The Napoleonic Wars (GMT)

Planszowe gry historyczne (wojenne, strategiczne, ekonomiczne, symulacje konfliktów) dotyczące XIX wieku.
Magnum-KR
Adjudant
Posty: 255
Rejestracja: wtorek, 1 września 2015, 20:39
Lokalizacja: Kraków
Kontakt:

Re: The Napoleonic Wars (GMT)

Post autor: Magnum-KR » czwartek, 27 października 2016, 18:38

leliwa pisze: Osobowość położy każdą grę. Ale czy każdą uczyni ciekawą? To już trudniejsze.
Oczywiście, że może uczynić. Nawet tak trywialna gra jak rozbierany poker w odpowiednim towarzystwie sprawi przyjemność. Oczywiście w związku z osobowością współgraczy... ;)
Awatar użytkownika
Raleen
Colonel Général
Posty: 36557
Rejestracja: czwartek, 22 grudnia 2005, 14:40
Lokalizacja: Warszawa
Has thanked: 240 times
Been thanked: 152 times
Kontakt:

Re: The Napoleonic Wars (GMT)

Post autor: Raleen » niedziela, 30 października 2016, 12:07

Doczytałem wreszcie relację z drugiej rozgrywki, tzn. tej trwającej dłużej. Przy szczęśliwych rzutach Francji podczas frontalnych konfrontacji (jeśli gracz francuski na nie się zdecyduje) rzeczywiście może być koalicji ciężko. Poza tym, tak jak sami zauważyliście, wejście Prus do koalicji zbyt wcześnie nie jest dla nich dobre. Z początku dla Francuzów najważniejsze jest zdobycie tych dodatkowych 3 kluczy (przy założeniu, że nic się nie straci), do tego ewentualnie jakichś dalszych, tak żeby mieć więcej kart. To pozwala kontynuować potem grę na pełnych obrotach. Z kolei utrata kluczy i tym samym kart przez koalicję, która w jakimś tam stopniu następuje, ważne, żeby była niewielka - wtedy można dalej grać i działać. Kapitulacja państwa, zwłaszcza na początku, niekoniecznie musi być dla niego czymś złym, tzn. to nie jest tak jak w niektórych grach, że oznacza to całkowite wyeliminowanie gracza i właściwie po tym może on sobie iść do domu.
Panie, weźcie kości w rękę i wyobraźcie sobie, że gracie z królem Kastylii, i rzucając je na stół zdajecie wszystko na los bitwy. Jeśli dopisze wam szczęście, zrobicie najlepszy rzut, jaki kiedykolwiek uczynił król na ziemi; a jeśli rzut wam się nie powiedzie, inaczej nie odejdziecie z gry, jak z honorem.

Gil de Osem do króla Portugalii Jana I Dobrego przed bitwą pod Aljubarrotą (14.VIII.1385)
Awatar użytkownika
Raleen
Colonel Général
Posty: 36557
Rejestracja: czwartek, 22 grudnia 2005, 14:40
Lokalizacja: Warszawa
Has thanked: 240 times
Been thanked: 152 times
Kontakt:

Re: The Napoleonic Wars (GMT)

Post autor: Raleen » środa, 26 grudnia 2018, 13:25

Ostatnio wróciliśmy do tej gry i nawet udało się zagrać w jeden wieczór dwa razy, na ostatnim spotkaniu w klubie AGRESOR w 2018 roku. Pierwsza rozgrywka zakończyła się po rozegraniu trzech tur (etapów). Wygrał, w sumie dość zdecydowanie, Silver prowadzący Francję. W trzeciej turze wypadła karta "Europe Exhausted", co zwiększyło szanse zakończenia gry poprzez udany rzut. Wypadła "szóstka", więc nawet poświęcenie kart przez wszystkie państwa Koalicji by nie pomogło. Gdyby gra potoczyła się dalej, Koalicja miała szanse wyjść na prostą i podjąć udaną walkę z Napoleonem, ale do trzeciej tury zostaliśmy związani różnymi wydarzeniami, zwłaszcza prowadzona przeze mnie Wielka Brytania (rewolta w Irlandii, bunt we flocie, wojna zagraniczna i inne). Dodam, że graliśmy na trzech: Francja (Silver), Wielka Brytania (Raleen) i Rosja + Austria (Czmielon).

