.
W każdym razie w sobotę zobaczymy czy będzie tak wielki strach walnąć szwedzką piąchą w Bawarczyków. :-)

Pejotl - wolałbym na zasadach francuskich.
Berger
Awatar użytkownika
Neoberger
Adjudant Commandant
Posty: 1962
Rejestracja: sobota, 7 listopada 2009, 19:19
Lokalizacja: Wwa
Has thanked: 2 times
Been thanked: 31 times

Re: Won by the Sword (GMT)

Post autor: Neoberger » piątek, 3 października 2014, 23:36

Do czego służą dowódcy z nazwiskami? Jeżeli do niczego to po co sprawdzać czy przeżyją po bitwie? Szkoda czasu.

Widać, że dużo GMT wycięło Hull'owi. Ciekawe jak wyglądała pierwotna gra?

Najprostsze jest by dowódcy z nazwiskami i Dynamiczni mogli używać czitów TA z kart. A generyczni nie. Bo nie byli na tyle dobrzy.
I wtedy już jest czysto i prosto.
:-)
Berger
Awatar użytkownika
Neoberger
Adjudant Commandant
Posty: 1962
Rejestracja: sobota, 7 listopada 2009, 19:19
Lokalizacja: Wwa
Has thanked: 2 times
Been thanked: 31 times

Re: Won by the Sword (GMT)

Post autor: Neoberger » sobota, 4 października 2014, 16:22

Na BGG gra ma teraz 6.22, ale to chyba i tak wysoko, bo miała zdaje się już 6.13.

Moim zdaniem to niesprawiedliwe.
Histeria z przepisami została wywołana przez Amerykanów, dla których 6 stron poprawek to zabójstwo.
Przed dzisiejszą rozgrywką u Konrada (która się niestety nie odbędzie), przeczytałem dwa razy przepisy i wszystkie poprawki i FAQi.
No ci Amerykanie to histerycy. Błędów nie ma tak wiele. Jeden błąd na karcie, kilka w playbooku co do rozstawienia, ale nie jakieś wstrząsające.
Reszta to niejasne sformułowania, ale to normalne w nowym systemie.

Jednak na wierzch wypływa chyba większy problem.
Moim zdaniem (z mojego doświadczenia z pewnym wydawcą), Hull za długo robił grę. GMT wzięło ją na warsztat i zaczęło dłubać po testach.
Gra wg GMT miała pewnie być szybsza, mniej skomplikowana.
Z tego co widzę uproszczono:
1. Oblężenie (trochę).
2. Bitwę (znacznie).

Zupełnie wyrzucono przepisy o:
1. Dowódcach z nazwiskiem.
2. Różnych narodowościach w grze.

Zabrakło tez kilku istotnych szczegółów, które wskazują na pośpiech przy ostatecznym design'ie gry.
Jakiemuś graczowi zabrało na przykład chwilę dorobienie trzech kwadratów na karcie każdej kolumny, gdzie żetonem dowódcy zaznaczamy jej wielkość.
Jest to istotne przez znaczną cześć gry.
Przepisy proponowały nam... notowanie tego faktu. :-)

Po samotnych testach muszę przyznać rację Konradowi i Kpt. Bombie, że gra jest ciekawa, ma potencjał, a sposób zagrywania kart jest więcej niż dobry. Przyjemność psują tylko drobne i duże niejasności. No i jak dla mnie suchy i bezsensowny system bitewny.
[Nota bene: w dzisiejszym solo teście Bawarczykom przypadła karta Epidemia, którą trzeba zagrać jako pierwszą, na największą kolumnę oraz na garnizon. Straty były takie sobie, ale garnizon wyparował. I tu pytanie. Co się dzieje z garnizonem i czy sprawdzamy dowódcę na straty?]

Mam nadzieję jutro rozegrać grę z kolegą.
Berger
Awatar użytkownika
MocnyMichał
Chasseur
Posty: 12
Rejestracja: piątek, 28 lutego 2014, 12:00

Re: Won by the Sword (GMT)

Post autor: MocnyMichał » sobota, 4 października 2014, 21:28

Histeria z przepisami została wywołana przez Amerykanów, dla których 6 stron poprawek to zabójstwo. [...]No ci Amerykanie to histerycy.
A mnie to nie dziwi. Mają prawo oczekiwać skończonego produktu, do którego poprawki będą kosmetyczne (bo zawsze dojdzie do pomyłki i coś trzeba zmienić, wyjaśnić lub poprawić). Dostali zamiast tego marny półprodukt, a że nie są przyzwyczajeni do bycia robionymi w bambuko (nie rozumiem w ogóle dlaczego to, że UPOMINAJĄ się o skończony produkt ma być przejawem histerii i jakąś ich wadą charakteru) to stąd taka reakcja.

