Strategie

Forum historyczno-wargamingowe
Teraz jest piątek, 22 września 2017, 10:18

Strefa czasowa: UTC + 1 [ DST ]




Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 95 ]  Przejdź na stronę 1, 2, 3, 4, 5 ... 7  Następna strona
Autor Wiadomość
 Tytuł: Anegdoty i powiedzonka historyczne
PostNapisane: czwartek, 11 maja 2006, 16:37 
Colonel Général
Avatar użytkownika

Dołączył(a): czwartek, 22 grudnia 2005, 15:40
Posty: 32499
Lokalizacja: Warszawa
Coś się przewija ten temat w dyskusjach, więc proponuję wydzielic osobny topik :) .

ŚREDNIOWIECZE

Szwajcaria 1225

Guillame d'Ecublens, biskup Lozanny, przegnał węgorze nawiedzające jezioro Leman w jeden jego kraniec i zakazał im stamtąd wychodzić.
W Croire, w Gryzonii, trybunał prowincji wezwał do stawienia się przed sądem larwy chrabąszczy, które zaatakowały korzenie drzew. Potraktowano je jak stworzenia boże i skazano na wygnanie. Miały zamieszkać w dziewiczym lesie i pod żadnym pozorem nie wolno im było opuszczać tego miejsca. Obawiano się bowiem, że znowu zaczną niszczyć uprawy. Oba te wyroki zostały wydane zgodnie z następującym tekstem:
Wszystkie stworzenia podlegają Bogu, autorowi prawa kanonicznego. Zwierzęta zatem również podlegają zarządzeniom tego prawa. Wszystko co żyje, zostało stworzone dla człowieka, więc tolerowanie zwierząt, które chcą niszczyć jego dzieło, byłoby nieznajomością Ducha Stwórcy. Religia pozwala więc zakładać pułapki na ptaki i zwierzęta, które niszczą owoce ziemi, według słów świętego Marka Ewangelisty: "Niech drzewo, które nie wydaje już owoców, zostanie ścięte i wrzucone do ognia."

Rzym 1235

Papież Grzegorz IX w bulli, którą poświęcił potępieniu herezji, oskarżył katarów o zbrodnię wyhodowania czarnych kotów.

Potrawy, których spożywanie dozwolone jest przez Kościół w okresie Wielkiego Postu, ponieważ nie są one mięsne lecz rybne.

W dowolnych ilościach mogą być spożywane ryby, mięso nowonarodzonych królików lub nawet ich płody pozyskiwane ze zwierząt pozostających na terenach zamkniętych, których z rozkazu króla Jana Dobrego nie można powiększać ani zakładać, by nie niszczyć zbiorów. W ciężarne samice można się zaopatrzyć w klasztorach, gdyż zakonnicy łapią je robiąc zapasy na okres postu. Od roku 1287 biskup Mende, Guillaume Durand, dozwala również na spożywanie w postne dni zajęczych ogonków, które sprzedają mnisi zakonu kartuzów z Villeneuve-en-Avignon. Siekają je, solą, suszą i przyrządzają z nich kiełbaski, podobne do tych, jakie robi się z mięsa wieprzowego.

Sobór w Konstancji (Kronika husycka Wawrzyńca z Brezowe)

Tegoż roku w dzień Wszystkich Świętych rozpoczął się sobór, czyli obrady duchownych zebranych w cesarskim mieście Konstancji dla zaprowadzenia jedności i pokoju w kościele. Wówczas bowiem kościół podzielony był na kilka odłamów. Część podlegała (władzy) i uznawała papieża Jana XXIII, nazywającego się Baltassare de Cossa, przebywającego w kuri rzymskiej. Druga część poddała się i związała z Angelo de Corario, tj. Grzegorzem XII, trzecia część z Benedyktem XIII, nazywającym się Petrus de Luna. Każdy z nich utrzymywał, że jest niezależnym, najwyższym rzymskim biskupem. Z powodu tego (rozłamu) w kościele cierpiała bardzo pobożność wiernych. W celu zniesienia tego rozłamu papież Jan XXIII wezwał obecny sobór do zebrania się w mieście Konstancji, idąc w tym za życzeniem najjaśniejszego pana Zygmunta (Luksemburczyka), króla węgierskiego, który pragnął, by sobór zwołano do wymienionego miasta i (żeby tam) się odbył.
Na soborze tym spośród duchowieństwa obecny był sam papież Jan XXIII, prócz tego 3 patriarchów, 23 kardynałów, 27 arcybiskupów, 106 biskupów, 33 biskupów tytularnych z klasztorów, 103 opatów, 18 sędziów dworu papieskiego, wszyscy oni byli doktorami. (Dalej) 18 szambelanów i komorników papieskich, 343 doktorów teologii i prawa oraz magistrów, oprócz uczonych słuchaczy prawa; 27 pisarzy układających odpusty papieskie, 24 pisarzy wypisujących odpusty, 142 pisarzy przepisujących bulle, 83 prokuratorów papieskich i kardynalskich, 24 odźwiernych, 28 woźnych sądów duchownych. Ponadto było 28 królów i książąt świeckich, 78 hrabiów, 676 (ludzi) szlachetnie urodzonych, szlachty i rycerstwa, 48 złotników ze służbą, 350 przekupniów ze swymi pachołkami, 170 krawców z czeladnikami, 86 szewców z czeladnikami, 89 kowali z pachołkami, 160 piekarzy z pachołkami, 220 rzemieślników wyrabiających nakrycia głowy, 45 oberżystów ze służbą, 336 balwierzy, 516 trębaczy, muzykantów, piszczków, kuglarzy i 718 prostytutek...

