IV Grenadier (2009)

Impreza historyczno-wargamingowa odbywająca się co roku w Warszawie, którą współtworzyliśmy przez pierwszych jedenaście edycji (2006-2016).
Awatar użytkownika
xardas12r
Generalleutnant
Posty: 3934
Rejestracja: poniedziałek, 27 listopada 2006, 13:05
Lokalizacja: Olsztyn/Warszawa
Been thanked: 16 times
Kontakt:

Post autor: xardas12r »

Z Olsztyna do Warszawy dostaliśmy się autobusem firmy "Transwal", i co było nawiasem mówiąc doskonałą decyzją. Podróż spędziliśmy w miłej atmosferze i byliśmy u celu 30 min przed planowanym czasem.

Po parunastu minutach czekania spod sali kongresowej odebrali nas QB i Wookush. Po kilku minutowej rundce po Warszawie, dotarliśmy do celu, i prawie natychmiast natchnęliśmy się na admina.

Po rozłożeniu naszego kramu udaliśmy się przed budynek , gdzie (chyba) grenadier miał oficjalnie rozpocząć swoim wystrzałem konwent.

Nacisnął spust karabinu, a karabin ...
Obrazek

odmówił posłuszeństwa.Szybko przeładował i ...
Obrazek

i efekt ten sam.Po krótkiej szamotaninie z karabinem...
Obrazek

... broń nareszcie wypaliła.
Obrazek

Konwent można było uznać za zaczęty.Na imprezie oprócz silnej grupy planszowców można było zobaczyć:

DBA

O tym systemie nic nie napisze bo grali w sali powyżej , a jak zaszedłem tam już się zbierali.

Scramble

Małe samolociki są fajne ;) Chwile popatrzyłem nie wdając się w szczegóły i namierzyłem...

System Napoleoński

Jeden rzut oka wystarczył by stwierdzić ,że moją do tego okresu lepsze figurki od mojej skromnej osoby ;) W momencie kiedy podszedłem do stołu , gracze toczyli zażartą dyskusje "czy generał uciekł". System wymaga miej figurek od NB ,ale brakuje mu płynności i wrażenia epickości które tak bardzo lubie w zasadach "Napolenic Battleboard". Choć zapewne jest bardziej historyczny.

II Wojna Światowa w skali 1:72

Chłopaki mieli naprawdę piękną makietę. Dobre wrażenie robił także sprzęt niemiecki, sprzęt aliancki był jednak trochę gorzej wykonany. Co do samych zasad mogę powiedzieć , że chyba są bardzo proste i przeznaczone dla najmłodszych graczy.

Obrazek

Ogniem i Mieczem

Nie zagrałem ,ale miałem ochotę. Figurki skala 15mm ,ale są dużo ładniejsze od wszystkiego co widziałem w skali 20mm do tego okresu. Zasady z tego co patrzyłem też złe nie są .

Obrazek

FLAMES OF WAR

O zasadach wiele nie powiem, ale figurki wyglądają przy tych od skali 1/72 jak maluch przy ferrari. Dodajmy jeszcze ,ze ten maluch jest 3 razy droższy ...
Z grą były 2 stoły.

Obrazek

Trafalgar

Coś wspaniałego! GW tym razem stanęła na wysokości zadania i stworzyła bardzo
grywalny i szybki system morski. Ech , chyba się zakochałem ... w przeciągu tygodnia robię zamówienie na małe stateczki :D

Obrazek
Obrazek

O:WWII

Graliśmy na dwa stoły.Niestety nie wyszło mi żadne zdjęcie z stołu wystawionego przez graczy "warszawskich". U na naszym wygrałem ja puma załatwiła Shermana Firefly i Cometa.

Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek

W między czasie odbyło się spotkanie z weteranami Powstania Warszawskiego
Obrazek
Awatar użytkownika
Bagu
Sous-lieutenant
Posty: 420
Rejestracja: niedziela, 25 lutego 2007, 13:43
Lokalizacja: Kraków/Souhwick Massachusetts
Kontakt:

Post autor: Bagu »

xardas; hyhy tez bede zamawial statki do Trafalgaru :D Tylko w mniejszej skali i tansze troche z miltrona (zerknij na strone magister militum)
A ja pisze sobie recke z konwentu - juz niebawem zamieszcze :)
http://spartan-painting.blogspot.com/ <---BLOG O MODELARSTWIE I WARGAMINGU!
Awatar użytkownika
Silver
Général de Division
Posty: 3263
Rejestracja: czwartek, 22 grudnia 2005, 18:33
Lokalizacja: Warszawa
Been thanked: 31 times