Gra jest, w mojej opinii, niewypałem, GMT i autor nie stanęli na wysokości zadania wobec kwacha, jaki wypuścili i zamiast przeprosić i poprawić to kręcą nosem, a Ben Hull się obraża.

PS. W ogóle zauważyłem na tym forum smutny trend do mówienia "a bo Amerykanie to wiadomo panie, nie znają się na niczym, a jeszcze narzekają, że 6 stron erraty dostali!".
Miłośnik dłubanin!
Awatar użytkownika
Neoberger
Adjudant Commandant
Posty: 1962
Rejestracja: sobota, 7 listopada 2009, 19:19
Lokalizacja: Wwa
Has thanked: 2 times
Been thanked: 31 times

Re: Won by the Sword (GMT)

Post autor: Neoberger » niedziela, 5 października 2014, 00:05

Napisałem co napisałem. Moim zdaniem Hull zrobił grę zbyt skomplikowaną i czasochłonną. Wydawnictwo wyrwało mu ją z rąk i przerobiło jak przerobiło.
Amerykanie mają prawo oczekiwać skończonego produktu, ale:
1. W stosunku do narobionego hałasu, gra ma tylko kilka istotnych błędów.
2. Śmieszy mnie, jak odzywa się głos, że Amerykanie mają prawo oczekiwać. A gdy w Polsce ukazuje się bubel wydawniczo-techniczny (np. ostatni Walec Parowy itp), to padają słowa o zazdrości, trudnym życiu Polaków, zaborach itp., ślepocie krytyka, startującym rynku. :-)
3. Należy rozróżnić, że gra wydawniczo jest bublem, ale jako system (poza bitwą) ma dużo plusów.

Amerykanie może i mają dostęp do o wiele większych zasobów książek i dokumentów niż my. Ale nie potrafią łączyć faktów, nie mają myślenia historycznego i wszystko traktują jak zarządzanie fabryką.
Dlatego ich gry są często kalekie, schematyczne i nie uwzględniają ważnych elementów.

Oczywiście nie da się ująć całego Narodu w jednym garnku, ale IMHO wyjątki są rzadkie.

Dalsza dyskusja o tym, ile mamy na świecie wartościowych gier wojennych, została wydzielona w osobny temat:
http://strategie.net.pl/viewtopic.php?f ... 63#p269063
Berger
Awatar użytkownika
duc de Fort
Capitaine
Posty: 844
Rejestracja: sobota, 21 stycznia 2012, 18:34
Lokalizacja: Warszawa

Re: Won by the Sword (GMT)

Post autor: duc de Fort » niedziela, 5 października 2014, 13:06

Ja proponuję, żeby Koledzy z dyskusją o zadach i waletach rodzimych gier wojennych przenieśli się do właściwego tematu. Tutaj dzielimy się spostrzeżeniami odnośnie WbtS.

Wczoraj rozegraliśmy z Raubritterem pierwszą grę. Pierwszą kampanię ze Szwedami. Udało nam się rozegrać dwa i pół etapu. Początkowo szło powoli, ale z czasem coraz sprawniej. Jak zwykle z nowym tytułem. Gra głównie polegała na manewrowaniu kolumnami i plądrowaniu. Było kilka oblężeń. Mi udało się zająć jedną twierdzę, próbowałem z marszu z Norymbergą, ale niestety się nie udało. Złupiłem część Frankonii, Wurzburg i wkroczyłem do Hesji. Szwedzi zajęli Ulm i chyba jeszcze jedną twierdzę i wkroczyli do Bawarii.
W tym czasie doszło do dwóch dużych bitew. Pierwszą przyznaję, że powinienem się od niej uchylić. Gustavus dopadł Tilly'ego, gdy myślałem, że jestem w bezpiecznej odległości. Byłem wyraźnie słabszy, ale raz - chciałem zobaczyć, jak działa ta bitwa, dwa - szkoda mi było taborów, których sporo nazbierałem. W efekcie małe zwycięstwo Szwedów, tabory zachowałem, ale straciłem większość armii. Do drugiej bitwy obaj dążyliśmy, obaj z dużymi armiami. Niestety skończyła się także małym zwycięstwem Szwedów, a Wallenstein został ranny. Straty w bitwach są krwawe, choć przy wielkich armiach nie eliminują ich całkowicie. Ten element trzeba jeszcze potestować. Mam teraz wrażenie, że właśnie przy dużych armiach trzeba większą uwagę zwrócić na skrzydła. Jeśli tam się wygra, to walka w centrum i tak jest formalnością. Przy dużych armiach centra zadają sobie po 16 hitów i o zwycięstwie decydują trafienia zadane przez artylerię na początku. Tak właśnie było w naszej bitwie, gdzie Szwedzi mieli wyraźną przewagę w artylerii.
Na pewno razi mały wpływy wodzów na walkę. Wydaje mi się, że rozwiązanie zaproponowane przez Bergera z chitami z kart niewiele zmieni. Tactical advantage w sumie rzadko jest wykorzystywany - dotyczy tylko obrońcy, czyli armii, która zagrała kartę na polu, gdzie stoi. Gry armia (kolumna) się ruszy, chit przestaje działać.
Ja bym może spróbował coś takiego:
Dowódca generic - 0
named - 1
dynamic - 1*
gdzie 0 - oczywiście nic nie daje
1 - dodatkowy rzut kostką
1* - dodatkowy rzut kostką plus możliwość przerzucenia jednej kostki.
Wtedy rzeczywiście mogliby wpłynąć na wynik starcia. Oczywiście tylko na skrzydle, na którym zostaną umieszczeni.