_________________
Panie, weźcie kości w rękę i wyobraźcie sobie, że gracie z królem Kastylii, i rzucając je na stół zdajecie wszystko na los bitwy. Jeśli dopisze wam szczęście, zrobicie najlepszy rzut, jaki kiedykolwiek uczynił król na ziemi; a jeśli rzut wam się nie powiedzie, inaczej nie odejdziecie z gry, jak z honorem.

Gil de Osem do króla Portugalii Jana I Dobrego przed bitwą pod Aljubarrotą (14.VIII.1385)


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł:
PostNapisane: czwartek, 11 maja 2006, 16:51 
Colonel Général
Avatar użytkownika

Dołączył(a): czwartek, 22 grudnia 2005, 15:40
Posty: 32499
Lokalizacja: Warszawa
A teraz, oddzielnie, moja ulubiona:

Diabeł miał dziewięć córek, które powydawał za mąż:
symonię za księży świeckich
obłudę za mnichów
grabież za rycerzy
świętokradztwo za chłopów
symulację za pachołków
oszustwo za kupców
lichwę za mieszczan
pychę światową za matrony
i lubieżność, której nie chciał wydać za mąż, ale którą wszystkim podsuwa jako wspólną kochankę.

I coś ze starożytności...

249 p.n.e. - Bitwa pod Drepanum (I wojna punicka)
Blokująca Lilibeum flota rzymska konsula Publiusza Klaudiusza Pulchera zdecydowała się zaskoczyć w Drepanum siły morskie Kartaginy, dowodzone przez Adherbala. Konsul dysponował siłami 120-200 okrętów, Adherbal posiadał zaś około 120 okrętów.
Przed bitwą Klaudiusz, pragnąc zbadać jej auspicja, wypuścił na pokład kurczęta wróżebne, których apetyt uważano za pomyślny omen. Kiedy jednak ptaki nie chciały dziobać nasypanego im ziarna, kazał wyrzucić je za burtę, mówiąc: "Nie chcą jeść, to niech się napiją".
Rzymianie przegrali bitwę, tracąc 93 okręty zdobyte przez wroga :!: i 20 000 marynarzy i żołnierzy, którzy dostali się do niewoli, a nadto nieznaczną liczbę zatopionych okrętów i 8000 zabitych. Kartagińczycy nie stracili żadnego okrętu...

Za R. Ernest Dupuy, Trevor N. Dupuy, Historia wojskowości starożytność-średniowiecze - zarys encyklopedyczny, Warszawa 1999.

_________________
Panie, weźcie kości w rękę i wyobraźcie sobie, że gracie z królem Kastylii, i rzucając je na stół zdajecie wszystko na los bitwy. Jeśli dopisze wam szczęście, zrobicie najlepszy rzut, jaki kiedykolwiek uczynił król na ziemi; a jeśli rzut wam się nie powiedzie, inaczej nie odejdziecie z gry, jak z honorem.

Gil de Osem do króla Portugalii Jana I Dobrego przed bitwą pod Aljubarrotą (14.VIII.1385)


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł:
PostNapisane: czwartek, 11 maja 2006, 17:15 
Legatus Legionis
Avatar użytkownika

Dołączył(a): czwartek, 22 grudnia 2005, 16:55
Posty: 2202
Lokalizacja: Stadt Thorn/Festung Posen
Odpowiedź Marii Theresy na pruskie żądania oddania Śląska:
"Raczej Turcy pod Wiedniem, Niderlandy dla Francji, wszelkie koneksje dla Bawarii i Saksonii, niż zrzeczenie się Śląska"
Zawsze lubiłem ten tekst :)

Chyba którys z przeciwników Cezara miał juz kapitulować, ale pod warunkiem, że nie zakują go w żelazne kajdany. I rzeczywiście, zakuli go w srebrne...


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł:
PostNapisane: czwartek, 11 maja 2006, 17:24 
Sous-lieutenant
Avatar użytkownika

Dołączył(a): czwartek, 22 grudnia 2005, 18:46
Posty: 373
Lokalizacja: Przasnysz
Mahomet Prorok rzekł kiedyś:
-Kiedy ktoś z was kichnie, towarzysz powinien mu powiedzieć: Niech Cię Allah błogosławi, lecz jeśli ktoś kichnie więcej niż trzy razy, to znaczy, że ma katar, a wtedy już mu się nie życzy.

