The Fast Action Battle Series - Volume 1: The Bulge

Planszowe gry historyczne (wojenne, strategiczne, ekonomiczne, symulacje konfliktów) dotyczące II wojny światowej.
dasilwa
Carabinier
Posty: 27
Rejestracja: czwartek, 9 marca 2006, 21:37

Post autor: dasilwa » środa, 7 maja 2008, 22:40

Andy pisze: Na kolejne części czekam z mniejszym napięciem, bo nie wiem, co mogłoby mnie porwać w walkach o Sycylię.
Może właśnie dzięki FAB porwą Cię walki na Sycylii. ;)
Awatar użytkownika
Andy
Grossadmiral
Posty: 9583
Rejestracja: czwartek, 22 grudnia 2005, 18:49
Lokalizacja: Piastów
Kontakt:

Post autor: Andy » czwartek, 8 maja 2008, 20:35

Właściwie to jest jeden aspekt walk o Sycylię, który mógłby mnie zainteresować: współdziałanie sycylijskiej mafii z wojskami alianckimi. Ciekawe, czy w zestawie będzie odpowiedni klocek z panem w kapeluszu i z cygarem w zębach? ;D
Never in the field of human conflict has so much been owed by so many to so few...
Premier Winston Churchill, 20 sierpnia 1940 r.
...and for so little.
Porucznik pilot Michael Appleby, dzienny żołd 14 szylingów i 6 pensów
Awatar użytkownika
Leo
Colonel
Posty: 1555
Rejestracja: czwartek, 22 grudnia 2005, 19:08
Lokalizacja: Warszawa
Been thanked: 4 times

Post autor: Leo » piątek, 9 maja 2008, 12:12

Co jest ciekawego w walkach o Sycylię?
No jak to co - wojska włoskie!!!
"Szlabany w głowach podnoszą się najwolniej..."
Awatar użytkownika
Jasz
Général de Brigade
Posty: 2164
Rejestracja: poniedziałek, 11 września 2006, 21:12
Lokalizacja: Warszawa

Post autor: Jasz » piątek, 9 maja 2008, 16:44

a ja myślałem, że sycylijki
Awatar użytkownika
Strategos
Censor
Posty: 8339
Rejestracja: czwartek, 22 grudnia 2005, 17:53
Lokalizacja: Łódź

Post autor: Strategos » piątek, 9 maja 2008, 20:50

Leo pisze:Co jest ciekawego w walkach o Sycylię?
No jak to co - wojska włoskie!!!
Wolę raczej piękną włoską flotę i piękne Włoszki ....dobrym włoskim winem i bel canto też nie pogardzę ( a propos uwagi bezpośrednio powyżej). ^^
"Bądź szybki jak wicher, spokojny jak las, napastliwy i żarłoczny jak ogień, niewzruszony jak góra, nieprzenikniony jak ciemność, nagły jak piorun"

Sun Tzu
Awatar użytkownika
Andy
Grossadmiral
Posty: 9583
Rejestracja: czwartek, 22 grudnia 2005, 18:49
Lokalizacja: Piastów
Kontakt:

Post autor: Andy » niedziela, 11 maja 2008, 12:11

Jestem po próbnej partii Nuts! (scenariusz szkoleniowy) z Legunem. Trudno się na początku przebijało przez zawiłości systemu, ale kiedy pod koniec (czyli w trzecim etapie! ;) ) gra nieco przyspieszyła, zaczęły się ujawniać jej zalety. To naprawdę może działać całkiem przyjemnie!

Tak, losowość w rozstrzyganiu starć bywa spora. W drugim etapie seryjnie przegrywałem wszystkie rzuty kostkami, a Legun wygrywał wszystkie swoje. W trzecim etapie sytuacja się odwróciła. Ale jak się poczyta historię ofensywy w Ardenach, to jest ona pełna nieoczekiwanych rozstrzygnięć starć. Poza tym przy pełnym scenariuszu wszystko się zapewne wyrównuje - pod Bastogne jeden nieudany rzut może być rozstrzygający.

Tylko na marginesie, bo gra miała ewidentnie szkoleniowy charakter: Niemcy pod moim dowództwem, po wielu haniebnych epizodach (np. 116 PzD i 560 VGD zatrzymane na dwa dni przez pułk z amerykańskiej 28 DP!), włamali się na koniec dwiema dywizjami pancernymi (2 i Lehr) w rejon Bastogne. Opóźnienia spowodowane nieoczekiwanie silnym oporem (np. garnizonu Wiltz) i nadzwyczaj skutecznym wysadzaniem mostów przez amerykańskich barbarzyńców - nie pozwoliły na końcowy sukces. Bastogne nie zostało okrążone i przegrałem dwoma punktami.

