Strategie

Forum historyczno-wargamingowe
Teraz jest wtorek, 21 listopada 2017, 02:42

Strefa czasowa: UTC + 1 [ DST ]




Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 332 ]  Przejdź na stronę Poprzednia strona  1 ... 18, 19, 20, 21, 22, 23  Następna strona
Autor Wiadomość
 Tytuł: Re: Powstanie Warszawskie: Bez niedomówień
PostNapisane: piątek, 14 sierpnia 2015, 15:16 
Lieutenant General
Avatar użytkownika

Dołączył(a): poniedziałek, 14 czerwca 2010, 00:00
Posty: 4618
Lokalizacja: Wrocław
I jeszcze o tym jaki "cudowny" był ten komunistyczno - sowiecki reżim:
https://vimeo.com/20124884

Prawdziwa historia.

_________________
http://www.gmboardgames.com

http://wargamingconfederacy.org/


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Powstanie Warszawskie: Bez niedomówień
PostNapisane: piątek, 14 sierpnia 2015, 17:06 
General
Avatar użytkownika

Dołączył(a): wtorek, 25 kwietnia 2006, 08:30
Posty: 5335
Lokalizacja: Warszawa
Zanim sięgnę po sekator zaapeluję jako moderator o spokój i przeczytanie posta przed kliknięciem "wyślij". Mi pomaga. Proponuję też odłożyć na bok kwestię porównywania obecności w Polsce Niemców do 45 roku i Rosjan po 45 roku bo do niczego dobrego to nie doprowadzi a do przekonania dyskutanta już na pewno nie. Tylko rozjątrzymy się dochodząc do współczesnej polityki bo obecne poglądy polityczne bardzo mocno determinują pogląd na tę sytuację.

@Fromhold
Jeśli chodzi o Okulickiego, to Strategos ładnie rozpisał co i jak. O "Monterze" w roli agenta Sowietów nie słyszałem.


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Powstanie Warszawskie: Bez niedomówień
PostNapisane: sobota, 15 sierpnia 2015, 13:26 
Adjudant Commandant

Dołączył(a): czwartek, 14 maja 2015, 14:09
Posty: 1917
Dobra, sprawdziłem.
Nie chodziło o Montera tylko o Tatara. Okulicki oczywiście się zgadza.

_________________
"Jest to gra planszowa. Każdy gracz ma planszę i lutuje nią przeciwnika." - cytat za "7 krasnoludków - historia prawdziwa."


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Powstanie Warszawskie: Bez niedomówień
PostNapisane: sobota, 15 sierpnia 2015, 15:35 
Général de Division
Avatar użytkownika

Dołączył(a): poniedziałek, 1 marca 2010, 22:38
Posty: 3371
Lokalizacja: obóz warowny
RAJ napisał(a):
Dobra, sprawdziłem.
Nie chodziło o Montera tylko o Tatara. Okulicki oczywiście się zgadza.

Przeraża mnie w jak łatwy sposób sposób oblewa się ludzi pomyjami, stawiając najbardziej ohydne zarzuty, nie mając ku temu żadnych solidnych podstaw, o dowodach nie wspominając. Profes wspomniał o odniesieniu do współczesnych poglądów politycznych- oto mamy tu bezpośredni związek. Doszukiwanie się wszędzie agenturalnej przeszłości i opluwanie autorytetów należy do standardów w niektórych kręgach politycznych naszych czasów. Jako żywo przypomina mi to pewną sytuację z życia konspiracji warszawskiej- wyrok wykonany na S.Jasterze ps 'Hel'- bo były podejrzenia. Niedawno był o tym film na TVP Historia. Ostatnie ustalenia historyków i archiwistów optują za tym, że była to tragiczna pomyłka. https://www.youtube.com/watch?v=RCRNWCii9BM
Żeby zarzucać komukolwiek zdradę trzeba mieć niezbite dowody a nie podpierać się wpisami pseudobadaczy z sieci.
Jak chcemy zarzucać komuś zdradę na podstawie tego, że chcieli się bić, to trzeba by w ten sposób określić wszystkich komendantów okręgów AK na wschód od Wisły- bo wszyscy oni mieli jakieś, mniejsze lub większe, ale zawsze złe doświadczenia z sowietami, a mimo to podjęli działania w ramach Akcji'Burza' , a potem de facto ujawnili podległe oddziały co zakończyło się ich uwięzieniem/rozstrzelaniem/zsyłką. Przeciwnym 'Burzy' i w konsekwencji ujawnieniu struktur AK wobec sowietów był jedynie ppłk. Liniarski 'Mścisław' kmdt. Okręgu AK Białystok oraz ppłk J.P.Ślaski 'Prawdzic' z okręgu nowogródzkiego AK. Reszta po prostu paliła się do walki, bez względu na realia, stosunek sił, brak broni etc. W Warszawie w kręgach dołów organizacyjnych AK nikt nie zadawał sobie pytania czy powstanie wybuchnie tylko kiedy wybuchnie co było oczywistym szaleństwem tak jak atak na Wilno czy podjęcie marszu na odsiecz Warszawie przez zorganizowane i zmobilizowane oddziały AK. O duchu walki świadczy choćby tumult w szeregach 'starej braci' partyzanckiej przyzwyczajonej do bicia z zaskoczenia słabych liczebnie niemieckich oddziałów tyłowych i porządkowych jaki powstał na wieść o zaniechaniu przeprawy przez Pilicę w marszu na Warszawę.Liczyli że teraz będzie tak samo, przepłyną Pilicę, przełamią niemiecką obronę, a w otwartym terenie na płn od rzeki będą niewidoczni dla lotnictwa niemieckiego... Tumult został zażegnany wyłącznie dzięki interwencji oficerów niższego szczebla, cieszących się dużym autorytetem. O prawdziwych realiach 'normalnej' walki z frontowymi oddziałami mało kto zdawał sobie sprawę. Szokiem była np akcja przy próbie zdobycia dział niemieckich w Dziebałtowie k.Końskich, kiedy okazało się, że frontowa jednostka artylerii niemieckiej nie złożyła od razu broni lub nie uciekła w popłochu w koszulach w środku nocy, tylko stawiła zacięty opór, mimo początkowego zaskoczenia. Nota bene w tej akcji uczestniczył doborowy kombinowany oddział doświadczonych i dobrze uzbrojonych, w tym w broń maszynową akowców. Ewentualne zdobyte działa miały posłużyć do kolejnego planowanego szaleńczego czynu - ataku na Kielce, do czego na całe szczęście nie doszło.
Czy autor planu 'Operacji Ostra Brama' mjr.dypl. cc. M.Kalenkiewicz' Kotwicz' ( 'hubalczyk', człowiek inteligentny i z niemałą wiedzą wojskową, poległy zresztą w walce z NKWD 21 VIII 1944) też mógł być agentem sowieckim bo posłał wielu żołnierzy AK na oczywistą śmierć ? Czemu nie wziął on pod uwagę fatalnych doświadczeń z partyzantką sowiecką, z którą jego Zgrupowanie Nadniemeńskie toczyło zacięte walki ? Liczył, że kiedy wkroczy Armia Czerwona to będzie lepiej i da się z nimi dogadać? Czemu oficerowie AK z okręgu wileńskiego udali się do Wilna na rozmowy w sprawie tworzenia nowych zbrojnych oddziałów, planowanego dozbrojenia przez Armię Czerwoną, z dowództwem sowieckim mając w pamięci to co wydarzyło się wcześniej z oddziałem AK 'Kmicica' , z dowództwem Zgrupowania Stołpeckiego AK, Zgrupowaniem 'Gromada' na Wołyniu etc etc ?
Zadziwiające jest jak zupełnie niezauważalne są dziś pobudki ówczesnych członków podziemia. Ci ludzie po prostu rwali się do walki bez względu na okoliczności. W swojej naiwności nie chciano zauważyć, że z sowietami dogadać się nie można, a mocarstwa zachodnie nic nie zrobią, żeby wpłynąć na stosunek sowietów do AK.
Powstanie warszawskie wybuchnąć nie powinno. Zamiast świętować, przebierać się w powstańcze mundury i w powszechnej radości, uśmiechach, bawić się tą rocznicą, powinno się skłaniać ku zadumie i poszanowaniu poległych w tej ogromnej tragedii, jednocześnie wyciągając właściwe wnioski na przyszłość przy wymachiwaniu szabelkami. 'Święto' 1 sierpnia bliżej jest Święta Zmarłych 1 listopada, niż jakimkolwiek radosnym świętom rocznicowym z naszej historii.
Wydaje się niektórym, że to taka zabawa w przebranie w panterki z biało czerwonymi opaskami, rzucanie butelkami z benzyną do celu, strzelanie z kapiszonów zza sterty kostki brukowej do rzekomego 'Niemca' z którym wieczorem pójdzie się na piwko w czarnej koszulce ze znakiem Polski Walczącej...
Oczywistym jest, że świętować powinno się 15 sierpnia. 1 sierpnia powinien być jeszcze jednym z wielu dni pamięci i zadumy.

