IV Grenadier (2009)

Impreza historyczno-wargamingowa odbywająca się co roku w Warszawie, którą współtworzyliśmy przez pierwszych jedenaście edycji (2006-2016).
Awatar użytkownika
Przemos19
General der Panzertruppen
Posty: 4973
Rejestracja: sobota, 10 czerwca 2006, 22:46
Lokalizacja: Zawiercie/Katowice
Been thanked: 1 time
Kontakt:

Post autor: Przemos19 » niedziela, 7 czerwca 2009, 15:46

Dokładnie jak Wookush powiedział, karty wprowadzają poważny element nieprzewidywalności, gdyż to że chcesz zaatakować np Tygrysem stojącego naprzeciwko Shermana nie znaczy że możesz. Musisz mieć po pierwsze kartę ataku na ręce a po drugie musi mieć odpowiedni priorytet, co by przeciwnik przebijając kartą z wyższym priorytetem nie strzelił sam pierwszy, bądź uciekł (jeśli takowe karty posiada).

W dodatku Afrika! do O:WWII znajdują się zasady specjalne odzwierciedlające tamtejsze warunki (nazwijmy je "fatamorgana"). Otóż dany pojazd może mieć pod sobą karteczkę mówiącą jakim jest w rzeczywistości. Czyli np zamiast jeepa okazuje się że jest to Sherman. Ujawnienie prawdziwej tożsamości jednostki następuje po wejściu w zasięg skutecznego widzenia.
http://www.przemos85.blogspot.com/ - blog poświęcony OWW2 i wargamingowi

http://www.battlegroup.net.pl - strona poświęcona Operation World War 2 i wargamingowi
Awatar użytkownika
kot
Stabsfeldwebel
Posty: 303
Rejestracja: sobota, 2 grudnia 2006, 15:13
Lokalizacja: Chojnice/Wawa
Kontakt:

Post autor: kot » niedziela, 7 czerwca 2009, 16:38

:jupi: brawo
Kotowej pokażę i jak zaakceptuje to za rok specjalnie urlop weźmiemy żeby z wami być ;)
Żałuję tylko że się z wawy przeprowadziłem :wall:
Polska od morza do Watykanu :>

Działam też tu: http://www.fajka.net.pl/
Obecna przyjemność: G&H Ennerdale Flake i "Pół wieku w mundurze" Mierieckowa
Awatar użytkownika
Raleen
Colonel Général
Posty: 36575
Rejestracja: czwartek, 22 grudnia 2005, 14:40
Lokalizacja: Warszawa
Has thanked: 242 times
Been thanked: 156 times
Kontakt:

Post autor: Raleen » niedziela, 7 czerwca 2009, 18:11

Dziękuję wszystkim, którzy się pojawili. Zabawa była przednia i samą imprezę uważam za wyjątkowo udaną. W tym roku zajęliśmy chyba większość sali na dole, można więc powiedzieć, że się rozrastamy ;) . Mam też takie wrażenie, że ekipa osób z naszego forum była też chyba w tym roku najbardziej widoczna na imprezie.

Z figurek były dwa stoły z Operation Overlord, zjawił się też Zwierz, ale był tak zmarnowany (nawał zajęć w pracy), że nie zdołał już zrobić pokazu. Zwłaszcza makieta q.b. i Wookusha robiła furorę :cool: .

Z planszówek graliśmy w: Napoleonic Wars, Kutuzova, Napoleon's Triumph, SPQR (i zdaje się coś jeszcze ze starożytności), Sukcesorów III. Marek rozłożył się ze swoją Kampanią wrześniową 1939. Koło 11-tej bodajże zjawiła się ekipa z Magią i mieczem. Wieczorkiem grane było Dos de Mayo i Bitwa na Morzu Wiatrów. Rozłożone stało też Waterloo Warfroga, które tego dnia nie znalazło jednakże amatorów (znalazło za to dzień wcześniej), jako że wszyscy zasiedli do gier wieloosobowych i nie mogli się od nich oderwać. Podobny los spotkał Budapeszt 1945, którego autor Marcin Sowa, pojawił się nota bene na konwencie i toczył z nami ciekawe dyskusje. Na parę innych gier, które były w zanadrzu też nie starczyło już czasu i chętnych. Mam nadzieję, że nikogo i niczego nie pominąłem, przyznam, że nie miałem tylko na oku Pędrakowego zakątka pod wieczór, gdzie coś jeszcze było zdaje się grane.