Post autor: Silver »

Odnoszę wrażenie, że szczególnie te gry figurkowe z II wojny światowej to w połowie makiety do oglądania (z dawniejszych czasów lub coś z klimatów fantasy to takie pole bitwy z najlepiej kilkuset figurek to może być całkiem dobra symulacja). Bo gra na takim małym obszarze, gdzie widać wszystkich przeciwników to raczej prosta i szybka wymiana ognia. To chyba najbardziej kręci osoby lubiące modelarstwo. To tylko moje zdanie, że jeśli chodzi o grywalność to wolałbym jednak w miejsce takich gier rozgrywkę w darmową i wspaniałą komputerowa grę „Steel Panther”.
Awatar użytkownika
xardas12r
Generalleutnant
Posty: 3934
Rejestracja: poniedziałek, 27 listopada 2006, 13:05
Lokalizacja: Olsztyn/Warszawa
Been thanked: 16 times
Kontakt:

Post autor: xardas12r »

http://www.tvnwarszawa.pl/-1,1603987,0, ... omosc.html


Silver pisze:Bo gra na takim małym obszarze, gdzie widać wszystkich przeciwników to raczej prosta i szybka wymiana ognia.
nie wiem o którym systemie piszesz ale jeżeli o O:WWII to pozwolę się nie zgodzić. Rozgrywka polega na takim prowadzeniu sił , poruszając się od osłony do osłony uzyskać lokalna przewagę nad wrogiem. Bogata makieta służy przede wszystkim ograniczeniu LOS i ograniczeniu właśnie efektu rzezi na małym obszarze.
Obrazek
Awatar użytkownika
Silver
Général de Division
Posty: 3263
Rejestracja: czwartek, 22 grudnia 2005, 18:33
Lokalizacja: Warszawa
Been thanked: 31 times

Post autor: Silver »

Ja nie znam tych systemów ale nie ma możliwości uzyskania zaskoczenia przez zamaskowanie oddziału, wszystkie figurki widać i trzeba oczywiście odpowiednio manewrować.
Choć mam pewien pomysł by takie maskowanie uzyskać. Może wyznaczyć niektóre, żeby niektóre oddziały „zlokalizowane” były gdzieś w pudełku z wpisaną wcześniej pozycją ukrycia. Dopiero po wejściu obok oddziałów wroga lub samodzielnej decyzji otworzenia ognia byłyby odkrywane.
Mnie też brakuje w tych makietach, choć duże, terenu do bardziej wyrafinowanych manewrów.
Awatar użytkownika
Wookush
Lieutenant
Posty: 508
Rejestracja: wtorek, 3 lipca 2007, 12:28
Lokalizacja: Warszawa

Post autor: Wookush »

W OWW2 widać wszystkie figurki, ale nie można wydać dowolnego rozkazu, tylko taki, jaki masz na wylosowanych kartach. Tu tkwi piękno, bo nawet jeśli wróg widzi nasz oddział to nie zawsze będzie mógł dostać rozkaz ostrzału, lub zanim to zrobi zostanie zaatakowany wcześniej przez grupę osłaniającą. I nie mów mi, że nie jest to wyrafinowany manewr ;D
Co do ukrytej lokalizacji to jest szereg innych systemów, gdzie niewidoczne jednostki są zasłaniane "mgłą wojny", lub zamieniane żetonem "prawdopodobnej lokalizacji" np. w Ambush Alley: Force on Force.
Gram w: "Kompfgruppe Normandy"
Gram w: "Ambush Alley: Force On Force"
I JESTEM Z TEGO DUMNY !!! :D
Awatar użytkownika
wizun
Lieutenant
Posty: 533
Rejestracja: wtorek, 1 stycznia 2008, 21:55
Lokalizacja: Poznań i ziemia gnieźnieńska

Post autor: wizun »

Kurde aż żal d... ściska jak się patrzy na te zdjęcia- szkoda ze nie mogłem być .... w następnym roku postaram się nie odpuścić :)
Awatar użytkownika
Przemos19
General der Panzertruppen
Posty: 4986
Rejestracja: sobota, 10 czerwca 2006, 22:46
Lokalizacja: Zawiercie/Katowice
Been thanked: 7 times
Kontakt:

Post autor: Przemos19 »

Dokładnie jak Wookush powiedział, karty wprowadzają poważny element nieprzewidywalności, gdyż to że chcesz zaatakować np Tygrysem stojącego naprzeciwko Shermana nie znaczy że możesz. Musisz mieć po pierwsze kartę ataku na ręce a po drugie musi mieć odpowiedni priorytet, co by przeciwnik przebijając kartą z wyższym priorytetem nie strzelił sam pierwszy, bądź uciekł (jeśli takowe karty posiada).

