Operation Dauntless (GMT)

Planszowe gry historyczne (wojenne, strategiczne, ekonomiczne, symulacje konfliktów) dotyczące II wojny światowej.
ODPOWIEDZ
Miku
Sergent-Major
Posty: 178
Rejestracja: poniedziałek, 30 grudnia 2013, 17:16
Lokalizacja: Warszawa

Re: Operation Dauntless (GMT)

Post autor: Miku » wtorek, 12 kwietnia 2016, 20:05

Faktycznie trzeba cały czas myśleć jakich jednostek użyć w kolejnym ataku na konkretny heks. My graliśmy kilka początkowych tur kampanii, po tym jak przebiłem się z prawej strony, mój przeciwnik nie miał pojęcia jak grać Niemcami. Przy takiej ilości brytyjskich czołgów każdy atak AT kończył się praktycznie stratą jego pojazdów. Gra wymaga opanowania wszystkich modyfikatorów, ponieważ one chyba są najważniejsze w całej grze, jedne działają w assault inne w combat, cześć w obu można użyć. Połapać się w tym czasem ciężko. Choć znając zastosowanie poszczególnych oddziałów można to łatwiej przyswoić. Zasady jednak faktycznie nie są skomplikowane, są intuicyjne. My mieliśmy problem z wymyśleniem jak bronić się Niemcami, tz mój przeciwnik miał, granie Brytyjczykami jest łatwiejsze, chyba ;) Grze nie brakuje za to klimatu. Ciekawy jestem jak wypadną kolejne pozycje. Rozegranie kampanii na żywo dla mnie jest nierealne ze względu na czas, ciekawy jestem tych małych scenariuszy. Może kiedyś będzie okazja jeszcze zagrać.
Miku
Sergent-Major
Posty: 178
Rejestracja: poniedziałek, 30 grudnia 2013, 17:16
Lokalizacja: Warszawa

Re: Operation Dauntless (GMT)

Post autor: Miku » wtorek, 12 kwietnia 2016, 22:13

Nie graliśmy, mimo próśb. Chciał od razu grać kampanię. Ja grałem w RW, więc podstawy miałem opanowane, reszta poszła szybciej. To są tzw. problemy pierwszego świata, kupuje się rocznie kilkanaście gier i jak jedna nie podpasuje od razu to skaczę się na następną. Podobnie było z A Victory Denied... eh, no trudno :roll: Może kiedyś będzie okazja, chętnie spróbuję z kimś na żywo Niemcami w jakiś mniejszy scenariusz.
Awatar użytkownika
cadrach
Lieutenant-Adjudant-Major
Posty: 688
Rejestracja: niedziela, 6 listopada 2011, 10:30
Lokalizacja: Puszcza Piska
Been thanked: 1 time
Kontakt:

Re: Operation Dauntless (GMT)

Post autor: cadrach » wtorek, 28 marca 2017, 18:17

Czy na Śląsku żyją ludzie, którzy w to grają?
no school, no work, no problem
Awatar użytkownika
cadrach
Lieutenant-Adjudant-Major
Posty: 688
Rejestracja: niedziela, 6 listopada 2011, 10:30
Lokalizacja: Puszcza Piska
Been thanked: 1 time
Kontakt:

Re: Operation Dauntless (GMT)

Post autor: cadrach » wtorek, 28 marca 2017, 19:56

OD jeszcze nie znam i nie mam, ale kupiłbym, gdyby było po co. Znam dość dobrze RW. Na Pyrkon już nie dam rady pojechać, ale jeśli będą jakieś wrześniowe konwenty (byle gdzie), to już teraz chętnie się z Tobą umówię i kupię grę choćby po to :-)
no school, no work, no problem
Profes79
General
Posty: 5614
Rejestracja: wtorek, 25 kwietnia 2006, 08:30

Re: Operation Dauntless (GMT)

Post autor: Profes79 » wtorek, 28 marca 2017, 23:58

Jestem za :)
Awatar użytkownika
cadrach
Lieutenant-Adjudant-Major
Posty: 688
Rejestracja: niedziela, 6 listopada 2011, 10:30
Lokalizacja: Puszcza Piska
Been thanked: 1 time
Kontakt:

Re: Operation Dauntless (GMT)

Post autor: cadrach » czwartek, 30 marca 2017, 18:22

Volkh, wracając do tematu: do czerwca odpadam, ale jeśli w lipcu lub potem we wrześniu są jakieś konwenty, to jadę bić na nich w Normandii Twoich Brytoli lub Szkopów, o ile się stawisz :-) Widziałem info o AgroWarze i widziałem tam nawet w wątku zdjęcie jakiejś barki desantowej, czyli w sam raz normandzkie klimaty. Jakby co to dałbym radę tam się stawić (o ile będą jeszcze miejsca). Pasowałoby Tobie?

Edycja: właśnie spostrzegłem, że wyżej napisałeś, że pewnie tak. Jak trochę przerobię przepisy i rozegram jakieś krótkie scenary, to dam tu znać i umówimy się na jakiś przyzwoity i konkretny (widziałem w zasadach przynajmniej kilka średniej długości).
no school, no work, no problem
Profes79
General
Posty: 5614
Rejestracja: wtorek, 25 kwietnia 2006, 08:30

Re: Operation Dauntless (GMT)

Post autor: Profes79 » czwartek, 30 marca 2017, 18:40

Jeżeli tradycji stanie się zadość to w lipcu/sierpniu będą wakacyjne manewry w Muszynie - Galicyjskie Manewry Strategów. DBJ dosyć późno ogłasza termin; w zeszłym roku nastąpiło to w maju.
Awatar użytkownika
cadrach
Lieutenant-Adjudant-Major
Posty: 688
Rejestracja: niedziela, 6 listopada 2011, 10:30
Lokalizacja: Puszcza Piska
Been thanked: 1 time
Kontakt:

Re: Operation Dauntless (GMT)

Post autor: cadrach » czwartek, 30 marca 2017, 18:56

Pełny luz, znajdziemy jakiś odpowiedni konwent. Jeśli chodzi o wakacje, to sam nie jestem pewny i myślę, że przełom lipca/sierpnia raczej u mnie odpada, prędzej pod koniec sierpnia już mógłbym i gdyby się dało zagrać na Polconie, to czemu nie. Byłby pretekst, by pojechać na Polcon... Tylko że z czasów erpegowych jakoś nie kojarzę, by takie duże konwenty były przyjazne dla wojenników. Poza tym pewnie będziesz tam miał inne zajęcia. W każdym razie grę już w zasadzie mam i zamierzam jej użyć ;-)
no school, no work, no problem
Awatar użytkownika
cadrach
Lieutenant-Adjudant-Major
Posty: 688
Rejestracja: niedziela, 6 listopada 2011, 10:30
Lokalizacja: Puszcza Piska
Been thanked: 1 time
Kontakt:

Re: Operation Dauntless (GMT)

Post autor: cadrach » środa, 19 kwietnia 2017, 15:15

Rozłożyłem, żeby pobawić się żetonami i pouczyć zasad. Pomyślałem, że rozegram sam ze sobą tutoriale, bo są na kilka żetonów. No i wczoraj zacząłem... Nie miałem pojęcia, że ta gra będzie przygotowana pod ludzi tak kompletnie początkujących, że połowa tutoriali to nauka gry na heksach, co to strefy kontroli itd. Prawie każda kolejna zasada wprowadzana jest w następnym tutorialu... Pierwsza myśl: przesada. Po co coś takiego? Czy autor liczy, że ktoś zupełnie nieznający gier wojennych kupi sobie omyłkowo Operation Dauntless zamiast Arkham Horror?

Z drugiej strony: można z tym pójść do klubu i spróbować łowić zwykłych graczy jak na wędkę. Może o to chodzi. Spróbuję w jakiś dzień, mam parę kroków piechotą. Siądę obok jakiejś ekipy z Arkham Horror, rozłożę tutorial numer 1, wyjmę gazetę i zacznę czekać, aż ktoś się przysiadzie...