_________________
Są doskonałe figurki i modele. Są też doskonałe plany i materiały źródłowe, ale nigdy nie idzie to w parze.
http://fromholdblog.blogspot.com/


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Powstanie Warszawskie: Bez niedomówień
PostNapisane: sobota, 15 sierpnia 2015, 15:53 
Adjudant Commandant

Dołączył(a): czwartek, 14 maja 2015, 14:09
Posty: 1917
Fromhold napisał(a):
Zadziwiające jest jak zupełnie niezauważalne są dziś pobudki ówczesnych członków podziemia. Ci ludzie po prostu rwali się do walki bez względu na okoliczności. W swojej naiwności nie chciano zauważyć, że z sowietami dogadać się nie można, a mocarstwa zachodnie nic nie zrobią, żeby wpłynąć na stosunek sowietów do AK.

A tak konkretnie to kogo masz na myśli? Narwanego idiotę Montera czy zwykłych szeregowych żołnierzy, którzy bez broni szturmowali umocnione pozycje?
A zdajesz sobie sprawę z tego, że trzy dni wcześniej była pierwsza mobilizacja, jednak atak odwołano? I, że po tym, jak ludzie zobaczyli jaki jest stan uzbrojenia to na drugą mobilizację nie stawiło się 30-40% żołnierzy AK?
Zdajesz sobie sprawę z tego, że nigdy nie miało być Burzy w Warszawie? Weź ty poczytaj jakieś konkretne pozycje na temat zanim zaczniesz pisać teksty o wpływie moich poglądów politycznych na ocenę teorii spiskowych.

_________________
"Jest to gra planszowa. Każdy gracz ma planszę i lutuje nią przeciwnika." - cytat za "7 krasnoludków - historia prawdziwa."


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Powstanie Warszawskie: Bez niedomówień
PostNapisane: sobota, 15 sierpnia 2015, 16:02 
Général de Division
Avatar użytkownika

Dołączył(a): poniedziałek, 1 marca 2010, 22:38
Posty: 3371
Lokalizacja: obóz warowny
RAJ napisał(a):
[
A tak konkretnie to kogo masz na myśli? Narwanego idiotę Montera czy zwykłych szeregowych żołnierzy, którzy bez broni szturmowali umocnione pozycje?
A zdajesz sobie sprawę z tego, że trzy dni wcześniej była pierwsza mobilizacja, jednak atak odwołano? I, że po tym, jak ludzie zobaczyli jaki jest stan uzbrojenia to na drugą mobilizację nie stawiło się 30-40% żołnierzy AK?
Zdajesz sobie sprawę z tego, że nigdy nie miało być Burzy w Warszawie? Weź ty poczytaj jakieś konkretne pozycje na temat zanim zaczniesz pisać teksty o wpływie moich poglądów politycznych na ocenę teorii spiskowych.

Weź ty trochę pohamuj arogancję, przyjmij więcej pokory, zanim zaczniesz rzucać błotem i poczytaj więcej niż o samym powstaniu, więcej o atmosferze w oddziałach, więcej biografii, więcej przykładów około tego czym jesteś zainteresowany, porównaj, posłuchaj wspomnień itd itd. znajdziesz tam jeszcze bardzo wielu takich 'idiotów', 'agentów Moskwy' etc.

