66 (i kolejne) rocznice rzezi na Wołyniu

ODPOWIEDZ
Awatar użytkownika
Raleen
Colonel Général
Posty: 35634
Rejestracja: czwartek, 22 grudnia 2005, 14:40
Lokalizacja: Warszawa
Has thanked: 80 times
Been thanked: 35 times
Kontakt:

66 (i kolejne) rocznice rzezi na Wołyniu

Post autor: Raleen » piątek, 10 lipca 2009, 08:23

Mija 66 rocznica rzezi na Wołyniu, dokonanej na Polakach przez ukraińskich nacjonalistów. Wydarzenie to jest w ostatnich latach trochę w cieniu, ze względów politycznych (potrzeba utrzymywania przyjaznych stosunków z Ukrainą).

Wczoraj po 20-tej trafiłem w telewizyjnej trójce na program poświęcony tym wydarzeniom. Była to rozmowa z dwójką historyków badających te tematy i z gen. Mirosławem Hermaszewskim, który urodził się na Wołyniu i cudem przeżył masakrę. W programie opowiadał o swoich przeżyciach, o tym jak w tamtym okresie zamordowano mu matkę i jak jako półtoraroczne dziecko ocalał. W sumie stracił w tamtych wydarzeniach oboje rodziców i kilkanaścioro członków rodziny. Niedawno ukazały się jego wspomnienia z całego życia, które przy okazji trochę w programie zareklamował.

W sobotę, 11 lipca (czyli jutro) o 12-tej, puszczają w jedynce albo dwójce film dokumentalny o tamtych wydarzeniach, opracowany przez badaczy zajmujących się tamtym okresem. Jak podawali historycy, w tym jeden z ośrodka Karta, zaskakujące jest, że dziś w zasadzie żaden ośrodek naukowy nie prowadzi badań związanych z tymi wydarzeniami, trochę tak jak by były tematem tabu. Pani doktor historii, która zajmuje się tym tematem i która występowała w programie ma pierwotne wykształcenie techniczne (drugi tytuł inżyniera), na co sama zwróciła uwagę. Szczególnie na tle tego jak intensywnie badane są takie zbrodnie na Polakach z okresu II wojny światowej jak Katyń, wygląda to co najmniej dziwnie.

Co do meritum padł ze strony jednego z panów taki argument, że jeśli domagamy się od Rosji uznania tego co działo się w Katyniu etc. za ludobójstwo, a jednocześnie de facto przemilczamy sprawy związane z UPA, to Rosjanie mają po części rację, że jesteśmy niekonsekwentni. Co ciekawe, jednocześnie Polska wspiera też Ukrainę w uznaniu za zbrodnie ludobójstwa głodu na Ukrainie w latach 30-tych, wywołanego przez Stalina. Tymczasem nie ulega wątpliwości, że to co się działo wtedy na Wołyniu zasługuje, by tak to zakwalifikować.
Panie, weźcie kości w rękę i wyobraźcie sobie, że gracie z królem Kastylii, i rzucając je na stół zdajecie wszystko na los bitwy. Jeśli dopisze wam szczęście, zrobicie najlepszy rzut, jaki kiedykolwiek uczynił król na ziemi; a jeśli rzut wam się nie powiedzie, inaczej nie odejdziecie z gry, jak z honorem.

Gil de Osem do króla Portugalii Jana I Dobrego przed bitwą pod Aljubarrotą (14.VIII.1385)
Dżenesh
Major
Posty: 1160
Rejestracja: poniedziałek, 26 stycznia 2009, 23:07
Lokalizacja: Płock

Post autor: Dżenesh » piątek, 10 lipca 2009, 22:28

Będąc ostatnio w księgarni zauważyłem potężne opracowanie (dwa tomy) na temat zbrodni ukraińskich na Polakach w latach II wojny. Niestety nie pamietam tytułu ani nazwisk autorów, ale wyglądało to na solidne naukowe opracowanie. Także jednak chyba coś sie wydaje na ten temat, ale nie mówi się o tym głośno by nie drażnić naszych "sojuszników" na Ukrainie :/
Oddam życie polskiego rządu za Polskę
Awatar użytkownika
Paweł Sulich
Podporucznik
Posty: 421
Rejestracja: wtorek, 7 listopada 2006, 10:16
Lokalizacja: Józefów
Kontakt:

Post autor: Paweł Sulich » sobota, 11 lipca 2009, 13:38

Pisze na ten temat m. in. pan Grzegorz Motyka:

http://pl.wikipedia.org/wiki/Grzegorz_Motyka_(historyk)

a i bardzo aktywnie działa ks. Tadeusz Isakowicz - Zaleski (np. "Przemilczane ludobójstwo na Kresach").
Awatar użytkownika
Raleen
Colonel Général
Posty: 35634
Rejestracja: czwartek, 22 grudnia 2005, 14:40
Lokalizacja: Warszawa
Has thanked: 80 times
Been thanked: 35 times
Kontakt:

Post autor: Raleen » sobota, 11 lipca 2009, 16:20

Owszem, ale są to mimo wszystko wyjątki i to dopiero niedawne. Zresztą, może źle to ująłem o tyle, że pisze się, ale nie są prowadzone badania - to zdaje się mieli na myśli ludzie z ośrodków zajmujących się tą tematyką, których wypowiedzi tak naprawdę jedynie powtórzyłem.

Obejrzałem sam film. Okazał się on tak naprawdę historią rodziny znanego kompozytora Krzesimira Dębskiego. Historią równie, a może nawet bardziej poruszającą niż to o czym mówił wczoraj Hermaszewski w trójce. Myślę, że dobrze, że w połowie opowiadają o tamtych wydarzeniach Ukraińcy. Film robi wrażenie, chociaż jest chyba trochę wybiórczy, ale z tego co sugerowali autorzy, były chyba trudności z zaangażowaniem większej liczby miejscowych do wypowiedzi przed kamerą.
Panie, weźcie kości w rękę i wyobraźcie sobie, że gracie z królem Kastylii, i rzucając je na stół zdajecie wszystko na los bitwy. Jeśli dopisze wam szczęście, zrobicie najlepszy rzut, jaki kiedykolwiek uczynił król na ziemi; a jeśli rzut wam się nie powiedzie, inaczej nie odejdziecie z gry, jak z honorem.

Gil de Osem do króla Portugalii Jana I Dobrego przed bitwą pod Aljubarrotą (14.VIII.1385)
Darq
Sergent
Posty: 139
Rejestracja: niedziela, 31 sierpnia 2008, 21:15
Lokalizacja: Świnoujście

Post autor: Darq » niedziela, 12 lipca 2009, 08:50

Jak na razie wystawiamy oprawcom z Wołynia pomniki na Lubelszczyźnie. Wiem na razie o dwóch, jeden z nich odsłonił "nasz" pan prezydent.
Ostatnio zmieniony czwartek, 1 stycznia 1970, 01:00 przez Darq, łącznie zmieniany 1 raz.
Awatar użytkownika
Raleen
Colonel Général
Posty: 35634
Rejestracja: czwartek, 22 grudnia 2005, 14:40
Lokalizacja: Warszawa
Has thanked: 80 times
Been thanked: 35 times
Kontakt:

Post autor: Raleen » poniedziałek, 13 lipca 2009, 10:35

Popieramy też starania Ukrainy o uznanie głodu w latach 30-tych spowodowanego przez Stalina za ludobójstwo. Przy okazji można było zadbać o własne interesy i skłonić Ukraińców, żeby także uznali rzeź na Wołyniu za ludobójstwo. z szacunków wynika, że zginęło około 130 tys. ludzi.
Panie, weźcie kości w rękę i wyobraźcie sobie, że gracie z królem Kastylii, i rzucając je na stół zdajecie wszystko na los bitwy. Jeśli dopisze wam szczęście, zrobicie najlepszy rzut, jaki kiedykolwiek uczynił król na ziemi; a jeśli rzut wam się nie powiedzie, inaczej nie odejdziecie z gry, jak z honorem.

Gil de Osem do króla Portugalii Jana I Dobrego przed bitwą pod Aljubarrotą (14.VIII.1385)
Mongoł
Sergent-Major
Posty: 156
Rejestracja: sobota, 30 sierpnia 2008, 14:54
Lokalizacja: Hajnówka

Post autor: Mongoł » poniedziałek, 13 lipca 2009, 11:17

A Gazeta Wyborcza przyrównuje ks. Isakowicza-Zaleskiego do Eryki Steinbach twierdząc, że zwraca uwagę jedynie na część faktów (czyli że nieważne morderstwa, wazne są tez racje, które mordercami kierowały).
Awatar użytkownika
Raleen
Colonel Général
Posty: 35634
Rejestracja: czwartek, 22 grudnia 2005, 14:40
Lokalizacja: Warszawa
Has thanked: 80 times
Been thanked: 35 times
Kontakt:

Post autor: Raleen » poniedziałek, 13 lipca 2009, 11:25

No tak, o Gazecie Wyborczej to już swego czasu dyskutowaliśmy ;D ... dochodząc ostatecznie do wniosku, że lepiej nie brnąć w temat :) .
Panie, weźcie kości w rękę i wyobraźcie sobie, że gracie z królem Kastylii, i rzucając je na stół zdajecie wszystko na los bitwy. Jeśli dopisze wam szczęście, zrobicie najlepszy rzut, jaki kiedykolwiek uczynił król na ziemi; a jeśli rzut wam się nie powiedzie, inaczej nie odejdziecie z gry, jak z honorem.

Gil de Osem do króla Portugalii Jana I Dobrego przed bitwą pod Aljubarrotą (14.VIII.1385)
Awatar użytkownika
kot
Stabsfeldwebel
Posty: 303
Rejestracja: sobota, 2 grudnia 2006, 15:13
Lokalizacja: Chojnice/Wawa
Kontakt:

Post autor: kot » poniedziałek, 13 lipca 2009, 11:46

Oooo a w którym wątku o GW było? Bo bym się może odezwał w tej sprawie ;) ?