W dodatku Afrika! do O:WWII znajdują się zasady specjalne odzwierciedlające tamtejsze warunki (nazwijmy je "fatamorgana"). Otóż dany pojazd może mieć pod sobą karteczkę mówiącą jakim jest w rzeczywistości. Czyli np zamiast jeepa okazuje się że jest to Sherman. Ujawnienie prawdziwej tożsamości jednostki następuje po wejściu w zasięg skutecznego widzenia.
http://www.przemos85.blogspot.com/ - blog poświęcony OWW2 i wargamingowi

http://www.battlegroup.net.pl - strona poświęcona Operation World War 2 i wargamingowi
Awatar użytkownika
kot
Stabsfeldwebel
Posty: 302
Rejestracja: sobota, 2 grudnia 2006, 15:13
Lokalizacja: Chojnice/Wawa

Post autor: kot »

:jupi: brawo
Kotowej pokażę i jak zaakceptuje to za rok specjalnie urlop weźmiemy żeby z wami być ;)
Żałuję tylko że się z wawy przeprowadziłem :wall:
Polska od morza do Watykanu :>

Działam też tu: http://www.fajka.net.pl/
Obecna przyjemność: G&H Ennerdale Flake i "Pół wieku w mundurze" Mierieckowa
Awatar użytkownika
Raleen
Colonel Général
Posty: 37763
Rejestracja: czwartek, 22 grudnia 2005, 14:40
Lokalizacja: Warszawa
Has thanked: 865 times
Been thanked: 521 times
Kontakt:

Post autor: Raleen »

Dziękuję wszystkim, którzy się pojawili. Zabawa była przednia i samą imprezę uważam za wyjątkowo udaną. W tym roku zajęliśmy chyba większość sali na dole, można więc powiedzieć, że się rozrastamy ;) . Mam też takie wrażenie, że ekipa osób z naszego forum była też chyba w tym roku najbardziej widoczna na imprezie.

Z figurek były dwa stoły z Operation Overlord, zjawił się też Zwierz, ale był tak zmarnowany (nawał zajęć w pracy), że nie zdołał już zrobić pokazu. Zwłaszcza makieta q.b. i Wookusha robiła furorę :cool: .

Z planszówek graliśmy w: Napoleonic Wars, Kutuzova, Napoleon's Triumph, SPQR (i zdaje się coś jeszcze ze starożytności), Sukcesorów III. Marek rozłożył się ze swoją Kampanią wrześniową 1939. Koło 11-tej bodajże zjawiła się ekipa z Magią i mieczem. Wieczorkiem grane było Dos de Mayo i Bitwa na Morzu Wiatrów. Rozłożone stało też Waterloo Warfroga, które tego dnia nie znalazło jednakże amatorów (znalazło za to dzień wcześniej), jako że wszyscy zasiedli do gier wieloosobowych i nie mogli się od nich oderwać. Podobny los spotkał Budapeszt 1945, którego autor Marcin Sowa, pojawił się nota bene na konwencie i toczył z nami ciekawe dyskusje. Na parę innych gier, które były w zanadrzu też nie starczyło już czasu i chętnych. Mam nadzieję, że nikogo i niczego nie pominąłem, przyznam, że nie miałem tylko na oku Pędrakowego zakątka pod wieczór, gdzie coś jeszcze było zdaje się grane.

Z osób znanych w naszym gronie, warto jeszcze wspomnieć, że był na imprezie jabu - kto miał do niego ewentualnie jakieś interesy książkowe, mógł je na miejscu załatwić.

Ciekawym punktem programu była krótka prelekcja czterech kombatantów z walczącego w Powstaniu Warszawskim batalionu "Sokół" (walczyli akurat w tym rejonie, gdzie znajduje się dom kultury - miejsce odbywania się konwentu). Jako, że niektórzy mówili trochę cicho, dla młodzików z pracowni wargamingowych siedzących w ostatnim rzędzie z tyłu, nie było to może na dłuższą metę takie atrakcyjne, ale jak ktoś posłuchał uważnie to, o czym mówili, można było usłyszeć kilka ciekawostek.