Bolesław III Krzywousty wysłał w 1109 r. wojewodę Jana z Góry z poselstwem do króla Niemiec, Henryka V, późniejszego cesarza. Król, chcąc nastraszyć posła wielką potęgą Niemiec, aby móc zażądać od Polaków hołdu, pokazał mu swój skarbiec, mówiąc:
-Tym pokonamy Polaków.
Usłyszawszy to, poseł zdjął z palca swój własny pierścień i rzucając go do skrzyni pełnej klejnotów rzekł:
-Pójdź, złoto do złota, My Polacy wolimy żelazo.
Osłupiały odpowiedzią Henryk powiedział tylko:
-Hab Dank.

Na marginesie księgi z XV w. znaleziono notatkę: Włoskie nabożeństwo, weneckie ubóstwo, niemiecki post, czeska religia, wiara węgierska, pokora rakuska, skromność bawarska, prostota szwabska, prawda śląska, rada ruska, przysięga pruska, polski most, jedzenie brandenburskie, piwo erfurckie, piękność Murzynki - niewiele warte''

Kiedy król francuski, Ludwik XI, w 1471 r. zapragnął pożyczyć do przeczytania z wydziału medycznego akademii paryskiej jakieś dzieło przeciętnej wartości, musiał dać w zastaw wiele srebrnych przedniotów i jednego szlachcica.

Mikołaj Rej, przyjechawszy do Łęk, wsi w krakowskiem, spytał na drodze chłopa:
-Kto tę wieś trzyma?
-Ziemia i płoty.
-Kto tu panem?
-Ten, co ma najwięcej pieniędzy.
-A kto tu starszym?
-Jest babula, co jej przeszło sto lat.
-A kto tu najwyższy?
-Lipa przed kościołem, co ją jegomość widzi.
-Daleko południe?
-Nie szło tędy, miłościwy panie, nie wiem, jak daleko może być.
-Widzi mi się, chłopie, weźmiesz w gębę.
-Wolę w rękę, jako człowiek...

Pewien magnat, chcąc zostać kanclerzem, rzekł do króla Zygmunta I Starego, pragnąc go wybadać:
-Ludzie plotą, że mam zostać kanclerzem.
A król na to:
-Nie turbuj się, waszmość, czego to ludzie nie plotą.

,,Jeśli dasz mi sześć linijek, napisanych przez najbardziej uczciwego człowieka, i tak znajdę w nich przyczynę do powieszenia go''
Armand Jean du Plessis kardynał de Richelieu.

W 1622 r. opuścił Rzeczypospolitą wielki poseł Krzysztof Zbaraski. Miał w Stambule uregulować sprawy pokoju między Rzeczpospolitą a Turcją po wojnie chocimskiej.
Od razu zaczęło się ciekawie. Na żądanie, by Zbaraski zdjął czapkę przed sułtanem podczas audiencji powitalnej, pan Krzysztof odpowiedział:
-Chyba tylko razem z głową!

Pewnego razu w towarzystwie zapytano znanego angielskiego poetę Miltona:
-Czy wie pan, dlaczego król może się koronować w czternastym, a ożenić dopiero w osiemnastym roku życia?
-Oczywiście-odpowiedział poeta; to dlatego, że łatwiej jest rządzić krajem niż kobietą.

Ludwik XIV pokazał kiedyś Boileau kilka swoich wierszy, prosząc o ocenę.
-Wasza Królewska Mość-odparł zapytany poeta-nie zna rzeczy niemożliwych. Wasza Królewska Mość chciała napisać potworne bzdury, i udało się to Jej znakomicie.

Nie ufaj kobiecie z przodu, mułowi z tyłu, a kapłanowi ze wszystkich stron.
Omar ibn Ali Saad

Za panowania Karola Wielkiego wprowadzono karę za naruszenie porządku publicznego, polegającą na przeniesieniu psa na plecach z jednej frankońskiej prowincji do drugiej. Karę taką odbywali przedstawiciele arystokracji. Rycerzowi do noszenia przypadał kot.

Nie słuchajcie tych, którzy mówią: głos ludu to głos Boga.
Alkuin

Hamedi Kermanni był błaznem władcy mongolskiego, Timura.
-Jak wysoko mnie oceniasz? spytał raz błazna Timur podczas kąpieli.
-Na 30 srebrnych monet.
-Ale tyle to jest warte płótno, którym się teraz wycieram, odparł władca.
-Płótno już wliczyłem.

Cesarz Zygmunt Luksemburski podczas przemowy na soborze w Konstancji popełnił błąd gramatyczny, pewien prałat zwrócił mu uwagę. Cesarz mruknął:
Jestem cesarzem rzymskim, a zatem stoję ponad gramatyką!

Ludwikowi XI przypadła do gustu Małgorzata de Assenage. Dwa lata trzymał ją przy dworze, i miał z nią dwóch synów.
Pewnego razu Małgorzata zwróciła się do astrologa, by jej przepowiedział przyszłość. Ten spojrzał na nią i odrzekł, że wkrótce umrze. I rzeczywiście, wskutek jakiejś tajemniczej choroby Małgorzata wkrótce umarła.
Król, podejrzewając zbrodnię, wezwał astrologa, i tonem nie wróżącym nic dobrego, zapytał:
Ty, który wszystko przewidujesz, czy wiesz, kiedy umrzesz?
Tak, Panie - odparł chytrze astrolog - w gwiazdach powiedziano: trzy dni przed Waszym Majestatem.