W sprawie tematu się nie wypowiadam bo prawdopodobnie niektórzy użytkownicy forum mogli by się poczuć obrażeni/dotknięci.
Polska od morza do Watykanu :>

Działam też tu: http://www.fajka.net.pl/
Obecna przyjemność: G&H Ennerdale Flake i "Pół wieku w mundurze" Mierieckowa
Awatar użytkownika
Raleen
Colonel Général
Posty: 35634
Rejestracja: czwartek, 22 grudnia 2005, 14:40
Lokalizacja: Warszawa
Has thanked: 80 times
Been thanked: 35 times
Kontakt:

Post autor: Raleen » poniedziałek, 13 lipca 2009, 11:50

Zakończyliśmy już dyskusję w tamtym wątku :) .

To znaczy, żeby była jasność, ja nie chciałbym w żaden sposób hamować dyskusji o wydarzeniach takich jak rzeź na Wołyniu, tylko może w ogólną dyskusję o Wyborczej już nie wchodźmy. Wiadomo, tutaj są dość mocno różniące się poglądy.

Domyślam się, że kolega Mongoł miał ten tekst na myśli:

http://wyborcza.pl/1,75968,6812727,Ks__ ... nbach.html
Panie, weźcie kości w rękę i wyobraźcie sobie, że gracie z królem Kastylii, i rzucając je na stół zdajecie wszystko na los bitwy. Jeśli dopisze wam szczęście, zrobicie najlepszy rzut, jaki kiedykolwiek uczynił król na ziemi; a jeśli rzut wam się nie powiedzie, inaczej nie odejdziecie z gry, jak z honorem.

Gil de Osem do króla Portugalii Jana I Dobrego przed bitwą pod Aljubarrotą (14.VIII.1385)
Mongoł
Sergent-Major
Posty: 156
Rejestracja: sobota, 30 sierpnia 2008, 14:54
Lokalizacja: Hajnówka

Post autor: Mongoł » poniedziałek, 13 lipca 2009, 16:22

Tak, kolega Mongoł miał ten tekst na myśli.
Awatar użytkownika
Albert Warszawa
Adjoint
Posty: 711
Rejestracja: poniedziałek, 12 listopada 2007, 18:54
Lokalizacja: Warszawa Bemowo
Kontakt:

Post autor: Albert Warszawa » środa, 15 lipca 2009, 11:36

Dobrze, że na naszym forum powstał taki temat. Ostatnio bardzo się nim zainteresowałem.

Kilka luźnych uwag:

Po pierwsze zachęcam do zainteresowania się tą tematyką i poczytania relacji świadków tamtych wydarzeń - gwarantuję, że nie pozostaniecie obojętni na tę sprawę.

Mirosław Hermaszewski stracił ojca i częśc dalszej rodziny, matka (jak i półtoraroczny wówczas Hermaszewski) cudem przeżyła rzeź wołyńską.

Nie należę do zajadłych krytyków GW, ale to prawda, że w kwestii ludobójstwa lat 1939-1947 ta gazeta po prostu się kompromituje. Artykuły zajmującego się tą tematyką redaktora Marcina Wojciechowskiego są żenujące i właściwie wszystko jest tam przeinaczone, facet kompromituje się w niemal każdym zdaniu. Nie tylko porównał księdza Tadeusza (którego darzę najwyższym szacunkiem za to co robi w tej sprawie, choć jestem niewierzący i nie można mnie posądzić o bycie miłośnikiem kleru) do Steinbach, co jest po prostu haniebne, ale także kompletnie brak mu podstawowej wiedzy (przypominam sobie np., iż stwierdził on, że biorąca udział w ludobójstwie dywizja SS Galizien nie została uznana za organizację zbrodniczą, biedaczek nie wie, że prawie cała SS, z wyjątkiem jednej formacji, została uznana za organizację zbrodniczą przez Trybunał w Norymberdze). Ogólnie przeraża tak powszechne zakłamywanie prawdy przez Polaków (Ukraińców można jeszcze trochę zrozumieć, prawda jest dla nich okrutna i bardzo niewygodna).

Generalnie szokuje podejście do tego tematu w Polsce i obawa najwyżej postawionych osób w państwie przed użyciem terminu "ludobójstwo". Zamiast tego zamydla się sprawę używając żenujących formułek typu "wypadki wołyńskie", "wojna polsko-ukraińska" (czy wojną można nazwać zabijanie niewinnych cywilów, a to była główna działalność UPA, w walkach z Niemcami i polską samoobroną formacja ta spisywała się bardzo marnie, a podawane przez UPA straty wroga i własne oraz powiększanie drobnych potyczek z Niemcami do poziomu wielkich zwycięskich bitew powodują u mnie pusty śmiech). Prawda jest taka, że wydarzenia te spełniają wszystkie wymogi definicji ludobójsta, była to zaplanowana i wykonana na szeroką skalę czystka etniczna. Zabijano tylko dlatego, że ktoś był Polakiem.

Wiele osób chce nas przekonać, że właściwie winy po obu stronach są równe, a prawda jest taka, że odwety były nieliczne (siły polskie były zdecydowanie słabsze), a żołnierze polskiego podziemia mieli zakaz zabijania kobiet i dzieci (oczywiście w tak okrutnych warunkach zdarzało się, że był on łamany). Odwetów Polacy nie zamiatają pod dywan, pisze się o nich uczciwie. Nie zapominajmy też "kto zaczął". Tymczasem UPA jest na zachodzie Ukrainy przez wielu uważana za bohaterów narodowych, stawia się pomniki przywódcom, o zbrodniach się nie mówi, upowcy mają status weteranów wojennych, robi się problemy Polakom chcącym stawiać krzyże i pamiątkowe tablice na mogiłach pomordowanych. Koszmarne jest to, że w tej sprawie milczą praktycznie wszystkie polskie siły polityczne, w tym Lech Kaczyński, którego prezydentury silną stroną jest jakoby polityka historyczna. Jest ona jednak prowadzona rażąco wybiórczo: Muzeum Powstania Warszawskiego, Armia Krajowa i Katyń - tak, ludobójstwo na Kresach - nie. W imię czego? Dobrych stosunków z Ukrainą? Czy politycy nie rozumieją, że dobrych stosunków nie buduje się na kłamstwie? Dopóki Ukraińcy nie przyznają się do zbrodni dopóty ta sprawa będzie wracać jak bumerang - i słusznie się dzieje, że staje się ona coraz bardziej "popularna" - popatrzcie na ten wykaz książek ( http://www.isakowicz.pl/index.php?page= ... 1&pkid=123 ) - wyraźnie widać wysyp książek w XXI wieku. To, że w okresie PRL był to temat tabu jest zrozumiałe, ale skoro przez 20 lat wolnej Polski i 18 lat niepodległej Ukrainy nie można sobie było poradzić z tym tematem (podobnie jak z lustracją) to nie ma się co dziwić, że Kresowianie, ich potomkowie i inni ludzie mówią o tym, i słusznie, coraz głośniej.

Wracając do rzekomych korzyści z dobrych stosunków z Ukrainą to uważam, że Ukraina jako bufor między Polską a Rosją to bardzo "przereklamowana" sprawa, a argument o Euro 2012 pozostawię bez komentarza...

Ta schizofrenia (różne podejście do sprawy Katynia i tragedii Kresów) naprawdę uderza. Może przytaczanie liczb nie jest do końca właściwe, ale Katyń to ok. 25 tys. (poprawcie mnie, jeśli się mylę) zabitych strzałem w tył głowy żołnierzy, ludobójstwo na Kresach to ok. 150 tys. cywilów obu płci i w każdym wieku często zamordowanych w bestialski sposób, a przed śmiercią torturowanych...

Cieszy, że są Ukraińcy mówiący prawdę. Nieoczekiwanym sojusznikiem w tej sprawie może być wschód Ukrainy, który generalnie gardzi UPA, wie dobrze o zbrodniach i trzeźwo patrzy na tę kwestię. Należy także oddać hołd Wiktorowi Poliszczukowi, jedynemu szerzej znanemu historykowi ukraińskiemu, który napisał wiele książek i artykułów krytycznych wobec nacjonalizmu ukraińskiego (np. jego rozprawa habilitacyjna "Dowody zbrodni OUN i UPA"). Nie muszę dodawać, że książek Poliszczuka nie wydano na Ukrainie?

Ukraińcy argumentują, że zagłada Kresów była zemstą za złe traktowanie w II RP. Prawdą jest, że polityka wobec Ukraińców była momentami ostra, ale przecież nie przeprowadzano eksterminacji!

Jedną sprawa są morderstwa, kolejną fakt w jaki zadawano śmierć. Zezwierzęcenie oprawców przeraża, nie będę się tutaj nad tym rozwodził, zainteresowani bez trudu znajdą o tym informacje w internecie i książkach, w każdym razie zabijano ludzi w każdym wieku i przeważnie każdą bronią białą jaka się nawinęła (naboje oszczędzano, jesli była taka możliwość). Użyłem słowa "zezwierzęcenie", choć pamiętajmy, że zwierzęta zabijają, by żyć i nie pastwią się nad ofiarami. Koszmarne jest to, że sąsiad w okrutny sposób zbijał sąsiada, często mimo pozornej przyjaźni. Tragedię przeżywały rodziny mieszane - często np. mąż był zmuszany do zabicia żony... Sprawa tego fenomenu (potęgi wpływu nacjonalizmu na tak dużą rzeszę niby normalnych ludzi, którzy nim zarażeni byli zdolni do takich okropieństw) jest trudna do wyjaśnienia. Zabijali nie tylko upowcy, ale także zwykli cywile, którzy następnie rabowali co tylko się dało. Wiele ataków wyglądało w ten sposób, że przodem szli uzbrojeni w broń palną upowcy, za nimi chłopi uzbrojeni w różne narzędzia rolnicze, a na końcu kobiety i dzieci ukraińskie (podpalający i szabrujący). To, że brali w tym udział i patrzyli na to nie tylko mężczyźni przeraża jeszcze bardziej. "Antypolską akcję" popierała też ogromna część kościoła grekokatolickiego. Niektóre ataki na polskie wsie prowadzili księża! Przed atakami święcono narzędzia zbrodni! Oczywiście byli także księża i zwykli ludzie ratujący Polaków.

Napadano na wsie i małe miasta, lecz także w dużych miastach policja ukraińska dokonywała pojedynczych zabójstw na Polakach:

"W związku z eskalacją zabójstw dokonywanych na pojedynczych Polakach przez policjantów ukraińskich, lwowska AK w dniach 9 i 12 marca 1944 przeprowadziła akcję „Nieszpory”. Na ulicach miasta zastrzelono co najmniej 11 policjantów, przy ich zwłokach pozostawiając kartki z informacją o przyczynie zamachu. Po tej akcji zabójstwa na Polakach ustały."