Gra z pewnością godna dokładniejszego poznania!
Never in the field of human conflict has so much been owed by so many to so few...
Premier Winston Churchill, 20 sierpnia 1940 r.
...and for so little.
Porucznik pilot Michael Appleby, dzienny żołd 14 szylingów i 6 pensów
Awatar użytkownika
Arteusz
Praetor
Posty: 3181
Rejestracja: niedziela, 7 października 2007, 16:17
Lokalizacja: Kielce

Post autor: Arteusz » niedziela, 2 listopada 2008, 20:58

Moje gry
Szlachectwa nie nabiera się przez urodzenie, ale przez czyny.
"Moim obowiązkiem, jako patrioty, nie jest umrzeć za swój kraj, ale sprawić, żeby wróg oddał życie za własny".
dasilwa
Carabinier
Posty: 27
Rejestracja: czwartek, 9 marca 2006, 21:37

Post autor: dasilwa » piątek, 14 sierpnia 2009, 10:17

Czy ktoś może słyszał co z kolejną częścią FAB? Ja ostatnio wróciłem do FABa i muszę przyznać że ciągle mi się podoba.
Awatar użytkownika
Hudson
Lieutenant
Posty: 539
Rejestracja: czwartek, 22 grudnia 2005, 17:49
Lokalizacja: Warszawa

Post autor: Hudson » piątek, 14 sierpnia 2009, 13:00

dasilwa pisze:Czy ktoś może słyszał co z kolejną częścią FAB? Ja ostatnio wróciłem do FABa i muszę przyznać że ciągle mi się podoba.
Kolejne części miały wychodzić w odstępie około roku, volume II był zapowiadany na 2009. Niestety w p500 jeszcze się nie pojawiło, więc obsuwa murowana.
Point d'argent, point de Suisse.
Awatar użytkownika
Smerf Maruda
Adjudant
Posty: 236
Rejestracja: sobota, 29 sierpnia 2009, 22:27
Lokalizacja: Ziemia
Been thanked: 6 times
Kontakt:

Post autor: Smerf Maruda » czwartek, 1 kwietnia 2010, 21:56

Do tej pory zagrałem pięć razy, cztery razy aliantami, raz Niemcami. Ci drudzy mają o wiele trudniej, powiem szczerze. Ale ja nie o tym.

Moim zdaniem system zaimplementowany w FAB bardzo dobrze oddaje specyfikę pola walki na poziomie operacyjnym:
* ograniczone rozpoznanie wywiadowcze (mgła wojny tj. bloczki) nie pozwala z lekkim sercem planować działań. Wiemy, gdzie jest wróg, ale nie wiemy w jakiej sile,
* limitowane zasoby, których specyfika nie zawsze odpowiada potrzebie chwili,
* zasady ruchu świetnie pasują do przyjętej skali gry, podobnie jak ograniczenie, że w jednym obszarze mogą stacjonować maksymalnie dwie jednostki na stronę.
* przypisanie jednostek do armii: w przypadku, gdy na jednym polu znajdują się jednostki z dwóch armii, wsparcie jest ściśle ograniczone.

Walki rozstrzygane są co prawda za pomocą kości, ale można zrobić bardzo wiele, by podnieść swoje szanse - począwszy od wyznaczenia odpowiedniej jednostki do przeprowadzenia natarcia, poprzez odpowiednie wsparcie już to artylerii, już to grup bojowych, skończywszy na wsparciu z powietrza.

W FAB: The Bulge strony są silnie asymetryczne. Niemcy mają przewagę liczebną na początku, wystarczy jednak, że alianci utrzymają się parę dni, a dotrą do nich oddziały, które balans przechylą na ich stronę. Po mniej więcej czterech turach dochodzi dodatkowo wsparcie amerykańskiego lotnictwa. Niemcy zaś nie dość, że mają ograniczoną liczbę wojsk inżynieryjnych, to muszą liczyć się z ogrniaczeniami paliwa i rezerw. W ogóle Niemcami gra się ciężej :-)

Póki co to najlepsza gra wojenna, w jaką grałem. Nie grałem w nich zbyt wiele, ale FAB wyjątkowo chwyta mnie za serce :-) Nie mogę się doczekać kolejnych części.
dasilwa
Carabinier
Posty: 27
Rejestracja: czwartek, 9 marca 2006, 21:37