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł:
PostNapisane: czwartek, 11 maja 2006, 17:27 
Sous-lieutenant
Avatar użytkownika

Dołączył(a): czwartek, 22 grudnia 2005, 18:46
Posty: 373
Lokalizacja: Przasnysz
Jednego z biskupów krakowskich znaleziono pod łóżkiem ladacznicy. Na szczęście działo się to w średniowieczu, więc nikt nie wątpił, że to diabeł przybrał postać niewinnego pasterza, aby go zohydzić w oczach wiernych...

Zawisza z Kurozwęk, także biskup krakowski, wizytując majątki biskupie, w pewnej wsi zauważył bardzo łądną dziwczynę, córkę chłopa. Wpadła ona biskupowi w oko, ale mimo nalegań, oparła się zalotom biskupa. Wieczorem dziewczyna wdrapała się na stóg siana, co zauważył biskup. z drugiej strony na stóg wdrapał się jednak ojciec dziewczyny, pilnujący jej wianka, ojca biskup nie zauważył. W nocy, Zawisza podstawił drabinę, i zaczął się po niej wspinać. Gdy był już u szczytu, ojciec dziewczyny kopnął drabinę, przez co biskup spadł i kark skręcił.

Gdy kiedyś Jagiełło pouczał o zmartwychwstaniu ciał, jeden z przysłuchujących się Żmudzinów odezwał się:
-Jużci, ja wierzę, że zmartwychwstaniemu, miłościwy królu, ale obaczysz, że nic z tego nie będzie.

Gdy Zygmunt August postanowił się ożenić po raz trzeci, tym razem z Katarzyną, córką Ferdynanda Habsburga, jako posła wysłał do Wiednia Mikołaja Radziwiłła Czarnego, wojewodę wileńskiego, aby ten poślubił per procura ( w zastępstwie) wybrankę króla.
Finał tego zdarzenia opisano nastepująco:
,,Po tańcach szli do łożnic, tam Ferdynand kazał się się posłowi położyć, po czym rozkazał córce, aby się przy Radziwille położyła. Ta jednak zawstydziwszy się, położyć się nie chciała. Zatem ojciec, wziąwszy ją w poły od głowy, rzekł do syna:
-,,Maksymilianie, pomóż mi'',
a Maksymilian za drugą połowę od nóg wziąwszy, połozyli przyszłą królową podle posła. Zaraz potem królowa się porwała i wstała nie bez pomocy z łoża, a pan wojewoda także.''

Pewien szlachcic, wszedłszy do katedry, natrafił na wielką uroczystośc. kiedy mu wyjaśniono, że właśnie biskup wyświęca nowych księży, powiedział:
-Rozumiem, na naszą to pszenicę wróble.

W ziemi radomskiej rozeszła się pogłoska o grożącym najeździe tatarskim. Zebrana szlachta naradzała się, gdzie zabezpieczyć rodziny. Powszechnie panowała opinia, że najbezpieczniejszym miejscem bedzie klasztor w Sieciechowie. Na zebraniu tym znajdował się niejaki Siemieński, którego żona słynęla z urody. Zapytany przez sąsiadów, czy też wywiezie małżonkę do klasztoru, odpowiedział:
-A wie go diabeł, komu by się pierwej bronić: czy Tatarom od muru, czy mnichom od żony.


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł:
PostNapisane: czwartek, 11 maja 2006, 17:28 
Sous-lieutenant
Avatar użytkownika

Dołączył(a): czwartek, 22 grudnia 2005, 18:46
Posty: 373
Lokalizacja: Przasnysz
Jan Chryzostom Pasek, goszcząc się w gospodzie pod Wilnem, wdał się w słowną, i nie tylko, potyczkę z Litwinami. Sprawę jakoś uspokojono, imć Pasek pozostawił po niej ślad w swoich zapiskach.
,,Za coś mię, taki synu, Kukuć, napastował?
Wszakżem boćwiny w Wilnie nic nie zakosztował.
Bo to świńska potrawa, jeść się jej nie godzi.
Widzę, Litwin a świnia, w jednej sforze chodzi.''

Kukuć-pogardliwe określenie, odnoszące się raczej do Żmudzinów, ze względu na ich język, przypominający kukanie.
Boćwina-potrawa litewska, przyrządzana z zakiszonych ogonków liści czerwonego buraka.

I trochę przysłów(?, nie wiem, jak to określić), odnoszących się do nazwisk szlachty litewskiej.

,,Szukszta, Pukszta, Łopatta, Puciata - zebrali się kpy z całego świata'';
,,Żaba Cielicę zabiła, Szukszta i Pukszta sprawę sądziła''


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł:
PostNapisane: czwartek, 11 maja 2006, 17:31 
Sous-lieutenant
Avatar użytkownika

Dołączył(a): czwartek, 22 grudnia 2005, 18:46
Posty: 373
Lokalizacja: Przasnysz
Co nieco o szlachcie mazowieckiej i jej bogactwie :) Z której to szlachty imć Simba się nie wywodzi... :wink:

Choć łata na łacie,
kłaniam, panie bracie.

Z kordem - a boso, nago - a w rękawicach.

Jak pies usiądzie na fortunie Mazura, to ogon trzyma za granicą.