Z osób znanych w naszym gronie, warto jeszcze wspomnieć, że był na imprezie jabu - kto miał do niego ewentualnie jakieś interesy książkowe, mógł je na miejscu załatwić.

Ciekawym punktem programu była krótka prelekcja czterech kombatantów z walczącego w Powstaniu Warszawskim batalionu "Sokół" (walczyli akurat w tym rejonie, gdzie znajduje się dom kultury - miejsce odbywania się konwentu). Jako, że niektórzy mówili trochę cicho, dla młodzików z pracowni wargamingowych siedzących w ostatnim rzędzie z tyłu, nie było to może na dłuższą metę takie atrakcyjne, ale jak ktoś posłuchał uważnie to, o czym mówili, można było usłyszeć kilka ciekawostek.

Last but not least... nie mógłbym na koniec nie wspomnieć o głównym organizatorze Grenadiera, Tomku Kowalczyku, któremu należą się szczególne podziękowania, za znakomitą (jak zwykle) logistykę. Uprzedzając krążące tu i ówdzie plotki, mogę potwierdzić już dziś, że są plany rozwinięcia za rok imprezy, tak żeby trwała dwa dni. Również kilka innych "wniosków racjonalizatorskich", w szczególności przesunięcie terminu, tak żeby nie pokrywał się z sesją na uczelniach, ma być uwzględnionych, ale o tym innym razem.

Dziękuję jeszcze raz wszystkim którzy się zjawili za uczestnictwo i świetną zabawę.
Panie, weźcie kości w rękę i wyobraźcie sobie, że gracie z królem Kastylii, i rzucając je na stół zdajecie wszystko na los bitwy. Jeśli dopisze wam szczęście, zrobicie najlepszy rzut, jaki kiedykolwiek uczynił król na ziemi; a jeśli rzut wam się nie powiedzie, inaczej nie odejdziecie z gry, jak z honorem.

Gil de Osem do króla Portugalii Jana I Dobrego przed bitwą pod Aljubarrotą (14.VIII.1385)
Awatar użytkownika
RyTo
Major
Posty: 1174
Rejestracja: poniedziałek, 24 kwietnia 2006, 22:14
Lokalizacja: Kraków
Kontakt:

Post autor: RyTo » poniedziałek, 8 czerwca 2009, 08:47

Relacyjka z rozgrywki w SPQR

W sobotę umówiliśmy się w piątkę - Clagus, Bagu, Zygfryd, Profes i ja - na granie w SPQR. Ponieważ trzech spośród z nas zaczyna wędrówkę po scenariuszach GBoH, scenariusz wybraliśmy za ogólnym porozumieniem. Padło na Great Plains - bitwę, którą historycznie Publiusz Korneliusz Scypion wygrał pokonując pospiesznie zebrane wojsko Hazdrubala Gisgona. Wydawało mi się, że wynik naszych rozgrywek jest z góry przesądzony. Miało się okazać inaczej.

Pierwsza partia rozgrywała się pomiędzy czterema graczami, jak napisał powyżej Profes. Objąłem dowodzenie Kartagińczykami, Profes zaś otrzymał zadanie powstrzymanie zuchwałego Masynissy, zdrajcy Numidii. Fakt najlepiej świadczący o zaufaniu, jakim darzyłem mojego kolegę - otrzymał dwa razy mniej żetonów niż przeciwnik oraz jego wojska były gorszej jakości. Wywiązał się z tego zadania więcej niż należycie. Masynissa bowiem nie potrafił pomimo chyżości swoich kawalerzystów opanować naszej flanki.

Plan Rzymu był stosunkowo prosty - zaatakować ciężką piechotą legionową całą linię wojsk kartagińskich. Ponieważ armia Rzymu miała mniejsze "czoło" (pierwsza linia zajmowała mniejszą przestrzeń) niż przeciwnik Clagus wraz z Bagu zdecydował się rozwinąć własne szeregi niejako w jedną długą linię. Z tyłu postępowali triariusze w charakterze linii rezerwowej.