Post autor: dasilwa » czwartek, 1 kwietnia 2010, 23:51

Ja mam całkiem inne doświadczenie. Grałem już ok 10 raz i zdecydowaną większość razy wygrali Niemcy. Ale zgadzam się że to doskonała gra.
Awatar użytkownika
Andy
Grossadmiral
Posty: 9583
Rejestracja: czwartek, 22 grudnia 2005, 18:49
Lokalizacja: Piastów
Kontakt:

Post autor: Andy » piątek, 2 kwietnia 2010, 00:13

Bardzo trafne obserwacje Smerfa. Dodam od siebie, że system działa sprawnie i znacznie płynniej niż można się tego spodziewać po lekturze dość rozbudowanych i skomplikowanych reguł. Oczywiście w pierwszych partiach trudno zapamiętać wszystkie dostępne możliwości, zwłaszcza akcji specjalnych, które mają zastosowanie w różnych fazach gry.

Grając ze Smerfem Niemcami zupełnie zapomniałem o różnych możliwościach wykorzystania jednostek saperów. Dlatego saperzy 6 Armii Pancernej SS przez cały czas stali w odwodzie - Amerykanie na północy nie wysadzili żadnych mostów i jednostkę inżynierską trzymałem na wypadek ewentualnej konieczności szybkiego odtworzenia przeprawy. Tymczasem saperów należało wykorzystać przy okazji ważniejszych starć do likwidacji amerykańskich umocnień polowych, żeby nie "marnować" na nie trafień z ostrzału artylerii i własnych jednostek.

Odrębnym zagadnieniem są warunki zwycięstwa. Układ pól-celów jest taki, że poza wyrzuceniem Amerykanów z premiowanych obszarów na linii frontu (co nie jest szczególnie trudne ze względu na początkową przytłaczającą przewagę), należy do czwartego etapu gry (19 grudnia) zdobyć co najmniej dwie "żółte gwiazdki", żeby uniknąć automatycznej porażki. I tu zaczynają się problemy: tam, gdzie ławiej zdobywać teren (czyli w pasie natarcia 5 Armii Pancernej) jest tylko jeden taki cel - Bastogne, akurat niełatwy (jako miasto) do opanowania. Trzeba zatem uderzać 6 Armią w kierunku premiowanych Malmedy, Werbomont i Verviers, a jest to bardzo trudne zadanie, ze względu na warunki terenowe.

Aby zapewnić sobie automatyczne zwycięstwo, Niemcy muszą do 19 grudnia zdobyć 5 z 6 żółtych gwiazdek, a do 20 grudnia - już wszystkie 6! Trzeba przy tym pamiętać, że najodleglejszy z tych celów stanowi Huy, leżący nad Mozą! Są niby do zdobycia nieodległe cele na samym południu (Luksemburg i Arlon), ale ich opanowanie siłami słabiutkiej 7 Armii graniczy z nieprawdopodobieństwem. 7 Armia, pozbawiona jednostek pancernych, może wykonać wyłącznie historyczne zadanie ograniczonego posunięcia się na zachód, odwrócenia frontem na południe i osłony lewej flanki ofensywy przed nadciągającymi siłami Pattona.

Pozostaje zatem uderzanie w centrum i na północy, przy czym łatwiejszy do zrealizowania atak 5 APanc. może przynieść wymierne korzyści dopiero po wyjściu w przestrzeń operacyjną za Bastogne (zagrożenie Marche i Huy), zaś cele 6 APanc. SS są bliższe, ale trudniejsze do opanowania.

W tym kontekście jedna sprawa wydaje się bardzo interesująca: autor nie wyznaczył St. Vith jako obszaru punktowanego! Był to bardzo ważny węzeł komunikacyjny, o który toczyły się zażarte walki - odgrywał podobną rolę, jak Bastogne na południu. Obrona amerykańska w niedomkniętym kotle między St. Vith a Vielsalm ("Gęsie jajo") zatrzymała na długo niemieckie postępy, zmuszała do przegrupowań, wywołała gigantyczne korki etc. Mogę tylko podejrzewać, że pominięcie tych dwóch miejscowości jako celów wynikało z chęci uniknięcia zbyt łatwego osiągnięcia przez gracza niemieckiego automatycznego zwycięstwa w początkowej fazie gry. Być może bardziej historyczne byłoby większe wyśrubowanie wymaganej liczby celów do zdobycia niż pominięcie St. Vith i Vielsalm, ale trudno mi to ocenić po jednej (szybko przegranej) partii.