Poza tym wrażenie bardzo pozytywne, ale zobaczymy. To chyba ogromna zmiana w porównaniu do RW z tą niemożliwością eliminacji jednostki pancernej w wyniku zwykłej walki, ale jeszcze nie doszedłem do tutoriala z czołgami, więc nie wiem jak to się będzie sprawdzało ;-)

Pozostaje mi ponowić "apel", może zaglądają tu jacyś katowiccy tajniacy: jeśli są w okolicy chętni do gry w OD - z przyjemnością zagram.
no school, no work, no problem
Kosma
Caporal-Fourrier
Posty: 94
Rejestracja: piątek, 13 czerwca 2014, 23:57

Re: Operation Dauntless (GMT)

Post autor: Kosma » czwartek, 20 kwietnia 2017, 11:46

Jak dla mnie to takie podejście jest super.
Awatar użytkownika
cadrach
Lieutenant-Adjudant-Major
Posty: 688
Rejestracja: niedziela, 6 listopada 2011, 10:30
Lokalizacja: Puszcza Piska
Been thanked: 1 time
Kontakt:

Re: Operation Dauntless (GMT)

Post autor: cadrach » czwartek, 20 kwietnia 2017, 12:00

Tak, przykozaczyłem; te tutoriale są fajne i to super, że są. Niektóre przeskakuję, bo trochę znam tę grę z RW i pewne rzeczy są takie same (na przykład wymienione zasady o niemożliwości formowania stosu po drodze i dobierania kolejnych jednostek czy ignorowanie stref kontroli przez oddziały pancerne), ale generalnie dotyczą one jakichś reguł, które są dość istotne i często odmienne od tego, do czego gracz może być przyzwyczajony z innych heksówek, lub właśnie w RW (np. tam czołgi mogły się wycofywać i mogły otrzymać straty w czasie zwykłej walki). Pewnie i tak do pominiętych scenariuszy szkoleniowych wrócę przy jakiejś okazji. Świetny jest też playbook, bardzo pomocny i solidnie zrobiony.

Walka ogniowa jest bardzo mordercza i błyskawiczna. Aż mię zgięło. Żetony idą jak woda.
no school, no work, no problem
Awatar użytkownika
cadrach
Lieutenant-Adjudant-Major
Posty: 688
Rejestracja: niedziela, 6 listopada 2011, 10:30
Lokalizacja: Puszcza Piska
Been thanked: 1 time
Kontakt:

Re: Operation Dauntless (GMT)

Post autor: cadrach » piątek, 21 kwietnia 2017, 14:59

Z piechotą jest wszystko dokładnie jak w RW. Kiedy można, to się ją wycofuje. Zwłaszcza jak się gra Finami (i pewnie Niemcami w OP). Podobnie jak np. warto na jednym stosie z jakąś jednostką specjalnego przeznaczenia (ckm czy p-panc lub saperzy) dawać piechotę, by w razie czego absorbowała straty. To są wspólne cechy tych dwóch gier, jest ich więcej.

Walki ogniowej w RW nie było i o niej mówiłem. Jest bardzo zabójcza, parę rzutów w 1 tutorialu czołgowym i nie było czym jeździć. Jestem bardzo ciekawy, jak to wygląda w czasie normalnej partii z wykorzystaniem wszystkich sił.
no school, no work, no problem
Awatar użytkownika
cadrach
Lieutenant-Adjudant-Major
Posty: 688
Rejestracja: niedziela, 6 listopada 2011, 10:30
Lokalizacja: Puszcza Piska
Been thanked: 1 time
Kontakt:

Re: Operation Dauntless (GMT)

Post autor: cadrach » piątek, 12 stycznia 2018, 16:51

(...)
W kampanii bardziej krwawo. Co prawda nigdy do końca nie rozegrałem ale widziałem do czego to zmierza - Niemcom kończy się możliwość wycofania. Pojawiają się też sektory operacyjne i nie można stackować saperów z Panzer Lehr z grenadierami z 12 SS i vice versa aby nie stracić punktów zwycięstwa. To trochę utrudnia obronę.
Zagrałem w OD już kilka razy, jak na razie w dwa pierwsze scenariusze (nie licząc wprowadzających). Szczerze mówię, to najlepsza gra na tej planecie. Szybkość rozgrywki, lekkość, opracowanie, no i klimat. Chciałoby się mieć więcej takich gier. Przy okazji niezła łamigłówka, zupełnie odmienna od tego, co było w RW. Ale o tym wszyscy wiemy, a ja tu z czymś innym.