_________________
Są doskonałe figurki i modele. Są też doskonałe plany i materiały źródłowe, ale nigdy nie idzie to w parze.
http://fromholdblog.blogspot.com/


Ostatnio edytowano sobota, 15 sierpnia 2015, 17:22 przez Fromhold, łącznie edytowano 1 raz

Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Powstanie Warszawskie: Bez niedomówień
PostNapisane: sobota, 15 sierpnia 2015, 16:14 
Shoi
Avatar użytkownika

Dołączył(a): środa, 31 grudnia 2014, 18:40
Posty: 497
Lokalizacja: Warszawa
Burza miała być w Warszawie, decyzję podjęto na krótko przed powstaniem.
Myślę że mocno przeceniono siłę powstańczego wojska, w ostatnim momencie zmieniając sposób walki (n.p. atak dzienny).
Błędy trzeba na spokojnie przeanalizować, w historii wojska polskiego to tylko fragmenty. Oczywiście bardzo ważne.
Natomiast zgodzę się z Fromholdem jeżeli chodzi o rzucanie oskarżeń o zdradę na oficerów AK oraz przemyślenia na temat Powstania i obchodzenia rocznic. Bardzo łatwo dzisiaj oskarżać, szczególnie w sieci. Nie oznacza to że podchodzę bezkrytycznie do dowódców powstania.

_________________
Jak my tu przetrwaliśmy?


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Powstanie Warszawskie: Bez niedomówień
PostNapisane: wtorek, 25 sierpnia 2015, 12:25 
Lieutenant-Adjudant-Major
Avatar użytkownika

Dołączył(a): poniedziałek, 24 października 2011, 17:05
Posty: 623
Lokalizacja: ukochana Warszawa
Fromhold napisał(a):
RAJ napisał(a):
Dobra, sprawdziłem.
Nie chodziło o Montera tylko o Tatara. Okulicki oczywiście się zgadza.

Przeraża mnie w jak łatwy sposób sposób oblewa się ludzi pomyjami, stawiając najbardziej ohydne zarzuty, nie mając ku temu żadnych solidnych podstaw, o dowodach nie wspominając. Profes wspomniał o odniesieniu do współczesnych poglądów politycznych- oto mamy tu bezpośredni związek. Doszukiwanie się wszędzie agenturalnej przeszłości i opluwanie autorytetów należy do standardów w niektórych kręgach politycznych naszych czasów.


Bardzo słuszna uwaga.

_________________
BGG


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Powstanie Warszawskie: Bez niedomówień
PostNapisane: wtorek, 25 sierpnia 2015, 12:35 
Adjudant Commandant

Dołączył(a): czwartek, 14 maja 2015, 14:09
Posty: 1917
Zanim weźmiesz się za krytykowanie może sprawdź dlaczego Ci ludzie są opluwani? Jakie jest uzasadnienie tych podejrzeń?
Bo mnie dla odmiany przeraża, gdy inteligentni ludzie nie próbują nawet zweryfikować faktów, gdy są one sprzeczne z ich poglądami.

_________________
"Jest to gra planszowa. Każdy gracz ma planszę i lutuje nią przeciwnika." - cytat za "7 krasnoludków - historia prawdziwa."


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Powstanie Warszawskie: Bez niedomówień
PostNapisane: wtorek, 25 sierpnia 2015, 16:51 
Adjudant

Dołączył(a): wtorek, 14 października 2014, 13:42
Posty: 201
Lokalizacja: Mińsk Mazowiecki
No to czemu są opluwani? I Raj zadaj sobie pytanie czy koniec ich życia (Okulickiego i Montera) względnie kariery pasuje do wersji o szpiegostwie dla Rosjan? Jakie są podstawy (dowody) na ich zdradę? To jest ważne. Jak nie masz twardych dowodów nie spekuluj bo szargasz czyjeś dobre imię. Same błędy w dowodzeniu nie są dowodem zdrady. Gdyby tak było na haku zamiast Staufenberga zawisłby Hitler dyletant jakich mało a obok Himmler.


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Powstanie Warszawskie: Bez niedomówień
PostNapisane: wtorek, 25 sierpnia 2015, 17:05 
Adjudant Commandant

Dołączył(a): czwartek, 14 maja 2015, 14:09
Posty: 1917
Poczytaj sobie Obłęd 44 Zychowicza. A co do końca kariery - Rosjanie zamordowali wielu swoich oficerów i agentów.

_________________
"Jest to gra planszowa. Każdy gracz ma planszę i lutuje nią przeciwnika." - cytat za "7 krasnoludków - historia prawdziwa."


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Powstanie Warszawskie: Bez niedomówień
PostNapisane: wtorek, 25 sierpnia 2015, 17:14 
Adjudant Commandant

Dołączył(a): czwartek, 14 maja 2015, 14:09
Posty: 1917
Dwa z kilku rozdziałów na ten temat.