Jako że dość szybko zakończyliśmy pierwszą rozgrywkę, zdecydowaliśmy się zagrać jeszcze raz, choć czasu do zamknięcia klubu nie zostało aż tak wiele. Tym razem mi przypadła Francja, a Silverowi Wielka Brytania, Czmielon zaś grał jak poprzednio Rosją i Austrią. Nie będę opisywał całej rozgrywki, bo jest już w tym wątku bardzo wiele relacji z rozgrywek w tą grę. Opiszę tylko to co przytrafiło mi się w drugiej turze jako grającemu Francja. Moja sytuacja nie była zbyt dobra. W pierwszej turze nie przyszły mi zbyt dobre karty. Nie były one też całkiem złe, ale bez rewelacji. Nie pojawiły się żadne ciekawe wydarzenia, którymi mógłbym namieszać w obozie koalicyjnym. Gdy spojrzałem na karty, które dostałem na początku drugiej tury, nie wyglądało to na pierwszy rzut oka lepiej. W wojnie z Austrią udało mi się co prawda zająć Wenecję, ale to był koniec moich sukcesów. Rosjanie i Austriacy skoncentrowali potężne siły naprzeciwko Francuzów. Uszykowane masy wojsk austriacko-rosyjskich wróżyły wyczerpującą wojnę pozycyjną. Trochę lepiej wyglądała sytuacja na froncie z Anglią, ale i tutaj doszło do rzeczy przedziwnych. Anglicy, widząc słabość sił francuskich wokół Paryża, pod koniec pierwszej tury wylądowali w Niderlandach i utrzymali się tam opanowując nawet jedno z kluczowych pól francuskich.

Takie było ogólne tło, ale chciałbym przede wszystkim napisać o tym jak to jest z kartami w tej grze. Otóż mamy znajomego kolegę matematyka, który grając z nami Francją wyliczył sobie ile wg niego powinien mieć punktów w kartach, żeby mieć szanse na sukces. Jeśli w pierwszej turze nie ma na ręku kart co najmniej o określonej łącznej wartości, poddaje grę i proponuje byśmy zagrali jeszcze raz. Patrząc na sumę punktów z kart w dwóch rozdaniach (1 i 2 tura) w zasadzie kwalifikowały się one według tych kryteriów, żeby poddać partię (wspomnę tylko, że w 2 turze na sześć kart, które dostałem, trzy to były "dwójki"). Spojrzałem jednak na wydarzenia i pojawiła się pewna nutka nadziei. Bo oto miałem na ręce kartę zjazdu w Erfurcie. Pozwala ona wymienić jedną losowo wybraną kartę z ręki na losowo wybraną kartą posiadaną przez państwo sojusznicze bądź neutralne i dociągnąć jedną kartę. Niby nic wielkiego, ale w talii sojuszniczej Hiszpanii (kontrolowanej przez Francję) znalazła się karta buntu we flocie angielskiej pozwalająca zabrać jedną kartę z ręki gracza angielskiego i dodać ją do swojej talii). Zgrałem najpierw najwartościowszą kartę francuską jaką miałem (bodaj o wartości 3 czy 4) i jedną z dwóch kart hiszpańskich, tak żeby do wymiany z Francją została mi tylko karta buntu we flocie angielskiej. Operacja udała się. W drugim zagraniu Francja zagrała kartę zjazdu w Erfurcie i wymieniła jedną losową kartę ze swojej talii na kartę buntu we flocie angielskiej, dobierając przy okazji dodatkową kartę. Wkrótce zagrana została karta buntu we flocie angielskiej, która pozwoliła zabrać z ręki kartę graczowi angielskiemu i dobrać jeszcze jedną kartę. Ku radości Anglików, którzy także mieli niezbyt dobrą rękę, zabrałem im jedynie kartę o wartości "2". Czyli kolejna "dwójka" na ręce... Wśród kart, które mi doszły ze stosu, pojawiła się jednak inna ciekawa karta. Była to "Rada wojenna" ("Council of War"). Pozwala ona wymienić wszystkie karty, jakie mamy na ręce i dociągnąć tyle samo nowych kart. W międzyczasie Anglicy zagrali kartę "Wydłużona kampania" ("Extended Campaign") co sprawiło, że każde z państw dostało po jednej karcie. Szczęście mnie nie opuszczało... kolejna "dwójka" czy "trójka" trafiła na moją rękę.