Póki co, bitwa rozpoczęła się na skrzydłach, gdzie stała kawaleria. Ciężka konnica ekwitów obawiała się mniej licznej - ale szybszej - kawalerii numidyjskiej Syfaksa. Wycofali się więc, przygotowując się do odparcia ataku od frontu. Ciężka konnica Profesa pogalopowała zaś śmiało w stronę Numidów Masynissy. Wódz ten zaś albo opił się winem, albo cierpiał na niestrawność po zjedzeniu rzymskich kiełbasek ku czci przyszłego, pewnego zwycięstwa - nie potrafił bowiem nijak opanować rozwijającej się sytuacji (nieudane rzuty na dodatkowe kolejki, nieudane rzuty na przechwytywanie kartagińskich dodatkowych kolejek). W związku z tym, konni Kartaginy bili się dzielnie z Numidami - nawet napadając na nich z boku i tyłu.

Kawaleria kartagińska na drugim skrzydle próbowała tymczasem walczyć przy wsparciu własnej piechoty, ale rezultaty były bardziej opłakane niż na skrzydle Profesa.

Prawdziwa bitwa rozegrała się w centrum, jak przystało na bitwy okresu republiki rzymskiej.

Pierwsi nadeszli welici. Linia procarzy Kartaginy wycofywała się stopniowo, wciągając przeciwnika coraz bliżej doborowej ciężkiej piechoty ustawionej właśnie w centrum. Welici z łatwością przepędzili i pozabijali procarzy, zaraz jednak musieli przeciwstawić się pancernemu walcowi (stosunek sił 3:1). Rezultat był łatwy do przewidzenia...

Piechota legionowa spadła najpierw na rekrutów spośród obywateli Kartaginy, zmiatając ich pierwszą linię niemal całkowicie w pierwszym natarciu. Druga linia, skoro zobaczyła co się święci, także poczęła porzucać szeregi.

W centrum jednak, gdzie stali pancerni Iberowie oraz Numidowie, Rzymianom nie szło już tak dobrze. Choć posłali tam kohorty weteranów, atak legionu stracił impet. Kontratak był zaś miażdżący. Moment przełomowy bitwy nastąpił w momencie (chi, chi), gdy Masynissa cierpiał na bolesny atak niekompetencji a (nie)wielki Scypion Korneliusz machał bezradnie rękami (również nieudane rzuty kostką). Iberowie, niemal wiernie stosując taktykę walki manipularnej, po kolei zmuszali do ucieczki kolejne kohorty.

Pierwsza linia pancernych powstrzymywała atak, druga uderzała w kontrataku, aby zaraz wraz z trzecią dobijać uciekających i atakować jeszcze broniących się Rzymian od boku. Rzeź była straszliwa, najlepsze kohorty padły w mgnieniu oka. Zdarzyło się nawet, że oddział welitów, którego ucieczka została powstrzymana przez wodza Rzymian, gdy znajdował się na tyłach swoich linii... w chwilę później walczyć musiał znów o swe życie z dwoma oddziałami ciężkich Iberów. Nie dotrzymali pola synowie wilczycy...

Bitwa zakończyła się w trzecim czy czwartym etapie nieprawdopodobnym jak dla mnie wynikiem punktowym. Dwie wyróżniłbym główne przyczyny tego stanu rzeczy. Pierwsza - "udany" manewr procarzami, który pozwolił na "załatwienie" małym kosztem welitów i jednocześnie przygotował centrum kartagińskie na przyjęcie uderzenia legionów. Druga - kohorta legionu może i ma niezłą jakość, może i świetnie walczy, ale jej stosunkowo mały rozmiar/liczebność jest jej słabą stroną. Gdy po drugiej stronie znajdują się żetony o wysokiej jakości i liczebności... rezultat może być katastrofalny.

Koniec końców, zbliżała się przerwa obiadowa i zasugerowałem kolejną rozgrywkę, aby nowoprzybyły Zygfryd mógł zagrać razem z nami.

Rozstawiliśmy ponownie ten sam scenariusz, tym razem Clagus ze mną jako doradcą po stronie Kartaginy kontra Profes i Zygfryd u Rzymian. Bagu odszedł do innych stołów i rozgrywek, zresztą za chwil kilka spotkali się z Profesem nad "Białym Orłem i Czerwoną Gwiazdą" w wersji testowej.

Druga bitwa była więc raczej dwuosobowa. Nie dojrzałem jej końca, jako że pociąg powrotny uniósł mnie z powrotem do Krakowa. Tym razem jednak Masynissa lepiej sobie poradził z rzutami i kiełbaskami. Legiony także miały więcej szczęścia i gdy wychodziłem, wyglądało na zwycięstwo Rzymu.