Pomijam tu możliwość zdobycia VPs za zniszczenie dużych jednostek przeciwnika. Wydaje się, że tą metodą gracz niemiecki może zdobyć dodatkowo 2 punkty za dwie słabe dywizje piechoty, skierowane w Ardeny na wypoczynek. :shock: Może zresztą o to właśnie chodziło, tzn. o skłonienie Niemców do historycznego okrążania i niszczenia przeciwnika, a nie tylko o spychanie go na zachód, omijanie i wyścig do punktowanych obszarów.

W każdym razie kluczem do niemieckiego zwycięstwa automatycznego wydaje się stosowanie z żelazną konsekwencją zasady ekonomii sił i skupianie ograniczonej liczby jednostek wsparcia na wybranych kierunkach natarcia. Drugim wymogiem jest konsekwentne, zdecydowane i trafne zastosowanie akcji specjalnych dla przełamania frontu i wykorzystania powodzenia. Trzecim - umiejętne wykorzystanie skąpych zapasów paliwa.

Jeśli osiągnięcie zwycięstwa automatycznego okaże się niemożliwe, pozostaje Niemcom poczynienie takich postępów, by Alianci nie zdołali do końca gry wyrzucić ich ze wszystkich opanowanych terenów. Wydaje się to zadaniem niezmiernie trudnym.

Świetna gra, warta bliższego poznania.

Natomiast różnię się ze Smerfem w ocenie nadchodzącej drugiej części systemu FAB. Jakoś nigdy nie miałem serca do kampanii na Sycylii i jedyne co wydaje mi się w niej interesujące (i o czym pisałem wcześniej), to jak autor oddał wspólpracę sił amerykańskich z sycylijska mafią. ;) Ale oczywiście mogę się mylić i okaże się, że Rick Young znalazł ciekawą formułę na tę kampanię (np. interesująco zapowiada się mechanizm upadku włoskiego morale wraz z postępami Aliantów).

Bardziej interesuje mnie kolejne przedsięwzięcie z cyklu FAB, czyli Market-Garden. Ale ostateczna decyzja o jego realizacji jeszcze nie zapadła.
Never in the field of human conflict has so much been owed by so many to so few...
Premier Winston Churchill, 20 sierpnia 1940 r.
...and for so little.
Porucznik pilot Michael Appleby, dzienny żołd 14 szylingów i 6 pensów
Awatar użytkownika
Smerf Maruda
Adjudant
Posty: 236
Rejestracja: sobota, 29 sierpnia 2009, 22:27
Lokalizacja: Ziemia
Been thanked: 6 times
Kontakt:

Post autor: Smerf Maruda » piątek, 2 kwietnia 2010, 08:57

Andy pisze:Tymczasem saperów należało wykorzystać przy okazji ważniejszych starć do likwidacji amerykańskich umocnień polowych, żeby nie "marnować" na nie trafień z ostrzału artylerii i własnych jednostek.
Dodam, w ramach sprostowania, że saperzy usuwają umocnienia po ostrzale artylerii. Może się więc zdarzyć, że nie będą mieli co usuwać :-)
Awatar użytkownika
Andy
Grossadmiral
Posty: 9583
Rejestracja: czwartek, 22 grudnia 2005, 18:49
Lokalizacja: Piastów
Kontakt:

Post autor: Andy » piątek, 2 kwietnia 2010, 09:47

No tak. Ale pamiętam również o tym, że saperzy mogą nie dotrwać do momentu usuwania umocnień i nie będzie komu ich usuwać. ;) Z kolei jeśli przeżyją ostrzał obrońcy, a umocnień już nie będzie, to zawsze dodadzą jedna kostkę do rzutu atakującego.
Never in the field of human conflict has so much been owed by so many to so few...
Premier Winston Churchill, 20 sierpnia 1940 r.
...and for so little.
Porucznik pilot Michael Appleby, dzienny żołd 14 szylingów i 6 pensów
Awatar użytkownika
Hudson
Lieutenant
Posty: 539
Rejestracja: czwartek, 22 grudnia 2005, 17:49
Lokalizacja: Warszawa

Post autor: Hudson » piątek, 2 kwietnia 2010, 11:50

Andy pisze:Właściwie to jest jeden aspekt walk o Sycylię, który mógłby mnie zainteresować: współdziałanie sycylijskiej mafii z wojskami alianckimi. Ciekawe, czy w zestawie będzie odpowiedni klocek z panem w kapeluszu i z cygarem w zębach? ;D
Obrazek
Point d'argent, point de Suisse.
ODPOWIEDZ

Wróć do „II wojna światowa”