Grzegorz Motyka - z jednej strony solidne opracowania, z drugiej należy jednak do osób dość łagodnie traktujących Ukraińców, próbujących ich momentami usprawiedliwiać, niektóre sformułowania przez niego użyte rażą.

Jest rzeczą znamienną, że najwybitniejsze publikacje napisali amatorzy, "pasjonaci", z reguły osoby, które w tych strasznych czasach straciły bliskich, natomiast prace profesjonalnych historyków stoją na niższym poziomie!

Nie zapominajmy, że Wołyń (60 tys. zabitych Polaków) to tylko wycinek tragedii Kresów, najbardziej "znany", ale przeciez była to część akcji eksterminacyjnej w której zginęło ok. 150 tys. Polaków, być może nawet więcej. Pamiętajmy o ofiarach z województw stanisławowskiego, lwowskiego i tarnopolskiego i na Lubelszczyźnie.

Pamiętajmy także o "sprawiedliwych", czyli Ukraińcach pomagających Polakom w ucieczce, ostrzegających przed napadami, oferujących schronienie. Jest dostępna książka na ten temat. Ci bohaterowie niejednokrotnie byli za to zabijani. W ogóle UPA wymordowała wielu Ukraińców, którzy jej się sprzeciwiali. Czasem mordowano też Ukraińców przypadkowo (podobnie w polskich odwetach ginęli czasem Polacy...), nie zawsze dokładnie sprawdzano kto Polak a kto Ukrainiec. Jest to bardzo niewygodny temat dla obecnych gloryfikatorów UPA, którzy naprawdę są mocni na zachodzie Ukrainy i których protektorem jest Juszczenko (KUL zhańbił się nadaniem mu doktoratu honoris causa), tak bardzo popierany przez Polskę. Zachodnia Ukraina naprawdę powoli "brunatnieje", a UPA jest ważną częścią mitu założycielskiego Ukrainy. Gloryfikuje się także zbrodniarzy z SS Galizien. Nie mówi się o tym, że UPA raz walczyła z Niemcami, raz z nimi współpracowała, a jedynym stałym jej wrogiem byli Polacy (oraz partyzantka radziecka, a później także Armia Czerwona).

Dżenesh napisał o "potężnym opracowaniu", które widział w księgarni. Prawdiopodobnie miał na myśli monumentalne dzieło Państwa Siemaszków (ojca i córki) "Ludobójstwo dokonane przez nacjonalistów ukraińskich na ludności polskiej Wołynia 1939-1945". Mam zamiar "na dniach" zakupić tę książkę, jak i kolejne na ten temat, bo jestem "zafascynowany" (może to nieodpowiednie słowo) tą sprawą. O książce (bardzo interesujące fragmenty!) tutaj: http://genocide-pl.prv.pl/

Zakończę cytatem ze strony internetowej księdza Tadeusza:

"Ofiarom - pamięć i cześć,
Polsce i Ukrainie - przyjażń i zgoda,
OUN, UPA i SS "Galizien" - hańba i potępienie"

Piękne słowa, często powtarzane przez walczących o prawdę w sprawie Kresów:

"Nie o zemstę, lecz o pamięć wołają ofiary"

P.S. Jedna z niesamowitych historii związanych z zagładą Kresów i walkami na nich (cytat z http://65-lat-temu.salon24.pl/ - polecam ten blog):

Trzeciego dnia po bitwie w Smoligowie batalion [BCh „Rysia”] marszem ubezpieczonym wyruszył w kierunku wsi
Lipowiec do powiatu tomaszowskiego. [...] Na północ od Starej Wsi, przy przejściu małej rzeczki, dopływu Huczwy,
przednia straż batalionu została ostrzelana silnym ogniem broni maszynowej. Dwa plutony straży przedniej
błyskawicznie rozwinęły się do walki. „Ryś” wprowadzał pozostałe plutony okrążając nieprzyjaciela.[...]
Nieprzyjaciel nie dysponował tym razem dużą siłą i gdyby miał dobre rozeznanie co do liczebności i siły naszego
batalionu, na pewno nie rozpoczynałby walki, a raczej ukryłby się. Oddziałek nieprzyjaciela składał się tylko z kilku
policjantów ukraińskich i kilkunastu upowców przeróżnie umundurowanych.[...]
W panicznej ucieczce, według komendy: „Ratuj się, kto może”, policjanci i upowcy skakali do rzeczułki i, zanurzeni po
pas w wodzie, starali się jak najprędzej sforsować tę przeszkodę, a przedostawszy się na drugi brzeg, uciekali w
pobliskie krzaki. Rzucali przy tym broń, gubili baranie czapki z „tryzubami”.[...]
W pogoni za uciekającymi przeskoczyłem wraz z innymi rzeczkę, by dalej wyłapywać zbiegów, którym nie udała się
zasadzka na nas. Na swej drodze napotkałem leżącego ukraińskiego policjanta.
Mieliśmy zalecenie, aby rannym i zabitym żandarmom, policjantom i innym wrogom zabierać dokumenty. Sięgnąłem do
kieszeni zabitego i wyciągnąłem portfel z dokumentami. Jakże straszne zaskoczenie, ból a jednocześnie nienawiść do
zabitego wroga wywołał we mnie widok znajomej książeczki wojskowej mego ojca, którą tam znalazłem. W portfelu
były też różne banknoty, zbierane przez ojca, który z zamiłowania był numizmatykiem. Na palcu policjanta błyszczał
złoty pierścionek mojego ojca. Stanąłem jak wryty. Nie słyszałem, co się koło mnie działo. Nie mogłem skupić myśli. Co
za niezwykły przypadek, czyżby los tak zrządził, że odnalazłem pamiątki po ojcu, a może i jego mordercę?


Ta zdumiewająca historia, opowiedziana przez żołnierza batalionu „Rysia”- Zbigniewa Ziembikiewicza „Smoka”,
skłania nie tylko do zadumania się nad pogmatwanymi zrządzeniami losu. Sygnalizuje także mało znane i nie zbadane
zjawisko przybierania przez ukraińskich nacjonalistów, szczególnie policjantów, tożsamości ich polskich ofiar.
W miarę cofania się wojsk III Rzeszy na zachód, stawało się coraz bardziej jasne, że Kresy II RP (albo jak kto woli,
zachodnia Ukraina) trafią na powrót pod sowieckie panowanie. Nacjonaliści ukraińscy, szczególnie ci służący
Niemcom i wsławieni mordami na Żydach i Polakach, poczuli, że ich przyszłość maluje się czarnymi barwami.
Poczuli, że może dosięgnąć ich sprawiedliwość i to po sowiecku wymierzona. Jednym ze sposobów jej uniknięcia było
podszycie się pod zabitego Polaka, skorzystanie z powojennej wędrówki ludów i zmiana środowiska. O ironio, ci
którzy znienawidzili Polskę, po wojnie powoływali się na przedwojenne polskie obywatelstwo (swoje czy też ofiary
ogołoconej z dokumentów) i wybierali życie w tymże kraju.
Im bliżej była Armia Czerwona, tym częściej odnotowywano przypadki mordów na Polakach, których zwłoki były przy
okazji okradane z dokumentów. W szczególności zapisała się w pamięci seria identycznych zabójstw na ulicach Lwowa
(zima-wiosna 1944), kiedy to wieczorową porą policjanci oślepiali światłem latarki pojedynczych ludzi, głównie
młodych mężczyzn, wzywając ich do podniesienia rąk do góry. Po wylegitymowaniu i stwierdzeniu, że przechodzień
jest Polakiem, pozorowano aresztowanie – każąc ofierze iść przodem – i strzelano do niej od tyłu. Proceder ten ukróciła
lwowska AK przeprowadzając w marcu 1944r. odwetową akcję pod kryptonimem „Nieszpory”. Kilkanaście zamachów
na policjantów ukraińskich skutecznie wybiło im z głowy taki sposób sprawowania służby.[2]
Jednak i w innych miejscowościach takie przypadki miały miejsce. Świadek Jan Zelek pamięta, że policjant z
posterunku w Podhorcach (pow. Złoczów, Tarnopolskie) o nazwisku Twerdochlib, po wojnie osiedlił się na tzw.
Ziemiach Odzyskanych i był widziany w Legnicy i Nowej Soli. Według relacji świadka mógł posługiwać się
dokumentami jednej z ofiar, tj.Władysława Maksymowicza. Świadek pamięta również, że inny policjant, o nazwisku
Karpyj, przejął dokumenty Polaka, Józefa Pawłowskiego. [3]
Nie wszyscy korzystali z kradzionych dokumentów, licząc że wystarczy roztopić się w przemieszanej przesiedleniami
masie ludzkiej – na przykład Omelian Kołodij, komendant policji ukraińskiej w Jazłowcu (pow. Buczacz,
Tarnopolskie), odpowiedzialny za współudział w eksterminacji Żydów, po wojnie odnalazł się w województwie
jeleniogórskim jako Emil Kołodziej, „porządny Polak z kresów wschodnich”. Rozpoznany i aresztowany w 1948r.
stanął przed sądem w Nowej Soli. Uznany za zbrodniarza wojennego, skazany na karę śmierci, prawdopodobnie nie
doczekał wykonania wyroku umierając na zawał serca.[4]
Czasem dochodziło do konsternujących dla obu stron spotkań katów z (niedoszłymi) ofiarami lub członkami ich rodzin.
Taka sytuacja spotkała Bronisława Bereźnickiego z Wrocławia:
W latach osiemdziesiątych, będąc na stacji paliw CPN przy ulicy Lotniczej we Wrocławiu, zauważyłem tam mężczyznę
o znajomych mi rysach twarzy. Na szybie budynku przeczytałem, że kierownikiem stacji jest Stanisław Bereźnicki.
Podszedłem do kierownika stacji i zapytałem o Stanisława Bereźnickiego, ten mi odpowiedział, że on nim jest. Wówczas
zapytałem, z których Bereźnickich on pochodzi i przedstawiłem się, że jestem Bereźnicki. On się wtedy bardzo zmieszał
i nie chciał ze mną rozmawiać. Jego wygląd skojarzyłem ze Stanisławem Baziukiem – Ukraińcem – bandytą z Bereźnicy
Szlacheckiej, odpowiedzialnym za mordy na Polakach. Pojechałem na posterunek milicji i rozmawiałem na ten temat z
oficerem. Ten mi powiedział, że to jest trudna sprawa, że po tylu latach obowiązuje przedawnienie. [...] [Przed 2001r.]
odwiedziłem stację paliw CPN przy ulicy Lotniczej. Tam dowiedziałem się, że Stanisław Bereźnicki nie jest już
kierownikiem, że [...] wyjechał do Kanady.[5]
Bronisław Bereźnicki przypuszcza, że Stanisław Baziuk alias Bereźnicki dokumenty na swoją nową tożsamość zdobył,
zabijając z rozkazu OUN-UPA własnego szwagra, Polaka o tym właśnie nazwisku.
Ci ludzie o przyszywanej bądź amputowanej przeszłości żyli wśród tych, których kiedyś tak nienawidzili, pracowali z
nimi, wchodzili w stosunki międzyludzkie. Niesamowitą historię
[*] małżeństwa córki akowca z Wołynia i syna
upowca z Galicji opisał na moim blogu komentator Kosicz. Jest to przypadek godny oskarowego scenariusza
filmowego. Polecam jako osobną lekturę.
O podobnych sytuacjach mówił w wywiadzie dla Rzeczpospolitej pisarz Stanisław Srokowski: W dawnym
województwie szczecińskim niedługo po wojnie chłopi poszli na bazar. Tam jeden z nich zauważył znajomą twarz.
Podszedł do człowieka i powiedział mu: znam cię. To był banderowiec. Szybko zniknął. Po pół roku zniknął i ten, który
go poznał. Drugi przypadek zdarzył się w Opolu. Dwaj bracia rozpoznali na ulicy mordercę swojej rodziny. Poszli na
milicję i powiadomili o zbrodniarzu. Okazało się, że on, pod zmienionym polskim nazwiskiem pracuje w UB, więc nic
nie wskórali. Wtedy sami wymierzyli mu sprawiedliwość. Zostali skazani na długoletnie więzienie. A ilu innych
banderowców ukrywało się w Polsce! Zmieniali nazwiska i żyli tutaj, być może nadal żyją.[6]
Tak więc, by spotkać zbrodniarza wojennego, nie trzeba wybierać się do Kanady, Paragwaju czy Argentyny. Skąd
wiesz, drogi czytelniku, jaką przeszłość skrywa sympatyczny staruszek z sąsiedztwa?[/i]
Dżenesh
Major
Posty: 1160
Rejestracja: poniedziałek, 26 stycznia 2009, 23:07
Lokalizacja: Płock