Cytuj:
Generał Stanisław Tatar przedstawiany jest na ogół jako ofiara komunizmu. W 1951 roku na procesie pokazowym komunistyczny sąd skazał go bowiem na dożywocie (wypuszczono go po kilku latach). Wcześniej przeszedł na UB ciężkie śledztwo. W rzeczywistości jednak Tatar był zdrajcą, który wypowiedział posłuszeństwo legalnym władzom Rzeczypospolitej i po wojnie oficjalnie przeszedł na żołd komunistów. Ale po kolei. Stanisław Tatar był oficerem artylerii armii rosyjskiej. Po upadku caratu trafił do Wojska Polskiego. Bił się podczas wojny 1920 roku, w II Rzeczypospolitej wykładał w Wyższej Szkole Wojennej. Walczył w kampanii 1939 roku, a później dołączył do konspiracji niepodległościowej, przyjmując kryptonim „Erazm”. W AK sprawował jedno z najważniejszych stanowisk – był szefem Oddziału Operacyjnego Komendy Głównej. Zanim przedstawię fatalną działalność Tatara, krótko zarysuję osobowość tego człowieka. W historii Polski są bowiem postacie, które odegrały w niej bardzo pozytywną rolę, ale w życiu osobistym były niegodziwcami. I odwrotnie, są postacie, których działalność wyrządziła sprawie polskiej olbrzymie szkody, a które w kontaktach międzyludzkich były pełne uroku. W wypadku Tatara sprawa wyglądała inaczej. Był niegodziwcem w życiu prywatnym, a zarazem szkodnikiem w życiu publicznym. Poniżej kilka z licznych opowieści o naszym „bohaterze”. Już w latach trzydziestych Tatar dał się poznać kolegom jako człowiek niezwykle arogancki i wulgarny. Gdy pewnego razu jeden z oficerów zaproponował mu wspólne wyjście do teatru, Tatar odmówił, stwierdzając, że jego żona jest „kotna”. Określenie to padło przy pani Tatarowej. Jak pisał Zbigniew S. Siemaszko, biograf Tatara, przy stole zapanowała wówczas konsternacja. Podobne zwroty wśród przedwojennych oficerów były nie do przyjęcia. Jeden z elewów Wyższej Szkoły Wojennej, kapitan Stanisław Kuniczak, nazwał Tatara „despotą i zabójczym ględziarzem” nie uznającym indywidualności słuchaczy. Mało tego, ordynarnie kpił ze swoich uczniów. Według wszelkich relacji Tatar wręcz obłędnie nienawidził piłsudczyków. Bardzo charakterystyczne, że zaoferowane mu stanowisko w ZWZ przyjął, dopiero gdy generał Grot-Rowecki zapewnił go, że organizacja „nie ma nic wspólnego z sanacją”. Wszystkie jego paskudne cechy nasiliły się, gdy Tatar pojawił się w 1944 roku w Londynie. Przykładem tego jest prześladowanie przezeń majora Jana Jaźwińskiego, wybitnego polskiego oficera, dowódcy bazy łączności we Włoszech. Otóż Tatar wezwał raz do swojego biura w Londynie żonę Jaźwińskiego i zrobił jej karczemną awanturę. „Jeżeli pani na niego nie wpłynie, to tu, na mojej dłoni, wyrosną mnie włosy, jeśli kiedykolwiek on wróci do pani. To ja pani gwarantuję” – krzyczał. „Boję się tego Tatara, to jakiś dziki potwór” – pisała pani Jaźwińska do męża. Andrzej Pomian, oficer AK, a potem znany emigracyjny historyk, nazywał generała Tatara„człowiekiem brutalnym i prymitywnym” o „warcholskim usposobieniu”. „Pamiętam jedną scenkę w Londynie – wspominał. – Szliśmy wtedy bodajże Shaftsbury Avenue i spotkaliśmy jakiegoś Murzyna. Na to Tatar szturchnął mnie i powiedział: «Widzicie, ociec – małpa idzie!»”. Należy w tym miejscu dodać, że owo „ociec” było stałym elementem protekcjonalnego wulgarnego języka, którym Tatar zwracał się do podkomendnych. Pobóg-Malinowski pisał o Tatarze, że był to „oficer łączący przeciętną inteligencję z nadmiarem ambicji osobistej i dużą energią. Arbitralny w stosunkach z otoczeniem, bezwzględny w dążeniu do swoich celów. Tupetem, pewnością siebie, kategorycznym tonem onieśmielał także i przełożonych”. Generał Stanisław Kopański opisał go zaś jako „ponurego typa, enkawudowca”. Charakterystykę Tatara znajdujemy też we wspomnieniach Jana Nowaka-Jeziorańskiego: „Podwładnych terroryzował sposobem bycia. Oficerów traktował jak feldfebel szeregowców. Od początku nie ukrywał żywiołowej nienawiści do Sosnkowskiego i kompleksu antysanacyjnego graniczącego z aberracją. Tatar dyszał nienawiścią do piłsudczyków. Niestety wygórowane ambicje Tatara nie miały żadnego pokrycia w jego inteligencji politycznej. Był pod tym względem naiwnym prymitywem. Ten człowiek o ponurym, złym spojrzeniu…”. I na koniec jeszcze jedna historia. Po przyjeździe do Londynu w roku 1944 Tatar chodził do polskiego dentysty doktora Jakuba Weinsteina. Niemcy wymordowali Weinsteinowi całą, pozostałą w kraju, rodzinę, a mimo to Tatar – doskonale o tym wiedząc – opowiadał mu makabryczne dowcipy o losie Żydów pod okupacją. Nawet po wielu latach Weinstein, słysząc nazwisko Tatar, trząsł się ze złości. Opowieści takich można przytoczyć jeszcze wiele. Chyba jednak mają już państwo wyobrażenie, jakim człowiekiem był generał Stanisław Tatar. Wróćmy więc do jego działalności w kraju. Otóż dopóki dowódcą AK był Grot-Rowecki, Tatar się nie wychylał. Jak mówił Zbigniew Siemaszko, „Tatar potrzebował, żeby go trzymać za mordę”. Gdy zabrakło silnej ręki Grota i nastał czas chwiejnego „Bora”, Tatar – który nowego dowódcę nazywał pajacem – rozpuścił się jak dziadowski bicz. Nagle ten człowiek o mocno ograniczonych horyzontach odkrył, że jest wielkim politykiem. I wbrew przełożonym oraz racji stanu swojego państwa zaczął nachalnie forsować koncepcję kapitulacji przed Związkiem Sowieckim. Do tej akcji pozyskał szereg oficerów na czele z podpułkownikiem Marianem Drobikiem i pułkownikiem Jerzym Kirchmayerem. Ten pierwszy jesienią – na polecenie Tatara – przygotował specjalny memoriał skierowany do Komendy Głównej, w którym postulował ugodę ze Stalinem. Swoją koncepcję Tatar propagował również w referatach wygłaszanych w Komendzie Głównej i w licznych rozmowach z oficerami. Przekonywał, że Polacy powinni porzucić Anglików i przesiąść się na zwycięskiego, czyli sowieckiego, konia. Porozumienie to planował zawrzeć kosztem połowy Polski. „Ziemie Wschodnie – pisał Pobóg-Malinowski – uważał za «raka» od wieków toczącego Polskę. Głosił konieczność wyrzeczenia się ich. Jeden powiat oderwany od Niemiec na zachodzie, mówił, ma większą wartość niż województwo na wschodzie”. Nie jest tajemnicą, że swoje projekty podporządkowania Polskiego Państwa Podziemnego Sowietom – które, jak słusznie przewidział, zwyciężą w drugiej wojnie światowej i będą okupowały