We wsi Radwanowice pełno było szlachty chodaczkowej, mającej wielkie pretensje. Pewna szlachcianka posłała do drugiej swą służkę z prośbą o pożyczenie worka. Sąsiadka odparła:
-Kłaniaj się swej imości i przeproś, że worka pożyczyć nie mogę, bo w jeden worek wdział się starszy panicz i pognał świnie na paszę, pod drugim śpi młodszy panicz, a więcej worków nie mamy.

Opowiadał imć pan Ponikiewski, szlachcic starodawny z ziemii nurskiej, parafii goworowskiej, o jednym skąpcu, który nie lubił gości u siebie przyjmować, że to zwykle szlachcic do szlachcica, choć nieznajomy, na popas w podrózy jako w dym zajeżdża. Owóż ten skąpiec, którego dworek jak na złość leżał niedaleko gościńca, wypatrywał bacznie, czy kto z nie skręca z drogi ku niemu, a gdy to dostrzegł, chował się wtedy gdziekolwiek, każąc, by powiadała czeladź, iż pana nie ma w domu.
Razu pewnego zajechało dwóch szlachty z jakimś do tego skąpca interesem, a spostrzegli z daleka, iż był o na gumnach i w nagłej potrzebie, nie mając się gdzie ukryć, wlazł pod wasąg, który leżał dnem do góry na pod stajnią. Gdy chłopiec stajenny oznajmił przybyłym, że pana nie ma w domu, szlachta powiadają:
-Nic nie szkodzi, zaczekamy tu, aż powróci, a tymczasem, że mamy ze sobą pistolety, zabawimy się strzelając do celu, który węglem naznaczymy na tym wasągu.
Wasąg, usłyszawszy o swym przeznaczeniu, począl się ruszać i podnosić bokiem, spod którego wylazł gospodarz, mówiąc, że chciał jeno zażartować z ichmościów, aby mieli potem niespodziankę, gdy go obaczą...


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł:
PostNapisane: czwartek, 11 maja 2006, 17:32 
Sous-lieutenant
Avatar użytkownika

Dołączył(a): czwartek, 22 grudnia 2005, 18:46
Posty: 373
Lokalizacja: Przasnysz
Zgodnie ze zwyczajem, że król co dwa lata spędzał pół roku na Litwie, Władysław IV, jako zapalony myśliwy, chętnie się trzymał tej tradycji. Ostatnie dni spędzał w Wilnie, a w chwili wyjazdu żegnał go biskup uroczyście, odprawiając nabożeństwo w intencji szczęśliwej podróży do Warszawy.
Zdarzyło się pewnego razu, że w dzień odjazdu królewskiego, jeden z dygnitarzy litewskich urządził huczne przyjęcie, tak, że się wszyscy co znakomitsi Litwini upili prawie do nieprzytomności. Zajeżdża więc król karetą przed katedrę, wchodzi do środka, a tam już czeka biskup wileński, w otoczeniu kleru, ,,samą tylko infułę mając trzeźwą''. Na widok króla, którego jednak rozpoznał, rozpoczął orację, lecz język mu się całkiem poplątał. ,,Po benedykcji - zapisuje wyjątkowo trzeźwy świadek - sam biskup Te Deum zaczął. Krząkaniem i perswazją przerwać chcieliśmy, lecz przemógł głos duchowieństwa winem pokrzepionego. Król, nie czekając końca z kaplicy wyszedł, idąc przez kościół powiedział:
-Litwa cieszy i winszuje sobie odjazdu mego, śpiewając Te Deum''.

Te Deum Laudamus - hymn kościelny, jest pieśnią radosną, dziękczynną, śpiewaną z racji jakiejś szczęśliwej okoliczności. Nic dziwnego, że król miał kwaśną minę...


Szlachcic podróżny, bardzo otyły, spieszył się, by przed wieczorem przybyć do miasta, bo bramy na noc zamykano. Blisko celu zapytał napotkanego chłopa:
-Ej, chłopie, czy przejadę ja przez bramę?
Chłop, przyjżawszy się postaci szlachcica, pomyślawszy chwilę, odpowida:
-Ja z furą siana przejechałem, to myślę, że waszmość pan także się zmieści.

Skoro mowa o otyłości, to wspomnieć należy o podskarbim litewskim Mikołaju Tryznie, z którego król Władysław żartował, że trzeba dlań obstalować specjalne krzesło w senacie. Był to brzuchacz tak wielki, że nawet na tle ówczesnych dość pokaźnej tuszy senatorów wyglądał jak monstrum. Jeżeli normalny człowiek zużywał na kontusz 5-6 łokci sukna, to dla Tryzny krawiec szył z z 17 łokci...