Last but not least... nie mógłbym na koniec nie wspomnieć o głównym organizatorze Grenadiera, Tomku Kowalczyku, któremu należą się szczególne podziękowania, za znakomitą (jak zwykle) logistykę. Uprzedzając krążące tu i ówdzie plotki, mogę potwierdzić już dziś, że są plany rozwinięcia za rok imprezy, tak żeby trwała dwa dni. Również kilka innych "wniosków racjonalizatorskich", w szczególności przesunięcie terminu, tak żeby nie pokrywał się z sesją na uczelniach, ma być uwzględnionych, ale o tym innym razem.

Dziękuję jeszcze raz wszystkim którzy się zjawili za uczestnictwo i świetną zabawę.
Panie, weźcie kości w rękę i wyobraźcie sobie, że gracie z królem Kastylii, i rzucając je na stół zdajecie wszystko na los bitwy. Jeśli dopisze wam szczęście, zrobicie najlepszy rzut, jaki kiedykolwiek uczynił król na ziemi; a jeśli rzut wam się nie powiedzie, inaczej nie odejdziecie z gry, jak z honorem.

Gil de Osem do króla Portugalii Jana I Dobrego przed bitwą pod Aljubarrotą (14.VIII.1385)
Awatar użytkownika
RyTo
Major
Posty: 1165
Rejestracja: poniedziałek, 24 kwietnia 2006, 22:14
Lokalizacja: Kraków

Post autor: RyTo »

Relacyjka z rozgrywki w SPQR

W sobotę umówiliśmy się w piątkę - Clagus, Bagu, Zygfryd, Profes i ja - na granie w SPQR. Ponieważ trzech spośród z nas zaczyna wędrówkę po scenariuszach GBoH, scenariusz wybraliśmy za ogólnym porozumieniem. Padło na Great Plains - bitwę, którą historycznie Publiusz Korneliusz Scypion wygrał pokonując pospiesznie zebrane wojsko Hazdrubala Gisgona. Wydawało mi się, że wynik naszych rozgrywek jest z góry przesądzony. Miało się okazać inaczej.

Pierwsza partia rozgrywała się pomiędzy czterema graczami, jak napisał powyżej Profes. Objąłem dowodzenie Kartagińczykami, Profes zaś otrzymał zadanie powstrzymanie zuchwałego Masynissy, zdrajcy Numidii. Fakt najlepiej świadczący o zaufaniu, jakim darzyłem mojego kolegę - otrzymał dwa razy mniej żetonów niż przeciwnik oraz jego wojska były gorszej jakości. Wywiązał się z tego zadania więcej niż należycie. Masynissa bowiem nie potrafił pomimo chyżości swoich kawalerzystów opanować naszej flanki.

Plan Rzymu był stosunkowo prosty - zaatakować ciężką piechotą legionową całą linię wojsk kartagińskich. Ponieważ armia Rzymu miała mniejsze "czoło" (pierwsza linia zajmowała mniejszą przestrzeń) niż przeciwnik Clagus wraz z Bagu zdecydował się rozwinąć własne szeregi niejako w jedną długą linię. Z tyłu postępowali triariusze w charakterze linii rezerwowej.

Póki co, bitwa rozpoczęła się na skrzydłach, gdzie stała kawaleria. Ciężka konnica ekwitów obawiała się mniej licznej - ale szybszej - kawalerii numidyjskiej Syfaksa. Wycofali się więc, przygotowując się do odparcia ataku od frontu. Ciężka konnica Profesa pogalopowała zaś śmiało w stronę Numidów Masynissy. Wódz ten zaś albo opił się winem, albo cierpiał na niestrawność po zjedzeniu rzymskich kiełbasek ku czci przyszłego, pewnego zwycięstwa - nie potrafił bowiem nijak opanować rozwijającej się sytuacji (nieudane rzuty na dodatkowe kolejki, nieudane rzuty na przechwytywanie kartagińskich dodatkowych kolejek). W związku z tym, konni Kartaginy bili się dzielnie z Numidami - nawet napadając na nich z boku i tyłu.

Kawaleria kartagińska na drugim skrzydle próbowała tymczasem walczyć przy wsparciu własnej piechoty, ale rezultaty były bardziej opłakane niż na skrzydle Profesa.

Prawdziwa bitwa rozegrała się w centrum, jak przystało na bitwy okresu republiki rzymskiej.