Polskę – łączył z osobistymi, niezwykle wygórowanymi ambicjami. „Wydaje się nie ulegać wątpliwości – pisał Pobóg-Malinowski – że ludzie w kraju, tacy jak Tatar czy płk Kirchmayer, kierowali się w skrytości ducha rachubami, by przez swój pozytywny stosunek do «współdziałania bojowego» z armią najeźdźcy moskiewskiego, także przez powstanie w Warszawie, zaskarbić sobie zawczasu łaskawe względy Kremla i utorować drogę do dygnitarskich stanowisk w czerwono-komunistycznej Polsce”. To właśnie Tatar do spółki z Kirchmayerem opracowali plan operacji „Burza”. To oni przeforsowali koncepcję, w ramach której żołnierze Armii Krajowej mieli się sami zdekonspirować przed NKWD. Skrajnie prosowieckie poglądy Tatara wywoływały jednak przerażenie wśród innych oficerów Komendy Głównej AK. Choć sami coraz bardziej przychylali się do koncepcji Mikołajczyka, uważali, że Tatar idzie stanowczo zbyt daleko. Jak pisał później pułkownik Kazimierz Iranek-Osmecki, gdyby Tatar odważył się głosić swoje tezy za czasów „Grota”, sprawa zostałaby załatwiona szybko i zdecydowanie – Rowecki kazałby „rozwalić” Tatara za zdradę. Tak jak wcześniej nakazał zlikwidować Albrechta. „Wystąpienia Tatara powodowały poważne komplikacje – pisał Siemaszko. – Oto w organizacji wojskowej stojącej na stanowisku suwerenności i nienaruszalności granic państwa jeden z trzech najwyższych funkcją oficerów zaproponował formalnie, aby odejść od tych zasad i poszukać kompromisu z sąsiadem, który niedawno zagarnął połowę polskiego terytorium, zadał jego mieszkańcom ogromne cierpienia i wymordował około ośmiu i pół tysiąca oficerów”. Nawet Bór-Komorowski i jego zastępca generał Pełczyński zdawali sobie sprawę, że dalsze trwanie Tatara na tak ważnym stanowisku grozi rozbiciem Armii Krajowej. Nietrudno było przewidzieć, co zrobi Tatar, gdy do Polski wkroczy Armia Czerwona. Obaj generałowie postanowili więc pozbyć się „Erazma”. Ale zamiast wydać rozkaz o jego likwidacji… wysłali go do Londynu. W ten sposób przerzucili „zgniłe jajko” do cudzego gniazda, narażając na kłopoty naczelnego wodza. Był to błąd o bardzo poważnych konsekwencjach. Generał Stanisław Tatar przybył na Zachód pierwszym „Mostem”, czyli wszedł na pokład pierwszego brytyjskiego samolotu, który wylądował na terytorium okupowanej Polski. Odbyło się to w nocy z 15 na 16 kwietnia 1944 roku. Co bardzo charakterystyczne, przed wylotem poinstruował on swojego zaufanego oficera Władysława Romana, że gdy tylko nadejdą Sowieci, ma natychmiast dołączyć do armii Berlinga. Tymczasem przełożeni Tatara w AK nie tylko nie zdobyli się na to, aby go rozstrzelać, ale nawet na to, aby poinformować naczelnego wodza, kogo mu przysyłają. Zobowiązali tylko Tatara oficerskim słowem honoru, że po przylocie zamelduje się u generała Kazimierza Sosnkowskiego i poinformuje go o swoim prosowieckim nastawieniu (cały „Bór”!). Tatar oczywiście oficerskie słowo honoru złożył, a na miejscu je złamał. Sosnkowskiemu o niczym nie powiedział. W efekcie w Wielkiej Brytanii, jako pierwszy wysłannik okupowanej Polski o tak wysokiej randze, zrobił furorę. Tatar, który przyjął nowy pseudonim „Tabor”, był sensacją sezonu. Przyjmowali go Anglicy i Amerykanie. Nieświadomy, z kim ma do czynienia, generał Sosnkowski mianował go zastępcą szefa Sztabu Naczelnego Wodza do spraw krajowych. Dzięki temu Tatar nieoczekiwanie znalazł się w pozycji nadrzędnej wobec swoich dotychczasowych przełożonych – Bora-Komorowskiego i Pełczyńskiego. Był to wielki paradoks. W Londynie Tatar naturalnie zbliżył się do mającego podobne poglądy Mikołajczyka. Kontynuował również filosowiecką akcję agitacyjną, którą prowadził w kraju. Odbył szereg spotkań z polskimi oficerami, podczas których próbował przekonać ich do swojej koncepcji. „Zaprosił mnie na śniadanie – wspominał podpułkownik Michał Protasewicz – i zaczął mówić o potrzebie nawiązania dobrych stosunków z Moskalami. Zaoponowałem, bo nie było ku temu warunków. Więcej Tatara nie widziałem”. Sporo oficerów udało się jednak Tatarowi pozyskać. Między innymi Mariana Utnika i Stanisława Nowickiego, którzy mieli się wkrótce stać jego najbliższymi współpracownikami. Tak zaczęła powstawać tajna „organizacja Tatarowska”, której członkowie składali nawet specjalną przysięgę. Tymczasem Tatar został zabrany przez Mikołajczyka w podróż do Ameryki, gdzie 12 czerwca stanął przed Kolegium Szefów Sztabów (Combined Chiefs of Staff, CCS). Generał mówił tam rzeczy zdumiewające. Ku oburzeniu obecnego na sali pułkownika Leona Mitkiewicza – który był przedstawicielem Polski przy CCS – zapytany o współpracę między Armią Krajową a wkraczającą do Polski Armią Czerwoną Tatar zapewnił, że układa się ona… harmonijnie i bez żadnych zadrażnień. Było to oczywiste kłamstwo. Amerykańscy, a szczególnie brytyjscy generałowie zareagowali jednak na te słowa wręcz entuzjastycznie. Omal nie klaskali w dłonie, co u chłodnych Anglosasów było rzeczą niebywałą. Usłyszeli bowiem od Tatara dokładnie to, co chcieli usłyszeć. Przybyły z okupowanej Polski oficer zdementował „obrzydliwe antysowieckie plotki” kolportowane przez „reakcyjnych Polaków”, że Armia Czerwona rozbraja Armię Krajową. Podczas spotkania z alianckimi oficerami Tatar zapewnił również, że polskie podziemie jest gotowe na dalszą współpracę z Armią Czerwoną, także gdy chodzi o wywołanie powstania na tyłach frontu wschodniego. Gdy pułkownik Mitkiewicz próbował Tatara powstrzymać przed wygadywaniem takich rzeczy, generał ostro go osadził. „Ja tu jestem wyłącznie odpowiedzialny za to, co ja tutaj powiem!” – syknął. W nagrodę Tatar dostał od Roosevelta do swojej dyspozycji 10 milionów dolarów. Formalnie pieniądze te miały iść na ruch oporu w okupowanej Polsce, w praktyce – co ujawnił po latach Marian Utnik – był to fundusz przeznaczony na „sfinansowanie celów politycznych Mikołajczyka – kompromisowego dogadania się z Kremlem i objęcia przez stronnictwa ugodowe władzy w Polsce na zachód od Bugu”. Skąpi Anglicy Tatarowi pieniędzy nie dali, ale odznaczyli go Orderem Łaźni. Najważniejsze w całej sprawie nie były jednak odznaczenia i nawet nie te 10 milionów dolarów, ale kontrola, jaką Tatar sprawował nad łącznością z krajem. To właśnie ona pozwoliła mu bowiem przeprowadzić zdumiewającą intrygę.

