[Tannenberg 1914] Galicja - pierwsze rozgrywki, dyskusje

Planszowe gry historyczne (wojenne, strategiczne, ekonomiczne, symulacje konfliktów) dotyczące I wojny światowej i okresu międzywojennego.
Awatar użytkownika
Anomander Rake
Général de Division
Posty: 3137
Rejestracja: poniedziałek, 29 maja 2006, 13:06
Lokalizacja: Wawa i okolice
Been thanked: 2 times

[Tannenberg 1914] Galicja - pierwsze rozgrywki, dyskusje

Post autor: Anomander Rake »

Relacja z rozgrywek w Galicję 1914: - część pierwsza

Pierwsza gra trwała tylko 6 etapów i zakończyła się klęską Rosjan. W zabawie wzieli udział: po stronie CK - von Lettow Sypek (walczący na froncie od Lwowa aż po Karpaty) i von Perzu (zgrupowanie przemysko - sandomierskie); - po stronie rosyjskiej - Leo (jako dowódca 3 i 8 armii) oraz ja (4 i 5 armia).

Bitwa pod Beresteczkiem lub nad rzeką Styr

CK generałowie założyli wspólną koncentracje sił w rejonie na południe od Włodzimierza Wołyńskiego. Wykorzystali naturalny podział dwóch zgrupowań rosyjskich przeciętych bagnami prypeckimi.
Zgrupowanie Leo (3 korpusy z 3 armii) szybko przekroczyło granicę i wysunęło się zdecydowanie przed 8 armię w kierunku na Lwów. Po przekroczeniu rzeki Styr nastąpił CK atak z trzech kierunków na w/w siły. Pod naporem miażdzącej przewagi rosjanie rozpoczęli rozpaczliwy odwrót. Kleszcze co etap zaciskały się coraz bardziej. Straty rosły lawinowo. Rzeka Styr stanowiła poważną przeszkodę dla cofajacych się Rosjan. Dodatkowo zagon austriackiej kawalerii odciął zgrupowaniu zaopatrzenie. Pod wrażaenim doznanych klęsk z sztabach powstał wielki tumult i chaos (rozkazy stopu dla cofających się sił). Do granicy cesarstwa dotarły tylko cienie korpusów. W sumie po trzydniowych walkach do niewoli poszły dwa korpusy, a trzeci wymagał zdecydowanie wypoczynku i reorganizacji (na szczęście dotarł do umocnień). Wiadomości spływajace z frontu spowodowały upadek ducha bojowego dowódcy zgrupowania 3 i 8 armii. Podobno dwa dni póżniej widziano go zalanego w trupa w Odessie. Lekarze specjaliści stwierdzili u niego nieodwracalny zespół szoku pourazowego. Dalsze losy tego oficera nie są znane.

Na kierunku przemyskim nie doszło do większych walk. 4 i 5 armia ledwie ukończyły koncentracje i oczekiwały na przybycie taborów w celu rozpoczęcia ofensywy, planowanej na odcinku pomiędzy Przemyślem a Lwowem.

c.d.n.

Cała poniższa, przeniesiona tu dyskusja pochodzi z sierpnia 2006 r., kiedy odbywały się w klubie przy Smolnej pierwsze testy Galicji. Gra oparta jest na zasadach wydanego przez DRAGONA "Tannenbergu 1914" autorstwa Dariusza "Bergera" Góralskiego. Dyskusje o przepisach i ich modyfikacjach dotyczą więc zasad tej gry.
Raleen
Qrcze, jak ja lubię takie gierki. Szkoda, ze mnie nie było :(
Awatar użytkownika
Raubritter
Padpałkownik
Posty: 1476
Rejestracja: czwartek, 22 grudnia 2005, 19:14
Lokalizacja: Miasto Stołeczne Warszawa
Been thanked: 1 time

Post autor: Raubritter »

Dalsze losy tego oficera nie są znane.
Oby nie skończył jak Samsonow...
Awatar użytkownika
Anomander Rake
Général de Division
Posty: 3137
Rejestracja: poniedziałek, 29 maja 2006, 13:06
Lokalizacja: Wawa i okolice
Been thanked: 2 times

Post autor: Anomander Rake »

Mam pytanie kiedy zapowiada się powtórka z Galicji?? Czy możnaby zgłosić swój akces??
Awatar użytkownika
Leo
Colonel
Posty: 1570
Rejestracja: czwartek, 22 grudnia 2005, 19:08
Lokalizacja: Warszawa
Been thanked: 7 times