Post autor: Dżenesh » czwartek, 16 lipca 2009, 10:44

Bardzo dobry post kolegi Alberta.
Oddam życie polskiego rządu za Polskę
Awatar użytkownika
Albert Warszawa
Adjoint
Posty: 711
Rejestracja: poniedziałek, 12 listopada 2007, 18:54
Lokalizacja: Warszawa Bemowo
Kontakt:

Post autor: Albert Warszawa » czwartek, 16 lipca 2009, 12:11

Dżenesh pisze:Bardzo dobry post kolegi Alberta.
Dziękuję. Będę jeszcze pisać na ten temat. Mam świadomość, że to forum "militarne", ale chyba temat jest na tyle ważny, że jednak warto go tu poruszać. Dobrze znać kontekst tych wydarzeń, może wkrótce pokuszę się o jakieś (własne tym razem) teksty na temat rzeczywistych walk między UPA a polską partyzantką, a nie o rzeziach bezbronnych cywilów (niestety te wydarzenia zdecydowanie przeważały ilościowo)...

Kolejne uwagi:

Kościół katolicki niestety również zapomina o Kresach. Nie prowadzi się procesu wyniesienia na ołtarze żadnego z zamordowanych tam przez upowców księży katolickich (wydaje mi się, że było ich ok. 180, ale pewności nie mam, jeśli znajdę jeszcze raz gdzieś tę informację to poprawię ewentualny błąd w ich liczbie). Ma o to słuszne pretensje ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski. Do tego KUL, o czym pisałem w poprzednim poście, 1 lipca br. nadał tytuł doktora honoris causa Juszczence.

Był pomysł ustanowienia odznaczenia podobnego do żydowskiego "Sprawiedliwy wśród narodów świata", którym odznaczonoby nielicznych już zapewne "sprawiedliwych" Ukraińców. Pomysł nie został poparty przez polskich polityków. Niedługo "probleu" nie będzie - wszyscy "sprawiedliwi" wymrą...
Inną sprawą jest to, że czytałem gdzieś o sytuacji, iż jeden ze "sprawiedliwych" nawet dziś nie chce ujawnienia swojej tożsamości w obawie przed kłopotami... te sprawy są nadal "żywe" na Ukrainie...

Dla odmiany coś krzepiącego - o "sprawiedliwych" oraz pomagających Polakom żołnierzach węgierskich (Polak-Węgier dwa bratanki! - te słowa się potwierdziły!) Wszystkie materiały z http://65-lat-temu.salon24.pl/ - jeszcze raz polecam. Mam zamiar wkrótce nabyć książkę Romualda Niedzielki "Kresowa księga sprawiedliwych 1939 – 1945. O Ukraińcach ratujących Polaków poddanych eksterminacji przez OUN i UPA", z której korzystał autor cytowanego bloga. "Sprawiedliwych" było ponad 1300 (często nieznana jest ich tożsamość), uratowali oni ok. 2500 Polaków. Za pomoc Polakom wielu z nich zapłaciło najwyższą cenę... Bywało i tak, że Ukrainiec najpierw mordował, a potem, gdy ruszyło go sumienie - pomagał...

Kto tu był bohaterem, Wiktorze Juszczenko?

Gdy Stanisława Drohomirecka, uciekinierka z trojgiem dzieci zostaje schwytana w kolonii Pendyki przez jednego z
atakujących kolonię banderowców, nagle zjawia się staruszek Ukrainiec, obejmuje uchodźców i mówi: „to nasi,
Ukraińcy". Widząc to, pilnujący nas Ukrainiec pozostawia nas i idzie rabować, jak inni. - wspomni syn S.
Drohomireckiej w swej relacji. Staruszek-wybawiciel miał dług wdzięczności wobec Drohomireckiej, która zawsze
pomagała mu, gdy chodził po Derażnem (miejscowość, gdzie mieszkali uchodźcy) żebrząc o pomoc dla sparaliżowanej
żony. Kazał nam wszystkim wejść pod piec i ukryć się. Sam zaś pilnował, wychodził na zewnątrz i tak nas
przechowywał do następnego dnia. Była również dziewczynka, Polka, której rodzina uciekła furmanką do lasu. Mówił,
że poszuka jej rodziców, a jeżeli nie znajdzie, to wychowa jak własną.
Zaledwie 4 dni wcześniej (25.03.1943) Drohomirecka przeżyła podobny cud w kolonii Jaminiec, gdzie schroniła się u
polskiej rodziny Sewruków. I tam bojówka banderowska dokonywała napadów i podpaleń. Z pomocą w ukryciu i
ucieczce przyszedł im sąsiad-Ukrainiec. Była już noc, kiedy przyszedł i kazał nam wyjść. Powiedział: "Proszę iść
spokojnie, powoli, gdyby ktoś szedł lub jechał, proszę nie uciekać. Wiadomo, że Ukraińcy nie boją się i nie uciekają..."
________________
W marcu 1943r. w kolonii Anatolia (pow. Łuck) zostaje zamordowana 4-osobowa rodzina ukraińska o nazwisku
Czekiel - za udzielenie schronienia Polce Katarzynie Dagońskiej.
W kolonii Perestaniec (pow. Sarny) za ostrzeżenie Polaków przed napadem zostaje ukarany śmiercią Ukrainiec
Harasym Gis.
We wsi Chotiaczów (pow. włodzimierski) zostają zabici Ukraińcy Wawrysz i Teodor Miryniukowie - za powątpiewanie
w słowa agitatora z Galicji, który wzywał do niszczenia Żydów, Moskali i Polaków.
28. marca 1943r. (niedziela) przychylny Polakom Ukrainiec (zapamiętano tylko imię Hryć - Hryhorij) ostrzega
mieszkańców wsi Chołoniewicze (pow. Łuck) o planowanym napadzie upowców na kościół. W rezultacie na mszy jest
tylko kilka osób i do napadu nie dochodzi.
W tym samym czasie w nieodległej gajówce Brzezina banderowcy torturują i w końcu mordują 4 polskie rodziny.
Wśród zamordowanych jest Ukrainka, która wyszła za Polaka- Natalia Gnatowska z Myciewyczów oraz jej trzech
synów.
Brat Gnatowskiej Poldek Myciewycz, policjant z Cumania, na wieść o śmierci siostry i jej rodziny popełnia
samobójstwo.
_______________
Tylko w wyżej wymienionych miejscowościach Wołynia pod koniec marca 1943r. nacjonaliści ukraińscy zamordowali
ponad 200 osób., w tym jak widać, również swych rodaków.
Tytułowego pytania nie zadał bynajmniej Donald Tusk na wczorajszym spotkaniu z prez. Juszczenką. Sprawa polityki
historycznej prezydenta Ukrainy została zamieciona przez polskie elity pod dywan politycznej poprawności i
realpolitik.
_____________________________
Źródła:
Romuald Niedzielko, „Kresowa księga sprawiedliwych 1939-1945. O Ukraińcach ratujących Polaków poddanych
eksterminacji przez OUN i UPA”, Warszawa 2007.
Władysław Siemaszko, Ewa Siemaszko, "Ludobójstwo dokonane przez nacjonalistów ukraińskich na ludności polskiej
Wołynia 1939-1945", Warszawa 2000.