Mam nadzieję, że Clagus nie zniechęci się do gry po dwóch porażkach, napisze recenzję SPQR i spotkamy się jeszcze na stosunkowo mało zróżnicowanych pod względem terenu mapach GBoH - po tej czy po tamtej stronie.

Było bardzo miło spotkać się ze starymi znajomymi oraz poznać nowych kolegów. Niech nam się "chobbi" rozwija :D
Ostatnio zmieniony czwartek, 1 stycznia 1970, 01:00 przez RyTo, łącznie zmieniany 1 raz.
As-tu le cauchemar, Hoffmann?
Awatar użytkownika
Raleen
Colonel Général
Posty: 36575
Rejestracja: czwartek, 22 grudnia 2005, 14:40
Lokalizacja: Warszawa
Has thanked: 242 times
Been thanked: 156 times
Kontakt:

Post autor: Raleen » poniedziałek, 8 czerwca 2009, 12:01

Relacja z rozgrywki w Kutuzova

Zgodnie z planem już z samego rana przystąpiliśmy razem z Arteuszem do rozgrywki w Kutuzova. Niestety rozgrywka trochę nam się okresami rwała, gdyż co rusz różne osoby wyrywały mnie na konwencie do różnych rzeczy. W grze Arteusz pokierował Rosjanami, ja Napoleonem.

Działania rozpoczęły się od ataku na Grodno, wkrótce po tym atakowano Brześć. Armia Północna z samym cesarzem ruszyła tymczasem na północ, Tutaj pobity został wielki książę Konstanty, następnie Francuzi zbliżyli się do obozu gen. Barclay'a de Tolly. Rosjanie zaczęli wkrótce stosować taktykę spalonej ziemi, która z czasem przynieść miała oczekiwane rezultaty. Palili stopniowo kolejne pola, tak by utworzyć pas spalonej ziemi między pozycjami swoich armii a armią napoleońską. Jeszcze skuteczniejszą taktyką okazało się palenie ziemi na obszarach zajmowanych przez poszczególne armie - wtedy przed atakiem na nie armia napastnicza sprawdzić musiałaby attrition. To oczywiście skutecznie zniechęcało do ataku. Konstanty został wraz ze swoim zgrupowaniem całkowicie rozbity. Niestety dla francuskiej aktywności źle podziałały karty, które przypadły w najbliższych turach Francuzom. Trafiły im się karty umożliwiające wprowadzenie do gry na pełnych obrotach Prusaków i Austriaków, którzy dzięki temu mogli walczyć bez żadnych ograniczeń, jak wojska francuskie, jednak dało to z kolei trochę czasu stronie rosyjskiej na zniszczenie odpowiednich pól. Rosjanie też nie próżnowali, rozbudowując swoje siły, ponadto cały czas starali się szkodzić systemowi aprowizacji Wielkiej Armii, tak by obniżyć jej poziom zaopatrzenia i morale, co im się w początkowej fazie rozgrywki udało. Jednakże potem Francuzi poświęcili sporo wysiłku dla odzyskania morale i zaopatrzenia, tak że pod koniec gry mieli niemal maksymalne współczynniki.

W drugiej turze Napoleon posuwał się nadal do przodu, dochodząc w okolice Smoleńska z główną armią (towarzyszył mu Davout), do aktywnych działań włączyły się w tym etapie siły pruskie i austriackie. Z kolei Rosjanie umacniali się na bagnach białoruskich, szykując dla Francuzów niespodziankę w postaci wtargnięcia do Księstwa Warszawskiego. Naprzeciw nich stały nieliczne siły Armii Południowej. Rosjanie uderzyli na zgrupowanie pod Brześciem, które osłabili wpierw za pomocą testu na attrition (z karty). Dzięki korzystnemu położeniu i dobremu dowodzeniu wojskom stojącym pod Brześciem udało się jednak odeprzeć napastnika. Podsyłanie kolejnych sił na to pole okazało się jednak utrudnione, jako że Rosjanie spustoszyli za pomocą karty pole twierdzy (analogicznie uczynili wcześniej z Mińskiem).