Czy grał ktoś z bywalców forum w 1 scenariusz, ten niehistoryczny, przedstawiający atak na Cristot? W kilku pierwszych partiach nie wiedzieliśmy, co tam Niemcami począć, przewaga Brytoli jest tak duża. A jednak w miarę poznawania gry uczymy się bronić bardzo skutecznie. Do tego stopnia, że tracę w ogóle wiarę w możliwości Brytyjczyków. Ostatnio zagrałem w ten scenariusz z Wallym, zgarnąłem Szkopów i mimo tego, że popełnialem dość głupie błędy w rodzaju strzelania panterami bez potrzeby i jako pierwszy, a przez to odsłaniania ich pozycji firefly`om, a mój przeciwnik sam też zauważył, że miałem wiele wyjątkowo słabych rzutów, jakoś tam wygrałem Niemcami. Wydało się to podejrzane, zwłaszcza że w książce ze scenariuszami atak na Cristot jest proponowany jako scenariusz turniejowy, solidnie wytestowany, na mapie jest dla niego narysowana linia wskazująca dostępne heksy itd. Macie jakiś pomysł, jak pod Cristot wygrać Brytolami? Czy też już dochodzicie do takiego mistrzostwa w organizowaniu niemieckiej obrony, żeby graczowi brytyjskiemu szkoda było wjeżdżać żetonami na mapę?

W 2 scenariuszu (o ataku na park i zamek przed Fontanay) mam teraz podobnie, nie jestem w stanie zająć celów Brytyjczykami, a co dopiero myśleć o wygraniu gry. Jestem ciekawy, jak to u innych grających wygląda.

(Nie licząc grania na kontrolę ognia z Wallym, sam nie stosuję żadnych zasad opcjonalnych w swoich rozgrywkach.)
no school, no work, no problem
Awatar użytkownika
Wally
Sergent-Major
Posty: 169
Rejestracja: środa, 4 lutego 2015, 13:26
Lokalizacja: Kraków/Szczucin
Been thanked: 3 times

Re: Operation Dauntless (GMT)

Post autor: Wally » sobota, 13 stycznia 2018, 22:43

cadrach pisze:Czy grał ktoś z bywalców forum w 1 scenariusz, ten niehistoryczny, przedstawiający atak na Cristot? W kilku pierwszych partiach nie wiedzieliśmy, co tam Niemcami począć, przewaga Brytoli jest tak duża. A jednak w miarę poznawania gry uczymy się bronić bardzo skutecznie. Do tego stopnia, że tracę w ogóle wiarę w możliwości Brytyjczyków. Ostatnio zagrałem w ten scenariusz z Wallym, zgarnąłem Szkopów i mimo tego, że popełnialem dość głupie błędy w rodzaju strzelania panterami bez potrzeby i jako pierwszy, a przez to odsłaniania ich pozycji firefly`om, a mój przeciwnik sam też zauważył, że miałem wiele wyjątkowo słabych rzutów, jakoś tam wygrałem Niemcami. Wydało się to podejrzane, zwłaszcza że w książce ze scenariuszami atak na Cristot jest proponowany jako scenariusz turniejowy, solidnie wytestowany, na mapie jest dla niego narysowana linia wskazująca dostępne heksy itd. Macie jakiś pomysł, jak pod Cristot wygrać Brytolami?
Ja bym sugrował namówić przeciwnika na przeczytanie rozdziału "Victory conditions" ;) To powinno wystarczyć, w tym scenariuszu przewaga brytoli jest tak duża że w rękach kompetentnego gracza kwestią powinna byc jedynie wielkość ich wygranej...