O najpiękniejszej dziewczynie w Koszowie

Szura Szapożnik, najładniejsza dziewczyna we wsi (...). Pamiętam, jak opłakiwała razem z moją mamą śmierć mojej
siostry Wandy i współczuła Polakom (...). - wspomina ją Irena Justyna z d. Bąk.
Szura Szapożnik ostrzegła rodzinę Ireny Bąk przed napadem UPA. 29 czerwca 1943r. upowcy przez całą noc bezkarnie
grasowali w ukraińsko-polskiej wsi Koszów (Łuckie). Przy pomocy siekier i wideł, rzadziej broni palnej, zabili 31
osób.
Myśmy cudem ocalały. Siedziałyśmy cały czas w tej stodole, nikt nas nie wydał. Ukraińcy niektórzy byli dla mnie b.
dobrzy i przychylni, np. Bojczuk Kostek - wspólnie wykopaliśmy taki bunkier w ziemi, na wierzchu była ruchoma
pokrywa, na niej rosła trawa. Często tam chowałyśmy się przed bandytami. Iwasyk Szeremeta, młody Ukrainiec, miał
13-15 lat, informował nas o zamiarach i ruchach band (wciąż relacja Ireny Justyny z d. Bąk).
Jedna z polskich rodzin na dwie godziny przed atakiem została niemal siłą sprowadzona przez znajomego Ukraińca do
zagrody swego ojca, Petra Bambuły, gdzie ukrywano ją przez kilka dni.
Ranną żonę Juliana Sokoławskiego dobrzy Ukraińcy zawieźli do szpitala, a dwoma uratowanymi synami zaopiekowali
się.
W późniejszym czasie w Koszowie zginą Ukraińcy, bracia Jan i Piotr Czerwakowie - za zatajenie miejsca ukrywania
się ich brata Romana, ożenionego z Polką. Odmówił on wstąpienia do UPA oraz zabicia swojej żony, przez co musiał
się ukrywać.
Zginie również Ukrainiec Wojciechowski (Wojciechowśkij?) - tylko za to, że zawiózł polskiej rodzinie zboże do
Łokacz, dokąd ta się ewakuowała z Koszowa.
W lipcu 1943r. za sprzyjanie Lachom oraz za nieujawnienie kryjówki brata, który odmówił wstąpienia do UPA i brania
udziału w zabijaniu Polaków, Szura Szapożnik zostanie przez banderowców zamordowana (według relacji - rozerwana
na pół).
To opis dramatów Polaków i Ukraińców w jednej tylko wołyńskiej wsi.
Opracowano na podstawie:
Romuald Niedzielko, „Kresowa księga sprawiedliwych 1939-1945. O Ukraińcach ratujących Polaków poddanych
eksterminacji przez OUN i UPA", Warszawa 2007.
Władysław Siemaszko, Ewa Siemaszko, "Ludobójstwo dokonane przez nacjonalistów ukraińskich na ludności polskiej
Wołynia 1939-1945", Warszawa 2000.


Sprawiedliwość "Muchy"

Środek sierpnia 1943r. był na Wołyniu okresem względnego uspokojenia. Nie znaczy to jednak, że nie dochodziło do
napadów - tu i ówdzie oddziały upowskie wyłapywały ukrywających się Polaków, urządzały zasadzki na żniwiarzy i
podróżujących oraz niszczyły te małe skupiska polskie, które przeoczono podczas lipcowej rzezi. Jednocześnie zbierały
siły na dokończenie oczyszczuwalnoj akciji na terenach jeszcze nietkniętych, np. w powiecie lubomelskim.
Oto garść wspomnień z tego okresu.
Oddziały ukraińskie zorganizowały w lesie obławę na ukrywające się polskie rodziny (...). I był wykopany na brzegu
lasu dół, kazali [złapanym] klękać i modlić się, i zaczęli strzelać z broni. Mamusia i siostra Danusia Michalec zostały
(...) zamordowane, natomiast Ojciec Paweł Michalec i brat Mieczysław - [im] udało się uciec (...) Przez dwa tygodnie
wchodzili na gęsty świerk i przywiązywali się, a nocą wychodzili z lasu, ażeby zdobyć coś do jedzenia (...).
[z relacji Władysława Michalca, Zawały Las, pow. Horochów]
_______________
...potknąłem się i upadłem w zbożu lub w wysokiej trawie. Moja siostra pobiegła dalej, za nią pognał konny bandyta.
(...) Opowiedziała mi swoją przygodę, jak ocalała: „Gdy dopadł mnie ten banderowiec i skierował lufę karabinu w
moją stronę, zaczęłam go prosić, aby darował mi życie (...) Ukrainiec zawahał się, widocznie ruszyło go sumienie, bo
powiedział do mnie, kładź się na ziemię i leż cicho. Ja muszę strzelić, aby moi koledzy myśleli, że zabiłem ciebie.
Daruję ci życie. To powiedziawszy, strzelił obok mnie i odjechał."
[z relacji Tadeusza Bagińskiego, Kudranka, pow. Kostopol]
_______________
„[Ukrainka] Aleksandrowa kazała gościom [upowcom - przyp. D.B.] siadać i oświadczyła, że zaraz zapali w piecu i
usmaży jajecznicy. Musi tylko przynieść drzewa. Wyszła na dwór i wpadła do izby swych [polskich] lokatorów.
»Uciekajcie szybko do Zasmyk, przyszli po was!« (...) przystąpiła do rozniecania ognia. Mozoliła się, podpalała, ogień
gasł, podpalała znowu, by tylko dać czas Polakom do ucieczki. (...) Zza ściany dochodziły jakieś gorączkowe kroki,
stłumione rozmowy, ale lokatorzy ciągle pozostawali na miejscu. Udając, że musi poszukać suchszego drzewa, wyszła
jeszcze raz na podwórze. (...) Jak się potem okazało, strach tak sparaliżował całą rodzinę, że całkiem stracili poczucie
rzeczywistości. Kręcili się w miejscu, coś niby pakowali, rzucali wzięte rzeczy, chwytali inne bojąc się wyjść na
zewnątrz."
Na szczęście napastników spłoszyło pojawienie się polskich partyzantów.
[kolonia Piórkowicze, pow. kowelski, źródło - L.Karłowicz, Ludobójcy i ludzie, s.39-42]
_______________
W sierpniową ciepłą noc zwiad konny przyprowadził chłopaka, lat około 5, do namiotu sztabowego. Chłopaczek, w
jednej koszulce, drżał jak liść osiki ze strachu. - Skąd go wzięliście - zapytałem? - Szedł prosto do naszego
Zjednoczenia od strony Chinoczy. - Jak się nazywasz syneczku? - Stasio, prosę pana. - A nazwisko twoje? - Stasio. - A
skąd ty jesteś? - Z domu. - A z jakiej wioski? - Z domu. - A po co tutaj przyszedłeś? - Tatuś mi powiedział, że w tej
stronie są partyzanci polscy. - A kiedy ci mówił? - Dawno. - A gdzie jest tatuś? - Leży na podłodze, bo mu główkę
odrąbali. - A kto odrąbał? - Ludzie siekierą. - A gdzie jest mama twoja? - Też leży, i Wanda leży, i Helunia leży, i Romek
leży, wszyscy leżą. - A gdzie ty byłeś? - Ja leżałem pod łóżkiem.
(...)
Ruszyliśmy pełnym galopem, aż koniom w brzuchach zagrało, a dwa plutony piechoty ruszyły ile sił w nogach na
przełaj do Chinoczy. Na zastawie [posterunku - przyp. Mohort], przy drodze, oparty o drzewo siedział człowiek o
kolorze dojrzałej śliwki z czerwonymi oczami, kawałkiem papieru do pisania. - Co to za murzyn? - zapytałem dowódcę
zastawy. To nie murzyn, to jest Ukrainiec, nasz informator z Chinoczy Andrij. - Czy on jest ranny? - zapytałem? - Nie,
tylko mówić nie może, bo był duszony postronkiem (...) Złapałem ten papier i zacząłem czytać: Jestem wasz Andrij
(Andrzej), przed północą przyszli moi sąsiedzi z Chinoczy, związali mi ręce do tyłu, zarzucili mi na szyję postronek i
zaprowadzili mnie w olszynę, gdzie było bagno i tym postronkiem dusili mnie (...) i ja upadłem w płytkie bagno i
myśleli, że już nie żyję, że mnie zadusili, wówczas rozwiązali mi ręce, zdjęli postronek z szyi i wrzucili mnie w bagno
dalej od brzegu i poszli do domu. - A kto wymordował Polaków? - Ci wymordowali, co mnie dusili. - A skąd wiesz, że
oni? Sami mówili do mnie, że twoi przyjaciele Lachy leżą pokotem bez głów. Rugali mnie, że jestem zdrajcą, że
zdradziłem Ukrainę, że poszedłem służyć Lachom i czerwonej Moskwie.(...)
Wkroczyliśmy do osady Chinocze. (...) wszystkich dorosłych mieszkańców zebrali[śmy] na końcu ulicy, od strony lasu,
na zebranie [w miejscu] dokonanej ostatniej nocy zbrodni. (…)
Mordercom kazałem usiąść na zagacie i jeszcze raz zapytałem ich: O co prosicie, o śmierć, czy życie? - Życie
panoczku, życie. Wtem usłyszałem spazmatyczny głos żeński i (...) zobaczyłem, jak z tłumu matki i żony bandytów
popychają poprzód siebie swoje dzieci z krzykiem: „Całujcie pana ręce i nogi, żeby nie zabijał naszego tatka" i same
też rzuciły się do mych nóg. (…)
Rozkazuję każdemu bandycie z bliskiej odległości przestrzelić z pistoletu kolana u nóg i łokcie u rąk. Tak, żeby oni nie
mogli władać rękami, ani też nogami. Rozkaz wykonano. Już nigdy mordować nie będą.
[z relacji ppłka Mikołaja Kunickiego „Muchy Michalskiego", dowódcy polskiego prosowieckiego oddziału
partyzantów tzw. Zjednoczenia Polskich Partyzantów nr 3 na Wołyniu, Chinocze, pow. Sarny]


Prawdziwi bohaterowie (2)