_________________
"Jest to gra planszowa. Każdy gracz ma planszę i lutuje nią przeciwnika." - cytat za "7 krasnoludków - historia prawdziwa."


Ostatnio edytowano wtorek, 25 sierpnia 2015, 17:16 przez RAJ, łącznie edytowano 1 raz

Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Powstanie Warszawskie: Bez niedomówień
PostNapisane: wtorek, 25 sierpnia 2015, 17:16 
Adjudant Commandant

Dołączył(a): czwartek, 14 maja 2015, 14:09
Posty: 1917
Cytuj:
Tatar, wbrew temu, co później opowiadał w PRL-u, był gorącym zwolennikiem wszczęcia powstania. Podobnie jak Mikołajczyk przekonywał, że jest ono konieczne jako akt dobrej woli wobec Związku Sowieckiego. Że otworzy drogę do porozumienia ze Stalinem. Według Tatara dotychczasowe wysiłki polskiego podziemia były niewystarczające. „Uważał, że teraz wszystko musi walczyć bez względu na szanse powodzenia i straty” – wspominał generał Kukiel. Tatar poważnie się jednak obawiał, że wybuchowi powstania w Warszawie zapobiegnie generał Sosnkowski. Dlatego zdecydował się na rzecz trudną do uwierzenia. Rzecz, która nie ma chyba precedensu w całej wielowiekowej historii oręża polskiego. Otóż generał Tatar przechwytywał, cenzurował, poprawiał i opóźniał te depesze wysyłane przez naczelnego wodza do „Bora”, w których naczelny wódz przestrzegał przed zgubnymi skutkami powstania. Organizując ten wymierzony w generała Sosnkowskiego spisek, Tatar nie tylko złamał rozkazy i zhańbił mundur oficera Wojska Polskiego, ale przede wszystkim sparaliżował łączność między krajem a Londynem w decydującym momencie. Momencie, w którym ważyły się losy stolicy Polski i miliona jej mieszkańców. Jak spisek wyglądał w praktyce? Otóż wysłanie najważniejszych depesz naczelnego wodza opóźniano, nadając im niski status ważności. Zgodnie z procedurami były więc one uznawane za drugorzędne. Leżały długo na biurkach w sztabie, zanim je zaszyfrowano i przesłano do kraju. Działało to także w drugą stronę: Tatar i jego ludzie opóźniali depesze „Bora” do naczelnego wodza. Tych najważniejszych zaś generał Sosnkowski nie otrzymał w ogóle lub dotarły do niego poważnie okrojone. Tak było choćby z depeszą o czujności do powstania z 21 lipca czy depeszą o gotowości do walki o Warszawę z 25 lipca. Naczelny wódz został więc odcięty od informacji z Polski i całkowicie stracił kontrolę nad sytuacją. Z kolei z depesz generała Sosnkowskiego za sprawą machinacji Tatara usunięte zostały między innymi stwierdzenia: „trzeba dążyć do zaoszczędzenia substancji biologicznej narodu w obliczu podwójnej eksterminacji”, „wycofywać oddziały na zachód”, „ujawnianie się nie ma sensu wobec utworzenia tak zwanego Komitetu Wyzwolenia Narodowego i perspektywy aresztowania ujawnionych przez Sowiety”. Z depesz naczelnego wodza wycinane więc było wszystko, co mogło odwieść Komendę Główną AK od wydania rozkazu o wywołaniu powstania. Oczywiście „Bór” i tak doskonale zdawał sobie sprawę, że generał Sosnkowski jest przeciwny powstaniu. Nie można jednak wykluczyć, że depesze te podziałałyby na niego trzeźwiąco. Mogłyby być poważną podporą skupionego wokół pułkownika Bokszczanina stronnictwa realistów i zaciążyć na ostatecznej decyzji. „Nie wiadomo – pisał Zbigniew S. Siemaszko – jaki wpływ na rozwój wypadków miałaby sprawna wymiana wiadomości między Naczelnym Wodzem a dowódcą AK w końcu lipca 1944 roku. Ale wiadomo, że Tatar obawiał się tego rodzaju wymiany, sądząc widocznie, że depesze Sosnkowskiego mogłyby wpłynąć hamująco na aktywność AK, której Tatar sobie życzył. Trzeba podkreślić, że Tatar zachował się nielojalnie i zawiódł pokładane w nim zaufanie”. Generał Bór-Komorowski zapytany w 1965 roku przez Jana Ciechanowskiego, co by zrobił, gdyby w ostatniej chwili otrzymał jednoznaczny rozkaz od naczelnego wodza zabraniający mu przystąpienia do powstania, odparł: „To byśmy walki nie rozpoczynali. Rozkaz byłby wykonany”. Opinię tę potwierdził generał Pełczyński. Taki rozkaz tymczasem został wydany. Była to depesza z 29 lipca, która nie mogła pozostawiać żadnych wątpliwości co do woli naczelnego wodza: „W obecnych warunkach politycznych – pisał Sosnkowski – jestem bezwzględnie przeciwny powszechnemu powstaniu, którego sens historyczny musiałby z konieczności wyrazić się w zamianie jednej okupacji na drugą”. Depesza ta nie została wysłana do Warszawy. Tatar zatrzymał ją, wpływając na szefa sztabu generała Kopańskiego. Nie wysłano również depeszy naczelnego wodza z 28 lipca, w której pisał on: „W obliczu sowieckiej polityki gwałtów i faktów dokonanych powstanie zbrojne byłoby faktem pozbawionym politycznego sensu, mogącym za sobą pociągnąć niepotrzebne ofiary”… „Niewyjaśnioną dotąd należycie, lecz bez wątpienia niemałą część odpowiedzialności moralnej za los depesz Naczelnego Wodza ponosi generał Tatar, będący w kontakcie z grupą Mikołajczyka na tle polityki prosowieckiej – pisał po wojnie adiutant generała Sosnkowskiego kapitan Witold Babiński. – Powolność przekazywania przez Londyn depesz Naczelnego Wodza nie da się usprawiedliwić”. Spisek Tatara wymierzony w naczelnego wodza nie ograniczał się tylko do kontrolowania jego depesz. Generał Stanisław Tatar starał się również zrobić wszystko, aby maksymalnie opóźnić dotarcie do Komendy Głównej AK emisariusza naczelnego wodza, młodego oficera Jana Nowaka-Jeziorańskiego. Ów żołnierz AK w 1943 roku dotarł do Londynu jako kurier podziemia. W Wielkiej Brytanii wielokrotnie rozmawiał z generałem Sosnkowskim, pozwolono mu przeczytać stenogramy rozmów przedstawicieli polskich władz z Churchillem i Edenem. Nowak był tym wszystkim porażony, nie miał żadnych wątpliwości, że Polska została sprzedana Sowietom i że żadne, nawet największe ofiary nie odmienią losu Rzeczypospolitej. Jego zadaniem po powrocie do Warszawy miało być rozwianie wszelkich iluzji, które żywiła w tej sprawie Komenda Główna. Miał również poinformować „Bora”, że na żadną pomoc Zachodu dla powstania nie ma co liczyć. Gdy jednak w czerwcu 1944 roku Nowak rozpoczął przygotowania do wyjazdu do Polski, na jego drodze – jak później wspominał – „wyrosła nowa, najbardziej ze wszystkich nieoczekiwana przeszkoda”. Tą przeszkodą był Tatar.   