Co do oceny OD to wszystkie obawy na temat wpływu mnogości systemów na ociężałość gry okazały sią całkowicie bezpodstawne, wygląda na to że samo przeczytanie rulsów nie wystarcza do obiektywnej opinii, jednak trzeba zagrać :)
buty pełne piasku
na zmęczonych nogach
w oczach noc bez brzasku
w ustach smak pieroga
Awatar użytkownika
cadrach
Lieutenant-Adjudant-Major
Posty: 688
Rejestracja: niedziela, 6 listopada 2011, 10:30
Lokalizacja: Puszcza Piska
Been thanked: 1 time
Kontakt:

Re: Operation Dauntless (GMT)

Post autor: cadrach » sobota, 13 stycznia 2018, 23:07

Zagraliśmy dziś w małą kampanię w OD, taki niby dwudniowy scenariusz, ale ze względu na niewielkie siły i ich wyczerpanie, rozgrywający się szybko. Chodzi o 18.4, “The battle for the Parc”.

Batalion brytyjskiej piechoty (4 kompanie po około 125 żołnierzy) wsparty 20 shermanami i 13 transporterami Bren Carrier oraz licznymi pomocniczymi oddzialami zajmował dziś park Boislonde z położonym w nim chateau. Szkopy broniły parku mając cztery czołgi, trzy działa p-panc, 8 stanowisk MG-42 i około 10 sztuk jakiejś jednostrzałowej rupieciarni na kółkach i (lub) gąsienicach oraz dwie przetrzebione kompanie piechoty złożone z niedoszłych maturzystów (razem 90 ludzi). Zaczęło się to popołudniem 18 czerwca. Chateau de Boislonde zajmuje jeden z heksów, a sam park to heks kolejny, do tego punktowane było jeszcze wzgórze położone 400 metrów dalej. Chłopcom Hitlera wzgórze wydało się nie do obrony, machnęli na nie ręką. W drugą zaś stronę od parku, też 400 metrów od niego, położone jest Fontenay, którego linia zabudowań ciągnie się przez dwa kilometry. To calkiem odsłonięty teren. Samo Fontenay to na tę chwilę hitlerowski matecznik. Szkopy mają tam umocnione pozycje, trochę czołgów, piechoty, moździerzy i złomu na kółkach, ale żeby coś z tego wysupłać na pomoc obrońcom parku, to już nie za bardzo. Skromne posiłki z Fontenay ruszają w długich odstępach. Na godzinę 16 trzy nowe działa p-panc, o 17.30 cztery czołgi, na 19 kolejnych 15-20 maturzystów lub 2 ckm-y, coś w ten deseń. A nikt nie powiedział, że jak Brytyjczycy obstawią tę polanę dzielącą park od Fontenay, to Szkopy będą mogły sobie tam bezkarnie śmigać i wymieniać rannych. Nic z tych rzeczy. Poza tym niemieckie “odwody” Brytyjczykom i tak nie straszne, bo gdzieś tam dalej nadciąga kolejny świeży batalion piechoty oraz dalsze 40 shermanów i mnóstwo innego sprzętu. Kilkukrotna przewaga w artylerii to tylko wisienka na torcie.
Obrazek
A jednak Szkopy mocno mnie na początku przybiły. Straciłem w 3 godziny 16 czołgów, a batalion piechoty był wypompowany i rozbity do tego stopnia, że brakowało straty jednego poziomu sprawności bojowej do automatu dla przepaskudnych Szkopów. Nadchodził zmierzch, pole widoczności zaczynało się kurczyć, to musiał być ten moment, o którym poeta mówi, że “las już ciemnieje, choć widne wciąż niebo”. Przez ostanią godzinę walka prowadzona była najzacieklej w okolicy budynku, kto co miał, ściągał tam. Nie umiałem ich stamtąd wyrzucić. Partaczyłem wszystko co się dało, a dodatkowym efektem tego partactwa, jeszcze gorszym od niego samego, były jakieś rozrzucone szczątki kompanii na polanie, pozostałe 4 czołgi i szwadron piechoty w transporterach, a do wszystkiego strzelano z Fontenay jak do kaczek. Ledwo dałem radę to wycofać, właśnie dzięki zapadającej ciemności, bo inaczej to nie wiem, co by się tam działo. Piechota dopiero o świcie następnego dnia prezentowała sobą jakąś wartość. Acha, zapomniałem o czterech Achillesach, również brały udział w ataku, ale do zmierchu też wszystkie zniszczono. I właśnie w tej nachodzącej ciemności mogłem jeszcze na szybko wrzucić tego dnia na planszę jakiś oddział, więc wrzuciłem kolejnych 20 shermanów i posłałem na drugą stronę parku, skąd Niemcy odsyłali do obrony pałacyku kolejne fragmenty swoich efemerycznych oddziałków, aż wreszcie zostały w tamtym miejscu ledwie 2 stanowiska MG-42. Mogłem tam podjechać shermanami jak na parking, to i podjechałem. Oznaczało to, że pałacyk z 30 osobową załogą maturzystów i 8 stanowiskami MG-42 został na noc odcięty od Fontenay. To był tzw. gol do szatni. Wszystko się odwróciło. Teraz Szkopy zaczynały mieć przekichane. Przez noc było cicho. Obie strony wychodziły z szoku, kto mógł, lizał rany. O świcie zaatakowałem pałacyk ponownie i ponownie partaczyłem. Mogłem już partaczyć, bo pałacyk był i tak odcięty. No i te niemieckie bieda-odwody, śmiech na sali. Około południa zająłem chateau, nikt z Niemców nie wydostał się do Fontenay. Aby wygrać lub choćby spróbować zremisować musieliby przeprowadzić kontratak i odbić to miejsce. Wyrzucenie Brytyjczyków z tej pozycji kosztowałoby ich jednak tyle samo trudu, co przed chwilą samych Brytyjczyków. Gorzej nawet, bo zanim nastąpiłby atak, trzeba było z Fontenay przejść do parku przez blisko 400 metrów w otwartym polu. Od strony miasteczka do parku Boisonle nie ma żadnego innego podejścia. Tym oto sposobem partacz wygrał. Jak to mówią, “kulaj, kulaj, to wykulasz”, no więc kulałem w niemożliwych do przeprowadzenia atakach, aż w końcu wykulałem.