Zaniedbałem ostatnio przypominanie o tych sprawiedliwych Ukraińcach, którzy nie poddali się nacjonalistycznej
agitacji OUN-UPA i ratowali Polaków przed eksterminacją. Nadrabiam dzisiaj tę zaległość - oto kilka faktów z grudnia
1943r.:
____________
12 grudnia 1943r. w Łyścu (powiat i woj. Stanisławów) został zamordowany przez SB OUN Bazyli Bocmianiuk,
komendant posterunku policji ukraińskiej, który nie dopuszczał do mordowania Polaków na podległym terenie.
____________
W połowie grudnia 1943r. za odmowę napadu na polski futor Dąbrowa (pow. Sarny, Wołyń) zostali zabici przez UPA
Ukraińcy: Feliks Broda, Leon Demeńczuk, Żuk i czwarty o imieniu Płaton.
____________
Ukrainiec Andrej Kostiuk za pomoc Polakom ze zniszczonych Budek Borowskich, Okopów i Dołhani [1], był przez
upowców kilkakrotnie torturowany a potem (w 1944r.) zamordowany.
____________
W Kolonii Strzeleckiej (pow. włodzimierski, Wołyń) ożeniony z Polką Wasyl Kowaluk nie dopuścił do zamordowania
swojej żony i pomagał innym Polakom, m.in. rodzinie Szwedów.
____________
Ukraińcy Jakim Melnyk, Stepan Remynski i Aleksiej Dudaj ostrzegli przed napadem UPA Polaków z futoru Dobrowica
(pow. Kowel, Wołyń), dzięki czemu ci w porę opuścili wieś chroniąc się w mieście.
____________
Ze wsi Kuropiec (pow. Buczacz, woj. Tarnopolskie) banderowcy wygnali księdza greckokatolickiego Skorochida, który
wzywał do zaniechania ataków na Polaków.
____________
Napadowi upowców na wieś Czernielów Mazowiecki (powiat i woj. Tarnopol) zapobiegli dwaj Ukraińcy: ksiądz
greckokatolicki Krawczyk i lekarz Lucjan Karaczko.
____________
Fragment relacji Anny Derkacz ze Stechnikowiec (powiat i woj. Tarnopol):
We wsi Stechnikowce jeden z Ukraińców miał żonę Polkę i z nią dwie córki. Pod koniec 1943r. otrzymał
list od banderowców z UPA, w którym nakazano mu niezwłocznie zabić swoją żonę i obie córki za to, że
są Polkami. Mąż i ojciec - Ukrainiec tego rozkazu nie wykonał. Otrzymał wiec kolejny list z rozkazem i
pogróżkami, ale również po raz drugi rozkazu nie wykonał. Jakiś czas potem otrzymał trzeci list o
podobnej treści, a w nim ostrzeżenie, że jeżeli sam tego nie zrobi, wykonają to inni. Po tym trzecim liście
zdawał już sobie sprawę, że zabójcy przyjdą. Naostrzył wtedy siekierę, ale nie do wykonania rozkazu, lecz
do obrony. Kilka dni potem w nocy ktoś zaczął ostro dobijać się do drzwi, chwycił więc za topór i stanął w
sieni za drzwiami. Kiedy drzwi wyważono, wpadł pierwszy morderca, gospodarz-obrońca z całej mocy
uderzył go ostrzem siekiery. Napastnik upadł, zanim wpadł drugi. Spotkało go to samo. Więcej
napastników nie było. Wtedy gospodarz zapalił lampę, żeby zobaczyć banderowców. I zobaczył ciała
swego ojca i brata.
Opracowano na podstawie: Romuald Niedzielko, „Kresowa księga sprawiedliwych 1939-1945. O Ukraińcach ratujących
Polaków poddanych eksterminacji przez OUN i UPA”, Warszawa 2007.
___________________________________
[1] 7.12.2008 Męczennik o. Ludwik Wrodarczyk http://65-lat-temu.salon24.pl/86777,mec ... wrodarczyk


Prawdziwi bohaterowie (3)

Po ostatniej, przygnębiającej notce, czas na coś nieco bardziej pozytywnego. Zamieszczam świadectwa mówiące o
ludzkiej postawie tych Ukraińców, którzy nie dali się omamić antypolskiej agitacji OUN-UPA. Opisywane fakty
zdarzyły się w połowie marca 1944 r. na terenach Galicji (Małopolski) Wschodniej:
Zdecydowana większość Ukraińców z naszej wsi deklarowała, że nie chce mieć nic wspólnego z mordami
banderowców, i wielu z nich potępiało zbrodnicze czyny nacjonalistów. Poduszczenia szowinistycznie nastawionego
popa ignorowano. Jego nawoływania do udziału swych ziomków w mordowaniu Polaków w zawoalowanej formie
ewangelicznej “oczyszczania pszenicy z kąkolu” nie przyniosły efektu. Miejscowi Ukraińcy nie wzięli w tym udziału.
[Stanisława Piotrowska, Palikrowy]
_______
Ukrainiec Piątkowski ratuje życie Polakowi Mieczysławowi Dańczakowi, podając mu swoją kenkartę, przez co ten,
wzięty przez banderowców za Ukraińca, unika egzekucji. [wg relacji Franciszka Niedźwiedzkiego, Palikrowy]
_______
Wyszedłem z kościoła [w przebraniu kobiecym] w kierunku ukraińskiego probostwa, ucieszono się, że żyję, uspokojono
mnie, że jestem u nich bezpieczny, ale naprawdę czułem, że sami się boją, przenocowałem, otrzymałem circa 120 zł, do
worka pokarm i raniutko odwieźli mnie na przedmieście Trembowli w tym samym stroju kobiecym. [ks. Franciszek
Napieracz, Iwanówka]
_______
Nad ranem [po napadzie] poszedłem do ciotki w Laskowcach. Jej mąż a mój wujek był Ukraińcem. Bardzo uważałem,
aby nikt mnie nie zobaczył. Ukryłem się w ich stodole. Kiedy do stodoły weszła ciotka po siano, to zobaczyła mnie.
Natychmiast zabrała mnie do swego domu, nakarmiła i schowała na łóżku pod pierzyną. Niedługo potem przyszedł
wujek i zapytał mnie, czy mnie ktoś widział, jak wchodziłem. Odpowiedziałem, że nie. Wtedy wujek zabronił mi
wychodzić z mieszkania i powiedział: twój ojciec już nie żyje. [Michał Berbeć, Wierzbowiec]
_______
Mimo terroru wobec opornych, wielu uczciwych Ukraińców nie dało się wciągnąć do udziału w zbrodniach, np. w
naszej wsi Ukrainiec Michał Kapusta, podczas napadu ukrył u siebie dwie rodziny polskie, a poszukującym ich
banderowcom powiedział, że u niego Lachów nie ma. Za odmowę udziału w mordowaniu Polaków został on mocno
pobity przez swego brata banderowca. [relacja Pawła Burego i Kazimierza Pelca, Tiutków]
_______
...dopiero późnym wieczorem przyszedł nasz sąsiad Ukrainiec, który miał żonę Polkę, Paweł Salecki i powiedział –
byśmy źle o nim nie myśleli, że nie ukrywa tego, że należy do ukraińskiej organizacji bo innego wyjścia nie miał.
Nikogo nie ma na sumieniu, w żadnych akcjach udziału nie brał, tylko służył swoją podwodą bo miał konie i wóz.
Przyszedł nas ostrzec i radził, by młodzi, chociażby na kilka dni wyjechali do Brodów, bo teraz będą w dzień i w nocy
mordować Polaków. [Anna Jasińska-Borowska, Podkamień]
_______
Źródła:
H. Komański, S. Siekierka, „Ludobójstwo dokonane przez nacjonalistów ukraińskich na Polakach w województwie tarnopolskim
1939-1946”. Wrocław 2006.
Romuald Niedzielko, „Kresowa księga sprawiedliwych 1939-1945. O Ukraińcach ratujących Polaków poddanych eksterminacji
przez OUN i UPA”, Warszawa 2007.


Prawdziwi bohaterowie (4)

W kwietniu 1944r. bojówki OUN-UPA kontynuowały swoje ludobójcze dzieło. Codziennie miało miejsce kilkakilkanaście
napadów na zamieszkane przez Polaków wsie. Np. w dwóch atakach (z 11 na 12.04 i z 13 na 14.04) we wsi
Zapust Lwowski (pow. Brzeżany, woj. tarnopolskie) zabito ponad 100 osób. Ale były osoby, które wyłamywały się z
tego czarno-białego schematu:
Stefunko Ołeksa. Banderowiec, podawał oddziałowi UPA fałszywe informacje na temat planowanej drogi
ucieczki Polaków w razie ataku na Zapust Lwowski, Polaków zachęcał zaś do ucieczki zupełnie inną drogą Po
wykryciu tej gry został pobity i zmarł.
Franciszka Gidur. Ukrainka, informatorka UPA. Uprzedzała Polaków w Zapuście Lwowskim o planowanej
napaści UPA, upowcom zaś przekazywała odstraszające informacje o wyolbrzymionej sile polskiej
samoobrony.
Ukrainiec Nieczypor. Brał udział w napadzie na Zapust 12.04.1944. W jednym z domów trafił na znajome
polskie małżeństwo. Pozwolił im uciec. Gdy rzecz się wydała, za karę został zabity.
Ukrainiec Grzegorz Kuka. Mieszkaniec Zapustu. Zabity za ukrywanie Polki Marii Prucnal.
Iwan Proć. Ukrywał Franciszka Cebulę przez noc z 12 na 13. kwietnia 1944.
Banderowiec Fedyk. Kazał swoim podkomendnym wynieść z chaty kołyskę z polskim dzieckiem, dzięki
czemu ocalało.
Dmytro Kucy, Wasyl Nahirny, Dmytro Ołeksiw, Iwan Horłaty – ostrzegali Polaków przed
niebezpieczeństwem napadu.
Zorij, sołtys wsi. Uprzedzał rodzinę Janowiczów, że muszą się ukryć. „Był osobą rozdwojoną: między
strachem przed swoimi nieformalnymi zwierzchnikami, banderowcami, a współczuciem dla swoich sąsiadów,
współmieszkańców kolonii”.
To wszystko w jednej tylko wsi, w okresie kilku zaledwie dni…
____________________________
Źródło:
Zygmunt Niedzielko (oprac.), “Kresowa księga sprawiedliwych 1939-1945. O Ukraińcach ratujących Polaków poddanych
eksterminacji przez OUN i UPA”, Warszawa 2007


Gonił nas człowiek z siekierą"-ale to nie było tak jak myślicie

Biegliśmy przez pole i gonił nas człowiek z siekierą. Człowiek ten nas dogonił i okazało się, że był nim miejscowy prowidnik UPA, który powiedział do matki, że gonił nas, aby obronić przed swoimi, wskazał następnie kierunek ucieczki.
[świadek Andrzej Litwak, mieszkaniec Wólki Horynieckiej zaatakowanej przez UPA w maju 1944r., pow. lubaczowski, cyt za: Niedzielko, str. 191]