W czasie gdy Rosjanie bawili się w kotka i myszkę z Armią Południową u zachodnich rubieży imperium Romanowów, główne siły pod samym cesarzem wyczekały do końca tury aż przeciwnikowi skończą się karty, po czym pomaszerowały nagle na Moskwę (na koniec tury 2 francuska Armia Północna miała 3 karty, podczas gdy przeciwnik nie miał już żadnych). Szybkim uderzeniem udało się rozbić zgromadzone pod Moskwą siły (5 PS), przy czym nacierał tylko sam cesarz, Davout z częścią sił został jako, że na poruszanie dwóch korpusów nie starczyłoby punktów siły. Następnie po zajęciu Moskwy Napoleon zostawił tam 1 PS, po czym ruszył na południe wzdłuż krawędzi planszy, zajmując kolejno dwa pola kluczowe, bronione przez pojedyncze oddziały o sile 1, które zostały przez niego zniesione. W ten sposób znalazł się na Ukrainie, trochę na wschód od Kijowa. Rajd ten nie przyniósł jednak oczekiwanych rezultatów w postaci doprowadzenia do kapitulacji Rosji, również efekty zajęcia pól kluczowych na południu okazały się niewielkie.

Wraz z kolejną, trzecią turą nadeszła zima. Pod Moskwą pojawił się Kutuzov, który zniósł pojedynczy posterunek Francuzów odzyskując stolicę i ruszył śladem Napoleona. Jednocześnie od zachodu z Kijowa natarł gen. Tormasow (bodajże). Rosjanie nie mogąc sprostać geniuszowi cesarza podstępnie użyli przeciw niem u karty, wskutek której został on przed bitwą ranny i nie mógł dowodzić, to doprowadziło do porażki jego jednostek, jednak z trzech PS, dwa wycofały się w kierunku południowej Ukrainy. Ranny Napoleon powędrował do 'Regroupa' po czym jeszcze w tej samej turze został "odbudowany" w punkcie mobilizacyjnym nieopodal Smoleńska, gdzie z częścią sił pozostał, jeszcze przed rajdem na Moskwę Davout. Tymczasem resztki zgrupowania Napoleona cofały się stopniowo pod naporem Rosjan na wschód, cudem przebywając wrogi im kraj, w zimie, z licznymi testami na attrition po drodze. Z dwóch punktów siły ostatecznie ocalał tylko jeden docierając do Winnicy na Ukrainie, gdzie spotkał się wkrótce ze zgrupowaniem ks. Scharzenberga i Eugeniusza de Beauharnais. Odegra on jeszcze znamienną rolę w końcówce tury trzeciej.

Rosjanie tymczasem palili dalej, usiłowali też jeszcze raz wtargnąć do Galicji, tym razem od południa, co im się ostatecznie udało po rozbiciu zgrupowania Schwarzenberga i Eugeniusza. Francuzi (Armia Południowa) dalej krążyli wokół bagien, starając się jednocześnie zająć możliwie najwięcej pól, jak też zabezpieczyć własne zaplecze. Nie było jednak sposobu na zniszczenie Płatowa w jego bagiennych pieleszach jako że środkowe pole bagien Arteusz swoim zwyczajem zniszczył, więc wkroczenie na nie zmusiłoby Francuzów do wykonania dwóch tekstów na attrition - jednego za samo pokonanie bagien i drugiego za "spaloną ziemię".

W związku z powyższym Napoleon podjął próbę uderzenia w kierunku północnym na Rygę, dążąc wespół z grupą Neya i Prusakami Yorcka do jej zajęcia i rozbicia stojącego w tym rejonie zgrupowanie Wittgensteina. Jednak Rosjanie... znowu zastosowali manewr spalonej ziemi, tym razem na polu twierdzy, co skutecznie ostudziło zapędy ofensywne cesarza. Porty wokół Rygi aż po Narwę, zostały zajęte. Jednocześnie od strony Finalandii pojawiły się sojusznicze oddziały szwedzkie, które opanowały porty aż po Petersburg. To była już końcówka tury trzeciej. Ostatnią spektakularną akcję w grze wykonał pozostały jeden punkt z dawnego zgrupowania Napoleona, który w ostatnich dwóch impulsach francuskich w turze trzeciej pomaszerował na przejściowo słabo obsadzony Kijów i w walce 1 PS na 1 PS pokonał przeciwnika i zajął miasto. To spektakularne zwycięstwo nie zmieniło jednak zasadniczo ogólnego obrazu sytuacji.