Pierwsi nadeszli welici. Linia procarzy Kartaginy wycofywała się stopniowo, wciągając przeciwnika coraz bliżej doborowej ciężkiej piechoty ustawionej właśnie w centrum. Welici z łatwością przepędzili i pozabijali procarzy, zaraz jednak musieli przeciwstawić się pancernemu walcowi (stosunek sił 3:1). Rezultat był łatwy do przewidzenia...

Piechota legionowa spadła najpierw na rekrutów spośród obywateli Kartaginy, zmiatając ich pierwszą linię niemal całkowicie w pierwszym natarciu. Druga linia, skoro zobaczyła co się święci, także poczęła porzucać szeregi.

W centrum jednak, gdzie stali pancerni Iberowie oraz Numidowie, Rzymianom nie szło już tak dobrze. Choć posłali tam kohorty weteranów, atak legionu stracił impet. Kontratak był zaś miażdżący. Moment przełomowy bitwy nastąpił w momencie (chi, chi), gdy Masynissa cierpiał na bolesny atak niekompetencji a (nie)wielki Scypion Korneliusz machał bezradnie rękami (również nieudane rzuty kostką). Iberowie, niemal wiernie stosując taktykę walki manipularnej, po kolei zmuszali do ucieczki kolejne kohorty.

Pierwsza linia pancernych powstrzymywała atak, druga uderzała w kontrataku, aby zaraz wraz z trzecią dobijać uciekających i atakować jeszcze broniących się Rzymian od boku. Rzeź była straszliwa, najlepsze kohorty padły w mgnieniu oka. Zdarzyło się nawet, że oddział welitów, którego ucieczka została powstrzymana przez wodza Rzymian, gdy znajdował się na tyłach swoich linii... w chwilę później walczyć musiał znów o swe życie z dwoma oddziałami ciężkich Iberów. Nie dotrzymali pola synowie wilczycy...

Bitwa zakończyła się w trzecim czy czwartym etapie nieprawdopodobnym jak dla mnie wynikiem punktowym. Dwie wyróżniłbym główne przyczyny tego stanu rzeczy. Pierwsza - "udany" manewr procarzami, który pozwolił na "załatwienie" małym kosztem welitów i jednocześnie przygotował centrum kartagińskie na przyjęcie uderzenia legionów. Druga - kohorta legionu może i ma niezłą jakość, może i świetnie walczy, ale jej stosunkowo mały rozmiar/liczebność jest jej słabą stroną. Gdy po drugiej stronie znajdują się żetony o wysokiej jakości i liczebności... rezultat może być katastrofalny.

Koniec końców, zbliżała się przerwa obiadowa i zasugerowałem kolejną rozgrywkę, aby nowoprzybyły Zygfryd mógł zagrać razem z nami.

Rozstawiliśmy ponownie ten sam scenariusz, tym razem Clagus ze mną jako doradcą po stronie Kartaginy kontra Profes i Zygfryd u Rzymian. Bagu odszedł do innych stołów i rozgrywek, zresztą za chwil kilka spotkali się z Profesem nad "Białym Orłem i Czerwoną Gwiazdą" w wersji testowej.

Druga bitwa była więc raczej dwuosobowa. Nie dojrzałem jej końca, jako że pociąg powrotny uniósł mnie z powrotem do Krakowa. Tym razem jednak Masynissa lepiej sobie poradził z rzutami i kiełbaskami. Legiony także miały więcej szczęścia i gdy wychodziłem, wyglądało na zwycięstwo Rzymu.

Mam nadzieję, że Clagus nie zniechęci się do gry po dwóch porażkach, napisze recenzję SPQR i spotkamy się jeszcze na stosunkowo mało zróżnicowanych pod względem terenu mapach GBoH - po tej czy po tamtej stronie.

Było bardzo miło spotkać się ze starymi znajomymi oraz poznać nowych kolegów. Niech nam się "chobbi" rozwija :D
Ostatnio zmieniony czwartek, 1 stycznia 1970, 01:00 przez RyTo, łącznie zmieniany 1 raz.
As-tu le cauchemar, Hoffmann?
Awatar użytkownika
Raleen
Colonel Général
Posty: 37763
Rejestracja: czwartek, 22 grudnia 2005, 14:40
Lokalizacja: Warszawa
Has thanked: 865 times
Been thanked: 521 times
Kontakt:

Post autor: Raleen »

Relacja z rozgrywki w Kutuzova

Zgodnie z planem już z samego rana przystąpiliśmy razem z Arteuszem do rozgrywki w Kutuzova. Niestety rozgrywka trochę nam się okresami rwała, gdyż co rusz różne osoby wyrywały mnie na konwencie do różnych rzeczy. W grze Arteusz pokierował Rosjanami, ja Napoleonem.