„Przyszedłem cię zabić”

Ukrainiec dostaje rozkaz zabicia polskiego księdza – przychodzi nocą, wali do drzwi, ksiądz otwiera. Przyszedłem Cię zabić, taki mam rozkaz. No cóż, synu, jeśli Ci jestem winny to strzelaj, ofiara i napastnik popatrzyli sobie w oczy. Napastnik odszedł. Po tygodniu przyszedł drugi raz, historia podobna, wiem, że nie jesteś nic winien, ale muszę Cię zabić, bo inaczej mnie zabiją. Jak musisz, strzelaj – mówi ksiądz. Nie mogę, powiedział napastnik i poszedł. Na drugi dzień pożegnał się ze swoją rodziną i powiedział – wzywają mnie, może to ostatnie pożegnanie. Po latach na cmentarzu ukraińskim, na zaniedbanym bezimiennym grobie ktoś zrobił krzyż z tabliczką i nazwiskiem tego Ukraińca, co nie zabił księdza. Wyrok na nim wykonali siepacze z organizacji. [Adam Adamów, Kuropatniki, pow. brzeżański, cyt. za: Niedzielko, str. 124, zachowano oryginalną pisownię]

Po jakimś czasie tato wybrał się z krewniakami na dwu furmankach do Żołtaniec po ziemniaki z kopców i kilka worków pszenicy. W drodze powrotnej dołączył do nich Ukrainiec Dmytro Żyłyński z naszej wsi. Pokazał memu ojcu skrócony karabin bez lufy tzw. obrzezak i powiedział mu: „mam rozkaz ciebie zabić, ale sumienie mi nie pozwala, nie przyjeżdżaj tu więcej”.
[świadek Bronisława Jaszczyszyn, Żółtańce, pow. żółkiewski, cyt. za: Niedzielko, str. 175]

„Aby tych Lachów diabli wzięli!”

Pod koniec kwietnia lub na początku maja [1944 r.] ojciec wrócił do domu wieczorem i bardzo szybko zabrał nas, tj. moją mamę, siostrę Marysię i mnie do wujka Jakima Partyki. Przez ogród przeszliśmy do jego znajdujących się w sąsiedztwie zabudowań. Chyba ojciec wiedział wtedy, że mieli nas mordować. W nocy zobaczyliśmy przez szparę w oknie ogromny płomień. To palił się nasz dom, stajnia i stodoła. Te dwa ostatnie zabudowania były kryte strzechą i ogień był bardzo duży. Pożaru nikt nie gasił, a w świetle ognia widziałem ludzi, którzy zabierali z podwórka bydło (...), łapali kury i słychać było straszliwy kwik świń.
Ogień jeszcze buszował w resztkach naszych zabudowań, gdy do drzwi wujka rozległo się silne stukanie. Matka za Marysią schowała się w alkowie pod łóżkiem, a ja leżałem z dwoma synami wujka w bambetlu [łóżku – przyp. D.B.], który stał pod ścianą w kuchni. Ojciec ukrył się w stodole wujka. Wujek zapalił lampę naftową i głośno powiedział:
- Ide smert.
Podszedł do drzwi i otworzył je. Do chaty weszło kilku młodych mężczyzn i zaczęła się rozmowa, której nigdy nie zapomnę.
- Jakim, jesteś dobrym Ukraińcem. Jak powiesz, gdzie schowałeś Lachów, to ciebie nie zabijemy.
Na to wujek bez zająknięcia odpowiedział:
- Aby tych Lachów diabli wzięli. U mnie nie ma żadnego. Chłopcy, jak znajdziecie u mnie jednego Lacha albo jego dziecko, to utnijcie mi głowę i rzućcie ją na gnój.
Mężczyźni rozejrzeli się po izbie, wujek dał im kilka butelek bimbru i po chwili opuścili dom.
[świadek Władysław Czarniecki, Niedzieliska, pow. Przemyślany, cyt. za: Komański, Siekierka]
___________

Państwo Izrael honoruje ludzi, którzy ratowali Żydów z Holokaustu medalem Sprawiedliwy Wśród Narodów Świata. Analogiczny medal dla Ukraińców ratujących Polaków powinno ustanowić państwo polskie, czego domagali się zgromadzeni na konferencji u Rzecznika Praw Obywatelskich w dniu 20.05.2009. Według informacji przedstawiciela RPO wniosek taki jest już złożony w Kancelarii Prezydenta. Znając jednak obłędną praktykę (link, link), sądzę że prędzej doczekamy się honorów dla Juszczenki niż ustanowienia tego odznaczenia.
Widać czasem przyznanie orderu więcej mówi o odznaczającym niż odznaczanym.

Literatura:
H. Komański, S. Siekierka, „Ludobójstwo dokonane przez nacjonalistów ukraińskich na Polakach w województwie tarnopolskim 1939-1946”. Wrocław 2006.
Z. Niedzielko (oprac.), “Kresowa księga sprawiedliwych 1939-1945. O Ukraińcach ratujących Polaków poddanych eksterminacji przez OUN i UPA”, Warszawa 2007


Bratni naród na Kresach

W czasie II wojny światowej Węgrzy dali niezwykłe świadectwo braterstwa polsko-węgierskiego symbolizowanego przez nazwiska Batorego, Bema i Petőfiego. Niezwykłe dlatego, że Polacy i Węgrzy stali w tej wojnie po różnych stronach barykady.

Niemcy przygotowując się do agresji na Polskę, naciskały na swego węgierskiego sojusznika, by udzielił im pomocy. W odpowiedzi premier Węgier Pál Teleki, deklarując przynależność swego państwa do Osi, stwierdził jednocześnie, że jego kraj nie podejmie kroków militarnych przeciw Polsce „ze względów moralnych” (sic!). Decyzja ta była tym trudniejsza, że Węgry w 1938 r. dzięki Niemcom uzyskały zdobycze terytorialne na Rusi Zakarpackiej i w południowej Słowacji. Gdy Hitler spytał, „a gdzie wdzięczność?”, minister spraw zagranicznych Węgier Csáky odparł, że „godność narodowa nie pozwala nam jednak na to, aby walczyć przeciw Polsce”. Węgrów nie skusiła nawet obietnica korzyści terytorialnych kosztem II RP (okolice Sambora i Turki). Gdy węgierski rząd 10 września 1939 r. odmówił Niemcom możliwości przemarszu przez węgierskie terytorium na tyły wojsk polskich, hrabia Ciano zanotował w swoim dzienniku: „...Niemcy nie zapomną tej odmowy i Węgry prędzej czy później za to zapłacą”. Rzeczywiście tak się stało – doszło do napięć dyplomatycznych między oboma krajami, Niemcy wstrzymały pomoc militarną dla Węgier.

Dzięki węgierskiej odmowie możliwa stała się ewakuacja polskiego wojska i uchodźców cywilnych na Węgry, które udzielały im przyjaznego azylu. W sumie po wrześniu 1939 r. na Węgrzech znalazło się 110-140 tysięcy Polaków. Polscy żołnierze, formalnie internowani, nierzadko bez przeszkód przedostawali się do Jugosławii i dalej do Francji. W październiku 1939 r. w całości ewakuowała się tak brygada generała (wówczas pułkownika) Stanisława Maczka. Do maja 1940 r. Węgry opuściło kilkadziesiąt tysięcy polskich żołnierzy.

Do największych przykładów polsko-węgierskiego braterstwa doszło na Kresach Południowo-Wschodnich. Sympatia Węgrów do Polaków była tak wielka, że czasem dochodziło tam do humorystycznych wręcz sytuacji, rodem z komedii „CK dezerterzy” czy może raczej „Złoto dezerterów”.

Gdy Niemcy w 1941 r. zaatakowały ZSRR, przez Tarnopolszczyznę przechodziły także oddziały węgierskie. Jak wspomina świadek Ludwik Fijał z osady Łanowce (pow. Borszczów), gdy 8 lipca 1941 r. do miejscowości tej dotarły ciężarówki z „wyzwolicielami” spod sowieckiego jarzma, Ukraińcy z chlebem i solą wylegli na ulice. Kiedy jednak okazało się, że wyzwolicielami są Węgrzy (z którymi Ukraińcy mieli „na pieńku” z powodu konfliktu o Ruś Zakarpacką) a nie Niemcy, Ukraińcy pochowali się jak niepyszni, a na ulice wyszli Polacy i to oni bratali się z Węgrami.

Inny przykład daje dowódca samoobrony Przebraża Henryk Cybulski w książce „Czerwone noce”. Gdy Przebrażanie podjęli akcję ewakuacji zagrożonego przez UPA miasteczka Ołyka (styczeń 1944), załatwili sobie zgodę załogi węgierskiej na przekroczenie strzeżonego przez nią przejazdu kolejowego. Gdy ewakuacja opóźniła się, Węgrzy nie chcieli przepuścić jadącej po zmroku kolumny. Na drugi dzień po świtaniu, gdy zorientowali się, z kim mają do czynienia, przepraszali wręcz Polaków za stworzone niedogodności.

Cybulski i inny dowódca wołyńskiej samoobrony, Jan Niewiński, zgodnie twierdzą, że Węgrzy na Kresach byli jednym z lepszych źródeł zaopatrywania się Polaków w broń.

Do jeszcze bardziej niecodziennej sytuacji doszło podczas walk 27. Wołyńskiej Dywizji Piechoty AK. 22 marca 1944 r. batalion por. Franciszka Pukackiego „Gzymsa” natrafił w miejscowości Turopin na opór bunkra broniącego dostępu do przejazdu kolejowego i mostu. Gdy załoga bunkra zorientowała się, że przybyłe wojsko to Polacy, wyszedł z niego oficer węgierski i poprosił o skierowanie do dowódcy. Jak pisze J. Turowski, “Węgier wyciągnął manierkę z rumem, wszyscy wypili z nim toast za przyjaźń polsko-węgierską. (...) Węgier stanowczo twierdził, że nie chce się bić z Polakami.” Żołnierski honor nie pozwalał mu jednak na poddanie placówki. Gdy otrzymał zatem propozycję boju pozorowanego, po którym mógłby się „honorowo” wycofać, oświadczył, że „jest (...) pośród nich wielu Rusinów trzymających z Niemcami i cała sprawa może się łatwo wydać.” Przyjazne lecz bezowocne negocjacje trwały cały dzień. W końcu por. „Gzyms” stwierdził krótko: „A więc będziemy się bić.” W tym czasie do bunkra dotarło niemieckie wsparcie. Doszło do zwycięskiego dla AK boju, w którym Polacy stracili kilku zabitych (straty Węgrów i Niemców nie ustalone). Relację Turowskiego potwierdza akowski meldunek: Węgrzy na Wołyniu użyci do akcji wycofują się z natarcia przeciw naszym oddziałom stwierdziwszy, że to Polacy, a nie Ukraińcy, nawiązują z naszymi oddziałami łączność i starają się być pomocni.