Rosjanie byli na pewnej drodze do zwycięstwa jako, że przeciwnikowi nie udało się zająć żadnego z ważniejszych celów wojny. Ryga była poza ich zasięgiem, podobnie w zasadzie Petersburg, nie mówiąc już o Moskwie i Smoleńsku pomiędzy którymi stał Kutuzov. Rosjanie kontrolowali także spore połacie wokół bagien białoruskich i od południa zagrażali Galicji. Francuzi zachowali wysokie morale i poziom zaopatrzenia. Jedyne trwalsze zdobycze to porty na północy, oraz twierdze nadgraniczne. Być może udałoby im się jeszcze utrzymać kilka pól wokół bagien białoruskich, matecznika kozaków Płatowa. W związku z tym, że po trzech turach sytuacja była raczej klarowna, czwartej tury już nie rozgrywaliśmy, uznając, że gra zakończyła się zwycięstwem Rosjan, kierowanych przez Arteusza. Z mojej strony zawiniła po części niedokładna znajomość warunków zwycięstwa, można powiedzieć, że w grze obrałem mało optymalny wariant uderzenia. Niestety, w całej rozciągłości stało się to dla mnie widoczne dopiero w końcówce, kiedy na zasadnicze korekty położenia było już za późno. Zajęcie Moskwy, było pewną szansą, ale w sumie niewielką na udane dla Francuzów zakończenie, która, zupełnie historycznie, nie ziściła się.
Ostatnio zmieniony poniedziałek, 8 czerwca 2009, 13:14 przez Raleen, łącznie zmieniany 1 raz.
Panie, weźcie kości w rękę i wyobraźcie sobie, że gracie z królem Kastylii, i rzucając je na stół zdajecie wszystko na los bitwy. Jeśli dopisze wam szczęście, zrobicie najlepszy rzut, jaki kiedykolwiek uczynił król na ziemi; a jeśli rzut wam się nie powiedzie, inaczej nie odejdziecie z gry, jak z honorem.

Gil de Osem do króla Portugalii Jana I Dobrego przed bitwą pod Aljubarrotą (14.VIII.1385)
Awatar użytkownika
Arteusz
Praetor
Posty: 3182
Rejestracja: niedziela, 7 października 2007, 16:17
Lokalizacja: Kielce

Post autor: Arteusz » poniedziałek, 8 czerwca 2009, 12:21

Ciąg dalszy fotorelacji.
Nie masz wymaganych uprawnień, aby zobaczyć pliki załączone do tego posta.
Moje gry
Szlachectwa nie nabiera się przez urodzenie, ale przez czyny.
"Moim obowiązkiem, jako patrioty, nie jest umrzeć za swój kraj, ale sprawić, żeby wróg oddał życie za własny".
Awatar użytkownika
Arteusz
Praetor
Posty: 3182
Rejestracja: niedziela, 7 października 2007, 16:17
Lokalizacja: Kielce

Post autor: Arteusz » poniedziałek, 8 czerwca 2009, 12:34

Ciąg dalszy.
Nie masz wymaganych uprawnień, aby zobaczyć pliki załączone do tego posta.
Ostatnio zmieniony poniedziałek, 8 czerwca 2009, 13:30 przez Arteusz, łącznie zmieniany 1 raz.
Moje gry
Szlachectwa nie nabiera się przez urodzenie, ale przez czyny.
"Moim obowiązkiem, jako patrioty, nie jest umrzeć za swój kraj, ale sprawić, żeby wróg oddał życie za własny".
Awatar użytkownika
Silver
Général de Division
Posty: 3221
Rejestracja: czwartek, 22 grudnia 2005, 18:33
Lokalizacja: Warszawa
Been thanked: 16 times
Kontakt:

Post autor: Silver » poniedziałek, 8 czerwca 2009, 12:56

Dobrze się wstrzeliłeś w naszego „muszkietiera” – akurat w momencie długo oczekiwanego przez wszystkich wystrzału.
Gdyby to odbywało się w realiach dawniejszej bitwy zostałby niestety rozjechany szarżą wroga. A przecież nie padało.
Awatar użytkownika
Arteusz
Praetor
Posty: 3182
Rejestracja: niedziela, 7 października 2007, 16:17
Lokalizacja: Kielce