Nie przejmowałem się jednak tym, że znowu doszły mi niezbyt wysokie karty, bo do zagrania była jeszcze owa "Rada wojenna". Dzięki niej wymieniłem w sumie bodaj 5 kart i... w zdecydowanej większości przyszły bardzo wysokie karty. Jedną z nich była karta "Dom Rotshildów". Pozwala ona dobrać kolejne dwie karty... Trafiła też do mnie karta "Spisku Malleta" ("Mallet's Conspiracy"), która mogłaby mi bardzo namieszać, gdyby otrzymało ją któreś z państw Koalicji. Anglia też uzyskała w międzyczasie jakieś karty, natomiast gracz rosyjsko-austriacki wytrwale rozbudowując siły (co samo w sobie jest oczywiście słuszne) zużył już większość kart, podczas gdy Francja miała ich jeszcze pełno i żeby je zagrać musiała robić ruchy w ramach preemption (tzw. wyprzedzenie, czyli dodatkowe zagrania między zagraniami innych graczy możliwe do wykonania przez gracza, który aktualnie ma najwięcej kart). Efekt był taki, że przez końcową część tury Austria i Rosja mogły się jedynie biernie przyglądać rozwojowi wypadków. Tymczasem Francji udało się przeciągnąć na swoją stronę Prusy (normalnie niemal niewykonalne, bo Koalicja cały czas czuwała) i pruskie korpusy dość szybko wmaszerowały do Galicji, a później zaczęły operować na zachodnich rubieżach Rosji. Szczęśliwie dla Rosjan, Anglicy zdecydowali się ich wspomóc desantując opodal Rygi armię szwedzką.

W ciągu jednej tury rozgrywka odwróciła się o 180 stopni. Gdy zaczynałem drugą turę, wyglądało na to, że Francja znajdzie się niedługo na równi pochyłej. Tymczasem pod koniec tury Koalicja była w poważnych tarapatach (w przypadku Anglii, udało mi się zadać poważne straty flocie i w drugiej turze wybuchło powstanie w Irlandii). Muszę jednak gwoli sprawiedliwości napisać, że w samej końcówce moje pospieszne ataki (zdawaliśmy sobie sprawę, że już nie dogramy tej partii i graliśmy jak to zwykle gra się w takich okolicznościach) zaowocowały nieoczekiwanymi i ciężkimi klęskami Francuzów (rzuty w kościach tym razem bardzo mi nie sprzyjały), tak że wynik rozgrywki był sprawą otwartą. Morał z tego wszystkiego jest taki, że ścisłe, matematyczne kalkulacje polegające na ocenie możliwości graczy w oparciu o łączną wartość kart, niejednokrotnie w tej grze zawodzą, zwłaszcza w przypadku Francji. Ten przypadek, który mi się przytrafił, można uznać za skrajny, ale szczęściu też trzeba umieć pomóc m.in. w odpowiedni sposób zagrywając karty. Poza dostrzeżeniem pewnych możliwości jakie tkwią w kartach trzeba też umieć przeczekać moment kiedy przeciwnik ma przewagę. Z kolei jak się ma przewagę, trzeba umieć ją wykorzystać, zdając sobie sprawę, że sytuacja łatwo może się zmienić.
Panie, weźcie kości w rękę i wyobraźcie sobie, że gracie z królem Kastylii, i rzucając je na stół zdajecie wszystko na los bitwy. Jeśli dopisze wam szczęście, zrobicie najlepszy rzut, jaki kiedykolwiek uczynił król na ziemi; a jeśli rzut wam się nie powiedzie, inaczej nie odejdziecie z gry, jak z honorem.