Post autor: Leo »

Wróciłem z Odessy :wink:

Pędrak napisał prawdę. To, co się stało to była jedna z największych klęsk jakich doznałem w całej mojej karierze :cry: :oops:
Awatar użytkownika
Andy
Grossadmiral
Posty: 9573
Rejestracja: czwartek, 22 grudnia 2005, 18:49
Lokalizacja: Piastów

Post autor: Andy »

Nie martw się, ważne że już wytrzeźwiałeś. :wink: Jeszcze się odegrasz!
Awatar użytkownika
Karel W.F.M. Doorman
Luitenant-admiraal
Posty: 4072
Rejestracja: czwartek, 22 grudnia 2005, 16:24
Lokalizacja: lichte kruiser HrMs "De Ruyter"
Has thanked: 190 times
Been thanked: 274 times

Post autor: Karel W.F.M. Doorman »

(...)
Relacja z rozgrywek w Galicję 1914: - część pierwsza

Pierwsza gra trwała tylko 6 etapów i zakończyła się klęską Rosjan. W zabawie wzieli udział: po stronie CK - von Lettow Sypek (walczący na froncie od Lwowa aż po Karpaty) i von Perzu (zgrupowanie przemysko - sandomierskie); - po stronie rosyjskiej - Leo (jako dowódca 3 i 8 armii) oraz ja (4 i 5 armia).

Bitwa pod Beresteczkiem lub nad rzeką Styr

CK generałowie założyli wspólną koncentracje sił w rejonie na południe od Włodzimierza Wołyńskiego. Wykorzystali naturalny podział dwóch zgrupowań rosyjskich przeciętych bagnami prypeckimi.
Zgrupowanie Leo (3 korpusy z 3 armii) szybko przekroczyło granicę i wysunęło się zdecydowanie przed 8 armię w kierunku na Lwów. Po przekroczeniu rzeki Styr nastąpił CK atak z trzech kierunków na w/w siły. Pod naporem miażdzącej przewagi rosjanie rozpoczęli rozpaczliwy odwrót. Kleszcze co etap zaciskały się coraz bardziej. Straty rosły lawinowo. Rzeka Styr stanowiła poważną przeszkodę dla cofajacych się Rosjan. Dodatkowo zagon austriackiej kawalerii odciął zgrupowaniu zaopatrzenie. Pod wrażaenim doznanych klęsk z sztabach powstał wielki tumult i chaos (rozkazy stopu dla cofających się sił). Do granicy cesarstwa dotarły tylko cienie korpusów. W sumie po trzydniowych walkach do niewoli poszły dwa korpusy, a trzeci wymagał zdecydowanie wypoczynku i reorganizacji (na szczęście dotarł do umocnień). Wiadomości spływajace z frontu spowodowały upadek ducha bojowego dowódcy zgrupowania 3 i 8 armii. Podobno dwa dni póżniej widziano go zalanego w trupa w Odessie. Lekarze specjaliści stwierdzili u niego nieodwracalny zespół szoku pourazowego. Dalsze losy tego oficera nie są znane.

Na kierunku przemyskim nie doszło do większych walk. 4 i 5 armia ledwie ukończyły koncentracje i oczekiwały na przybycie taborów w celu rozpoczęcia ofensywy, planowanej na odcinku pomiędzy Przemyślem a Lwowem.

c.d.n.
Fajnie się to czyta.

Wygląda na to, że dowódcy 1 i 4 Armii austro-węgierskich powinni dostać się w ręce kata.
Awatar użytkownika
Andreas von Breslau
Kapitän zur See
Posty: 1628
Rejestracja: środa, 17 maja 2006, 12:10
Lokalizacja: Warszawa

Post autor: Andreas von Breslau »

(...)
Relacja z rozgrywek w Galicję 1914: - część druga

Druga gra trwała znacznie dłużej, bo aż 17 etapów i zakończyła się równie barwną jak poprzednio klęską Rosjan. Tym razem skład uległ uszczupleniu (ze względu na brak tego zaginionego odeskiego ofciera :) ). Całość sił CK armii reprezentował nasz niedościgniony Lettow von Sypek. von Perzu zdradził ukochanego cesarza Franciszka Józefa i przeszedł na stronę cara Mikołaja otrzymując przydział 3 i 8 armii oraz jednocześnie zmieniając nazwisko rodowe na Perzow. Ja ponownie dowodziłem 4 i 5 armią.