Post autor: Arteusz » poniedziałek, 8 czerwca 2009, 13:03

Fotek z tym "muszkieterem" to zrobiłem chyba z 10. Tyle razy próbował. Ale w końcu się udało, co zaowocowało włączeniem się kilku alarmów w samochodach na parkingu. ;D
Moje gry
Szlachectwa nie nabiera się przez urodzenie, ale przez czyny.
"Moim obowiązkiem, jako patrioty, nie jest umrzeć za swój kraj, ale sprawić, żeby wróg oddał życie za własny".
Awatar użytkownika
AWu
Słońce Austerlitz
Posty: 18422
Rejestracja: poniedziałek, 16 października 2006, 13:40
Lokalizacja: Warszawa
Kontakt:

Post autor: AWu » poniedziałek, 8 czerwca 2009, 20:44

Ktory osobnik na fotce to Xardas ?

W ta rosyjska megagiere to bym z checia zagral ;(

Sukcesorow 3 sobie kupie by miec bezblednych wodzow i twarda mape pewnie kiedys

A to Waterloo wyglada jakby ktos je gral zwierzatkami z Agrykoli :rotfl:

ale moze dzieki temu jest fajne i bezbolesne ;')
Awatar użytkownika
Arteusz
Praetor
Posty: 3182
Rejestracja: niedziela, 7 października 2007, 16:17
Lokalizacja: Kielce

Post autor: Arteusz » poniedziałek, 8 czerwca 2009, 20:49

AWu pisze:Ktory osobnik na fotce to Xardas ?
Ten co coś ustawia.
Moje gry
Szlachectwa nie nabiera się przez urodzenie, ale przez czyny.
"Moim obowiązkiem, jako patrioty, nie jest umrzeć za swój kraj, ale sprawić, żeby wróg oddał życie za własny".
Awatar użytkownika
AWu
Słońce Austerlitz
Posty: 18422
Rejestracja: poniedziałek, 16 października 2006, 13:40
Lokalizacja: Warszawa
Kontakt:

Post autor: AWu » poniedziałek, 8 czerwca 2009, 20:54

tak podejzewalem ale nigdy nie mozna byc pewnym ;>
Awatar użytkownika
Gerhard.
Adjudant-Major
Posty: 322
Rejestracja: sobota, 5 stycznia 2008, 14:36
Lokalizacja: Łódź
Kontakt:

Post autor: Gerhard. » poniedziałek, 8 czerwca 2009, 21:38

Króciutka relacja z tego co zapamiętałem.

Na miejsce dotarłem bez problemów koło 9 - choć tragicznie niewyspany :sleep:

Spędziłem cały dzień nad Napoleonic Wars, grając Prusakami przeciwko Silverowi (Rosja), dwóm jego znajomym, którzy na co dzień nie są chyba strategami (Austria i Anglia) i Adamowi (Francja), którego potem zastąpił Clown. Wszyscy powtarzali przed grą jaka to nudna jest rozgrywka Prusami ale ja się na nich uparłem zwłaszcza, ze to była moja pierwsza moja rozgrywka w NW i chciałem zacząc jakoś spokojnie. Ostatecznie nie zawiodłem na tej nacji jeśli chodzi o grywalność.

Początkowo Prusacy prowadzą niewiele (w 1 turze wręcz w ogóle) działań militarnych ale ich znaczenie dyplomatyczne jest olbrzymie. Jak to miło było się czuć języczkiem u wagi i jednocześnie milczącym sfinksem, który nie wiadomo co zrobi i po czyjej stronie się opowie.

Ostatecznie przeciągnąłem na swoją stronę Turcję i wypowiedziałem wojnę Francji (która znacznie się już rozrosła podbijając Hiszpanię i Austrię) wchodząc w sojusz z Rosją i Anglią.
Austria wycięła oryginalny numer i przekupiona wizją panowania nad ukraińskimi stepami stanęłą po stronie Francji. Ostatecznie ukształtowały się 2 bloki: Prusy, Rosja, Anglia, Turcja v. Francja, Austria i Dania.