W czasie jednego z sejmów, na balkonie zasiadła pewnego razu królewna ze swym fraucymerem, przysłuchując się obradom. Wtedy to, jak opowiada naoczny świadek ,,panna jedna z fraucymeru, senatorskiego domu, nieostrożnie na ganku stojąc, deszczka się pod nią przechyliła, za którą ona wpadła, na wszystkich swych ubiorach i narządkach zawiesiwszy się, tak wisiała, jak się urodziła. Panny, co z nią na ganku stały, zamiast ją do siebie wciągnąć i jakkolwiek ratować, pouciekały, a to niebożątko wisiało, aż któryś dobry pachołek wyciągnąwszy ją do izby senatorskiej, okrył ją suknią swoją, i twarz jej zakrywszy, odprowadził do pokoju''.
A że ówczesne panny bielizny nie nosiły, to się posłowie... :wink:


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Anegdoty 2
PostNapisane: piątek, 19 maja 2006, 12:31 
Sous-lieutenant
Avatar użytkownika

Dołączył(a): czwartek, 22 grudnia 2005, 18:46
Posty: 373
Lokalizacja: Przasnysz
Biskup I. Krasicki przechadzając się po Łazienkach zauważył, że marmurowy posąg Wenery jest pęknięty w pewnym miejscu. Chwilę się przyglądał, potem odszedł. Zauważył to ktoś, kto napisał na karteczce:
,,Zadziwiło to biskupa,
że Wenerze pękła d.pa'';
po czym włożył karteczkę w szczelinę i ukrył się czekając na reakcję biskupa. Ten wracając, zauważył karteczkę, przeczytał, i dopisał:
,,Już się znalazł jakiś chłystek,
zamiast ch.ja wsadził świstek''.

Gdy pod Rouen zakończono roboty nad pogłębieniem koryta Sekwany, Napoleon I przybył osobiście, aby zlustrować wyniki. Wsiadł do łódki w towarzystwie młodego inżyniera, mającego wygląd marzycielski i roztargniony. Ludzi takich lubił Napoleon zaskakiwać i mieszać niespodziewanymi pytaniami.
-Jaka jest szerokość rzeki w tym miejscu? zapytał, gdy znaleźli się na środku Sekwany.
Inżynier podał jakąś liczbę.
-A głębokość? padło kolejne pytanie.
Kolejna odpowiedz.
-A ile ptaków przeprawia się w tej chwili przez Sekwanę? zapytał nagle cesarz paterząć drwiąco na inżyniera.
-Jeden tylko, Najjaśniejszy Panie, ale za to orzeł! odparł inzynier nisko pochyliwszy głowę.
Otrzymał potem inżynier Legię Honorową za znakomite prowadzenie robót.

Po podpisaniu pokoju w Schonbrunn w 1809 r. odbyła się uroczysta parada i przegląd wojsk. Polski pułk skompromitował się wtedy brakiem dyscypliny, a Napoleon doprowadzony do szewskiej pasji wykrzyknął do generałów:
-Ci ludzie umieją się tylko bić!!!

O koronacji Aleksandra I na cara zakomunikował Talleyrand Napoleonowi w sposób następujący:
-Car szedł na koronację, przed nim kroczyli mordercy jego dziadka, po bokach szli mordercy jego ojca, a za nim podążali jego właśni mordercy...

Propaganda jest odwrotnością artylerii, im lżejsza, tym dalej niesie.
Charles M. de Talleyrand.

Tam, gdzie palą książki, niebawem także ludzi palić bedą.
Heinrich Heine.

Któregoś dnia, już po kongresie wiedeńskim i po ostatecznym upadku Napoleona, w dzień imienin Aleksandra I, w bogato iluminowanej Warszawie, było wiele transparentów. Alojzy Ziółkowski wystawił w swoim mieszkaniu transparent z napisem: N-A-P-O-L-E-O-N. Kiedy doniesiono o tym wielkiemu księciu Konstantemu, kazał zawołać artystę i z wielkim gniewem oświadczył mu, że jego koncepty przebrały miarę, kiedy nawet pozwala sobie robić żarty z cesarza
-Co ja jestem winien-powiedział Ziółkowski-że wasza Książęca Mość i jego policja nie umieją czytać, nie ma tam nic złego. Na moim transparencie są początkowe litery wyrazów: ,,Najjaśniejszy Pan Aleksander, Odkupiciel Ludów Europy, Ojciec Nasz''.

Polska nie zginie brakami obywatelstwa i cnoty, nie zginie brakami męstwa i środków materialnych, ale zginie terroryzmem nierozumu.
Maurycy Mochnacki.


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł:
PostNapisane: piątek, 19 maja 2006, 12:38 
Général de Brigade
Avatar użytkownika

Dołączył(a): czwartek, 22 grudnia 2005, 15:42
Posty: 2042
Lokalizacja: Dublin
Jesienią 1811 pułk 5 strzelców konnych dostał rozkaz udania się do Warszawy by pełnić tam rolę gwardii dla króla saskiego, a zarazem księcia warszawskiego, który przybywał na sejm. W czasie zmiany warty oficer przekazywał czarną laskę z białą gałką (oznaka służby w pałacu) swojemu zmiennikowi i cichym głosem zadania służby. Słowa te z zwykle brzmiały tak:
"Nie pij białego wina, tylko czerwone, bo lepsze, bierz dużo na talerze, abyś wszystkiego nie zjadał, służba dworska to lubi, kieliszek pełny, jak będziesz wstawał od stołu, zostawiaj, a wtedy z ochotą liberia służyć ci będzie".