Wkrótce po powrocie Tatara z Waszyngtonu zameldowałem się u niego – wspominał Nowak. – Poprosiłem o umożliwienie mi wykonania rozkazu i odlot w najbliższym terminie do bazy w Brindisi. – A po co ten pośpiech? – odpowiedział generał. – Wam, ojciec, zanadto się śpieszy. Chcecie jechać na bazę – proszę, pojedziecie konwojem, drogą morską! Zaskoczony, zaoponowałem energicznie. Droga konwojem mogła potrwać od miesiąca do dwóch. – Przez szereg miesięcy zbierałem pracowicie informacje wojskowo-polityczne. Dotarłem do najwyższych szczebli. Informacje te – wywodziłem dalej – mają dopomóc dowódcy AK i jego sztabowi w podejmowaniu w najbliższych miesiącach decyzji o wielkim znaczeniu dla przyszłości kraju. Gen. „Bór” wyraźnie nakazuje natychmiastowy powrót. Zbliżają się przełomowe chwile i każdy dzień jest drogi. Dwumiesięczna zwłoka może przekreślić całą moją misję. Tatar pokręcił głową. – Wam, ojciec, tylko się zdaje, że jesteście tacy ważni – powtórzył. – Wy nie jesteście żadnym ekstra-gościem. Popłyniecie sobie statkiem, jak każdy inny skoczek. Z trudem opanowując wzburzenie i wrodzoną popędliwość, jeszcze raz powołałem się na to, że dowódca AK już trzykrotnie domagał się mego powrotu i że rozkaz jest wyraźny. Generał ze złośliwą satysfakcją obserwował moją reakcję. – Nie traćcie czasu, ojciec, ja tu decyduję!   Nowak skontaktował się czym prędzej z generałem Kazimierzem Sosnkowskim i poinformował go o przebiegu rozmowy.   – Słyszałem o pana trudnościach – powiedział krótko Sosnkowski. – Niech się pan pocieszy, ja także natrafiam na podobne przeszkody. Prawdopodobnie pochodzą z tego samego źródła. W ciągu najbliższych tygodni odlatuję na inspekcję do II Korpusu. Poleci pan w moim samolocie. Proszę szykować się do drogi. Formalności z Anglikami załatwiać będzie adiutantura. – Co mam zameldować Tatarowi? – Powtórzy mu pan rozkaz naczelnego wodza. Ja tu decyduję! Oznajmiając Tatarowi decyzję Sosnkowskiego, ja tym razem obserwowałem z satysfakcją jego wściekłość. Gdyby mógł – pomyślałem – posłałby mnie wprost pod ścianę. Nie przeczuwałem, że napotkam wkrótce z jego strony jeszcze jedną próbę udaremnienia mego zadania. Jakimi motywami mógł kierować się ten człowiek o ponurym, złym spojrzeniu?   Nowak rzeczywiście został przetransportowany samolotem naczelnego wodza do Włoch. Na skutek zakulisowych machinacji Tatara w polskiej bazie „Jutrzenka” pod Brindisi, z której posyłano samoloty do kraju, znalazł się jednak dopiero 17 lipca. A więc gdy sowieckie wojska podchodziły pod Warszawę, a sytuacja w Komendzie Głównej AK stawała się coraz bardziej napięta. Informacje, które miał przewieźć do kraju Nowak, mogły się okazać nieocenione. W tej sytuacji liczyła się każda godzina. Tymczasem Nowak pod Brindisi utknął na ponad tydzień. W tym czasie szef bazy Marian Dorotycz-Malewicz „Hańcza” – zaufany człowiek Tatara – uniemożliwiał mu kontakt z naczelnym wodzem. „Z niepokojem patrzyłem na czerwoną nitkę frontu na mapie w pokoju operacyjnym. Od dnia mego przyjazdu przesuwano ją bliżej i bliżej miejsca, w którym miało nastąpić lądowanie” – wspominał Nowak. Wreszcie, 25 lipca, samolot z kurierem odleciał z Włoch. Zgodnie z procedurą depesza o wyjeździe kuriera powinna być wysłana do Komendy Głównej AK dziesięć dni przed jego wylotem. Tymczasem Tatar depeszę o przybyciu Nowaka wysłał do Bora-Komorowskiego… w dniu wylotu. W efekcie dotarła ona do adresata w przeddzień powstania. Tatar „nie mógł udaremnić mego odlotu «Mostem», więc chciał przynajmniej utrudnić i opóźnić mój raport” – pisał Nowak. Gdy Nowak przybył 26 lipca do Warszawy, nikt go nie oczekiwał i dotarcie przed oblicze komendanta AK zajęło mu trzy dni. Wskutek intrygi Tatara wiozący niezwykle ważne informacje emisariusz z Londynu spotkał się z „Borem” dopiero 29 lipca. Komendant AK w asyście najbliższych współpracowników przyjął Nowaka w kwaterze przy Śliskiej 6. Po latach Nowak opowiadał Kazimierzowi Zawodnemu, że poinformował Komendę Główną o czterech sprawach:   1. Polska wojnę w sensie politycznym przegrała. Kraj znajdzie się w całości pod okupacją sowiecką. Alianci działają na zasadzie podziału strefy wpływów w Europie i zon okupacyjnych. Polska została włączona do sowieckiej strefy wpływów. 2. Alianci w obronie Polski nie zaryzykują swego sojuszu z Rosją. 3. Warszawa nie może liczyć na zrzucenie Brygady Spadochronowej. 4. Warszawa nie może liczyć na poważne zrzuty broni i amunicji.   Innymi słowy, Nowak przekazał Komendzie Głównej informacje, które niezbicie dowodziły, że powstanie w Warszawie nie tylko nie ma najmniejszych szans na wojskowy sukces, ale i nie ma żadnego sensu politycznego. Nawet gdyby jakimś cudem słabo uzbrojeni i wyszkoleni żołnierze Armii Krajowej o własnych siłach wyrzucili ze stolicy potężną armię niemiecką, zostaliby zmiażdżeni przez wkraczającą armię sowiecką. Gdy szef sztabu generał Pełczyński zapytał Nowaka, jakie wrażenie powstanie wywoła w Wielkiej Brytanii i Ameryce, kurier odpowiedział bez ogródek: „Nie będzie miało żadnego wpływu na politykę sojuszników, a jeśli chodzi o opinię publiczną na zachodzie, będzie to dosłownie burza w szklance wody”. Były to słowa prorocze. Oficerowie Komendy Głównej przyjęli je z przygnębieniem. „Moja misja była spóźniona” – pisał Nowak. Po wojnie Nowak zapytał generała Tadeusza Bora-Komorowskiego, czy gdyby dotarł do niego o tydzień wcześniej, komendant AK wziąłby pod uwagę informacje kuriera. Bór-Komorowski odpowiedział twierdząco. Czy rzeczywiście tak by się stało? Tego oczywiście nie wiemy. Wszystkie intrygi Tatara zmierzające do wywołania powstania w Warszawie (Tatar jako niezły oficer sztabowy musiał zdawać sobie sprawę, że skończy się ono klęską) prowokują do zadania najważniejszego w tej sprawie pytania: Dlaczego Tatar podjął taką akcję? Czy była ona skutkiem jego własnej koncepcji politycznej, czy też ktoś Tatarem kierował?