Generalnie według mnie gra bardzo ciekawa. Fajnie działa konieczność zapewnienia prowiantu, zdobywania punktów na mapie. Kontrowersyjne są bitwy, ale jeszcze bym ich nie przekreślał. Fajne są obawy przed starciem w polu. Trzeba uważać, gdy się na nie decydujemy, ponieważ odtwarzanie armii jest bardzo utrudnione.
Niestety jakość wykonania, czyli ilość błędów i niejasności skandaliczna. Wygląda, że przed puszczeniem do druku nikt instrukcji nie przeczytał. I wcale nie uważam, żeby to była wina Bena Hulla. Nad grą w GMT pracuje sztab ludzi i ktoś powinien ponieść za to odpowiedzialność. A szkoda, ponieważ gra wydaje mi się naprawdę bardzo ciekawa i szczerze miałbym nadzieję na kolejne części w serii.
FortGier.pl - najlepszy sklep z wojennymi grami planszowymi
Awatar użytkownika
Neoberger
Adjudant Commandant
Posty: 1962
Rejestracja: sobota, 7 listopada 2009, 19:19
Lokalizacja: Wwa
Has thanked: 2 times
Been thanked: 31 times

Re: Won by the Sword (GMT)

Post autor: Neoberger » niedziela, 5 października 2014, 16:44

Ja też jestem dzisiaj po rozgrywce z Grzegorzem.
Zagraliśmy pierwszy scenariusz - 1632. Niestety z uwagi na ciągłe zaglądanie do instrukcji rozegraliśmy niecałe półtora miesiąca.
Od razu przy set-up zaskoczyły nas dwie rzeczy. Gdzie naprawdę stoi 3 kolumna cesarska? 3 regimenty piechoty samotne między Norymbergą a Hornem?
Druga wątpliwość - Bernhard Sasko-Weimarski występuje w kolumnie 1 i rezerwowej. Czy nie chodzi w którejś o Wilhelma?

Sama gra - świetny system zbierania furażu i oblegania. Gustaw Adolf nabił z 23 punkty na obleganiu twierdzy za twierdzą, ale miał karty i dodatkowo karty Posiłków by odrabiać straty przy zostawianiu garnizonów. Furaż dodatkowo dostarczała mu wydzielona kolumna kawaleryjska.
Ja jako Bawarczyk próbowałem oblec Norymbergę, ale jest to bez sensu na początku. Potem trochę zdobywałem twierdze, ale i tak główne punkty dostałem za wygranie bitwy.

Wątpliwości:
1. Nieustające odnośnie dowódców. Niczego żaden w grę nie wnosi. Nawet Dynamiczni są cherlawi a jak się nie trafi dobry czit, to są przezroczyści dla rozgrywki (no przy oblężeniach +1).
2. Jak to jest z tymi czitami. W instrukcji stoi, że oddajemy do losowanych żetonów - żetony unused. A co z użytymi? Tylko w tym losowaniu się nie pojawiają, apotem tak? Są jednorazowe po użyciu?
3. Zupełnie nierozróżnialne żetony garnizonów. Z obu stron tego samego koloru, różniące się malutkimi flagami. Na wielkiej mapie trudno się zorientować.
4. Ciężkie jest nieustanne liczenie wielkości kolumny. Nawet po naklejeniu trzech kwadratów z liczbami na karty, trudność sprawiały żetony BP traktowane jak dwa stepy za 1 punkt. Ciągle się zmieniała ich liczba i co za tym idzie wielkość kolumny.
5. Kawaleria na patrolu. Nie dołącza do bitwy. Ale to wykorzystują gracze. Jak tylko wyrzuciłem kawalerię na patrole dwa to wróg zaatakował. Przynajmniej kawaleria na osi podejścia powinna wziąć udział w bitwie (Lutzen).

