Zeeland 1985 (TiS)

Planszowe gry historyczne (wojenne, strategiczne, ekonomiczne, symulacje konfliktów) dotyczące okresu po II wojnie światowej.
Darth Stalin
Censor
Posty: 6646
Rejestracja: czwartek, 22 grudnia 2005, 17:58
Has thanked: 92 times
Been thanked: 194 times

Re: Zeeland 1985 (TiS)

Post autor: Darth Stalin »

PLama80 pisze: wtorek, 21 lutego 2023, 14:13
brathac pisze: poniedziałek, 20 lutego 2023, 22:04 Niemieckie Kormorany z Tornad Marinefliegeschwader są ok. Harpoony i Exocety z duńskich i zachodnioniemieckich okrętów ok.
Okej, to może zwiększyć siłę tych eskadr w ataku uderzeniowym na okręty desantu z "4" do "5" albo dać modyfikator do rzutów kością na trafienie?
Heks ma 3 km - z 10 stron wcześniej podawałem potencjalne zasięgi dział.
Zgadza się, ja gram na 5 heksów zasięgu dla lufowej, samobieżnej i rakietowej (mam na myśli oczywiście taktyczne wyrzutnie).
Darth Stalin pisze: Kwestia odpowiedniego wyprzedzenia.
Skoro polski front do wojny wchodził w trzecim dniu wojny, a desant miał lądować za kolejne trzy dni - czyli mamy już D+6 - to siły zbrojne Dani byłyby już w gotowości bojowej, zwłaszcza, że siły polskiego frontu atakowałyby również kierunek jutlandzki. No chyba, że potraktować desant jako niespodziewane otwarcie kierunku operacyjnego, tylko, że ono i tak nie byłoby, aż tak niespodziewane (no może poza desantem powietrznym, który miał się dokonać w kilka, max kilkanaście godzin w zależności od tego ile samolotów transportowych byłoby do dyspozycji).
Im więcej o tym czytam, tym bardziej utwierdzam się w opinii, że desant miał być co najwyżej operacją odciągającą uwagę i siły od głównego kierunku natarcia na Jutlandię. Problemy z transportem i zabezpieczeniem desantu podczas jego przejścia, brak zabezpieczenia logistycznego dla wojsk desantowych (liczono, że po 3 dniach od desantu siły polskie w Danii się połączą), niepewność co do tego jakiej pomocy udzielą Sowieci i brak planów koordynacji tych działań , to wszystko zapowiadało masę problemów. Logistyka tej wojny to jakaś masakra. Po pierwszym dniu Front Nadmorski miał się wystrzelać z amunicji, a w tym czasie na terytorium PRL nasze i sowieckie wojska drugiego rzutu by się przegrupowywały zajmując szlaki komunikacyjne.
W ogóle najciekawsze jest to, że to nasi sztabowcy oczekiwali wsparcia nuklearnego, bo w przypadku konfliktu wyłącznie konwencjonalnego - do czego Moskwa zaczęła się skłaniać od poł. lat 70-tych - z kalkulacji wychodziło, że zabraknie frontowi sił. Z tego też powodu nie planowano zdobywania Kopenhagi, a jedynie jej izolowanie. Myślę, że w tej wojnie dostalibyśmy krwawy łomot.
1. Nasz Front miał wchodzić do akcji bodaj w dniu D+3, bo musiał i tak czekać na "opróżnienie" kierunku nadmorskiego przez NRD-owców i AR uderzających przez Łabę na północne skrzydło NORTHAG-u.
2. Uderzenie miało być "dwuramienne-rozbieżne" :D z jedną armią wzdłuż Morza Północnego od Hamburga na zachód, a drugą na Jutlandię, z trzecią w odwodzie.
3. Desant na wyspy tak naprawdę był planowany jako uzupełnienie uderzenia jutlandzkiego, generalnie w takim momencie, gdy wojska lądowe przeszłyby już kanał Kiloński i doszły na wysokość Fredericii.
IMHO Front Nadmorski byłby raczej skromniejszy, z 1. AWP i 4. AWP plus 16. A AR (drugi rzut, formowany na bazie części dywizji Przybałtyckiego OW i sztabu PGW AR) z uderzeniem głównie na Jutlandię i wyspy.
Nasza 2. AWP poszłaby za to jako część drugiego rzutu głównego uderzenia z NRD, najpewniej jako zabezpieczenie ataku 8. AGw, 3. A NVA i 1. APanc GW, być może razem z 28. A (IMHO "składak" z białoruskiego i Moskiewskiego OW).
ODPOWIEDZ

Wróć do „Po II wojnie światowej”