Działania rozpoczęły się od ataku na Grodno, wkrótce po tym atakowano Brześć. Armia Północna z samym cesarzem ruszyła tymczasem na północ, Tutaj pobity został wielki książę Konstanty, następnie Francuzi zbliżyli się do obozu gen. Barclay'a de Tolly. Rosjanie zaczęli wkrótce stosować taktykę spalonej ziemi, która z czasem przynieść miała oczekiwane rezultaty. Palili stopniowo kolejne pola, tak by utworzyć pas spalonej ziemi między pozycjami swoich armii a armią napoleońską. Jeszcze skuteczniejszą taktyką okazało się palenie ziemi na obszarach zajmowanych przez poszczególne armie - wtedy przed atakiem na nie armia napastnicza sprawdzić musiałaby attrition. To oczywiście skutecznie zniechęcało do ataku. Konstanty został wraz ze swoim zgrupowaniem całkowicie rozbity. Niestety dla francuskiej aktywności źle podziałały karty, które przypadły w najbliższych turach Francuzom. Trafiły im się karty umożliwiające wprowadzenie do gry na pełnych obrotach Prusaków i Austriaków, którzy dzięki temu mogli walczyć bez żadnych ograniczeń, jak wojska francuskie, jednak dało to z kolei trochę czasu stronie rosyjskiej na zniszczenie odpowiednich pól. Rosjanie też nie próżnowali, rozbudowując swoje siły, ponadto cały czas starali się szkodzić systemowi aprowizacji Wielkiej Armii, tak by obniżyć jej poziom zaopatrzenia i morale, co im się w początkowej fazie rozgrywki udało. Jednakże potem Francuzi poświęcili sporo wysiłku dla odzyskania morale i zaopatrzenia, tak że pod koniec gry mieli niemal maksymalne współczynniki.

W drugiej turze Napoleon posuwał się nadal do przodu, dochodząc w okolice Smoleńska z główną armią (towarzyszył mu Davout), do aktywnych działań włączyły się w tym etapie siły pruskie i austriackie. Z kolei Rosjanie umacniali się na bagnach białoruskich, szykując dla Francuzów niespodziankę w postaci wtargnięcia do Księstwa Warszawskiego. Naprzeciw nich stały nieliczne siły Armii Południowej. Rosjanie uderzyli na zgrupowanie pod Brześciem, które osłabili wpierw za pomocą testu na attrition (z karty). Dzięki korzystnemu położeniu i dobremu dowodzeniu wojskom stojącym pod Brześciem udało się jednak odeprzeć napastnika. Podsyłanie kolejnych sił na to pole okazało się jednak utrudnione, jako że Rosjanie spustoszyli za pomocą karty pole twierdzy (analogicznie uczynili wcześniej z Mińskiem).

W czasie gdy Rosjanie bawili się w kotka i myszkę z Armią Południową u zachodnich rubieży imperium Romanowów, główne siły pod samym cesarzem wyczekały do końca tury aż przeciwnikowi skończą się karty, po czym pomaszerowały nagle na Moskwę (na koniec tury 2 francuska Armia Północna miała 3 karty, podczas gdy przeciwnik nie miał już żadnych). Szybkim uderzeniem udało się rozbić zgromadzone pod Moskwą siły (5 PS), przy czym nacierał tylko sam cesarz, Davout z częścią sił został jako, że na poruszanie dwóch korpusów nie starczyłoby punktów siły. Następnie po zajęciu Moskwy Napoleon zostawił tam 1 PS, po czym ruszył na południe wzdłuż krawędzi planszy, zajmując kolejno dwa pola kluczowe, bronione przez pojedyncze oddziały o sile 1, które zostały przez niego zniesione. W ten sposób znalazł się na Ukrainie, trochę na wschód od Kijowa. Rajd ten nie przyniósł jednak oczekiwanych rezultatów w postaci doprowadzenia do kapitulacji Rosji, również efekty zajęcia pól kluczowych na południu okazały się niewielkie.