Okazało się, że kto ma talent w dyplomacji ten nie ma szczęścia w bitwach. Kostki były okrutne dla Prus i nie wygrałem żadnej wielkiej bitwy. Owszem Rosja i Turcja podzieliły między siebie Austrią ale i tak zwycięstwo przypadło ostatecznie Francji, która podbiłą Hiszpanię, Neapol i zajęła Berlin i właściwie przez cały czas kontrolowała grę - niezależnie kto nią grał :wall:

Konwet bardzo udany. Dzięki dla organizatorów, współgraczy a takze innych uczestników konwentu ^^
"Ci, którzy zrzekają się wolności, w celu uzyskania krótkotrwałej odrobiny bezpieczeństwa, ani na jedno, ani na drugie nie zasługują."

http://strategialodz.phorum.pl
Awatar użytkownika
Silver
Général de Division
Posty: 3221
Rejestracja: czwartek, 22 grudnia 2005, 18:33
Lokalizacja: Warszawa
Been thanked: 16 times
Kontakt:

Post autor: Silver » poniedziałek, 8 czerwca 2009, 22:31

Jak już nie raz pisałem Napoleonic Wars jest według mnie najciekawszą grą z trylogii na którą składają się Wellington i Kutuzov.
Ja choć tak wiele w ta grę grałem to po raz pierwszy na 5 osób. Moi towarzysze to trochę strategami są, szczególnie młodszy (i w tzw eurogry i wojenno-strategiczne grywał i to od dawien dawna choć przerwę długą miał; a ze starszym to już zaliczyliśmy Napoleonic Wars i Wellingtona a szykuję dla nich kolejne ciekawe pozycję bo nakręciłem ich i to wykorzystam)
Trzeba być wytrwałym by pierwszą turę grać Prusami ale chyba szybko czas mija i potem można się już w mapę Europy wgryźć wypowiadając wojnę.
Była u ciebie pokerowa twarz i bardziej spodziewałem się że staniesz po stronie Francji niz że zrobi to Austria. Zresztą po przejęciu kontroli nad Turcja przez ciebie to własnie Austria była zaniepokojona i na wszelki wypadek zagrała wydarzenie powstania w Serbii by zneutralizować tę Turcję.
Rzuty kośćmi to rzeczywiście bardzo i wyjątkowo pechowe miałeś niestety.
Z braku czasu niestety nie napiszę AARu a tak wiele działo się (jak zresztą przy większości rozgrywek).

Co do rosyjskich gierek to ja chętny jestem zagrać bo mi już rok butwieją.
Pisałem o nich w temacie:
http://www.strategie.net.pl/viewtopic.php?t=6219
Awatar użytkownika
Clagus
Decurio
Posty: 308
Rejestracja: niedziela, 20 maja 2007, 00:44
Lokalizacja: Warszawa(Nogrod)
Kontakt:

Post autor: Clagus » poniedziałek, 8 czerwca 2009, 23:04

RyTo pisze:Druga bitwa była więc raczej dwuosobowa. Nie dojrzałem jej końca, jako że pociąg powrotny uniósł mnie z powrotem do Krakowa. Tym razem jednak Masynissa lepiej sobie poradził z rzutami i kiełbaskami. Legiony także miały więcej szczęścia i gdy wychodziłem, wyglądało na zwycięstwo Rzymu.
No niestety Rzym wygrał w druzgoczący sposób. Środek został przełamany 3 falami legionistów (w tym triari), prawe skrzydło zniknęło właściwie z mapy - Massinissa załatwił konnicę, a kilka kohort rozniosło w pył rekrutów z Kartaginy. Sukces odniosłem tylko na lewym skrzydle gdzie mniej liczna lekka konnica Syphaxa z małą pomocą lekkich piechurów zmiażdżyła rzymskich ekwitów. Niestety nie zdążyłem wykorzystać tej przewagi i zwalić się na centrum od tyłu.
RyTo pisze:Mam nadzieję, że Clagus nie zniechęci się do gry po dwóch porażkach, napisze recenzję SPQR i spotkamy się jeszcze na stosunkowo mało zróżnicowanych pod względem terenu mapach GBoH - po tej czy po tamtej stronie.
Nieee no... trzeba się nauczyć przegrywać. Poza tym pierwszy scenariusz nie był taki do końca przegrany, może jeszcze bym coś ugrał. Sytuacja była remisowa ;) A jeśli chodzi o przegraną z zygfrydem, to cóż... zwyciężyło doświadczenie i umiejętności mojego oponenta oraz przewaga w uzbrojeniu :)
Moje gry
BYKÓM STOP
Zablokowany

Wróć do „Konwent GRENADIER”