Scenariusz jest fajny. Bitwa toczy się o dwa-trzy heksy położone między linią dwóch armii i trzymane z początku przez jedną stronę. To położenie zwycięskich heksów wymusza kminienie, jak do nich podejść. Nie są one gdzieś tam na zapleczu przeciwnika, nie chodzi o przebicie się na tyły. Zwycięsie pola są w zasięgu każdego oddziału na planszy w jednym ruchu. Scenariusz jest jednak moim zdaniem trudniejszy dla Niemców. Wystarczy jeden błąd i po zabawie. Zadecydowało o partii to, że Wally nie wzmocnił tyłu parku jakimś bieda-odwodem z Fontenay. Gdyby nie to, musiałbym nadal podchodzić od drugiej strony i wykrwawiać wojska partackimi atakami. Niemcy popełnili też inny błąd, w początkowym rozmieszczeniu, którego nie dało się potem naprawić. Za dużo pancernego złomu było wokół budynku i w parku, te wszystkie transportery opancerzone okazały się o wiele lepsze, gdy drugiego dnia ostrzeliwały park z Fontenay, a nie tak na pierwszej linii ze swoim śmiesznym pancerzem przeciwko shermanom. Miałem z nich bardzo dużo punktów zwycięstwa.

Ciekawostka: gdy wpisuję w google "Chateau de Boislonde" wyskakuje mi zdjęcie powyższe oraz poniższe. Może się mylę, ale zdjęcie wyżej wydaje się pokazywać budynek po wojnie, niżej zaś ten budynek, który widzieli jeszcze żołnierze. Widać na zdjęciu wyżej, że ma przycięty dach. Cała górna część musiała runąć, odnowiona nie wygląda już na taki pałacyk, jakim był wcześniej. Nie pozostaje nic innego, jak podjechać tam jeszcze na google street view...
Obrazek
no school, no work, no problem
ODPOWIEDZ

Wróć do „II wojna światowa”