Obserwacje:
1. Świetny system kart. Po prostu miód. Ile tu kombinowania. Przy dwóch kolumnach wszystkie 10 kart musi wyjść z ręki. Nawet te beznadziejne i kosztowne w BP. A przy trzeciej i czwartej kolumnie ciągniemy karty na ślepo. Tu już bywa ostro.
2. Bardzo wolno odtwarza się straty. W ciągu miesiąca dana kolumna może przejść od 15 do 25 pól, lub za tyle zrobić różnych akcji. Jeżeli poniesie straty gracz musi użyć kart Posiłków. Średnio mieliśmy ich 2 na ręce, po 4 punkty każda. Przy stratach po wydzieleniu garnizonów to jeszcze starcza. Ale po dużej bitwie kolumna będzie się odradzać ze 3-4 miesiące czyli 3-4 etapy, czyli 15-20 rund. Właściwie przy poziomie strat w grze jest już po niej.
3. Trzeba pamiętać, że gra jest o zaopatrzeniu. :-) W pewnym momencie nasza kolumna może znaleźć się w miejscu, gdzie wszystko jest już zebrane. A do wolnych pól daleko. To może być zresztą opcją taktyki w grze.
4. W naszym scenariuszu pola odradzały się z zaopatrzeniem po 4 etapach (zaczynaliśmy w zimie, na przednówku). Szybko następowało ogołocenie pewnych obszarów.
5. Oblężenia mniejszych miast są bardzo proste. Podchodzimy za 1 punkt. Za drugi i 1 BP rozpoczynamy oblężenie. Sprawdzamy poddanie się i jak mamy jeszcze punkty to możemy nawet duże miasto oblec fortyfikacjami polowymi (duża liczba piechoty potrzebna) i próbować finałowego poddania lub szturmu. W każdym razie tak łatwo szło Gustawowi Adolfowi z 4 artyleriami. :-)

Bitwa:
1. Dramat w stratach. Rozegraliśmy jedną bitwę między Tillym i Hornem. Atakował Szwed bo Tilly był osłabiony przez garnizonowanie i dwie zarazy. A także wysłał kawalerię na patrole. :-( Bitwa skończyła się wielkim zwycięstwem Tillego. Z całej kolumny Horna (można sobie zobaczyć w Playbooku) została osłabiona jedna piechota i dwie osłabione kawalerie. Faktem jest, że artyleria Tilly wymiotła, a poza tym miał czit Agresywny (pewnie Papenheim). Tym niemniej to nie tak bywało.
2. Nadal nie zgadzam się z opcją przerzutu kawalerii na jedno ze skrzydeł. Daje to szansę na małe zwycięstwo praktycznie zawsze. Wygrywamy na tym skrzydle gdzie przerzuciliśmy kawalerię i może dopchaliśmy piechotą. Potem do centrum możemy w razie wygranej na tym skrzydle przerzucić całą naszą kawalerię. Przy dobrej kalkulacji wygrywamy na skrzydle i w centrum.
3. Po bitwie kolumna, która była poważną siłą już nie będzie miała znaczenia w grze. :-(

Długość gry:
Graliśmy 3 godziny 6 tygodni gry. Nawet jeżeli gra się 1,5 godziny na miesiąc (etap), to przy 8-9 etapach jest to 12-14 godzin. Tak więc gra nadaje się do codziennego grania tylko w ramach scenariuszy bitewnych. Co przy słabości systemu bitwy jest mało nęcące.

Uwagi końcowe:
1. Miałem refleksję, że w żadnym scenariuszu nie ma określonego celu gry. Mamy sobie zbierać jedzenie, czasem coś za punkty oblec i w ostateczności (mało opłacalne w relacji ryzyko-VP) stoczyć bitwę.
2. Zwracanie uwagi na tajemnicę w grze jest bezpłodne z uwagi na to, że od początku wiemy co gdzie stoi i naprawdę rzadko jest tak, że coś diametralnie się zmienia. A zaskoczenie, że nie stoi gdzieś detachment a regiment za 3 punkty powoduje najwyżej stratę jednego etapu.
3. Boli żaden wpływ dowódców, nawet dynamicznych. Czity są przypadkowe, mogą w ogóle nie pasować do sytuacji, a reszta dowódców jest zupełnie niepotrzebna.
4. Czity dowódców miały być z założenia silniejsze niż zwykłe możliwości kart. Super, ale chyba tylko Forsowny Marsz i Posiłki są lepsze. W tym drugim wypadku możemy wystawić dodatkową artylerię z garnizonu. Tylko nie wiadomo ile możemy używać takiego czitu, czy się pojawi, no i gdy stracimy na rzecz Gustawa 2 działa, to będzie miał 6. Takiej siły artylerii w centrum wroga już niczym nie zrównoważymy. :-(

Podsumowując grało się fajnie. Gra stwarza wiele możliwości. Karty to świetny pomysł. Bitwa i dowódcy to porażka.
Berger
ODPOWIEDZ

Wróć do „XVI-XVIII wiek”