Niezwykle chwalebną kartę zapisali Węgrzy broniący Polaków przed ludobójstwem OUN-UPA. Wszędzie tam, gdzie stacjonowały siły węgierskie, tępiły one sprawców mordów na Polakach. Czasem próbowały stosować odpowiedzialność zbiorową, jak np. w kolonii Podłuże (pow. Dubno, Wołyń), gdzie porucznik Keczkejs wstrząśnięty mordem na znanych mu Polakach, kazał otoczyć i podpalić kilka chałup ukraińskich. Jak wspomina Wacław Czarniecki, wówczas jego brat Stefan zaczął histerycznie krzyczeć: “Tam są kobiety i dzieci! Tylko nie to! Nie pogłębiajcie nienawiści!” Bracia swą zdecydowaną postawą nie dopuścili do pacyfikacji. Sprawozdanie sytuacyjne AK z Wołynia za grudzień 1943 r. mówiło: Stosunek ich [Węgrów – D.B.] do ludności polskiej jest w odróżnieniu do Niemców bardzo przychylny, co starają się akcentować na każdym kroku. Czasami opowiadają chłopom na wsiach, że na tych terenach na pewno będzie Polska. Pojawienie się Węgrów powoduje u Ukraińców pewien niepokój.

Znacznie więcej sił węgierskich niż na Wołyniu pojawiało się w Galicji/Małopolsce Wschodniej. Także i tam sympatyzowały one z Polakami. Według G.Motyki już od wiosny 1944 r. Węgrzy domagali się od Niemców podjęcia zdecydowanych działań przeciw rzeziom UPA na terenach woj. stanisławowskiego. Miało na tym tle nawet dochodzić do zadrażnień między węgierskim a niemieckim dowództwem. W końcu w połowie maja 1944 r. Węgrzy przeprowadzili szeroką antyupowską akcję represyjną w kilku powiatach Galicji. Jednak i wcześniej Węgrzy dla Polaków byli jedyną instancją, do której ci mogli się odwołać. Na przykład, jak wspomina Emilia Cytkowicz, mord i rabunek dokonany na pocz. 1944 r. m.in. na jej ojcu i bracie w Dołhej Wojniłowskiej (Stanisławowskie), został zgłoszony dowódcy oddziału wojska węgierskiego. Żołnierze węgierscy dokonali rewizji, zastrzelili kilku Ukraińców i spalili kilka domów ukraińskich.

Wspomnienia świadków potwierdzają dokumenty polskiego podziemia: Obecność wojsk węgierskich w Małopolsce Wschodniej jest z punktu widzenia polskiego wysoce korzystna. Wszędzie, gdzie są Węgrzy, stan bezpieczeństwa wybitnie się poprawił. Stosunek Węgrów do Polaków jest niemal z reguły dobry a często nawet przyjazny. Węgrzy bezwzględnie tępią antypolskie wystąpienia band ukraińskich i zdarzają się często wypadki, że oddziały węgierskie specjalnie udają się do miejscowości, gdzie ludność polska może być zagrożona ze strony band ukraińskich, aby przewieźć ją wraz z mieniem do bezpiecznych ośrodków. (meldunek z 5.05.1944).

Węgrzy niejednokrotnie dezerterowali do AK. Dywizja węgierska otaczająca latem 1944 r. Warszawę została przez Niemców wycofana na Węgry z obawy przez przyłączeniem się jej do Powstania. Niemniej kilkudziesięciu żołnierzy węgierskich przeszło do oddziałów akowskich w Puszczy Kampinoskiej. Do podobnej sytuacji mogło dojść na Wołyniu – gdyby nie ukraińscy nacjonaliści. Jak podaje G. Motyka, w marcu 1944 r. Ukraińcy rozbroili i zapewne zabili 22 Węgrów idących „do Polaków”. Gdy dowiedzieli się o tym Niemcy, nie dość, że nie przeprowadzili żadnej akcji represyjnej, to jeszcze zalecili bić Węgrów dezerterujących do polskiej partyzantki.

Doszło za to na Wołyniu do innych, pogłębiających polsko-węgierską solidarność, zdarzeń.

W kwietniu 1944 r. grupę rannych żołnierzy 27 WDP AK wojsko węgierskie wzięło do niewoli. W Ziemlicy – pisze J. Turowski – wozy z rannymi wjechały w mrowisko wojska niemieckiego i węgierskiego. Żołnierze niemieccy z okrzykiem “banditen” rzucali się do wozów rabując resztki rzeczy osobistych, zdzierając nawet medaliki z szyi wystraszonych Polaków. Z pomocą przerażonym partyzantom przybył oficer węgierski, który przegonił żołdactwo od furmanek (...). Był to jednak początek gehenny akowców. Po wymuszonym przekazaniu polskich jeńców Niemcom, ci natychmiast zostali zmuszeni do kopania sobie zbiorowego grobu. Kiedy tak zrezygnowani wykonywali swoją pracę (...) nadjechało konno trzech oficerów węgierskich. Jeden z nich wyższy rangą, widząc scenę kopania grobu, bardzo się zdenerwował. Wzburzony głośno krzyczał coś do Niemców, a następnie rozkazał partyzantom rzucić łopaty (...). Niemcy nie protestowali. Dzięki temu wielu polskich jeńców przeżyło, choć musieli jeszcze przejść piekło obozów jenieckich.

Za ten piękny gest (nic o nim nie wiedząc) odwdzięczył się bratankom oddział por. Władysława Czermińskiego „Jastrzębia”. Po rozbiciu 27 Wołyńskiej Dywizji AK, tułający się po lasach i bagnach przetrzebiony batalion „Jastrzębia” przyprowadził ze sobą na poleskie rozlewisko sześciu węgierskich jeńców. W krytycznej sytuacji oddziału – pisał J. Turowski – Węgrzy stali się dla niego ciężarem. Nie mógł on wyżywić jeńców wojennych, sam nie mając źródeł zaopatrzenia. Węgrzy to rozumieli, a zachowanie ich wskazywało, że spodziewali się rozstrzelania. “Jastrząb” jednak zdecydował się wypuścić ich na wolność. Byli nieufni. Odchodząc pod wieczór, z wyraźną obawą wchodzili do wody, oglądając się niespokojnie do tyłu. Nikt jednak nie chciał strzelać do nich, szczególnie że byli to Węgrzy. Gdy oddalili się od wyspy, a później wyszli na brzeg rozlewiska, długo jeszcze machali rękami na pożegnanie, stojąc w czerwieni zachodzącego słońca. Potem znikli w lesie.

__________
Literatura:
H. Cybulski, “Czerwone noce”, Warszawa 1966
R. Dzieszyński, “Polak, Węgier…”, Warszawa 1988
G. Motyka, “Ukraińska partyzantka 1942-1960”, Warszawa 2006
Z. Niedzielko (oprac.), “Kresowa księga sprawiedliwych 1939-1945. O Ukraińcach ratujących Polaków poddanych eksterminacji przez OUN i UPA”, Warszawa 2007
J.R. Nowak, “Węgry 1939-1969”, Warszawa 1971
J. Turowski, „Pożoga. Walki 27 Wołyńskiej Dywizji AK”, Warszawa 1990
H. Komański, S. Siekierka, „Ludobójstwo dokonane przez nacjonalistów ukraińskich na Polakach w województwie tarnopolskim 1939-1946”. Wrocław 2006.
S. Siekierka, H. Komański, E. Różański, “Ludobójstwo dokonane przez nacjonalistów ukraińskich na Polakach w województwie stanisławowskim 1939-1946”
Awatar użytkownika
Raleen
Colonel Général
Posty: 35634
Rejestracja: czwartek, 22 grudnia 2005, 14:40
Lokalizacja: Warszawa
Has thanked: 80 times
Been thanked: 35 times
Kontakt:

Post autor: Raleen » czwartek, 16 lipca 2009, 12:59

Przyznam, że dawno nie było u nas tak obszernego i treściwego artykułu, bo zwykły post to nie jest. Gratulacje, widać, że interesujesz się tematem.
Albert Warszawa pisze:Dziękuję. Będę jeszcze pisać na ten temat. Mam świadomość, że to forum "militarne", ale chyba temat jest na tyle ważny, że jednak warto go tu poruszać. Dobrze znać kontekst tych wydarzeń, może wkrótce pokuszę się o jakieś (własne tym razem) teksty na temat rzeczywistych walk między UPA a polską partyzantką, a nie o rzeziach bezbronnych cywilów (niestety te wydarzenia zdecydowanie przeważały ilościowo)...
Co do charakteru forum, jak najbardziej interesujemy się tego typu sprawami. Z tym to jest tak, że ci którzy grają zwykle mówią, że forum jest za bardzo historyczne, z kolei osoby, które bardziej i głównie interesuje historia, mówią mi, że jest za bardzo wargamingowe. A prawda jest taka, że jest i takie i takie, tzn. zajmuje się i wargamingiem i historią, proporcje zależą bardziej od użytkowników.

Bardziej co do meritrum wypowiem się wkrótce, bo jeszcze nie zdołałem całości przeczytać, a trochę tego napisałeś.
Panie, weźcie kości w rękę i wyobraźcie sobie, że gracie z królem Kastylii, i rzucając je na stół zdajecie wszystko na los bitwy. Jeśli dopisze wam szczęście, zrobicie najlepszy rzut, jaki kiedykolwiek uczynił król na ziemi; a jeśli rzut wam się nie powiedzie, inaczej nie odejdziecie z gry, jak z honorem.

Gil de Osem do króla Portugalii Jana I Dobrego przed bitwą pod Aljubarrotą (14.VIII.1385)
ODPOWIEDZ

Wróć do „Historia dwudziestolecia międzywojennego i II wojny św.”