PZInż. 126 - mit czy autentyk?

ODPOWIEDZ
Awatar użytkownika
Piskor
Podporucznik
Posty: 351
Rejestracja: czwartek, 31 grudnia 2009, 17:53
Lokalizacja: Dolny Śląsk
Kontakt:

PZInż. 126 - mit czy autentyk?

Post autor: Piskor » niedziela, 27 marca 2016, 22:11

Ostatnio napotkałem w sieci dyskusję dotyczącą polskiego czołgu PZInż. 126. Nie spotkałem się nigdy z żadnymi informacjami na jego temat. Jego istnienie odkryłem przeglądając modele pojazdów II RP. Wielu forumowiczów na owej stronie twierdziło, że ani czołg, ani prototyp, ani nawet plany jego zbudowania nigdy nie istniały, określając model czołgu "totalnym wymysłem" firmy modelarskiej.

Czy ktoś z Was posiada jakiekolwiek informacje na ten temat?
Załączniki

[Rozszerzenie jpg zostało wyłączone i nie będzie dłużej wyświetlane.]

"Polska nie zna pojęcia pokoju za wszelką cenę!"
Profes79
General
Posty: 5656
Rejestracja: wtorek, 25 kwietnia 2006, 08:30
Lokalizacja: Warszawa

Re: PZInż. 126 - mit czy autentyk?

Post autor: Profes79 » niedziela, 27 marca 2016, 23:17

Jest to najprawdopodobniej czysta fantazja. Na forum WoT przy okazji prób skomponowania polskiego drzewka przetrzepano wszystko co miało gąsienice i choćby powstało w myślach projektanta. Z prototypów i projektów Pz. Inż wymienia się tam:
Jako projekt alternatywny do TKS-D, w Państwowych Zakładach Inżynierii opracowano działo samobieżne z tą samą armatą 37mm wz.36 Bofors na nowoczesnym podwoziu, należącym do rodziny pojazdów gąsienicowych, opracowanej pod koniec latach trzydziestych przez inż. Edwarda Habicha. Wchodziły do niej: czołg lekki 4TP (PZInż.140), czołg pływający PZInż.130 i ciągnik gąsienicowy PZInż.152. Projekt działa samobieżnego otrzymał oznaczenie fabryczne PZInż.160. Jedyny nie do końca zbudowany egzemplarz był wyposażony w armatę o kalibrze 37 mm i dwa karabiny maszynowe w tym jeden do strzelań przeciwlotniczych. Pojazd miał mieć masę 4,3 t, prędkość maksymalną - 50 km/h, załogę - 4 osoby. Układ napędowy i zawieszenie: przypuszczalnie taki sam, jak w 4TP: Silnik gaźnikowy PZInż.425 o mocy 95 KM przy 3600 obr/min, pojemność 3880 cm³, 6-cylindrowy, 4-suwowy, rzędowy, chłodzony cieczą, średnica cylindra 82mm.

Wersją rozwojową miał być PZInż. 160X wyposażony w armatę 40 mm wz. 36 Bofors. Wersja rozwojowa, PZInż 160, która została zaakceptowana a właściwie zostały ustalone w lutym 1939 roku jej założenia zakładała zbudowanie dwóch prototypów PZInż – oznaczone miały być jako PZ 75? Uzbrojonych w armaty wz.02/26 kalibru 75mm oraz dwa karabiny maszynowe. Zgodnie z założeniami prototypy miały powstać do maja 1940 roku by przejść próby na jesiennych manewrach. Równocześnie zespół Bugi w oparciu o projekt czołgu 20TP zaproponował alternatywny projekt, w którym nieco podwyższono kadłub czołgu 20TP i z prawej strony zaprojektowano umocowanie armaty o kalibrze 75 mm lub haubicy 100 mm. W kwietniu 1939 roku pod wpływem sugestii Gundlacha po lewej stronie za stanowiskiem kierowcy zaprojektowano nieco wystającą nad kadłub barbetę stanowiska dowódcy i przekonstruowano stanowisko czołowego karabinu maszynowego. Waga tego działa szturmowego wynosiła około 21 ton
O Pz.In126 szyderczo wspomina się tylko w kontekście modelu RPM.
dixie75
Sous-lieutenant
Posty: 465
Rejestracja: poniedziałek, 21 czerwca 2010, 08:06

Re: PZInż. 126 - mit czy autentyk?

Post autor: dixie75 » poniedziałek, 28 marca 2016, 21:14

Różni mądrzy (czytaci i pisaci, znaczy się publikujący naukowo) ludzie na DWS dawno rozkminili genezę tej legendy. Szczegółów już nie pomnę.
Abstrahując jednak od tychże, to czym/kim miałby oberzałogant tego pojazdu dowodzić? W rodzimej doktrynie użycia broni pancernej nie było miejsca na takie ekstrawagancje (delikatnie ujmując). Skoro nawet czołg "szuwarowo-bagienny" oraz rozpoznawczy 4TP, choć udane technicznie, nie weszły do produkcji, to po "huk" komu samobieżna konserwa dla dyrygenta co najwyżej plutonu? Nie było nas stać na takie zabawki, a poza tym obciążałyby i tak skromne moce produkcyjne PZInż.
Doświadczenia z 10BPM (a później na ich podstawie formowanie WBPM) to w dużej mierze efekt uporu jednego faceta z jajami* (i kilku jego oddanych towarzyszy), ale zamówienia na sprzęt wykluwały się znacznie wyżej, czyli tam, gdzie koncepcja jego użycia.
O to czy ta koncepcja (rozdrobnienia) była słuszna, można się spierać i to jest temat bardziej złożony i nieoczywisty, niż to się wielu fanom WoT wydaje. Niestety...

* - rzecz jasna trochę sobie świątecznie jajcuję, ale mam do gen. Maczka ogromny szacunek za jego wizjonerstwo i konsekwencję realizacji.
WBPM, to oczywiście dziecko innego faceta z jajami.

BTW: jako źródło historyczne polecam mimo wszystko staromodną literaturę pisaną przez historyków specjalizujących się w tym temacie. Na WoT i innych nowoczesnych "źródłach", choć sporo tam informacji rzetelnej, to trafiają się fantazje, (a nade wszystko brak krytyki źródeł), których nie chce mi się nawet wyławiać, szkoda czasu.
ODPOWIEDZ

Wróć do „Historia dwudziestolecia międzywojennego i II wojny św.”