CK armia zyskała więc jedność dowodzenia na całym obszarze operacyjnym. Tym razem nie powstał żaden plan majacy na celu odniesienie błyskawicznego zwycięsta. Gracz CK zdecydował się na elastyczne dysponowanie zgromadzonymi siłami.
Rosjanie umówili się aby nie współpracować ze sobą, co miało dać większa szansę na zbilansowaną rozgrywkę. Zamiarem dowódcy 3 i 8 armii było zdobycie Lwowa poprzez uderzenie frontalne. Natomiast moje 4 i 5 armie miały wbić się klinem między Lwów a Przemyśl, odcinajac ewentualne siły zmierzające na pomoc walczącemu garnizonowi miasta.

Gra zaczeła się podobnie do poprzedniej rozgrywki. 3 armia ryszyła szybko do przodu i zatrzymała się z powodu braku zaopatrzenia. 8 armia przesuwała swoje siły w celu zbliżenia się do skrzydła 3 armii. Również moje zgrupowanie po szybkiej koncentracji ruszyło do przodu aż do najdalszej linii zaopatrzenia. Nastąpiła wymuszona pauza operacyjna związana z oczekiwaniem na przybycie taborów armijnych. Dochodziło tylko do loklanych starć o niewielkim znaczeniu operacyjnym. Istotnym faktem było przejście sił CK oraz niemieckiego korpusu z Wrocławia przez Wisłę (z lewego brzegu na prawy) na wysokości ujścia Sanu. Powyższe siły wzmocniły słabiutką dotąd obsadę rzeki San i zmusiłu zagony kawalerii rosyjskiej do odwrotu.

Bitwa pod Zamościem

Około 10 etapu ruszyła długo wyczekiwana ofensywa 4 i 5 armii (w sumie 7 korpusów + 6 DPRez.), mimo utraty od 4 etapu inicjatywy (która pozostała już do końca gry w rękach von Sypka). Nie napotykając znaczengo oprou wroga posuwałem się głowną masą pomiędzy Zamościem a Biłgorajem. Na wyciagniecie ręki widac już było wrogą granicę. Po pierwszych terenowych sukcesach doszło do zwarci z armiami CK, które to zgromadziły podobną siłę do Rosjan. W ciągu 6 etapów doszło do makabrycznych starć (około 30 razy szturm kontra szturm). Pomimo najczarniejszych scenariuszy zadkładnych przez sztab carski (czyli średnio licząc na etap 5 szturmów zakładałem statystycznie wygranie przynajmniej 2), rzeczywistość okazała się jeszcze bardziej katastrofalna. Tylko w jednym szturmie moi chłopcy wygrali bój spotkaniowy! Reszta należała do CK poborowych. Choć niekorzystnie wypadły boje spotkaniowe liczyłem na to, iż przy walce korpus na korpus i stosunku sił 1:1 (nawet przy przesunięciu o dwie kolumny, czylio do 2:1) można osiagnac wymierne efekty. Jednak "ukochane dziecko zwycięstwa" Lettow von Sypek nie poddał się matematycznym wyliczeniom i wychodził z walk ze stratami jak 1 do 4 na swoją korzyść. Po tych 6 etapach niedość że utraciłem Zamość , to większość korpusów przedstawiała żałosny stan. Gdy zdecydowałem się na odskok licząc na uchronienie Rosjan od kolejnych porażek, doznałem następnej w postaci serii nieudanych odwrotów. Przegrane boje spotkaniowe oraz później odwroty uniemożliwiały przejęcie przez Rosjan inicjatywy (do rzutu kostą CK miał zawsze +6).

Na kierunku uderzenia 3 i 8 armii panował przez większośc czasu gry impas. Rosjanie i Austriacy okopali się nie przejawiajac aktywność. Dopiero w końcowym stadium gry wyszło CK uderzenie na osłabione skrzydło 8 armii (po przesunięciu częsci sił do obszaru 3 armii). Jednak walki na tym kierunku prowadzono dość delikatnie bez wyraźnych efektów. Uderzenie na Lwów nie doszło do skutku na skutek braku inicjatywy oraz koncentracji na rozbudowanych pozycjach znacznych sił CK.