Gil de Osem do króla Portugalii Jana I Dobrego przed bitwą pod Aljubarrotą (14.VIII.1385)
Awatar użytkownika
Silver
Général de Division
Posty: 3221
Rejestracja: czwartek, 22 grudnia 2005, 18:33
Lokalizacja: Warszawa
Been thanked: 16 times
Kontakt:

Re: The Napoleonic Wars (GMT)

Post autor: Silver » środa, 26 grudnia 2018, 13:40

Ja w pierwszej rozgrywce mając Francję pod rozkazami, pierwszą rękę miałem tak mizerną, gdzie nie było żadnych 5 i 6 ani mocnych wydarzeń, więc nie stać mnie było na jakieś błyskotliwe manewry. Postarałem się tylko wykonać plan minimum i przejąć 2 kluczowe księstwa od koalicji i okopać się tam na dłużej. Oczywiście mając takie karty nie myślałem nawet by dyplomatycznie przejąć jakieś pomniejsze państwo, a dodatkowo też nie udało się przeciwdziałać w tym aspekcie przeszkodzić Anglii gdzie przejęła łatwo Szwecję. Ponadto nie pamiętam rozgrywki gdzie sojusznicza Hiszpania by tak długo wykrwawiała się w Portugalii walcząc o zdobycie oblężeniem najważniejszej tam twierdzy, by wzmocnić swoją rękę na przyszłe tury osłabiając Anglię i ostatecznie do końca gry nie zdołała tego uczynić.
Chętnie zagrałbym jeszcze Francją, lecz mając silniejsze niż ostatnio karty by pokazać ciekawsze manewry.
Awatar użytkownika
Raleen
Colonel Général
Posty: 36557
Rejestracja: czwartek, 22 grudnia 2005, 14:40
Lokalizacja: Warszawa
Has thanked: 240 times
Been thanked: 152 times
Kontakt:

Re: The Napoleonic Wars (GMT)

Post autor: Raleen » środa, 26 grudnia 2018, 14:51

Ja miałem jednak wrażenie, że w miarę dobrze Ci szło. Może rzuty w walkach pomagały, chociaż na morzu raz czy dwa miałeś pecha, a mi dopisało szczęście, gdy flota hiszpańska ścierała się, z powodzeniem, z Royal Navy. Wydaje mi się też, że Czmielon troszeczkę (ale tylko troszeczkę...) pokpił sprawę, bo raz czy dwa razy grał karty na reakcję, a Austria i Rosja nie mają tych zasobów kart nie wiadomo jak wielkich i może szybko zabraknąć. Moim zdaniem granie kart na reakcję zwykle niezbyt się opłaca. Jeśli chodzi o pokazanie manewrów i granie na pełnych obrotach, chyba sztuka w tej grze i wielu innych to właśnie umiejętność wykorzystania kart jak już się ma dużo zasobów, z kolei umiejętność przeczekania akcji przeciwnika. Nieraz obserwuję graczy, którym słabo to wychodzi, bo niby co trudnego jak się ma dobre karty wykorzystać je, skoro liczba opcji ich zagrania jest ograniczona, a jednak jak pojawia się jakiś trochę bardziej złożony wybór, to bywa decydujące.
Panie, weźcie kości w rękę i wyobraźcie sobie, że gracie z królem Kastylii, i rzucając je na stół zdajecie wszystko na los bitwy. Jeśli dopisze wam szczęście, zrobicie najlepszy rzut, jaki kiedykolwiek uczynił król na ziemi; a jeśli rzut wam się nie powiedzie, inaczej nie odejdziecie z gry, jak z honorem.

Gil de Osem do króla Portugalii Jana I Dobrego przed bitwą pod Aljubarrotą (14.VIII.1385)
RAJ
Général de Brigade
Posty: 2872
Rejestracja: czwartek, 14 maja 2015, 14:09
Has thanked: 20 times
Been thanked: 17 times

Re: The Napoleonic Wars (GMT)

Post autor: RAJ » czwartek, 27 grudnia 2018, 08:08

Grałem kiedyś w rozgrywkę z Silverem, w której dostał Francją dobre karty przez dwie pierwsze tury.
Gra się w zasadzie sprowadziła do tego, że siedzieliśmy i patrzyliśmy co on z nami robi, taki teatr jednego aktora.
Nie mieliśmy szansy aby cokolwiek zrobić.
Po tym bardzo się zniechęciłem do tej gry.