Wraz z kolejną, trzecią turą nadeszła zima. Pod Moskwą pojawił się Kutuzov, który zniósł pojedynczy posterunek Francuzów odzyskując stolicę i ruszył śladem Napoleona. Jednocześnie od zachodu z Kijowa natarł gen. Tormasow (bodajże). Rosjanie nie mogąc sprostać geniuszowi cesarza podstępnie użyli przeciw niem u karty, wskutek której został on przed bitwą ranny i nie mógł dowodzić, to doprowadziło do porażki jego jednostek, jednak z trzech PS, dwa wycofały się w kierunku południowej Ukrainy. Ranny Napoleon powędrował do 'Regroupa' po czym jeszcze w tej samej turze został "odbudowany" w punkcie mobilizacyjnym nieopodal Smoleńska, gdzie z częścią sił pozostał, jeszcze przed rajdem na Moskwę Davout. Tymczasem resztki zgrupowania Napoleona cofały się stopniowo pod naporem Rosjan na wschód, cudem przebywając wrogi im kraj, w zimie, z licznymi testami na attrition po drodze. Z dwóch punktów siły ostatecznie ocalał tylko jeden docierając do Winnicy na Ukrainie, gdzie spotkał się wkrótce ze zgrupowaniem ks. Scharzenberga i Eugeniusza de Beauharnais. Odegra on jeszcze znamienną rolę w końcówce tury trzeciej.

Rosjanie tymczasem palili dalej, usiłowali też jeszcze raz wtargnąć do Galicji, tym razem od południa, co im się ostatecznie udało po rozbiciu zgrupowania Schwarzenberga i Eugeniusza. Francuzi (Armia Południowa) dalej krążyli wokół bagien, starając się jednocześnie zająć możliwie najwięcej pól, jak też zabezpieczyć własne zaplecze. Nie było jednak sposobu na zniszczenie Płatowa w jego bagiennych pieleszach jako że środkowe pole bagien Arteusz swoim zwyczajem zniszczył, więc wkroczenie na nie zmusiłoby Francuzów do wykonania dwóch tekstów na attrition - jednego za samo pokonanie bagien i drugiego za "spaloną ziemię".

W związku z powyższym Napoleon podjął próbę uderzenia w kierunku północnym na Rygę, dążąc wespół z grupą Neya i Prusakami Yorcka do jej zajęcia i rozbicia stojącego w tym rejonie zgrupowanie Wittgensteina. Jednak Rosjanie... znowu zastosowali manewr spalonej ziemi, tym razem na polu twierdzy, co skutecznie ostudziło zapędy ofensywne cesarza. Porty wokół Rygi aż po Narwę, zostały zajęte. Jednocześnie od strony Finalandii pojawiły się sojusznicze oddziały szwedzkie, które opanowały porty aż po Petersburg. To była już końcówka tury trzeciej. Ostatnią spektakularną akcję w grze wykonał pozostały jeden punkt z dawnego zgrupowania Napoleona, który w ostatnich dwóch impulsach francuskich w turze trzeciej pomaszerował na przejściowo słabo obsadzony Kijów i w walce 1 PS na 1 PS pokonał przeciwnika i zajął miasto. To spektakularne zwycięstwo nie zmieniło jednak zasadniczo ogólnego obrazu sytuacji.

Rosjanie byli na pewnej drodze do zwycięstwa jako, że przeciwnikowi nie udało się zająć żadnego z ważniejszych celów wojny. Ryga była poza ich zasięgiem, podobnie w zasadzie Petersburg, nie mówiąc już o Moskwie i Smoleńsku pomiędzy którymi stał Kutuzov. Rosjanie kontrolowali także spore połacie wokół bagien białoruskich i od południa zagrażali Galicji. Francuzi zachowali wysokie morale i poziom zaopatrzenia. Jedyne trwalsze zdobycze to porty na północy, oraz twierdze nadgraniczne. Być może udałoby im się jeszcze utrzymać kilka pól wokół bagien białoruskich, matecznika kozaków Płatowa. W związku z tym, że po trzech turach sytuacja była raczej klarowna, czwartej tury już nie rozgrywaliśmy, uznając, że gra zakończyła się zwycięstwem Rosjan, kierowanych przez Arteusza. Z mojej strony zawiniła po części niedokładna znajomość warunków zwycięstwa, można powiedzieć, że w grze obrałem mało optymalny wariant uderzenia. Niestety, w całej rozciągłości stało się to dla mnie widoczne dopiero w końcówce, kiedy na zasadnicze korekty położenia było już za późno. Zajęcie Moskwy, było pewną szansą, ale w sumie niewielką na udane dla Francuzów zakończenie, która, zupełnie historycznie, nie ziściła się.
Ostatnio zmieniony poniedziałek, 8 czerwca 2009, 13:14 przez Raleen, łącznie zmieniany 1 raz.
Panie, weźcie kości w rękę i wyobraźcie sobie, że gracie z królem Kastylii, i rzucając je na stół zdajecie wszystko na los bitwy. Jeśli dopisze wam szczęście, zrobicie najlepszy rzut, jaki kiedykolwiek uczynił król na ziemi; a jeśli rzut wam się nie powiedzie, inaczej nie odejdziecie z gry, jak z honorem.