Gra zakończyła się drugim już spektakularnym sukcesem cesarsko-królewskich. W wyniku tej rozgrywki nasunęło się kilka wątpliwości i sugestii, o których napiszę w kolejnym odcinku.

c.d.n.
Trzeba bić wroga, nie? Pech to po prostu, czy Rosjanie są słabsi w tej grze, czy co jeszcze? Bo to, że Roberto de Sypko jest dzieckiem szczęścia, to wiadomo od dawna. Powinien zagrać w Totka.
Awatar użytkownika
Karel W.F.M. Doorman
Luitenant-admiraal
Posty: 4072
Rejestracja: czwartek, 22 grudnia 2005, 16:24
Lokalizacja: lichte kruiser HrMs "De Ruyter"
Has thanked: 190 times
Been thanked: 274 times

Post autor: Karel W.F.M. Doorman »

Andreas von Breslau pisze:Trzeba bić wroga, nie? Pech to po prostu, czy Rosjanie są słabsi w tej grze, czy co jeszcze? Bo to, że Roberto de Sypko jest dzieckiem szczęścia, to wiadomo od dawna. Powinien zagrać w Totka.
Rosjanie są bardzo silni, dużo silniejsi od Austriaków.

Pproblem w terenie, który jest na kierunku Lwowa bardzo trudny, na kierunku Lublina bardzo łatwy, a tam akurat lokalną przewagę mają Austriacy.

Problem jest także w inicjatywie - do tego czasu rosyjscy przeciwnicy jak jeden wiali spod Lublina i Zamościa za Bug, a masie 7 korpusów armijnych, dywizji rezerwowych i kawalerii krzywdy się zrobić nie da żadną miarą.
To też wykorzystałem pomysł Tow. Stalina, żeby Rosjanie mogli się wycofać, ale płacili za to utratą inicjatywy po zajęciu Lublina i Chełma.

Niestety Austriacy mocno na tym zyskali, zaś Rosjanie mają non stop problemy z inicjatywą.
Tak więc widzę dwa rozwiązania:
1) likwidację modyfikatora do inicjatywy za jej posiadanie w poprzednim etapie. Na to akurat wpływ jest najmniejszy, gdyż w pierwszym etapie decyduje wyłacznie rzut kością.
2) likwidację modyfikatorów za inicjatywę za Lublin i Chełm, z tym że należałoby jakoś Rosjan zmusić do walki na tamtym terenie.

Inaczej gra robi się jednostajna - Rosjanie po prostu wieją, a Austriacy nie mają szans z tak wielką masą wojska, jeśli się ją skoncentruje w jednym miejscu.

Nie zapominaj, ze wojska cesarsko-królewskie mają trzy wielkie plusy:
1) kawalerię o efektywności 4,
2) możliwość ustawiania na stosie trzech dywizji, co z korpusów III, V, VI, X, XII i XIV robi prawdziwe młoty,
3) piechotę Honvedu o efektywności 5.

No i zasięg dowodzenia lepszy i lepsze zapatrzenie.

Ale za to Rosjanie mają dużo więcej wojska i to bardzo dobrego (zastanawiam się nad efektywnością 5 dla gwardii i III Korpusu Kaukaskiego), więc tu jakoś równowaga jest.
Pozostaje inicjatywa, gdyż jej posiadanie pozwala w tej grze na podrzucanie wrogiem jak workiem ziemniaków.

Co do taborów:
jest ich wystarczająca ilość, żeby podjąć ofensywę w głąb CK Monarchii.

Miejscowa równowaga sił w pewnych obszarach oznacza, że i tak grając dość ostrożnie nie wykorzystuje się taborów w całości, zaś nie wolno zapominać, że oprócz taborów armijnych (po dwa na dowództwa 3, 4, 5 i 8 armii, jedno na 9 armię, są tabory Stawki, którymi można dyrygować dowolnie.
W każdym bądź razie taborów do dojścia na przedpola Lwowa wystarcza przez pierwsze kilkanaście etapó, a jak się zjadą tabory Stawki, starcza ich na dojście do Przemysla czy nawet Chyrowa spokojnie (skoro można w sumie w jeden ciąg ustawić 2 tabory armijne i dodatkowo co najmniej jeden, a maksylmalnie 4 tabory Stawki).