Jeżeli zaś chodzi o matematyczne wyliczenia, to twój kolega popełnił podstawowy błąd nie uwzględniając wartości wydarzeń.
W CDG punkty na karcie to tylko połowa wartości kart. Do tego wartość wielu wydarzeń jest sytuacyjna i zmienna w zależności od sytuacji.

Pamiętam rozgrywkę w HIS gdzie grałem Habsburgami w pierwszym etapie dostałem jedną 2 i reszta 1.
Cały etap poświęciłem na blefowanie aby przeciwnicy nie domyślili się jaką mam plażę.
M.in. blefując udało mi się wynegocjować Metz od Francji oraz spowolnienie tureckiej ofensywy na Wiedeń.
Wszyscy zakładali, że najsilniejsze karty zostawiam na koniec, żeby zaszaleć jak już nie będą mogli zareagować.

Tak więc proste wyliczenie wartości punktowej, to totalne pójście na łatwiznę i granie tylko takich gier w których ma się wielką przewagę nad przeciwnikami.
Szczerze mówiąc, po jednej takiej zagrywce tego kolegi nigdy więcej nie zagrałbym z nim.
"Jest to gra planszowa. Każdy gracz ma planszę i lutuje nią przeciwnika." - cytat za "7 krasnoludków - historia prawdziwa."
Awatar użytkownika
Raleen
Colonel Général
Posty: 36557
Rejestracja: czwartek, 22 grudnia 2005, 14:40
Lokalizacja: Warszawa
Has thanked: 240 times
Been thanked: 152 times
Kontakt:

Re: The Napoleonic Wars (GMT)

Post autor: Raleen » czwartek, 27 grudnia 2018, 08:52

To znaczy być może ja w nieco uproszczony sposób przedstawiam jego podejście. Nie będę się za niego wypowiadał co do szczegółów, tym bardziej, że to zdaje się nasz wspólny znajomy jeszcze z dawnych czasów klubu przy Smolnej. W jego przypadku rzecz dotyczy oczywiście tylko pierwszej tury i ten próg nie jest zbyt wysoki. Pokazuję jak różne bywają podejścia do gier. Poza tym generalnie jako gracz zwykle dobrze, a nawet bardzo dobrze radzi sobie w tę grę i wiele innych.

Co do przewagi, którą potrafi zapewnić wyjątkowo dobre rozdanie, wydaje mi się, że tak może się zdarzyć w każdej grze, natomiast w NW Francja ma większą rękę, więc jeśli dostanie dużo atutów faktycznie może to być bardziej przytłaczające niż w innych grach. Innymi słowy, taka sytuacja jeśli się zdarzy, wynika z pozycji Francji w tej grze, uwarunkowanej historycznie. Na wiele rozgrywek mnie się to chyba nie zdarzało. Może jakiś pojedynczy przypadek się przytrafił, więc raczej statystycznie.
Panie, weźcie kości w rękę i wyobraźcie sobie, że gracie z królem Kastylii, i rzucając je na stół zdajecie wszystko na los bitwy. Jeśli dopisze wam szczęście, zrobicie najlepszy rzut, jaki kiedykolwiek uczynił król na ziemi; a jeśli rzut wam się nie powiedzie, inaczej nie odejdziecie z gry, jak z honorem.

Gil de Osem do króla Portugalii Jana I Dobrego przed bitwą pod Aljubarrotą (14.VIII.1385)
Awatar użytkownika
Trampon
Adjudant-Major
Posty: 293
Rejestracja: poniedziałek, 3 listopada 2014, 18:05
Lokalizacja: blisko fabryki traktorów
Been thanked: 1 time

Re: The Napoleonic Wars (GMT)