Gil de Osem do króla Portugalii Jana I Dobrego przed bitwą pod Aljubarrotą (14.VIII.1385)
Awatar użytkownika
Arteusz
Praetor
Posty: 3144
Rejestracja: niedziela, 7 października 2007, 16:17
Lokalizacja: Kielce

Post autor: Arteusz »

Ciąg dalszy fotorelacji.
Załączniki

[Rozszerzenie jpg zostało wyłączone i nie będzie dłużej wyświetlane.]

[Rozszerzenie jpg zostało wyłączone i nie będzie dłużej wyświetlane.]

[Rozszerzenie jpg zostało wyłączone i nie będzie dłużej wyświetlane.]

[Rozszerzenie jpg zostało wyłączone i nie będzie dłużej wyświetlane.]

[Rozszerzenie jpg zostało wyłączone i nie będzie dłużej wyświetlane.]

[Rozszerzenie jpg zostało wyłączone i nie będzie dłużej wyświetlane.]

[Rozszerzenie jpg zostało wyłączone i nie będzie dłużej wyświetlane.]

[Rozszerzenie jpg zostało wyłączone i nie będzie dłużej wyświetlane.]

[Rozszerzenie jpg zostało wyłączone i nie będzie dłużej wyświetlane.]

[Rozszerzenie jpg zostało wyłączone i nie będzie dłużej wyświetlane.]

Moje gry
Szlachectwa nie nabiera się przez urodzenie, ale przez czyny.
"Moim obowiązkiem, jako patrioty, nie jest umrzeć za swój kraj, ale sprawić, żeby wróg oddał życie za własny".
Awatar użytkownika
Arteusz
Praetor
Posty: 3144
Rejestracja: niedziela, 7 października 2007, 16:17
Lokalizacja: Kielce

Post autor: Arteusz »

Ciąg dalszy.
Załączniki

[Rozszerzenie jpg zostało wyłączone i nie będzie dłużej wyświetlane.]

[Rozszerzenie jpg zostało wyłączone i nie będzie dłużej wyświetlane.]

[Rozszerzenie jpg zostało wyłączone i nie będzie dłużej wyświetlane.]

[Rozszerzenie jpg zostało wyłączone i nie będzie dłużej wyświetlane.]

[Rozszerzenie jpg zostało wyłączone i nie będzie dłużej wyświetlane.]

[Rozszerzenie jpg zostało wyłączone i nie będzie dłużej wyświetlane.]

[Rozszerzenie jpg zostało wyłączone i nie będzie dłużej wyświetlane.]

[Rozszerzenie jpg zostało wyłączone i nie będzie dłużej wyświetlane.]

[Rozszerzenie jpg zostało wyłączone i nie będzie dłużej wyświetlane.]

Ostatnio zmieniony poniedziałek, 8 czerwca 2009, 13:30 przez Arteusz, łącznie zmieniany 1 raz.
Moje gry
Szlachectwa nie nabiera się przez urodzenie, ale przez czyny.
"Moim obowiązkiem, jako patrioty, nie jest umrzeć za swój kraj, ale sprawić, żeby wróg oddał życie za własny".
Awatar użytkownika
Silver
Général de Division
Posty: 3263
Rejestracja: czwartek, 22 grudnia 2005, 18:33
Lokalizacja: Warszawa
Been thanked: 31 times

Post autor: Silver »

Dobrze się wstrzeliłeś w naszego „muszkietiera” – akurat w momencie długo oczekiwanego przez wszystkich wystrzału.
Gdyby to odbywało się w realiach dawniejszej bitwy zostałby niestety rozjechany szarżą wroga. A przecież nie padało.
Zablokowany

Wróć do „Konwent GRENADIER”