Taborów jest aż nadto, można się tylko zastanowić nad zmianą ich terminów ich wprowadzania.
W nowej rozpisce do pojedynczego scenariusza (mam już gotową) tabory są wprowadzane nieco inaczej (poprzednia rozpiska to co do Zamościa i Krasnika kalka z "Galicji" z Dragona).
Awatar użytkownika
Andreas von Breslau
Kapitän zur See
Posty: 1628
Rejestracja: środa, 17 maja 2006, 12:10
Lokalizacja: Warszawa

Post autor: Andreas von Breslau »

Właśnie, z tą inicjatywą to chyba przesada. To nie blitzkrieg, w I wojnie posiadanie inicjatywy bywało pełne, ale chyba częściej nie było go w ogóle i walki było dość jednostajne, jak mi się wydaje.
Awatar użytkownika
Karel W.F.M. Doorman
Luitenant-admiraal
Posty: 4072
Rejestracja: czwartek, 22 grudnia 2005, 16:24
Lokalizacja: lichte kruiser HrMs "De Ruyter"
Has thanked: 190 times
Been thanked: 274 times

Post autor: Karel W.F.M. Doorman »

Andreas von Breslau pisze:Właśnie, z tą inicjatywą to chyba przesada. To nie blitzkrieg, w I wojnie posiadanie inicjatywy bywało pełne, ale chyba częściej nie było go w ogóle i walki było dość jednostajne, jak mi się wydaje.
Nie masz racji.

Gdyby Nieprzyjemni Panowie H-L nie przejęli inicjatywy na froncie wschodniopruskim w sierpniu 1914, nie doszłoby do Tannenbergu.
Von Aufenberg nie dał sobie wydrzeć inicjatywy pod Komarowem, mimo że Rosjanie w pewnym momencie wytrzaskali mu 27 DP z VI KA z Koszyc.

Bitwy Deblińska (Ofensywa Hindenburga) oraz Łódzka to inicjatywa nieprzyjemnych Panów dowodzących tym razem 9 A niemiecką.
Odpowiedź Warszawskiej Grupy Uderzeniowej (2 Armia Scheidemana) oraz chyba 5 Armii Plehvego w Bitwie pod Łodzią to przejęcie inicjatywy do takiego stopniu, że niemal skończyło się niemieckim Tannenbergiem (Rosjanie szykowali kilkadziesiąt pociągów dla niemieckich jeńców).
Tylko dzięki inicjatywie Karla Litzmanna, dowódcy 3 Dywizji Gwardii, doszło do przerwania okrążenia - podobno gwardziści tak walnęli na jedno z miast (nie pamiętam które), że dosłownie Sybirskich Striełkow z niego wysadzili jakz siodła.

Zresztą gra jest tak skonstruowana, że są dwie fazy ruchu ale jedna walki, więc ktoś musi decydować o kolejności starći biorących w nich udział oddziałach.

Zresztą bez inicjatywy zrobiłaby się z tego przepychanka, jak w Tannenbergu (gdzie często od pewnego momentu Rosjanie nie mają szans na inicjatywę, a Niemcy jedynie ich miejscowo blokują słabiutkimi siłami).
Awatar użytkownika
Karel W.F.M. Doorman
Luitenant-admiraal
Posty: 4072
Rejestracja: czwartek, 22 grudnia 2005, 16:24
Lokalizacja: lichte kruiser HrMs "De Ruyter"
Has thanked: 190 times
Been thanked: 274 times

Post autor: Karel W.F.M. Doorman »

(...)
Choć niekorzystnie wypadły boje spotkaniowe liczyłem na to, iż przy walce korpus na korpus i stosunku sił 1:1 (nawet przy przesunięciu o dwie kolumny, czylio do 2:1) można osiagnac wymierne efekty. Jednak "ukochane dziecko zwycięstwa" Lettow von Sypek nie poddał się matematycznym wyliczeniom i wychodził z walk ze stratami jak 1 do 4 na swoją korzyść. Po tych 6 etapach niedość że utraciłem Zamość , to większość korpusów przedstawiała żałosny stan. Gdy zdecydowałem się na odskok licząc na uchronienie Rosjan od kolejnych porażek, doznałem następnej w postaci serii nieudanych odwrotów. Przegrane boje spotkaniowe oraz później odwroty uniemożliwiały przejęcie przez Rosjan inicjatywy (do rzutu kostą CK miał zawsze +6).
2:1 przy boju spotkaniowym, jesli obrońca też wyciągnął szturm, jest bardzo niebezpieczne.
3:1 dla broniącego się to prawie katastrofa.