_________________
Everyone sees that even a beautiful full moon starts to change its shape becoming smaller as the time passes. Even in our human lives things are as it is.
Takeda Harunobu


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł:
PostNapisane: piątek, 19 maja 2006, 12:38 
Sous-lieutenant
Avatar użytkownika

Dołączył(a): czwartek, 22 grudnia 2005, 18:46
Posty: 373
Lokalizacja: Przasnysz
Ulice Krakowa nie miały dawniej szczęścia do ludzi, którzy winni się nimi opiekować. W połowie XIX w. niedbalstwo zarządu miejskiego doszło do tego stopnia, że nawet po Śródmieściu trudno się było poruszać z powodu okropnego błota. W tej sytuacji ogromne zaciekawienie i wesołość wywołało oryginalne ogłoszenie, które ukazało się się 20.II.1851 r na łamach dziennika ,,Czas'':
,,Na ulicy Franciszkańskiej zaginęło w błocie dziecię lat trzy. Stroskany ojciec uprasza szanownego znalazcę o powrócenie dziecięcia za sowitą nagrodą''.

Gdy 20 lat po abdykacji, byłego cesarza Ferdynanda I, ( trochę szwankującego na rozumie), odwiedził go w Pradze wysoki dostojnik, cesarz zapytał:
-Jak stoją nasze sprawy we Włoszech?
-Ależ Sire, przecież straciliśmy Włochy.
-A nasze sprawy w Niemczech?
-Sire, Niemcy też straciliśmy.
-No, to doprawdy nie wiem, po co zrzekłem się tronu. Jeśli szło tylko o tracenie jednej prowincji za drugą, to mogłem to robić równie dobrze ja, a nie mój bratanek.

Jedyną sprawiedliwością jest prawo odwetu.
Aleksander Dumas, ojciec.

Hrabia Wojciech Dzieduszycki zdobył wielki rozgłos i sławę jako niezrównany kawalarz, i bohater wielu anegdot. Ofiara jego figlów padali także najwyżsi dygnitarze. Na bankiecie ku czci wieloletniego przewodniczącego parlamentu, Franciszka Smolki, Dzieduszycki, wznosząc toast za zdrowie jubilata, zwrócił się do niego z nastepującymi słowami:
-Starożytni Grecy wierzyli, że gdy nowonarodzonego chłopca muza ucałuje w czoło, to wyrośnie z niego mędrzec, jeżeli w usta, to znakomity mówca, a w rękę, to doskonały rzeźbiarz. A gdzież Ciebie, dostojny Jubilacie, musiała ucałować muza, skoro od tylu lat zasiadasz na fotelu przewodniczącego?

Wielu ludzi nie wierzy w Boga, ale wierzy w diabła.
Fiodor Dostojewski.

Jerzy I, król grecki, Edward VII, jeszcze jako Książę Walii, i Aleksander III, car Rosji, w ubraniach cywilnych przechadzali się po jakimś parku w Kopenhadze, ponieważ wszyscy byli krewnymi króla Danii, i akurat bawili u niego w gościnie. Zbliżył się do nich pewien jegomość i poprosił, aby wskazali mu jak się wydostać z tego parku. Trzech panów odprowadziło jegomościa, zabawiając go cały czas rozmową.
Przy bramie parku ów jegomość rzekł:
-Podobają mi się panowie, może się poznamy, czy mogę znać wasze nazwiska?
-Bardzo chętnie-odpowiedział król Grecji-ja jestem królem Grecji, ten pan to Książę Walii, a tamten wysoki to cesarz Rosji.
-Ach tak-odparł jegomość-no to ja jestem Jezus Chrystus.


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Anegdoty 3
PostNapisane: piątek, 19 maja 2006, 12:55 
Sous-lieutenant
Avatar użytkownika

Dołączył(a): czwartek, 22 grudnia 2005, 18:46
Posty: 373
Lokalizacja: Przasnysz
Z serii ,,Radio Erewań''...
W ZSRR nagła wiadomość: w Leningradzie, na Newskim Prospekcie sprzedają świnie. Radio Erewań komentuje wiadomość: w zasadzie to prawda, ale:
- nie w Leningradzie, tylko w Moskwie;
- nie na Newskim Prospekcie, tylko na Placu Czerwonym;
- nie sprzedają, tylko rozdają;
- nie całe, tylko jedną nogę;
Jak komuś noga mało, to jeszcze może dostać po ryju... :twisted:

Znów wiadomość: w Leningradzie rozdają samochody!!! Radio Erewań komentuje: tak, w zasadzie to prawda, ale:
- nie w Leningradzie, tylko w Moskwie;
- nie samochody, tylko rowery;
- nie rozdają, tylko kradną;
No i ciąg dalszy: Jednemu obywatelowi ukradziono rower, wpada do komisariatu milicji, zgłaszając kradzież. Milicjant przyjmujący zgłoszenie siedzi za biurkiem, za którym na ścianie wisi wielki obraz, przedstawiający Lenina, przemawiającego do tłumu, (Lenin zerwał czapkę z głowy, i trzyma ją w wysoko uniesionej ręce).
Milicjant wskazuje na obraz, i mówi:
Obywatelu, czego nas uczy Lenin?
No Lenin nas uczy komunizmu.
Dobrze, a czego jeszcze?
No Lenin nas uczy... uczy... jak strzec zdobyczy rewolucji.
Dobrze, dobrze, a czego jeszcze?
No Lenin nas uczy... uczy... uczy...
No pomyślcie obywatelu, pomyślcie.
No uczy nas, nas uczy...
A patrzycie obywatelu na obraz?
Tak, patrzę.
I co widzicie, obywatelu?
No Lenin do mas przemawia...
I co jeszcze widzicie?
No Lenin...
A co on trzyma w ręku?
Czapkę trzyma, obywatelu milicjancie.
A wysoko tę rękę trzyma?
Tak, wysoko.
No, to Lenin czapkę ma tak wysoko, żeby mu nie ukradli, a wy rower na Placu Czerwonym zostawiacie??? :twisted:


Rok 1941, jakieś spotkanie na Kremlu. Wszyscy wznoszą toast, Stalin spogląda na szefa służby zdrowia RKKA, gen. Smirnowa, i ze zdziwieniem w głosie pyta:
Jak to? To was jeszcze nie rozstrzelali? Przecież podpisywałem rozkaz...
Smirnow pobladł, do końca siedział cicho.
Następne spotkanie, Stalin znów stwierdza:
Coś się ociągają, mieli już was rozstrzelać...
Powtarzało się tak przez cały okres wojny, można sobie wyobrażać, co czuł Smirnow.
Po zakończeniu wojny, na przyjęciu Stalin wznosi kieliszek, i spoglądając na Smirnowa mówi:
Wypijmy za to, że nawet w trudnych chwilach potrafiliśmy żartować...


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł:
PostNapisane: piątek, 19 maja 2006, 13:00 
Sous-lieutenant
Avatar użytkownika

Dołączył(a): czwartek, 22 grudnia 2005, 18:46
Posty: 373
Lokalizacja: Przasnysz
Dowcip z dwudziestolecia
W przedziale pociągu podróżują sobie: wytworna dama ze służącą, dwóch dystyngowanych starszych panów, i rotmistrz kawalerii. Toczy się luźna rozmowa, o wszystkim i o niczym. Po jakimś czasie rotmistrz grzecznie pyta się obecnych, czy nie będzie przeszkadzało, że zapali papierosa. Nikt nie protestuje, wobec czego rotmistrz wyciąga z kieszeni spodni srebrną papierośnicę, wyjmuje papierosa, po czym znów chowa papierośnicę do kieszeni spodni. Po jakims czasie dama poleca służacej, żeby przygotowała niewielki posiłek, jakieś kanapki, jajka na twardo, i.t.p. W pewnej chwili dama zwraca się do służącej:
-Niech Rózia nie kładzie jajek przy srebrze, bo ściemnieje.
Rotmistrz, przekładając papierośnicę do kieszeni na piersi:
-No widzi Pani, całe życie się człowiek uczy.


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł:
PostNapisane: piątek, 19 maja 2006, 13:01 
Sous-lieutenant
Avatar użytkownika

Dołączył(a): czwartek, 22 grudnia 2005, 17:40
Posty: 372
Lokalizacja: Słobity/Toruń
Andropow, gdy był szefem KGB twiedził:
-Gdy już zostanę I sekretarzem zlikwiduję te idiotyczne strefy czasowe; gdy dzwonię do Chin z gratulacjami słyszę "Towarzyszu to było wczoraj!"..., gdy dzwonię do Watykanu z kondolencjami po zamachu na papieża oni się pytają: "Jaki zamach?"


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł:
PostNapisane: piątek, 19 maja 2006, 13:03 
Sous-lieutenant
Avatar użytkownika

Dołączył(a): czwartek, 22 grudnia 2005, 18:46
Posty: 373
Lokalizacja: Przasnysz
W czasie wojny domowej w Hiszpanii, powstał wiersz, opisujący działanie lotnika ,,Legionu Condor'':

Mój brat był lotnikiem,
raz dostał kilka map.
Spakował się i poleciał,
tam dokąd kazał mu sztab.

Mój brat był zdobywcą
a nam Lebensraumu brak.
Odwieczny sen o podbojach
ziścić pragnął mój brat.

Tereny, które mój brat zdobył,
są kędy Guarrany zrąb.
Wzdłuż liczą metr osiemdziesiąt,
i półtora metra w głąb.


Góra
 Zobacz profil  
 
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 95 ]  Przejdź na stronę 1, 2, 3, 4, 5 ... 7  Następna strona

Strefa czasowa: UTC + 1 [ DST ]


Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 2 gości


Nie możesz rozpoczynać nowych wątków
Nie możesz odpowiadać w wątkach
Nie możesz edytować swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników

Szukaj:
Skocz do:  
Powered by phpBB © 2000, 2002, 2005, 2007 phpBB Group. Color scheme by ColorizeIt!
Przyjazne użytkownikom polskie wsparcie phpBB3 - phpBB3.PL


Informacja o ciasteczkach
Strona korzysta z plików cookie w celu realizacji świadczonych usług. Jeśli nie akceptujesz tego faktu prosimy o opuszczenie tej strony.