_________________
"Jest to gra planszowa. Każdy gracz ma planszę i lutuje nią przeciwnika." - cytat za "7 krasnoludków - historia prawdziwa."


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Powstanie Warszawskie: Bez niedomówień
PostNapisane: wtorek, 25 sierpnia 2015, 18:54 
Adjudant

Dołączył(a): wtorek, 14 października 2014, 13:42
Posty: 201
Lokalizacja: Mińsk Mazowiecki
Raj-u jak twoim autorytetem jest Zychowicz to nie ma sensu dalej tego ciągnąć. Szczególnie ostatnie zdanie dobija "może ktoś nim kierował???" ot konstatacja godna zawodowca. Ech...

Ja stawiam na ufoludki. One miały inną od naszej AK koncepcję geo geopolityczną. Raj zacznij czytać źródła lub pozycje naukowe a Zychowicza nie bierz serio.


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Powstanie Warszawskie: Bez niedomówień
PostNapisane: wtorek, 25 sierpnia 2015, 19:05 
Adjudant Commandant

Dołączył(a): czwartek, 14 maja 2015, 14:09
Posty: 1917
Linia Partii Linią Narodu.

_________________
"Jest to gra planszowa. Każdy gracz ma planszę i lutuje nią przeciwnika." - cytat za "7 krasnoludków - historia prawdziwa."


Góra
 Zobacz profil  
 
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 332 ]  Przejdź na stronę Poprzednia strona  1 ... 18, 19, 20, 21, 22, 23  Następna strona

Strefa czasowa: UTC + 1 [ DST ]


Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 3 gości


Nie możesz rozpoczynać nowych wątków
Nie możesz odpowiadać w wątkach
Nie możesz edytować swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników

Szukaj:
Skocz do:  
Powered by phpBB © 2000, 2002, 2005, 2007 phpBB Group. Color scheme by ColorizeIt!
Przyjazne użytkownikom polskie wsparcie phpBB3 - phpBB3.PL


Informacja o ciasteczkach
Strona korzysta z plików cookie w celu realizacji świadczonych usług. Jeśli nie akceptujesz tego faktu prosimy o opuszczenie tej strony.