Ja się tak raz naciąłem, dosłownie w jednym starciu, gdy inicjatywę wygrał npl, straciłem niemal XVI KA Gejsmana - od zera do 4 pw na rewersie, potem koło Brodów naciął się npl, który stracił dwie brygady, dwie poszatkowane, a ja bez strat musiałem się cofnąć, a ostatnio npl porżnął sobie dywizję liniową właśnie w ten sam dokładnie sposób, czyli w starciu 2:1 (dywizja na dywizję, ja wygrałem inicjatywę).

Z tym bojami spotkaniowymi trzeba bardzo uważać.
Awatar użytkownika
Andreas von Breslau
Kapitän zur See
Posty: 1628
Rejestracja: środa, 17 maja 2006, 12:10
Lokalizacja: Warszawa

Post autor: Andreas von Breslau »

Inicjatywa - może trochę mnie przekonałeś, ale nie do końca. Nie może chyba być aż tak, że ktoś uzyska inicjatywę i głównie za sprawą tego i leje przeciwnika ile wlezie, a tamten może tylko podliczać straty. Inicjatywa to pojęcie abstrakcyjne w tym sensie, że niezależne od sił na planszy, więc nie może mieć aż tak przemożnaego wpływa na całość.

Te szturmy - to samo. Wyciągam szturm i mam 'Deus ex machina' + 2 przesunięcia w tabeli, za cenę podwojenia strat. Pięknie w teorii, tylko że tabela jest skonstruowana tak, że zachęca to do wykonywania szturmów nazbyt często, co wypacza sprawę. Nieudane szturmy podczas I wojny kończyły się hekatombą i dosłownie zwałami trupów niemal zawsze, a w grze rzut może paść na rezultat, kiedy atakujący w ogóle nie ma strat, więc nawet mnożnik x2 niczego nie załatwia - i mamy oto bezkosztowy sposób łupania wroga z +2 przesunięciami. Dziwne.
Awatar użytkownika
Raubritter
Padpałkownik
Posty: 1476
Rejestracja: czwartek, 22 grudnia 2005, 19:14
Lokalizacja: Miasto Stołeczne Warszawa
Been thanked: 1 time

Post autor: Raubritter »

Tu bym się z przedmówcą zgodził. W realiach pierwszej wojny uporczywe wysyłanie żołnierzy do ciągłych szturmów skończyłoby się szybko potwornymi stratami i wkrótce doprowadziło do sytuacji rewolucyjnej. A Lenin czekał... :wink: Szturm z definicji powinien być rozkazem stosowanym wyjątkowo i jeżeli gra dopuszcza nagminne i w miarę bezbolesne dla atakującego szturmowanie czego się tylko da, to coś z grą jest nie w porządku.
Awatar użytkownika
Darth Stalin
Consul
Posty: 5922
Rejestracja: czwartek, 22 grudnia 2005, 17:58
Lokalizacja: Płock
Been thanked: 3 times

Post autor: Darth Stalin »

Wszystko zależy od tego, w jakiej sytuacji wyciągasz ten szturm - przy jakim stosunku sił; no i oczywiście, czy przypadkiem nie nadziejesz się na kontrszturm.
Awatar użytkownika
Karel W.F.M. Doorman
Luitenant-admiraal
Posty: 4072
Rejestracja: czwartek, 22 grudnia 2005, 16:24
Lokalizacja: lichte kruiser HrMs "De Ruyter"
Has thanked: 190 times
Been thanked: 274 times

Post autor: Karel W.F.M. Doorman »

Andreas von Breslau pisze:Nieudane szturmy podczas I wojny kończyły się hekatombą i dosłownie zwałami trupów niemal zawsze, a w grze rzut może paść na rezultat, kiedy atakujący w ogóle nie ma strat, więc nawet mnożnik x2 niczego nie załatwia - i mamy oto bezkosztowy sposób łupania wroga z +2 przesunięciami. Dziwne.
Pod warunkiem, że przeciwnik jest na tyle słaby, że doprowadzi do takiego stanu rzeczy.
Przy 2:1 (czyli siły wyrównane, tyle samo dywizji, sztab, szturm, brak tereu) wcale nie jest tak różowo.
Zresztą szturm niweluje wpływ okopów, o czym warto pamiętać.
Zablokowany

Wróć do „I wojna światowa i dwudziestolecie międzywojenne”