Post autor: Trampon » poniedziałek, 7 stycznia 2019, 10:56

W trakcie Memoriału Tomasza Bulzackiego 5-osobowa i 5-rundowa rozgrywka zajęła nam ok 9 godzin :o Bodajże 2 osoby grały po raz pierwszy (w tym ja).
Historia lubi się powtarzać - ponownie (z tego co zauważyłem na kilku ostatnich stronach wątku) Silver przywdział bikorn. I ponownie wygrał, mimo często niekorzystnych rzutów. Tyle że zamiast zagrzewać swoich żołnierzy do walki osobistym przykładem - Napoleon przez kilka rund zaszył się gdzieś pod Wenecją, korzystając z uroków życia z jakimś habsburskimi nałożnicami. Ja grając Anglikami w ostatniej rundzie popełniłem karkołomny błąd, wykorzystując wartościową 6-punktową kartę na zawiązanie mało już przydatnego sojuszu z Hiszpanią zamiast na rajd ostatniej szansy Wellingtona na Paryż.
O ile mogę się wypowiadać po jednej grze to do sukcesu Francji przyczyniły się skuteczne zabiegi dyplomatyczne (w pewnym momencie 4 kraje neutralne były przeciągnięte na stronę Napoleona) oraz dobre rozrywanie "preemption" (oraz w pewnym stopniu (*)). Do tego jednak potrzebne jest doświadczenie gracza - nie wyobrażam sobie aby ktoś początkujący mógł równie skutecznie "zarządzać" wszystkimi frontami konfliktu.
Jak dla mnie to były fajnie spędzone godziny. Fajnie jakby ktoś się pokusił o bardziej rozbudowany opis rozgrywki która podobno była znacząco różna od wielu poprzednich.

(*) plus jakieś zamieszanie z zasadami jeśli chodzi o ruchy armii mieszanych (francusko - neutralnych). Duńczycy pod Krakowem to jednak nie jest częsty widok :) Dobrze byłoby to doprecyzować, ale wspominając o tej wątpliwości nie chciałbym deprecjonować sukcesu Francji w tej rozgrywce.
"W świecie kolekcjonerów nader często dochodzi do zbrodni. Kolekcjonerzy to szaleńcy albo fanatycy na granicy szaleństwa, zaślepieni żądzą posiadania zdolni są do najgorszych przestępstw".
E. Niziurski, Nowe Przygody Marka Piegusa.
TommyGn
Adjudant-Major
Posty: 296
Rejestracja: piątek, 29 sierpnia 2014, 12:11
Has thanked: 7 times
Been thanked: 2 times

Re: The Napoleonic Wars (GMT)

Post autor: TommyGn » poniedziałek, 7 stycznia 2019, 19:54

Trampon pisze:.

(*) plus jakieś zamieszanie z zasadami jeśli chodzi o ruchy armii mieszanych (francusko - neutralnych). Duńczycy pod Krakowem to jednak nie jest częsty widok :) Dobrze byłoby to doprecyzować, ale wspominając o tej wątpliwości nie chciałbym deprecjonować sukcesu Francji w tej rozgrywce.
Akurat pod tym względem Napoleon był bezwzględny. Np w 1808 hiszpański korpus posiłkowy strzegł Danii.
Kiedy drzewa padają, i pni wycieka żywica jak krew - Janusz Reichel - Czorsztyn '91 https://www.youtube.com/watch?v=7cdP1fm4VjM
Awatar użytkownika
Raleen
Colonel Général
Posty: 36557
Rejestracja: czwartek, 22 grudnia 2005, 14:40
Lokalizacja: Warszawa
Has thanked: 240 times
Been thanked: 152 times
Kontakt:

Re: The Napoleonic Wars (GMT)

Post autor: Raleen » wtorek, 8 stycznia 2019, 20:52

Trampon, tak też w trakcie ostatniej rozgrywki Wam mówiłem. Nie pamiętałem jedynie zasady o tych 50%, ale ja nigdy takich metod nie stosowałem, żeby wódz kierował armią składającą się w większości z proxów, bo to na ogół mało efektywne. Pamiętam to co jest naprawdę potrzebne :).
Panie, weźcie kości w rękę i wyobraźcie sobie, że gracie z królem Kastylii, i rzucając je na stół zdajecie wszystko na los bitwy. Jeśli dopisze wam szczęście, zrobicie najlepszy rzut, jaki kiedykolwiek uczynił król na ziemi; a jeśli rzut wam się nie powiedzie, inaczej nie odejdziecie z gry, jak z honorem.

Gil de Osem do króla Portugalii Jana I Dobrego przed bitwą pod Aljubarrotą (14.VIII.1385)
ODPOWIEDZ

Wróć do „XIX wiek”